Elżbieta Bylczyńska | czwartek, 6 Lis, 2008 |

Antoni Chłapowski – praca wszystko zwycięża

Kilkanaście kilometrów na południe od Mosiny, w Jaszkowie położonym na terenie Rogalińskiego Parku Narodowego znajduje się jedno z najciekawszych miejsc i osobliwości Wielkopolski. Znane na całym świecie Centrum Hipiki stworzył Antoni Chłapowski, potomek generała Dezyderego Chłapowskiego, jednego z najsłynniejszych oficerów polskich z czasów wojen napoleońskich i wojny polsko – rosyjskiej 1830 – 1831.

Nagroda dla GMP

Reportaż, który zdobył główną nagrodę w IX konkursie dziennikarskim. To właśnie Wy, drodzy Czytelnicy jesteście dla mnie inspiracją, motywujecie mnie do pracy dziennikarskiej i uczycie wszystkiego o naszym regionie, sama jestem mosinianką dopiero od kilku lat i bez Was nie byłoby tej gazety. Muszę też dodać, że nagrodzony reportaż napisałam dzięki dwóm osobom, dobrym duchom gazety: Mirkowi Dąbrowskiemu i Joli Szymczak. To oni opowiedzieli mi o Jaszkowie, jako, że sama z w/w powodów, na pewno tak szybko nie  dotarłabym do Pana Antoniego Chłapowskiego. A sam bohater reportażu? Bardzo ucieszył się na wieść o nagrodzie i serdecznie pogratulował sukcesu, pomijając zupełnie siebie. Szanowny Panie Antoni: bez Pana nie byłoby tego wszystkiego, to Pana życie i praca, piękna postawa, wiara w Boga i Jego opiekę zdziałały te … cuda. Serdecznie dziękuję.
Zobacz też reportaż w wydaniu pdf – GMP Sierpień 2009 (str.3), w którym zobaczysz  też list z gratulacjami od Starosty Powiatu poznańskiego Jana Grabkowskiego.

Antoni Chłapowski – Praca wszystko zwycięża

Był taksówkarzem, podkuwaczem koni (jest do dzisiaj), mechanikiem samochodowym, sprzedawcą samochodów, kierowcą wyścigowym i mistrzem Danii, wicemistrzem Szwecji i Beneluksu w zawodach formuły Ford. Zdobył drugą lokatę do finału w mistrzostwach świata w 1972 roku. Podczas swojego 30 letniego pobytu poza granicami Polski skończył także renomowaną Szwedzką Szkołę Instruktorów w Stroemsholm, uzyskując najwyższy stopień instruktorski RIK III. Reprezentował Szwecję w sportach konnych, trenował w najlepszych stajniach Europy. Mówi o sobie, że był niepokorny i krnąbrny. Kiedy wyjechał z Polski:

– Mama nawet cieszyła się, nieraz mówiła: Boże, ciebie kiedyś zamkną, bała się, że narozrabiam tutaj i pójdę do więzienia – opowiada Antoni Chłapowski.  Kiedy umarł Stalin zbił jego portret w szkole i wrzucił za piec, miał wówczas 9 lat. W czasach, kiedy zakazane było śpiewanie „Czerwonych maków na Monte Casino” – on śpiewał. Nigdy nie chodził w pochodzie 1 – majowym, miał dwóję z zachowania.

Przy wejściu do międzynarodowego ośrodka edukacji jeździeckiej Antoniego Chłapowskiego w Jaszkowie, na murze budynku widnieje modlitwa wypisana dużymi literami (na zdjęciu).

– Tej modlitwy nauczyła mnie mama, kiedy byłem mały.

Do Szwecji wyjechał w wieku 22 lat – na praktykę w warsztacie samochodowym.

Chciał otworzyć w Polsce warsztat samochodowy

– Skończyłem technikum samochodowe – i chciałem specjalizować się w zachodnich wozach.

Pierwotnym zamysłem była chęć zdobycia doświadczenia i zarobienia pieniędzy na wyposażenie własnego warsztatu. Zamierzał wrócić. Miał już za sobą wiele lat ciężkiej pracy, bardzo wcześnie ją rozpoczął, w czasie nauki w technikum jeździł taksówką w Poznaniu.

– Zacząłem pracować w wieku 13 lat, było nas ośmioro, ojciec był sparaliżowany. Po półtora roku nauki w technikum musiałem przenieść się do szkoły zawodowej, ponieważ mama zachorowała. Pracowałem od 5.30 na taksówce, od 8 do 12 trenowałem konie, po południu uczyłem się w szkole i w nocy znowu jeździłem taksówką.

W wieku 10 lat zbudował szopkę dla krowy.

 – Mamy siostra, która wyjechała do Londynu dała nam kilka funtów. Kupiliśmy krowę, doiłem ją sam o w pół do siódmej rano, przed szkołą, a po południu pasłem. Ta krowa nas żywiła.

Pożyczony paszport

Po roku pobytu w Szwecji – pracował w warsztacie, tak jak chciał – kolega poprosił Antoniego o przywiezienie z Polski koni. Był rok 1967.

– Przyjechałem do kraju. Widziałem dzieciaki biegające po wsiach boso, nie dlatego, że tak chciały, tylko dlatego, że nie miały butów.

Wspominał swoje dzieciństwo spędzone w Kobylem Polu, jak sam biegał boso, jak zbierał żużel na śmietniku, żeby mama mogła zrobić pranie, bo nie było węgla, jak zbierał, szyszki i ciągnął gałęzie z lasu na opał.

– Zdawałem sobie sprawę z tego, że jesteśmy pod okupacją, wiedziałem, że gdybym przyjechał na swoim paszporcie, już nie wyjechałbym stąd. Dlatego pożyczyłem paszport. I wtedy postanowiłem: jeżeli Pan Bóg pozwoli, że wrócę do Szwecji, będę pracował dzień i noc, ale będę wolnym człowiekiem. Pamiętałem też to, co dobre, ale kiedy porównałem z rzeczywistością…Tu nie chodziło o ekonomię, o ubóstwo, tylko o tych ludzi zastraszonych, o atmosferę. Powiedziałem sobie: choćbym miał ryć dzień i noc, chcę być wolny.

Kiedy wrócił do Szwecji korona stała się dla niego złotówką, przestał oszczędzać i już tak bardzo nie tęsknił.

– Przedtem człowiek ciułał tylko po to, żeby wrócić. Postanowiłem: zostaję i koniec.

Przyjeżdżał do Polski, kiedy chciał – zawsze na pożyczonym paszporcie.

I zawsze się udawało.

 – Pierwszy raz przyjechałem na paszport chłopaka, który miał 1.87 wzrostu, rude włosy i kolorowe zdjęcie. Miałem tupet.

Później zaprzyjaźnił się ze Szwedem, który był trochę do niego podobny. Na jego paszporcie zjeździł całą Europę.

Granicę przekraczał jako obywatel szwedzki, na torze jechał jako Antoni Chłapowski.

– Mistrzostwo Dani zdobyłem jeżdżąc na tym pożyczonym paszporcie. Nie miałem czasu na załatwianie wiz i formalności. Kiedy jest się na samym szczycie, nikt nikogo nie sprawdza.

Własny warsztat otworzył w Szwecji w 1968 roku.

– To, co chciałem robić w Polsce, realizowałem w Szwecji. Szybko zacząłem zarabiać dobre pieniądze, i to dało mi możliwość startów w wyścigach samochodowych. W 1969 roku dostałem licencję, w 1970 startowałem już jako kierowca wyścigowy.

Prowadził warsztat specjalizujący się w wozach sportowych i wyścigowych. W latach 1970 do 1972 sprzedał najwięcej samochodów sportowych w Szwecji.

Był tak popularny w Szwecji, jak Małysz w Polsce.

Uczestniczył w zawodach narodowych i międzynarodowych. W 1971 r. zdobył mistrzostwo Danii, wicemistrzostwo Beneluxu, trzecie miejsce w Grand Prix w Lizbonie. Był wówczas jednym z najlepszych zawodników, startujących z klubu szwedzkiego, ale jako Polak. W roku 1972 szwedzki automobil klub zwrócił się do króla o nadanie mu obywatelstwa szwedzkiego, ponieważ miały się odbyć pierwsze mistrzostwa świata formuły Ford.

– Chcieli abym reprezentował Szwecję. W ciągu dwóch tygodni dostałem obywatelstwo od króla i startowałem jako Szwed, już na własnym paszporcie. Byłem drugi do finału w mistrzostwach świata, po przejechaniu w 18 eliminacjach w różnych krajach. Finał miał odbyć się w Anglii.

Na ten finał nie pojechał z powodów rodzinnych.

Był tak znany w Szwecji, że otrzymywał kartki z gratulacjami z całego świata, zaadresowane tylko: Antoni, Szwecja.

Konie były zawsze

 Równolegle do pracy w warsztacie i kariery kierowcy wyścigowego uprawiał jeździectwo konne. Jeździł w reprezentacji Szwecji, prowadził ośrodek jazdy konnej dla dzieci w dzierżawionym gospodarstwie.

– Całe życie marzyłem o własnym gospodarstwie, nad jeziorem, w lesie. W 1972 roku zadzwonił do mnie nadleśniczy z Lasów Królewskich i powiedział: „Antek, chyba znalazłem takie gospodarstwo, o jakim myślałeś”. Pojechałem na drugi dzień, była jesień – październik, wszystkie kolory na drzewach, niebieska woda w jeziorze, ciepło, pięknie… Następnego dnia podpisałem umowę dzierżawy na 10 lat. Warsztat sprzedałem, ale narzędzia przeniosłem do jednego z budynków gospodarstwa. A ponieważ specjalizowałem się w sportowych wozach, klienci znaleźli mnie i tutaj.

W warsztacie pracował kilka godzin dziennie, jednocześnie budował stajnie, ujeżdżalnie. Robił to własnymi rękoma.

Powrót

Po roku 1989, po upadku komunizmu postanowił wrócić do Polski, uważał, że w kraju może się dużo zmienić, jeżeli wróci kilka tysięcy osób takich jak on, którzy mają doświadczenie w pracy na zachodzie, rzetelności, odpowiedzialności, organizacji, informacji.

I kapitału?

– Nie, kapitał nie był potrzebny, moi znajomi tutaj tak myśleli, że Polsce potrzeba kapitału. Nie, przede wszystkim organizacji i informacji, trzeba przestać pić i palić, i zacząć pracować, mówiłem, i Polska będzie krajem mlekiem i miodem płynąca.

Od września 1990 roku pracował jako dyrektor szwedzkiej firmy w Zawierciu na Śląsku, potem założył drugą. Szwedzi zawiązali spółkę z fabryką w Polsce, której w latach 1926 do 1948 byli właścicielami. Była to firma „Mustad”, produkująca gwoździe (podkowiaki) do kucia koni.

 – Pomagałem w organizacji tego przedsięwzięcia, potem poproszono mnie o zajęcie stanowiska dyrektora. Dostałem 100 tys. dolarów jako kapitał zakładowy. Nigdy tych pieniędzy nie ruszyłem. Żeby udowodnić, że kapitału w Polsce nie potrzeba, tylko trzeba pracować.

Najpierw wyremontował maszyny, nauczył ludzi punktualności i pracy.

– Punktualnie o szóstej maszyny startowały, można było zegarek nastawiać, i punktualnie je wyłączano. Nie było tak, że o szóstej ktoś przychodził do pracy, o szóstej praca się zaczynała. Objechałem Polskę, stworzyłem rynek, w pierwszym miesiącu wyprodukowaliśmy tyle, że zarobiłem na płace i koszty, starczyło też na inwestycje w następnym miesiącu.

Po dwóch latach przeniósł firmę z Zawiercia do Wielkopolski. Szybko zorientował się, czego tu nie ma i co jest bardzo potrzebne w regionie.

Dzieci i konie

– Ze zdumieniem i zgrozą obserwowałem w szkółkach jeździeckich niekompetentnych nauczycieli, którzy wsadzali dzieci na nieprzygotowane konie, i widziałem jak te dzieci spadały. To jest niedopuszczalne, to się równa produkcji inwalidów. Pomyślałem, że muszę i chcę zrobić coś dla dzieci. I wtedy kupiłem Jaszkowo, zacząłem budować centrum jeździeckie. Sprowadziłem 100 małych koników ze Szwecji.

Dezydery Chłapowski, pra – pradziad Antoniego Chłapowskiego był właścicielem położonego niedaleko majątku w Turwi, a w pewnym okresie wszystkich majątków znajdujących się wokół, oprócz Jaszkowa.

– Postawiłem kropkę nad „i” i wykupiłem Jaszkowo, śmieje się Antoni Chłapowski. – Ale nie o to mi chodziło. Jaszkowo leży nad Wartą, jest pięknie położone.

Centrum Hipiki w Jaszkowie jest największym ośrodkiem szkoleniowym dla dzieci w Europie i na świecie. Posiada 200 miejsc hotelowych.

– Latem, o godzinie 10 chodzi tu 130 koni pod siodłem – jest ich w ośrodku 220.

Zimą prowadzimy kursy jeździeckie, obozy sportowe, konferencje dla firm, wesela, chrzciny, komunie. Odbywa się tu rocznie około 20 zawodów – skokowe, WKKW – wszechstronny konkurs konia wierzchowego, w tym roku mieliśmy dwie eliminacje do halowego pucharu Polski. Finał odbędzie się  17 – 20 kwietnia, będzie to duże wydarzenie.

Na obozy przyjeżdżają dzieci z całego świata, m. in. z Kanady, USA, Kostaryki, Południowej Afryki.

– Dzieci uczą się nie tylko jazdy konnej, ale i języków, przyjaźni. Część z nich jeździ później zawodowo, inne dla przyjemności.

W Jaszkowie prowadzi się także kursy dla dorosłych, można tu przyjechać na dłużej, są mieszkania do wynajęcia, apartamenty w pałacu, grzyby, ryby, jagody, można wędkować, polować i pływać.

Centrum Hipiki, jako jedyne w Wielkopolsce posiada certyfikat najlepszego produktu turystycznego, w Polsce w roku 2005 wydano 20 takich certyfikatów.

Podkuwał konie na całym świecie

– W 1996 roku otworzyłem w Jaszkowie szkołę podkuwaczy, ponieważ w Polsce nie było podkuwaczy koni.

Antoni Chłapowski szkolił podkuwaczy m.in. w Brazylii, Peru, Kolumbii, USA. Nauczył się tego fachu w Posadowie, zanim wyjechał z kraju. Później w Szwecji, kiedy był właścicielem 40 koni, wszystkie sam podkuwał, łącznie z tymi, na których startował w zawodach.

– Robiłem także trudne konie, takie, które potrzebowały ortopedycznej korekty.

Zakazany temat – generał Dezydery Chłapowski, przodek Antoniego

– To bardzo trudny rozdział naszego życia. Kiedy byliśmy mali rodzice za dużo nie opowiadali nam o nim, bo bali się, że będziemy mieli problemy. Potem, w dorosłym już życiu przekazywali nam tą wiedzę i były to dla nas historie, jak w bajce z tysiąca i jednej nocy. W dzieciństwie nie wolno nam było pojechać do Turwi, Kopaszewa, Goździchowa czy Szołdr, gdzie ojciec się wychował. Myśmy w ogóle nie mogli tego poznać i poczuć, a nawet wiedzieć.

Uznanie

Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu jest organizacją reprezentującą wartości patriotyczne, poszanowanie tradycji narodowej, wartości moralne i wartości pracy organicznej. Aby wskazać społeczeństwu polskiemu osobistości najbardziej zasłużone w realizacji tych ideałów ustanowiło srebrny medal „LABOR OMNIA UINCIT” – praca wszystko zwycięża. W grudniu 2007 roku taki medal otrzymał od Towarzystwa Antoni Chłapowski za wieloletnią działalność zawodową, społeczno – kulturalną i charytatywną.

W roku 2003 Marszałek Województwa Wielkopolskiego wyróżnił Antoniego Chłapowskiego odznaką honorową za zasługi dla Wielkopolski.

Elżbieta Bylczyńska

Centrum Hipiki Jaszkowo

tel. +48 61 2837556, fax +48 61 2839940

e-mail: info@centrumhipiki.com www: www.centrumhipiki.com

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.0/10 (Głosujących: 41)
Antoni Chłapowski – praca wszystko zwycięża, 8.0 out of 10 based on 41 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj