Elżbieta Bylczyńska | piątek, 16 Wrz, 2011 |

Mam już męża w domu

Półtora roku czekali na tą chwilę. Przemek Częścik z Baranówka jest już w domu. Dwa lata temu zachorował na gruźlicę, po straszliwych przejściach w polskich szpitalach stwierdzono, że w kraju nie może być leczony. Zawiodła polska służba zdrowia, odmawiając leczenia.

Przemek Częścik

[singlepic id=61 w=320 h=240 float=left]Żyje dzięki pomocy ludzi – były mieszkaniec Mosiny, zamieszkały na stałe w Niemczech załatwił mu miejsce w niemieckiej klinice. Stan Przemka był bardzo ciężki. Lekarze niemieccy stwierdzili, że nastąpił przerzut do mózgu (gruźlica mózgu) i jest to wynik zaniedbanego leczenia gruźlicy kości i złej kuracji w Polsce.

– Leczenie wciąż trwa i potrwa jeszcze długo. Ale najważniejsze, że mam już męża w domu, mówi Marysia Częścik. – Gdyby nie pomoc przyjaciół, znajomych, ale także nieznajomych byłabym dzisiaj sama… Tylko z dziećmi. – Nawet nie wiem, komu dziękować, pomagało nam mnóstwo ludzi. Zastanawiałam się nad słowami podziękowania, ale nie znalazłam, to słowo – dziękuję – nie wyrazi wszystkiego…

Kiedy przyszła wiadomość o tym, że męża może już odebrać, poczuła wielką radość, ale i strach.

– Cieszyłam się, bo czas bez męża i ojca dla dzieci był bardzo trudny. Z drugiej strony bałam się, czy poradzę sobie w domu, z dalszym leczeniem, rehabilitacją. Przemek do końca nie wierzył, że wraca, dopóki nie znalazł się w samochodzie zapięty w pasach.

Syn tatę pamiętał, córka (dwa lata) – nie. Mówiła do niego pan, uczy się dopiero, że jest ktoś taki jak tata…Mąż też się na nowo uczy życia, był taki etap, że nawet nie wiedział, jaki jest dzień czy miesiąc. Leki uszkodziły także słuch. Musi dojść do siebie psychicznie. No i fizycznie, na razie nie potrafi chodzić, porusza się na wózku, musi codziennie ćwiczyć z rehabilitantem.

Jest coś, co Marysia Częścik chciałaby przekazać innym:

– Tym wszystkim, którzy znaleźliby się w podobnej sytuacji chciałabym powiedzieć, że nie wolno tracić nadziei, bo człowiek jest zdolny do wielkiej ofiary, jesteśmy tego przykładem, zawdzięczamy przecież wszystko właśnie ludziom…Ich pomocy i modlitwie. My ludzie potrafimy sobie pomóc, sami sobie najwięcej potrafimy dać…

Gorąco dziękuję i jestem bardzo wdzięczna za dar życia dla mojego męża panu Mirosławowi Słodkowskiemu i dr. Leszkowi Słodkowskiemu, którzy zapoczątkowali akcję leczenia w Niemczech. Dziękuję wszystkim za każdą ofiarę finansową, miły gest, wsparcie duchowe, ciepły uścisk dłoni, budujące słowo. Naszej rodzinie, znajomym, przyjaciołom za wytrwałość i zaangażowanie. Także za ofiarę modlitwy, która trwała nieustannie. I dziękuję wreszcie za najcenniejszy dar – dar serca. Dzięki Wam drodzy przyjaciele odzyskałam rodzinę – serdeczne Bóg zapłać…

E.B.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 6.7/10 (Głosujących: 14)
Mam już męża w domu, 6.7 out of 10 based on 14 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj