Eleni – Gwiazda wmieszana w tłum strudzonych pielgrzymów

Słowa zawarte w tytule pochodzą z książki pt. „Eleni – Nic miłości nie pokona”, wywiadu przeprowadzonego z piosenkarką przez nieżyjącego już o. Roberta Mirosława Łukaszuka, rzecznika prasowego Jasnej Góry.

Eleni

Jeszcze we wrześniu przed wyjazdem na miesięczne tournee po Australii Eleni Tzoka obiecała nam wywiad do świątecznego numeru, co zawdzięczamy poetce Joannie Olejniczak z Mosiny, która od ponad 30 lat przyjaźni się z piosenkarką, projektuje i szyje dla niej stroje, która mówi o Eleni: „Misjonarka miłości”. Niech ten króciutki wiersz, który Eleni bardzo lubi, wyrazi także i to, co autorka artykułu chciałaby przekazać Czytelnikowi:

Osuszyłaś łzy dobrocią swego serca

Z cierni uplotłaś wieniec miłości

Rozdajesz ją szczodrze poza blaskiem jupiterów

Swoim śpiewem zapalasz światło w człowieczej duszy

                           Joanna Olejniczak- tomik „Rodzić się kolejny raz”

Eleni – delikatna, ciepła, pełna niezwykłej zwykłości

[singlepic id=170 w=320 h=240 float=left]Tak pomyślałam odkładając telefon. Eleni zadzwoniła do mnie (poprzedniego dnia poprosiłam ją o spotkanie), zapytała, czy mi nie przeszkadza, zaproponowała datę i miejsce wywiadu, a potem długa, telefoniczna rozmowa dotyczyła już zwykłych, codziennych spraw. Sporą jej część zajęły czworonogi i ich miejsce w domu, mogę tylko zdradzić, że Kicia, kot Eleni lubi zasiadać na wolnym krześle przy stole, co budzi mieszane uczucia niektórych gości, a pies – Buzuki ma własną, zarekwirowaną od domowników poduszkę i doskonale radzi sobie z … właścicielami.

Na koniec Eleni upewniła się, czy mam samochód, żeby dojechać do Poznania – umówiłyśmy się pod Koziołkami – i powiedziała:

- Proszę się nie denerwować, gdyby miała pani trudności z dojazdem i zaparkowaniem, poczekam.

Nie potrafiłam nawet wyobrazić sobie spóźnienia. Ale życie płata figle.

Z Mosiny wyjechałam półtorej godziny wcześniej i bez przeszkód dotarłam do Starego Rynku. Był prawie pusty, kostki bruku błyszczały od porannej rosy i nisko świecącego, prawie zimowego już słońca. Zegar na wieży wybił umówioną dziesiątą, minęło kilka minut, a ja stałam przed Muzeum (stamtąd miałyśmy pójść do ulubionej herbaciarni piosenkarki) i zastanawiałam się, czy czegoś źle nie zrozumiałam. Po chwili usłyszałam za sobą odgłos kroków, Eleni prawie podbiegła i biorąc mnie pod rękę, powiedziała:

- Ja naprawdę nigdy się nie spóźniam, jestem punktualna, zawsze do centrum dojeżdżam w pół godziny, a dzisiaj wiele ulic było zamkniętych, Poznań jest rozkopany, bardzo, bardzo panią przepraszam…

W herbaciarni, zamiast herbaty zamówiłyśmy kawę i „uzbrojone” w rożki z francuskiego ciasta z nadzieniem różanym usiadłyśmy przy stoliku. Eleni poprosiła panią zza baru o ściszenie głośników, żebym mogła włączyć dyktafon.

O czym rozmawiałyśmy? Chyba o wszystkim, o rodzinie i młodości Eleni, miłości i cierpieniu. Przez cały ten czas – od września, a spotkałyśmy się w listopadzie – myślałam, że jednego tematu nie będę miała odwagi poruszyć: śmierci jej córki Afrodyty. Tymczasem Eleni, sama, spokojnie, naturalnie opowiedziała mi o Niej. Powiedziała też: – Nie tylko ja straciłam dziecko, są ludzie, którzy bardzo cierpią i ja chcę im pomóc.

Rozmowa w herbaciarni

Elżbieta Bylczyńska:

- Kiedy wczytałam się w wywiad o. Łukaszuka z Panią, zrozumiałam, że autorka wstępu do książki, Żaneta Bilska, mówiąc o Pani : „gwiazda wmieszana w tłum strudzonych pielgrzymów”, miała na myśli to, że Pani jako osoba, która często odwiedza Jasną Górę, miesza się po prostu z tłumem pielgrzymów i tam się Pani nie ujawnia, nie jest gwiazdą, piosenkarką, lecz jedną z nich. W pierwszym odczuciu określenie – strudzony pielgrzym – odniosłam do Pani życia i Pani tragedii, do słów Ewangelii: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię”.

Eleni:

- Strudzony pielgrzym, to rzeczywiście każdy z nas, to człowiek, który zwraca się do Boga o pomoc w codziennym życiu, trafne jest to skojarzenie. Do tego cudownego miejsca, na Jasną Górę zawsze chętnie powracam. Życie jest ciągłym procesem, w którym człowiek toczy walkę o siebie, o to, jaki jest, jaki będzie. Czasami następuje moment wyciszenia, kiedy można posłuchać… melodii własnego wnętrza, a wchodzenie w głąb siebie i wyciszenie pozwala usłyszeć odpowiedzi na pewne pytania. Często jest tak, że mamy jakiś problem, nie wiemy jak sobie z nim poradzić, nie pomaga nam pośpiech, z jakim przeżywamy życie i w efekcie nie znajdujemy rozwiązania. Natomiast, kiedy wyciszymy się, jesteśmy w stanie usłyszeć coś, co płynie z naszego wnętrza.

- Ale to jest chyba modlitwa, rozmowa z Bogiem?

- Oczywiście.

- Gdzie Pani ją odbywa?

- Zamykam się w pokoju i po prostu rozmawiam… Niekiedy nie ma tej odpowiedzi, ale daje to ukojenie; każdy człowiek powinien tego doświadczać. Po śmierci Córki, po wielu miesiącach rozmów z Bogiem, któregoś ranka obudziłam się z niewytłumaczalnym spokojem w sercu i wewnętrzną harmonią, nie potrafię jej opisać.

- Niewielu z nas tego doświadcza. Pani jest o tyle łatwiej, że wychowała się w bardzo religijnej rodzinie.

- Tak. Rodzice bardzo siebie i nas kochali, mając tak niewiele potrafili wspierać każdego człowieka. Z wielką miłością do Boga i ludzi zetknęłam się w domu rodzinnym, ale jako dziecko inaczej to odbierałam. W młodości jeszcze inaczej spostrzegałam Pana Boga. Dopiero w całkiem dorosłym życiu, poprzez koleje własnego losu, doświadczenie, życie zawodowe i prywatne nauczyłam się tej dzisiejszej wiary.

- Wrócę jeszcze do Pani rodzinnego domu, powiedziała Pani, że był on mocnym fundamentem, a ludzie, którzy nie mieli szczęśliwego dzieciństwa niosą swój Krzyż, jakby od samego początku i jest im trudniej w dorosłym życiu zobaczyć dobro w drugim człowieku. Rozumiem, że jest Pani łatwiej akceptować innych, dzięki wartościom wyniesionym z domu.

- Tak, choć moi rodzice także wiele przeszli, nigdy na nic się nie żalili, nigdy nie mówili, że jest im ciężko, a przecież było. Jeden dom z całym dobytkiem zostawili w Grecji tak, jak stali. Drugi podobnie, zabrali tylko dzieci i uciekli. Dwoje, jeszcze w Grecji stracili, byłoby nas dziesięcioro. Znaleźli się w Polsce nie znając języka. Ja urodziłam się już tutaj, w Bielawie. Był to więc ogromny bagaż, ogromny Krzyż. Mimo wszystko dla nich najważniejsze było, że się kochamy, żyjemy, jesteśmy zdrowi i mamy co włożyć do garnka. Potem oczywiście myśleli o tym, żeby nas wykształcić, żebyśmy zdobyli zawody, to było dla nich bardzo ważne. Mówili o tym jak o skarbie, uważali, że jeśli będziemy mieć dobre zawody, poradzimy sobie w życiu. Byli prości, ale niesamowicie mądrzy, nauczyli nas, jak postępować, żeby nie ranić innych, być dobrym. Rodzice zawsze potrafili usprawiedliwić tych, którzy ich skrzywdzili.

- Są tacy, którzy wzruszyliby ramionami na propozycję bycia dobrym w dzisiejszych czasach.

- Niech to nawet graniczy z naiwnością, nie szkodzi, tak jest lepiej. Wierzymy ludziom i kiedy dotknie nas krzywda nie skreślimy człowieka i nie stracimy do niego zaufania. To jest właśnie niesamowite i to zawdzięczamy rodzicom. Z tym lepiej się czuję, kiedyś starałam się trochę zmienić, nie było mi jednak dobrze.

- A czy zdarzyło się Pani mieć prawdziwych wrogów?

- Chyba nie, choć zdarzyły mi się problemy z moimi fanami, którzy przekroczyli pewną granicę, tego kochania i uwielbiania, aż do nienawiści. Nie zrobiłam dla nich tego, czego ode mnie oczekiwali.

- Ma Pani siedmioro rodzeństwa, czy wszyscy mieszkają w Polsce?

- Trzej bracia i trzy siostry mieszkają w Grecji, mamy ze sobą stały kontakt. Najstarszy brat mieszka w Łodzi. Spotykamy się co roku, jeżdżę do Grecji systematycznie, zawsze się wspieramy.

- Czy wyobrażała sobie Pani kiedykolwiek, jak wyglądałoby życie, gdyby nie miała Pani rodzeństwa?

- Nie wyobrażam sobie tego, choć sama miałam tylko jedną, jedyną córkę i straciłam, straciliśmy Ją. Pochodzę z wielodzietnej rodziny, ale tak mi się w życiu ułożyło, nie mogłam mieć więcej dzieci. A moje rodzeństwo do dzisiaj mnie rozpieszcza, byłam najmłodsza. Siostry i bracia do tej pory mają do mnie słabość, troszczą się o mnie, po koncertach zawsze pytają, jak się czuję, czy jestem zdrowa, nadal traktują mnie jak tą najmłodszą i najmniejszą. Czasem im mówię: wystarczy, przecież jestem dorosłą kobietą. Ale jest to piękne.

Śmierć córki Eleni – Afrodyty

Dzisiaj Eleni realizuje poniekąd młodzieńcze marzenie – pracę z młodzieżą, ma to związek ze śmiercią jej córki Afrodyty. W młodości marzyła o zawodzie nauczycielki muzyki – zawsze kochała dzieci, nie dostała się jednak do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Kiedy więc w 1975 roku otrzymała propozycję pracy jako wokalistka w zespole PROMETHEUS z greckim repertuarem muzycznym, przyjęła ją z radością. Chciała w ten sposób pomóc spracowanym rodzicom. Została piosenkarką.

Afrodyta

Jej pokój w domu rodzinnym pozostał nienaruszony, wszystko jest na swoim miejscu: książki, zeszyty, ubrania w szafie, które Eleni pierze i układa z powrotem.

Po tragedii nie obwiniała Boga, jeszcze bardziej się do Niego zbliżyła. Przepraszała za zaniedbania i prosiła, żeby pozwolił jej z tym żyć.

- W chwili utraty Afrodytki czułam się jakbym umarła razem z Nią, ale zmartwychwstałam… Przez przebaczenie.

- Od 14 lat stara się Pani przekazać młodzieży, coś, co może pomóc szukać przyczyn takiego nieszczęścia. Trudno uznać za dobry przykład pojawiające się w mediach drastyczne opisy tamtej sytuacji, do których się powraca, pewnie po to tylko, żeby mieć „mocny temat”. Po tragedii pojawiały się także nieprawdziwe informacje, obliczone na sensacje, wywiady bez Pani udziału, w których posługiwano się opisami Państwa domu (nawet kuchni i garnków) pochodzącymi z innych wywiadów, montowano klimat rozmowy i przechodzono do śmierci Afrodyty. Były też „rewelacje” stworzone poprzez montaż Pani słów, wypowiedzianych w różnych okolicznościach i czasie, sąsiadów Piotra, z pogrzebu, relacji z procesu, w których ton swoim komentarzem nadawał… autor.

- Byłam zdruzgotana, ale, czy mam przez to unikać wywiadów, mierzyć wszystkich jedną miarą? Bardzo dużo mnie to kosztowało.

- Długo szukała Pani przyczyn tragedii, do momentu znalezienia zapisków córki nie wiedziała Pani, jak skomplikowana była ta miłość. Spotyka się Pani z młodzieżą, uczy Pani młodych ludzi rozmawiać z rodzicami, a oni bardzo reagują na zapiski Afrodyty. Pozwolę sobie przytoczyć takie słowa: „…Każdy człowiek jest jedyny w swoim rodzaju, powinien nad sobą pracować, rozwijać się, nikt nie może nam tego zabrać…”.

- Miłość Piotra nie była dobra, była zaborcza. Afrodytka przeczuwała tragedię, pisząc: „Nikt nie jest niczyją własnością. Być wolnym to nie znaczy, że robię to, co chcę, bycie wolnym oznacza rozwój”. Ona tą sytuację doskonale oceniła, pisała, że człowiek chciałby wykrzyczeć, co czuje, a nie robi tego. Gdyby Córka powiedziała mi, że się boi… Młodzi uważają, że sami sobie poradzą. Często im mówię: jeśli nie potraficie powiedzieć rodzicom, to przynajmniej reagujcie między sobą. Dociekajcie przyczyn złego nastroju, myśli o samobójstwie. Nie wolno takich kolegów i koleżanek zostawiać.

- Za przebaczenie Piotrowi, nie mówię mordercy, bo i Pani nie używa tego słowa, otrzymała Pani międzynarodową nagrodę Św. Rity, która jest przyznawana co roku trzem kobietom różnych wyznań z całego świata za to, że potrafiły przebaczyć. Przed Panią nagrodę tą otrzymała w Polsce tylko jedna osoba – matka ks. Jerzego Popiełuszki, która także przebaczyła zabójcom swojego syna. W wywiadzie z o. Łukaszukiem powiedziała Pani, że spotka się z Piotrem…

- Rozmawiałam już z nim. Był bardzo skruszony, powiedziałam mu, że niczego już nie cofniemy, że ta jedna chwila zadecydowała o życiu jego, moim, naszych rodzin.

                                                           . . .

 

- Wywiad z Panią ukaże się w numerze świątecznym. Porozmawiajmy chwilę o Bożym Narodzeniu. W Pani grecko – polskim domu w Bielawie karp także pływał w wannie.

- Greckich potraw, które mama z babcią przygotowywały za bardzo nie pamiętam, ale karp był, pływał biedny przed Wigilią w wannie. Przejęliśmy tradycje polskie. Pamiętam natomiast dobrze, że mama piekła pitę z francuskiego ciasta, w której ukrywała pieniążek. W Nowy Rok kroiła ciasto, dzieląc od najmłodszego do najstarszego, a myśmy się niecierpliwili, kto w swoim kawałku znajdzie monetę i będzie miał cały rok szczęście. Teraz moja szwagierka, Aleksandra piecze to ciasto z pieniążkiem, razem obchodzimy Święta i tak samo szukamy w swojej porcji szczęścia.

Mama Eleni – Despina

- Urodziła się na terenie Turcji, niedaleko Konstantynopola, w czasie, kiedy jeszcze Grecy zamieszkiwali tereny Azji Mniejszej. Była jedynaczką – babcia straciła męża, mojego dziadka, bardzo wcześnie. Z powodu zawieruchy wojennej babcia z mamą musiały uciekać, opuściły dom tak jak stały, nie zabrawszy ze sobą dosłownie nic. Znalazły się w Grecji, tu Mama w wieku 18 lat wyszła za mąż. Po ośmiu latach rodzice z babcią znowu uciekali, najpierw w góry, do Jugosławii (podobnie jak Czeczeni), przez Czechosłowację do Polski, w czasie wojny domowej w Grecji w latach pięćdziesiątych.

W Polsce początkowo myśleli, że wrócą, co roku – pamiętam to z dzieciństwa – w klubie greckim wznosili toast za spotkanie w następnym roku w Grecji. Wyjechali dopiero w 1987 roku, tata powiedział, że połowę serca zostawia w Polsce.

Mama pracowała w zakładach „Bielbaw” w Bielawie, na trzy zmiany, tata, Perykles, także tam pracował, był stolarzem. Kiedy wracała po nocnej pracy, kładła się spać (byłam wtedy bardzo mała i znam to z opowiadań rodzeństwa), cichutko się bawiłam, dopóki nie otworzyła oczu. Do tego momentu podobno chodziłam na palcach, ale kiedy tylko zobaczyłam, że mama otwiera oczy, choćby nawet jedno, buzia już mi się nie zamykała.

Rozrzewniające wspomnienie z dzieciństwa

- Sobotni rytuał czyszczenia butów. Wieczorem wszystkie buty wyciągaliśmy z szafki, a nie było ich mało, najpierw dziewczyny je czyściły i pastowały, potem bracia je polerowali, musiały być czyste na niedzielę. To było naprawdę piękne.

Śpiew

- Powiedziała Pani kiedyś, że czerpie od publiczności i największą satysfakcją z pracy zawodowej było, kiedy ktoś przyszedł za kulisy i powiedział: Pani Eleni, ja od dzisiaj chcę być lepszy. Publiczność twierdzi, że z Panią można się bawić i modlić.

- Ten zawód, bycie gwiazdą jest niebezpieczne, jeśli źle się go wykorzystuje. Skoro otrzymaliśmy taki talent, dar – musimy się tym dzielić. Kim jesteśmy, my wykonawcy bez publiczności? Dla kogo śpiewamy? Przez muzykę chcemy coś przekazać i nie możemy zapominać, że jesteśmy normalnymi ludźmi, ten zawód wymaga od nas szacunku dla drugiego człowieka. Staram się mieć chwilę dla każdego, kto do mnie przyjdzie po koncercie, choć czasami jestem bardzo zmęczona, ale nie wyobrażam sobie inaczej.

Sztuka w ogóle…

- Całe jej piękno jest zawarte w prostocie.

Polityka

- Według Pani zło czynione przez polityków wyzwala zło i potęguje zło.

- Nie myślą tak naprawdę o nas, nie stawiają drugiego człowieka na pierwszym miejscu, gdyby tak było, świat byłby lepszy.

Polska

- Tu się urodziłam, wychowałam, tutaj mam swoją publiczność, przyjaciół, jestem bardziej związana z Polską niż z Grecją. Grecję poznałam jako 20 letnia dziewczyna, bardzo czuję ten kraj i kocham go, jego muzykę, taniec, grecką pogodę ducha. W każdej chwili mogę tam jechać, ale moje miejsce jest tutaj. Mam dwie Ojczyzny.

Miłość

- Wyśpiewuje ją Pani od początku w swoich utworach ludziom i Bogu.

- Tak, śpiewam do człowieka, do przyrody, do wszystkiego, co nas otacza, Bóg jest przecież miłością. Kochać, to znaczy być dobrym, serdecznym, życzliwym dla drugiego człowieka. To jest sens życia, jeśli się tego nie rozumie, traci się wszystko.

Elżbieta Bylczyńska


VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.4/10 (liczba ocen: 14 votes)
VN:F [1.9.22_1171]
Popularność: +4 (4 votes)
Eleni – Gwiazda wmieszana w tłum strudzonych pielgrzymów, 9.4 out of 10 based on 14 ratings
Podziel się ze znajomymi:

5

  • Anonim:

    Piękny wywiad,chwyta za serce.Czuje się, że osoba przeprowadzająca go ma tak samo wielkie serce jak Eleni.Dziekuję!

    VA:F [1.9.22_1171]
    Ocena: 5.0/5 (2 votes)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +2 (from 2 votes)
  • Dziękuje za artykuł bardzo lubię twórczość Eleni

    VA:F [1.9.22_1171]
    Ocena: 5.0/5 (2 votes)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (from 0 votes)
  • zgadzam się z Panią Eleni tylko Miłość reszta przemija

    VA:F [1.9.22_1171]
    Ocena: 5.0/5 (2 votes)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (from 0 votes)
  • również jest fanem i wielkie dzięki za artykuł

    VA:F [1.9.22_1171]
    Ocena: 5.0/5 (1 vote)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (from 0 votes)
  • leniusia1979:

    Cudowny Wywiad .Dzièkujè z Całego Serca. I Love Eleni <3 <3 <3

    VA:F [1.9.22_1171]
    Ocena: 0.0/5 (0 votes)
    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +2 (from 2 votes)

Skomentuj

Potwierdzenie