Redakcja GMP | środa, 2 Lis, 2011 |

O rybach na wesoło

W kolejnym odcinku poradnika przedstawiam kilka uwag na temat zakupów wędkarskich.

Sprzęt wędkarski

Uwagi te to wynik wieloletnich obserwacji samego siebie w chwilach, kiedy wirus łowienia poczynił znaczne spustoszenia i daje mi się szczególnie dotkliwie we znaki, i atakuje podstępnie, podnosząc moją ciepłotę ciała, jednocześnie odbierając mi częściowo rozum. Od razu mówię, czym to się objawia. Mianowicie tym, że po powrocie do domu z zakupów wędkarskich okazuje się, iż z zaplanowanych dwóch kilogramów zanęty mamy siedem, bo dwa kilo jest gratis w trzy kilowych paczkach – toż to prawdziwa okazja i jak tu nie skorzystać z niej? A te haczyki są zupełnie nowej generacji i charakteryzują się bardzo harmonijnym wyglądem i mają inny kąt nachylenia do ostrza w stosunku do kołowrotka. To musiałem wziąć kilka, bo przecież na jednym się człowiek niewiele dowie o jego właściwościach. A ta żyłka? Patrzę w domu na nią i własnym oczom nie wierzę, że kupiłem. No, ale mam, bo przecież tamta na kołowrotku już jest jakaś taka wymoczona, nieświeża i przesiąknięta zimowym przestojem. A te robaki? Po co mi tyle białych, czerwonych? A jeszcze kukurydza o smaku kaszki manny i agrestowego kompotu. No nie! Spławik patynowany stylizowany na retro z mini świecznikiem na spodzie. Bardzo ładny, ale czy zda egzamin? Podobno, tak napisano w instrukcji obsługi, sprawdza się przy wietrze wiejącym od brzegu w stronę przeciwną niż prawa przy bezsłonecznej pogodzie.

Ale jak się wejdzie do takiego sklepu, to inaczej nie można. Mówisz sobie: „Jakbym tak miał (w tym miejscu każdy sobie sam napisze, co by mógł mieć), to zapewne efektywność i cały trud nie poszedłby znów na marne. W końcu trzeba kiedyś coś większego złowić”. Najważniejszy w takim sklepie jest zapach. Trudno go opisać, bo jak można nazwać coś, co działa, a wcale tego nie widać? Ja podejrzewam nawet, że jest rozpylany jakiś tajemniczy gaz rozweselająco – zachwycający. Jak wejdziesz i zaczniesz się rozglądać, to po chwili wszystko ci się podoba. I co, nie kupisz sobie nowego haczyka za 60 groszy, chociaż wcale go nie potrzebujesz? Dla mnie ten zapach wszystkich zanęt od razu – to są wakacje, urlop i lenistwo. Ubóstwiam go, a jak ręce mi pachną od mieszania we wiadrze zanęt, to znaczy, że jestem nad wodą. W tym roku opracowałem sposób na samego siebie, żeby nie kupować znowu, np. trzech paczek białych robaków, bo to jest około 620 sztuk.

Po pierwsze na kartce należy zapisać, co kupić i broń Boże nie rozglądać się na boki, tylko patrzeć przed siebie i czytać, co na niej jest napisane. Oczywiście czytać głośno i wyraźnie, że chcemy czerwone robaki numer 3, bo białe jeszcze nam zostały z ubiegłego roku i są takie wyrośnięte, że nie mieszczą się w lodówce. Tutaj drobna uwaga. Czerwone robale, czyli glisty, mają to do siebie, że z małych robią się większe, a z większych robią się rosówki i cały czas są dobre do użycia. Ewentualnie jak za dużo nam zostanie, to można je zakopać w ziemi. Ja takie przechowuję w doniczkach z kwiatami w pokoju. Druga uwaga to zabrać gotówki tyle, ile się tylko da, a nie zabierać karty płatniczej. W takich sklepach nie ma ani bonusów, ani rabatów ani upustów. Nikt nikogo nie próbuje nabrać na takie numery, bo od brania to są ryby.

Trzecia, końcowa już, uwaga, to ustalenie terminu wizyty w sklepie. Trzeba koniecznie pod koniec dnia, bo szybko wtedy podejmuje się decyzje. A tak od rana to wiaruchna stoi nad tymi wędkami całymi godzinami w bezruchu, medytują, przekładają z ręki do ręki. Albo taka żyłka. Jest niby pakowana po 150 metrów. A kto zużyje tyle żyłki? Wiec mówi taki jeden, (bo ma odliczoną mocno gotówkę): „Poproszę 45 metrów”. No to sprzedawca ma już wprawę do takich zachcianek i odmierza. Sześć razy wokoło swojego stoiska, później do kasy trzy razy i nawrót na ulicę. W drzwiach wejściowych, jak jest z tą rozwiniętą żyłką to wie, że to dopiero 32 metry. Po zahaczeniu za klamkę idzie z powrotem do swojego stoiska zaczyna dalej tak, jak na początku, ale nie dochodzi do drzwi. I wtedy, gdy już jest prawie odmierzona, to ktoś wchodzi otwierając drzwi i szarpie całym odliczonym odcinkiem. W międzyczasie ktoś inny, w sklepie będący zaplątuje się w tą rozwiniętą żyłkę przy kasie i mamy bałagan na całego. A ty stoisz i cierpliwie czekasz. A cierpliwość jest piękną cechą wędkarzy.

Jeszcze tylko ogłoszenie większe troszkę niż drobne:

KORESPONDENCYJNA NAUKA SZTUKI WIĄZANIA HACZYKÓW, PEŁNA DYSKRECJA, SZYBKO I TANIO.

eRCZe „Spławik”

Zobacz też:

Dino podbierak

Tak to się zaczyna

Rozpoznać bociana, żabę i rybę

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.9/10 (Głosujących: 18)
O rybach na wesoło, 7.9 out of 10 based on 18 ratings
Napisano przez Redakcja GMP Posted in Aktualności, Felieton

Tagi:

Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Skomentuj