Elżbieta Bylczyńska | niedziela, 13 Mar, 2011 |

Michał

– A wie pani, ile w Polsce kosztuje pozbycie się człowieka? Przyszła do mnie taka jedna, dawała cztery tysiące. Chciała, żebym puknął jej męża, bo ma z nim dwoje dzieci, a on zwiał i nie płaci alimentów. A tak jej córki miałyby rentę po ojcu…

Dworzec kolejowy

Jest pochmurne i mroźne popołudnie. Dworzec kolejowy. Dalekobieżny pociąg osobowy to trzy wagony mocno wyeksploatowanej, elektrycznej kolejki (pociągi takie kursowały dawno temu jako kolej podmiejska). Kiedyś na tej trasie można było korzystać z luksusowego niemal, (w porównaniu do tego składu) także osobowego pociągu, wyposażonego w wagony z przedziałami. Dzisiaj wsiadamy do tego, co oferuje nam przewoźnik, jako jedyny środek lokomocji w ciągu dnia. Pociąg właśnie zatrzymuje się na peronie. Automatyczne drzwi nie otwierają się od razu. Ludzie są niezadowoleni, gołym okiem widać, że ci, którzy nie użyją łokci przy wsiadaniu, będą musieli jechać na stojąco. Podczas podróży będzie w nim gorąco jak w …piekle. Nie tylko z powodu temperatury.

Znajduję wolne miejsce, naprzeciwko mnie siada młody człowiek, z mocno przystrzyżonymi blond włosami. Ma zaczerwienioną twarz, przekrwione oczy, nie jest całkiem trzeźwy. W pierwszym odruchu mam ochotę wstać i wyjść, chłopak przykuwa mnie ironicznym  spojrzeniem, zagaduje zbyt śmiało, ale chyba wie, co czuję. Językiem, jakiego tutaj nie użyję informuje wszystkich, że nie ma biletu. Dalsza część wypowiedzi Michała, (bo tak ma na imię, o czym dowiem się później) będzie obfitowała w najbardziej „wyszukane” słowa i zwroty języka polskiego, który nie nadaje się do publikacji. – Uszy więdną, powie cicho jeden z pasażerów.

– Powiedz pan konduktorce, jak przyjdzie, że jestem pana kuzynem, chłopak zwraca się do mężczyzny, o którym wie (nie mam pojęcia skąd), że jest pracownikiem kolei. Jest przy tym agresywny, a mnie staje przed oczami wizja najgorsza z możliwych…

Mężczyzna odmawia i radzi powiadomić o tym kierownika pociągu zanim konduktor stwierdzi brak biletu.

– Ja to p… Byłem na Policji, wyrzucili mnie na ulicę, chciałem żeby wydali mi zaświadczenie, bo zostałem okradziony, to kupiłbym bilet kredytowy. Co mam zrobić, jak mam się dostać do babki w K.? Jadę pożyczyć od niej pieniądze na bilet do domu, bo mieszkam aż w Warszawie.

Kontrola biletów. Konduktorka pewnym tonem żąda biletu od chłopaka. Ten odpowiada krótko:

– Kolej.

– W takim razie legitymacja.

– Nie mam.

– To wysiada pan na najbliższej stacji, albo wołam Policję.

Na to Michał ma taką odpowiedź, że konduktorka wychodzi…

Jestem przerażona, proponuję chłopakowi, że zapłacę za niego, niech tylko idzie, zawoła, a przedtem przeprosi konduktorkę. Odmawia. Jest pewien swego. I rzeczywiście do końca podróży Michała nie wejdzie tu ani Policja, ani konduktorka…

Michał

– Widzę, że pani jest normalna, coś pani powiem. Jakbym wszystko o sobie opowiedział spadłaby pani z tego siedzenia.

Wczoraj kupiłem samochód i go rozwaliłem. Zostało mi 13 tysięcy. Potem poszliśmy z kumplem pobalować. Rano zbudziłem się na dworcu, nie miałem już przy sobie dokumentów ani forsy. Moja dziewczyna, jak się dowie, chyba mnie zabije. Do matki nie poszedłem, bo i tak pewnie by pieniędzy nie miała. A zresztą, po co ją denerwować? Ona ma swoje problemy. Kiedyś chciała się otruć, była napita, połknęła tabletki i poszła się powiesić. Brat ją uratował. W ostatniej chwili odciął sznurek…

Ja wtedy siedziałem w więzieniu, cztery lata. Przez kumpla – upił się i postanowił sam iść na akcję. Kradliśmy mercedesy, odstawialiśmy je do stodoły, rozbieraliśmy na części i sprzedawaliśmy. No i poszedł sam, i wpadł, a my z nim.

Parę lat pracowałem w Niemczech, mam po tym wyjeździe pamiątkę, o tu na plecach, byłem postrzelony…Ale to był mały pikuś. Jakbym pani inne rzeczy opowiedział…Wtedy miałem dziewczynę w Poznaniu – małolatę. Jeździłem do niej z Niemiec co tydzień, dawałem jej 1000 zł, drugie tyle traciliśmy na dyskotekach. Jej matka chciała ode mnie dowód osobisty, to poprosiłem kumpla i załatwił mi taki, jak trzeba… Nigdy nie dowiedziała się, że jestem od niej 15 lat starszy.

A wie pani, ile w Polsce kosztuje pozbycie się człowieka? Przyszła do mnie taka jedna, dawała cztery tysiące. Chciała, żebym puknął jej męża, bo ma z nim dwoje dzieci, a on zwiał i nie płaci alimentów. A tak córki miałyby rentę po ojcu…Ale ja nie z tych, nikogo jeszcze nie skrzywdziłem, mokrą robotą się nie zajmuję.

Mój ojciec? Nie mam z nim żadnego kontaktu. Byłem mały jak poszedł na 25 lat do więzienia. Matka sama nas trzech wychowała. Raz się do mnie odezwał, po wyjściu z więzienia. Czepiał się, że matka podała go o alimenty i dostał jeszcze rok.

Babcia i dziadek

Michał podaje mi numer swojej komórki. Pyta, czy ja mogłabym mu podać swój. Podaję. Nie dowierza i zaraz dzwoni. W kieszeni mojego płaszcza odzywa się telefon, bierze go ode mnie i sprawdza…

Opowiada dalej, patrząc na mijające za oknem pociągu krajobrazy. Jest spokojny. Na jego twarzy widać teraz żal i rozczarowanie. Bardzo mocno podkreśla, że był pierworodnym wnukiem swoich dziadków. Miał osiem lat, kiedy pojechał do nich na święta. Pod choinką zobaczył tylko trzy prezenty – na Wigilii miało być jeszcze troje innych dzieci. Na pytanie, dlaczego są tylko trzy paczki usłyszał odpowiedź:

– Dla ciebie nic nie ma.

– A może chcieli za coś pana ukarać?

– Proszę pani, za co? Byłem tylko zwykłym dzieciakiem… Ale po trzech dniach zapieprzyłem wszystkie zabawki i zwiałem…

Michał wstaje, żeby wysiąść na swojej stacji. Podaje mi rękę, mocno ściskając. Wychodzi, wraca. Jeszcze raz podaje mi rękę i mówi:

– Niech pani dzwoni jakby ktoś chciał pani coś zrobić. Przyjedziemy z kumplami i załatwimy sprawę…

Reportaż ten nigdy by nie powstał, gdyby nie przypadkowe spotkanie podczas podróży. I może nigdy nie dowiedziałabym się o tej przerażającej historii, która, nawet zakładając, że jest wynikiem patologii społecznej, nie powinna mieć miejsca, ze względu na dzieci i opiekę, jaką rzekomo Państwo roztacza nad polską rodziną. Co zawodzi w kraju, w którym tyle mówi się o potrzebach dzieci? W kraju, w którym wydaje się krocie na kolejne zmiany programu i systemu edukacji. Dlaczego matka samotnie wychowująca dzieci jest gotowa zlecić morderstwo, żeby zdobyć rentę po ich ojcu?

Nie mogłam inaczej tego przekazać. Zapewniam jednak, że ten przekaz, gdyby go wiernie odtworzyć, byłby o wiele bardziej wymowny. Michał sam zachęcił mnie do opisania jego historii w gazecie. Obiecał zadzwonić i opowiedzieć więcej o swoim życiu. Nie wiem, czy chciałabym wszystko o nim usłyszeć. Ale wiem, że on też był kiedyś dzieckiem. Bardzo skrzywdzonym.

Imię bohatera i nazwy miast zostały zmienione.

Elżbieta Bylczyńska

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.4/10 (Głosujących: 17)
Michał, 7.4 out of 10 based on 17 ratings
Napisano przez Elżbieta Bylczyńska Posted in Wywiad, reportaż

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj