Audycja: Puszczykowski Gutenberg
Elżbieta Bylczyńska | niedziela, 14 Cze, 2009 |

Jak podszewka z marynarką

Wywiad z wiceprezydentem Miasta Poznania, Jerzym Stępniem, przeprowadzony w Mosinie podczas przedwyborczego spotkania z mieszkańcami.

Jerzy Stępień

Jerzy Stępień kandyduje do Europarlamentu z listy Platformy Obywatelskiej, w chwili, kiedy gazeta dotrze do większości Czytelników wyniki wyborów będą już znane. Niemniej poprosiliśmy pana prezydenta o komentarz w sprawie europejskich wyborów. Druga część rozmowy dotyczy już kondycji finansowej naszego regionu w czasie kryzysu.

Jerzy Stępień (prawnik z wykształcenia) jest Wiceprezydentem Miasta Poznania od siedmiu lat, ma 54 lata i, jak wyjaśnia – całe życie przepracował w administracji publicznej. Zajmuje się sprawami społecznymi, zdrowia publicznego, ochrony środowiska, gospodarki przestrzennej, pozyskiwaniem inwestorów. Wcześniej pełnił funkcję wicewojewody poznańskiego, po reformie ustrojowej państwa, w okresie, gdy premierem był Jerzy Buzek. Jeszcze wcześniej był radnym miasta Śrem, w którym mieszkał od 14 roku życia. Pochodzi z Golubia Dobrzynia k/Torunia.

Elżbieta Bylczyńska: Co skłoniło Pana do decyzji o starcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Jerzy Stępień: – Wieloletnia działalność publiczna, praca w administracji rządowej, samorządowej na różnych szczeblach pozwala mi na stwierdzenie, że dobrze znam problematykę samorządu, Poznania, aglomeracji poznańskiej, województwa wielkopolskiego. W czasie tych lat zdobyłem również doświadczenie o charakterze stricte politycznym. Znajomość regionu, spraw, możliwości, znajomość ludzi sprawiają, iż uważam, że mogę skutecznie reprezentować nasze interesy w Parlamencie Europejskim. Oczywiście mam świadomość, że pojedynczy poseł niewiele może zdziałać, jest natomiast silny mocą, po pierwsze frakcji, w której zasiada w Parlamencie Europejskim. Jeżeli nas przedstawicieli Platformy Europejskiej we frakcji chadeckiej, która będzie zapewne największa w przyszłym parlamencie, będzie też tak wielu, że będziemy nadawali ton tej frakcji, to oczywiście możliwości każdego z posłów także będą większe. Walcząc o swój sukces wyborczy w jakimś wymiarze walczę również o przyszły sukces mojego byłego szefa, czyli premiera Jerzego Buzka, bo jeżeli PO będzie miała największą liczbę parlamentarzystów frakcji chadeckiej, to wówczas szanse premiera Buzka na fotel przewodniczącego Parlamentu Europejskiego będą ogromne. Miałoby to równie ogromne znaczenie dla naszych możliwości w Unii, dla wspierania polskich projektów, i w wymiarze polityki, i w wymiarze związanym z możliwościami wspierania rozwoju gospodarczego Polski środkami, które umożliwiają nadrobienie pewnych opóźnień cywilizacyjnych, zwłaszcza w zakresie infrastruktury.

– Co będzie przedmiotem Pana troski w PE, jeśli wygra Pan wybory?

– W przyszłym parlamencie zamierzam zajmować się sprawami, którymi lata całe zajmowałem się, po pierwsze zdrowiem publicznym. Zamierzam sporządzić specjalny raport dotyczący tego podstawowego zagrożenia dla zdrowia mieszkańców Polski i Wielkopolski, bo dotyczy ono aż 45 % zgonów, jakim są schorzenia układu krążenia. Na podstawie tego raportu chciałbym doprowadzić do przyjęcia przez Parlament Europejski specjalnej rezolucji, wspierającej wszelkie przedsięwzięcia związane z leczeniem i profilaktyką tych schorzeń, a myślę tu o idei, która zrodziła się w Poznaniu pół roku temu – budowy Zachodniego Centrum Kardiologii pod auspicjami Uniwersytetu Medycznego.

– Jaki jest koszt tego przedsięwzięcia?

– Pół miliarda zł. Oczywiste jest to, że tak ogromna suma nie może pochodzić wyłącznie z budżetu państwa i samorządów, ale powinna być wsparta środkami unijnymi. Druga sprawa to wsparcie rozwoju gospodarczego naszego regionu – małego i średniego biznesu, sektora, który w znacznym stopniu stanowi o potencjale gospodarczym Wielkopolski, bo siła naszej gospodarki drzemie w małym i średnim biznesie – w Poznaniu mamy zarejestrowanych aż 94 tys. podmiotów gospodarczych.

– Czy i tutaj droga wiedzie przez rezolucję?

– Tak, poprzez raport o sytuacji tychże podmiotów. Trzecia sprawa, to organizowanie staży za pieniądze europejskie dla studentów kierunków zajmujących się zdrowiem publicznym, ekologią, ochroną środowiska, biznesem i wolontariatem, z których ten ostatni cały czas traktowany jest jeszcze po macoszemu. Mam na myśli młodych ludzi, których powinno się wesprzeć logistycznie, szkoleniowo, skontaktować z rówieśnikami z zagranicy. Do tej pory nasz wolontariat nie korzystał jeszcze z tych możliwości.

Moje kontakty z władzami regionu, aglomeracji poznańskiej, samorządami wielkopolskimi będą stałe, a nie incydentalne, a mówię to na podstawie moich dobrych relacji z większością samorządowców, dlatego deklaruję, że będę do ich dyspozycji stale i będę z nimi współpracował, a poprzez nich ze społecznościami lokalnymi.

Badania pokazały, że do wyborów może przystąpić tylko 20% ludności.

– Dlatego to jest tak ważne, ile osób pójdzie głosować. Jeśli parlamentarzyści mogą powiedzieć (co jest argumentem), że poparło ich 50% społeczeństwa, to ma to ogromne znaczenie przy podejmowaniu pewnych rozstrzygnięć.

– Chodzi o to, czy parlamentarzyści występują w imieniu wąskiej grupy narodu, czy mają mandat i legitymację do wypowiadania się w imieniu kraju?

– Niska frekwencja powoduje niższą skuteczność, czy raczej podważanie tej legitymacji do reprezentowania i w efekcie może to mieć zły wpływ na naszą skuteczność.

– Załóżmy, że zostanie Pan wybrany w wyniku wyborów, na które pójdzie 20% ludności, czy oznacza to, że nie będzie Pan skuteczny?

– Nie, mam na myśli całą frakcję, mówię o skuteczności całej polskiej reprezentacji w PE.

– Ale powstają chyba także pewne układy między parlamentarzystami, ktoś powie, że jest silny, bo ma za sobą 50% narodu, a inny, na którego głosowało tylko 20% może być uznany za słabego…

– To prawda, i to jest zawsze argument, którym również w naszym Sejmie posłowie operują.

– Zapytam teraz o skutki kryzysu, jaka jest sytuacja gospodarcza Wielkopolski w porównaniu do reszty kraju, czy będzie nowelizacja budżetu?

– W Poznaniu i aglomeracji poznańskiej tak bardzo dotkliwie kryzysu nie odczuwamy. Jest załamanie na rynku budowlanym, w samym Poznaniu wydaliśmy 60% mniej pozwoleń na budowę niż w roku ubiegłym o tej samej porze.

– Czyli buduje się zaledwie 40% tego, co w ubiegłym roku?

– Tak, przy czym są to inwestycje, powiedziałbym neutralne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego miasta. Brakuje wielkich przedsięwzięć, które generują określone korzyści. Na rynku budownictwa mieszkaniowego można powiedzieć, że jest zapaść, ale jest to związane oczywiście z brakiem systemu kredytowego. Generalnie inwestycje, nie tylko na rynku budownictwa mieszkaniowego, są niemożliwe do realizacji, lub prawie niemożliwe, jeśli nie ma odpowiedniego systemu kredytowego, który temu towarzyszy. To jest tak powiązane, jak podszewka z marynarką. Kryzys zaczął się w świecie banków i dopóki banki z tym się nie uporają, nowy strumień finansowy nie będzie zasilał gospodarki poprzez inwestowanie. Natomiast na rynku pracy nie mamy na razie dramatu, stopa bezrobocia w Poznaniu wynosi około 2%, w aglomeracji jest nieco wyższa – 3 do 3,5%. Nie notowaliśmy na razie większych upadłości, oby tak było dalej. Staramy się poprzez system inwestycji publicznych (m. in. prace infrastrukturalne związane z Euro 2012) nakręcić trochę koniunkturę, ale oczywiście sektor publiczny nie jest tym rdzeniem gospodarki, jest nim sektor prywatny. Staramy się ten program inwestycyjny maksymalnie rozbudować, ale też  będziemy nowelizować budżet miasta Poznania, bo szacowane w grudniu dochody, kiedy uchwalaliśmy budżet, okazały się jednak niewykonalne. W tegorocznym budżecie wynoszącym 3 miliardy zł będziemy musieli skorygować poziom dochodów o 100 milionów. Już widać, że wpływ dochodów z podatków jest mniejszy (przede wszystkim z PIT i CIT, od osób prawnych i od osób fizycznych). Nie jest więc tak, jak można było prognozować, bo prognozowaliśmy budżet na podstawie wskaźników z poprzedniego okresu (poziom dochodów, prognozowany wzrost). Okazuje się, że jednak te dochody nie są takie, jakie zakładaliśmy.

– Kto straci najbardziej?

– Na razie nie ma dramatu, trzeba będzie ograniczać, przesuwać inwestycje, 100 milionów w stosunku do 3 miliardów zł, to nie jest katastrofa, oby się na tym skończyło. Natomiast z całą pewnością wydatki konsumpcyjne trzeba będzie trochę ograniczyć, np. przedsięwzięcia kulturalne, koszty administracyjne, koszty związane z pomocą społeczną (część systemu zasiłków ma charakter uznaniowy, nie obligatoryjny). Ale na razie nie chciałbym straszyć, to ograniczenie kosztów czy opóźnienie inwestycji w czasie powinno zrównoważyć dysproporcję między zakładanymi a wykonanymi dochodami.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.5/10 (Głosujących: 24)
Jak podszewka z marynarką, 7.5 out of 10 based on 24 ratings
Napisano przez Elżbieta Bylczyńska Posted in Wywiad, reportaż

Tagi: ,

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj