Elżbieta Bylczyńska | wtorek, 22 Wrz, 2009 | 1 Komentarz

Bank GBS Mosina – wywiad z Przemysławem Pilarskim

Z Przemysławem Pilarskim, prezesem Gospodarczego Banku Spółdzielczego w Mosinie rozmawia Elżbieta Bylczyńska.

“Więcej, niż pieniądze”

Bank GBS Mosina

E.B.: – W jednej z ogólnopolskich gazet ukazał się artykuł (wywiad), z którego wynika, że banki spółdzielcze w Polsce, polskie banki mogą zostać przejęte przez obcy kapitał. Wywiadu udzielił prezes Krajowego Związku Banków Spółdzielczych, Eugeniusz Laszkiewicz, podkreślając, że od pewnego czasu zagraża wam przejęcie przez „holenderski bank o korzeniach spółdzielczych, tak mocny ekonomicznie, że może dziś dyktować warunki w systemach finansowych w Europie”, który wykupił blisko 50% udziałów w BGŻ. Bank Spółdzielczy w Mosinie w ub. roku obchodził 100 lat istnienia, myślę, że instytucja, która powstała przecież dla ratowania polskości pod zaborami, i która od tylu lat uczestniczy w życiu mieszkańców, nie tylko poprzez usługi, ale także konkretną działalność charytatywną i społeczną zasługuje na ratunek, jeśli takowy byłby potrzebny. A jeśli nie, może mieszkańcy powinni poznać zasady działania firmy prawdziwie polskiej? Bank spółdzielczy nie sprzedaje swoich akcji na giełdzie, gdzie każdy może je kupić, także inwestor zagraniczny, na czym więc polega spółdzielczość bankowa?

Przemysław Pilarski GBS:

 – My nie jesteśmy spółką akcyjną, spółdzielnie rządzą się innymi prawami. Każdy podmiot gospodarczy od najmniejszego do największego musi mieć swojego właściciela i te formy własności mogą być różne – takie, jak spółka akcyjna, spółka komandytowa, spółka jawna, spółka cywilna itd., i spółdzielnia. Generalnie we wszelkiego rodzaju spółkach, ale również i w spółdzielniach, w ślad za własnością idzie ilość włożonego kapitału, ale różnie ten kapitał funkcjonuje i realizuje się w organach podmiotów o różnym charakterze własności. Jeśli chodzi o spółki akcyjne (większość banków) akcjonariusze, czyli właściciele wykupując akcje mają – upraszczając – tyle prawa i głosu, ile mają akcji w odniesieniu do całego kapitału akcyjnego. Stąd też się mówi o wartościach progowych, 25, 50, 75% – że jeżeli tego kapitału w spółce akcyjnej ma się mniej lub więcej od tych wartości, to ma się wpływ albo nieduży, duży lub decydujący albo decydujący w takim stopniu, że można zmieniać podstawowe akty wewnętrzne typu statut, ogłaszać likwidacje, przyłączenia; mając 75% można realizować wszelkie działania wobec tej spółki.

– A jeśli chodzi o właściciela?

– Dzisiaj akcje są w rękach jednej osoby, jutro mogą należeć do innej, siła głosu należy do tych, którzy akcji mają najwięcej. Natomiast w przypadku spółdzielni, dotyczy to banków spółdzielczych, spółdzielni mieszkaniowych i wszelkich innych – instytucje te realizują zupełnie inne zadania statutowe, ale opierają się nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie na zbliżonych zasadach. Polega to na tym, że udziałowiec, niezależnie od tego, czy kupi jeden udział w danym banku, czy spółdzielni np. mleczarskiej, czy tych udziałów ma więcej, to ma tylko prawo do proporcjonalnej dywidendy (udziału) z zysku. Jeśli chodzi o jego prawa w sensie wpływu obowiązuje zasada: jeden udziałowiec – jeden głos.

 

– Załóżmy, że chciałabym kupić w waszym banku udział…

– Może pani kupić i zostać członkiem równoprawnym, takim samym jak ja. Otrzyma pani deklarację członkowską, złoży ją pani i organ decyzyjny przyjmie deklarację, wpłaci pani udział i zostanie członkiem banku.

 

– Jakie będę miała prawa?

– Może pani brać udział w zebraniach członkowskich, głosować, być wybieraną do organów, na przedstawiciela rady nadzorczej.

– Ile najmniej musiałabym mieć pieniędzy, żeby taki udział kupić?

– Jednostka udziałowa wynosi u nas 200 zł. W USA taka jednostka to nawet 5 dolarów.

Wracam do wywiadu z panem Laszkiewiczem, prezesem Krajowego Związku Banków Spółdzielczych, który wyraża zaniepokojenie faktem i mechanizmem przejmowania banków polskich przez obcy kapitał. Jest tam też mowa o projekcie ustawy, która miała zmienić zasady działania banków spółdzielczych, która została skrytykowana przez spółdzielców, chodziło o to, że ze zrzeszenia banków spółdzielczych miały być wyłączone duże banki, a małe pozostałyby takimi okienkami bankowymi, a nie oddzielnymi podmiotami, co według niego równałoby się ich upadkowi. Bank spółdzielczy, największy, nigdy nie będzie mógł konkurować z komercyjnym ze względu właśnie na zasady działania i kapitał. „Różnica jest taka, że np. PKO S.A. pracuje na polskim rynku, ale zyski dzieli w Rzymie, a BS cokolwiek wypracuje – dzieli to w gminie”. Jakim bankiem jest GBS w Mosinie?

– Należymy do grona większych banków. Wśród 579 banków spółdzielczych w Polsce, biorąc pod uwagę sumę bilansową czy kapitał, na pewno mieścimy się w pierwszych stu, aczkolwiek są określone przepisy, które narzucają wymóg kapitałowy minimalny, żeby bank spółdzielczy mógł istnieć. My ten wymóg spełniamy od dawna. Natomiast, żeby bank spółdzielczy mógł funkcjonować samodzielnie, tak jak bank komercyjny musi spełnić jeszcze inny wymóg kapitałowy, taki, który dotyczy banków komercyjnych. I pewna grupa banków spółdzielczych ma tak wysokie kapitały, że mogłaby funkcjonować samodzielnie, ale to jest wąska grupa. Banki, które mają 5 milionów euro funduszów własnych mogą funkcjonować samodzielnie, banki, które tego nie mają muszą być zgodnie z ustawą zrzeszone.

 – Banki przejmują klientów ogłaszając super promocje. W Polsce nie ma zapisu prawnego, ustawy, która mówiłaby o tym, że jest to zabronione, we wszystkich bankach w Polsce obowiązują wytyczne NBP. Oprocentowanie ustala rada Polityki Pieniężnej, banki nie mogą tego zmienić, natomiast mogą zmniejszać prowizje od kredytów. Banki Spółdzielcze nie pobierają więcej niż 2.5% prowizji. W komercyjnych wynosi ona np. 6%, a są instytucje finansowe, które biorą nawet 18%. W Bankach Spółdzielczych jest to niemożliwe.

– Każdego można kupić ceną, jeżeli ma się możliwość stosowania cen dumpingowych z punktu widzenia prawa i sporego zaplecza kapitałowego, przeznaczając określone sumy na straty. Banki spółdzielcze obsługują takich klientów, jakich mają w pobliżu. Bardzo zróżnicowanych – wielkościowo, kapitałowo.

– Czy Banki Spółdzielcze stać na to, żeby zaproponować kredyt bardzo nisko oprocentowany, żeby przejąć klientów?

– Jest to mamienie klienta, dzisiaj dam ci coś za darmo, jutro ściągnę w trójnasób. To jest jakby inwestycja, najpierw trzeba zainwestować w budynek, żeby później prowadzić w nim działalność i on musi się amortyzować i przynosić dochody. Niektórzy traktują politykę dumpingową jako pewnego rodzaju inwestycję w zakup rynku. Pytanie, czy klient  skorzysta, bo klient szuka tego, co jest tańsze i jest to jego prawo.

– Ale klient powinien wiedzieć, że to jest dumping.

– Są to promocje, takie jak w marketach, które polegają głównie na tym, że kupuje się coś wątpliwej jakości za bardzo niską cenę i nie jest zamysłem marketu, żeby dokładać, czy bez zysku sprzedawać dany produkt, ale to, żeby zwabić klienta do tego sklepu i na zasadzie: „oczy chcą” sprzedać inne towary, na których zarobi. A klienci? Jedni ulegają temu, inni potrafią wybierać, zachowania są bardzo różne, to jest rynek.

– Są ludzie, którzy nie mają informacji na ten temat, dają się złapać, bo wierzą, że dla nich tak jest lepiej.

– Przy tym zalewie informacji, kuszenia klientów atrakcjami, promocjami, które są mniej lub bardziej korzystne, my wychodzimy z założenia, że, że chcemy opierać swoje działanie na pełnej uczciwości i rzetelności. Informujemy klienta o skutkach finansowych wszystkich zobowiązań i relacji biznesowych między nami, nie komentujemy produktów proponowanych przez inne instytucje finansowe, możemy jedynie próbować edukować, na co zwrócić uwagę odczytując inne oferty. My nawet nie drukujemy materiałów typowo reklamowych, są to materiały informacyjne, pełne i rzetelne. Klienci, ludzie, którzy oczekują pewnej stabilności i nie biegną za kilkoma groszami zysku czy mniejszych opłat prowizyjnych, które czasami okazują się realne, a czasami złudne, mają u nas pewną stabilizację i rzetelność w relacjach biznesowych.

– Bankami z polskim kapitałem w całości są: Bank Spółdzielczy, Bank Ochrony Środowiska, Bank Pocztowy i Bank Gospodarstwa Krajowego. 82,5 proc. sytemu bankowego w Polsce, to obcy kapitał. Pozostaje 17, 5 proc., z czego 7% posiada Bank Spółdzielczy. Według E. Laszkiewicza: „ Jeżeli obcy kapitał przejąłby 100% systemu finansowego, państwo przestałoby mieć wpływ na swoją politykę gospodarczą”. Uważa, że wiele podmiotów polskich nie zbankrutowałoby, gdyby udzielono im kredyt, czego banki nie zrobiły…

– Są to daleko idące wnioski, nie chciałbym tego komentować, bo my nie kredytujemy podmiotów typu kolej, stocznia, Lot. Ale porównując klienta, może tego klasycznego rolnika i podmioty małe i średnie, rzeczywiście można wpływać – trudno to sobie wyobrazić, czy na zasadzie zmowy czy innych działań – na to, że pewną grupę klientów wspomaga się w sposób bardziej otwarty a innej to finansowanie się utrudnia.

Kredyty

-Wobec tego zadam hipotetyczne pytanie: ma Pan firmę z Mosiny, która od 20 lat działa na rynku, jest klientem Banku Spółdzielczego i zaczyna „kuleć”, coś się nie powiodło, straciła płynność finansową i musi podeprzeć się kredytem. Czy Bank Spółdzielczy udzieli jej tego kredytu? Bo przecież taka jest wasza misja.

– Zależy to od indywidualnego przypadku, my musimy spełnić elementarne wymogi prawne, które nam nadzór bankowy narzuca. Musimy na podstawie oceny zdolności kredytowej stwierdzić, że dany podmiot tę zdolność posiada, ponieważ bez tego nie wolno nam udzielać kredytu.

Zdolność kredytowa

– Co to jest zdolność kredytowa?

– Jest to stwierdzenie, że planowana na podstawie określonych, konkretnych przesłanek dochodowość podmiotu w okresie planowanego kredytowania zabezpiecza to, że w sposób bezkolizyjny dany podmiot czy osoba może spłacać kredyt z odsetkami i zostanie jej jeszcze kwota na podstawowe potrzeby, jeśli jest to osoba fizyczna, a jeśli podmiot – na podstawowy rozwój. My jako banki mamy narzucony przez nadzór bankowy system stosowania kryteriów i miary oceny zdolności, jakkolwiek banki mają prawo w pewnym stopniu oczywiście, kreowania własnych zasad oceny tej zdolności kredytowej. Nie jest to pełna dowolność, bo nadzór bankowy nas ocenia, a robi to w sposób systematyczny i bardzo dogłębny. Nie mogą to być takie zasady, że nam każdy klient pasuje. Ostatnio słyszałem na wykładzie, że w pewnym momencie w Ameryce dawało się kredyty każdemu, kto ma tętno. Do tego oczywiście nie można dopuścić.

– Jak znaleźć w firmie z kłopotami coś, co dobrze rokuje, jeśli chodzi o udzielenie kredytu?

– Jeśli firma wykazuje niskie zyski, albo nawet straty, nieraz może się okazać, że jest tak, bo dokonała określonego zakupu środka trwałego, ma bardzo wysoką amortyzację, a ten środek trwały posłuży o wiele dłużej niż się amortyzuje z punktu widzenia księgowego i ona jakby żyje z amortyzacji a tak naprawdę osiąga zyski. Jeżeli ktoś ma książkę przychodów i rozchodów trzeba ocenić, jaki był stan zapasów na początku i jaki na końcu i nieraz wykazana strata w książce może się okazać, że ten podmiot mimo wszystko realizuje nieduże, ale zyski i można mu pomóc. Wielu klientów nie prowadzi bilansu, lecz książkę przychodów i rozchodów ze względu na rozmiar swojej działalności, a zlecając to księgowemu, który nie jest menadżerem nie zdaje sobie sprawy z pewnych rzeczy i zagrożenia widzi w momencie, kiedy już się realizują. My analizując książkę przychodów i rozchodów próbujemy w ocenie zdolności kredytowej konstruować w jakiś sposób bilans określający działalność gospodarczą na przestrzeni czasu i zaobserwować trendy i tendencje danej firmy. Są to nieraz podstawowe błędy, takie np., że dokonano zbyt wielu zakupów, że klient zamiast przyjść po długoterminowy kredyt inwestycyjny, z bieżących środków, z kasy finansuje długoterminowe inwestycje.

Żeby udzielić kredytu trzeba umieć znaleźć zysk w firmie, która ma kłopoty finansowe? I robi to bank?

– Szukamy możliwości, w żadnym stopniu nie jest to obejście przepisów, jest to pracochłonne dla naszych analityków kredytowych – znalezienie mocnych punktów na korzyć klienta. Czasami kończy się to tym, że podpowiadamy mu, doradzamy, że możemy udzielić kredyt, ale klient ma za dużo np. środków trwałych w stosunku do jego sumy bilansowej, i żeby nie popełniał dalszych błędów inwestycyjnych. Podmiot może być bardzo dobry, generować dochody, ale może się przeinwestować. Naszą rolą jest pomóc klientowi w tych trudnych sytuacjach, a nieraz przestrzegać. Wymaga to trochę więcej czasu, niż standardowe podejście, jakie zazwyczaj prezentują banki komercyjne. Staramy się w ten sposób pomagać i jestem przekonany, że wielu klientów z tego środowiska to, co mówię potwierdzi. Cieszymy się nie tylko ze spłaty kredytu z odsetkami, ale i z rozwoju tych firm. A jeszcze bardziej nas cieszy, jeżeli ci klienci w momencie wzmocnienia finansowego pamiętają o nas i będąc już podmiotami o lepszym statusie finansowym, nie obracają się do nas plecami i przychodzą zawierać następne transakcje.

Bank w Mosinie

– Kim są udziałowcy Banku Spółdzielczego w Mosinie?

– Są to mieszkańcy Mosiny, Puszczykowa, generalnie naszych okolic.

– Jakie są tego konsekwencje?

– Odpowiem tak: bankowcy amerykańscy, z którymi się spotkałem mówili, że u nich udział wynosi zaledwie 5 dolarów. Dlaczego tak mało? Ponieważ 5 dolarów to nie jest istotna kwota, od której oczekiwałoby się zwrotów na kapitale i tam nie chodzi o to, żeby ktoś był członkiem spółdzielni z pobudek komercyjnych. Generalnie spółdzielczość od zarania nie opierała się na zasadach oczekiwań i roszczeń komercyjnych wobec spółdzielni, do której się należy, a raczej na oczekiwaniu zabezpieczenia usług, które statutowo dana spółdzielnia realizuje. Spółdzielczość ta służyła temu, żeby właściciele, czyli udziałowcy utworzyli ją dla siebie i mieli wpływ na kierunek i politykę tejże organizacji po to, żeby zapewnić sobie określoną obsługę, np. spółdzielnia mleczarska, po to, żeby do jej członków było sprzedawane mleko, przerabiane, dostarczane, itd. W XIX wieku powstawały spółdzielnie bankowe, ponieważ to była jedyna możliwość, żeby ci, którzy mieli nadmiar środków mogli je deponować i nimi zarządzać i pomóc polskim podmiotom, rolnikom, które w czasach zaborów na żadną pomoc nie mogły liczyć. To było wzajemne wspieranie się, ostoja patriotyzmu. Spółdzielczość, to wzajemność wspierania się, samopomoc, tak było od zarania. Zapewne i dzisiaj tak jest, choć my nie mogliśmy się zamknąć tylko w obsłudze własnych członków, bo byłoby ich za mało, a po drugie zmieniło się wszystko, przepisy gospodarcze, zasady funkcjonowania. I żeby móc funkcjonować na rzecz naszych członków, musimy też zarabiać, bo pracujemy na zasadach komercyjnych, do nas nikt nie dołoży. Myślę, że prawdopodobnie dla wielu osób wiele znaczy to, że ten bank, że ludzie, którzy nim kierują, rada nadzorcza, członkowie i właściciele – organy banku – są to reprezentanci tego środowiska, że oni są stąd i widzą lokalne potrzeby. Jest to także polityka społeczna, pomoc, dotacje, ten bank realizuje ważne misje wśród mieszkańców i podejrzewam, że nasz wkład w działalność poza bankową jest dostrzegany i potrzebny. Jest to rodzimy kapitał, ludzie, którzy patrzą na tą rzeczywistość są na miejscu, nie za granicą i mogą na tą rzeczywistość wpływać. „Dobra opinia u ludzi znaczy więcej niż pieniądze”. To jest nasza dewiza.

Tą stronę wyszukiwano przy pomocy słów:

  • GBS Mosina
  • Gospodarczy Bank Spółdzielczy w Mosinie
  • Bank Mosina
  • Przemysław Pilarski
  • kredyty mosina
VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.4/10 (Głosujących: 35)
Bank GBS Mosina - wywiad z Przemysławem Pilarskim, 8.4 out of 10 based on 35 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Komentarze (1)

  • Gość
    sobota, 21 Kwi, 2012, 18:43:45 |

    ogólnie to bardzo słaby wywiad, dużo
    rozbieżności z rzeczywistością

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)

Skomentuj