Wojciech Czeski | wtorek, 6 Lis, 2012 |

Moralny stosunek jednostki do społeczeństwa

Państwa poważne potrafią zadbać o swoje interesy

Gdy po raz kolejny obchodzić będziemy Święto Niepodległości, prawdopodobnie znowu dojdzie do czegoś, co od jakiegoś czasu zaczyna mnie irytować. Chodzi o panteon gwiazd naszej walki o niepodległość, a konkretnie – o jej ojców chrzestnych. 11 listopada to dzień, w którym na piedestale stawia się marszałka Józefa Piłsudskiego, a niejako na bok odsuwa się inne historyczne postaci. Jest to moim skromnym zdaniem manipulowanie historią, a co za tym idzie – naszą narodową pamięcią.

11 listopada

Warto dodać na wstępie, że dzień 11 listopada 1918 roku został przyjęty za dzień niepodległości z przyczyn czysto politycznych. Nastąpiło to w czasach rządów sanacyjnych w 1937 roku. Wybranie tej daty było świadomym podkreśleniem roli marszałka Piłsudskiego w odzyskaniu niepodległości Polski. Do dzisiaj datę tę przyjmuje się niejako bez zastrzeżeń. By okazać złożoność sytuacji, warto dodać, że Rada Regencyjna, a więc prawowity wtedy rząd, ogłosiła niepodległość Polski 7 października 1918 roku. Jest to tylko drobny fragment nie pasujący do ustalonego zestawu faktów, tkwiących w powszechnej świadomości Polaków.

Roman Dmowski

Spór dotyczący odbudowy naszego państwa po wielu latach zaborów i wojny przybiera jednak bardziej kontrowersyjny odcień. Dotyczy on postaci, która miała niemały udział w tych pamiętnych i radosnych wydarzeniach. Mowa tutaj o Romanie Dmowskim, którego rola w tamtych dniach jest rokrocznie marginalizowana, mimo iż zasługuje na słuszne wydobycie go z gąszczu innych bohaterów tamtego okresu. W atmosferze piłsudczykowskich obchodów święta niepodległości jakoś uchodzi nam udział pana Romana chociażby podczas konferencji pokojowej w Paryżu, która kończyła I wojnę światową. Jako główny przedstawiciel strony polskiej godnie walczył o nasze interesy. To on dzięki swojemu zmysłowi politycznemu doskonale wiedział, po której stronie światowego konfliktu stanąć. Wywalczył uznanie granic odradzającej się Polski, co było rzeczą nie do przecenienia w tamtym trudnym czasie. Dzięki jego postawie strona polska była od początku reprezentowana na paryskiej konferencji pokojowej. Stąd też mój coroczny żal, że nie przypomina się o nim należycie w chwilach wspominania odzyskiwania niepodległości.

Roman Dmowski był przede wszystkim myślicielem politycznym. Do dzisiaj ogromne wrażenie robią jego mocne, niezwykle klarowne i do bólu logiczne wywody. Napisał w 1907 roku wspaniałą książkę „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, w której na czynniki pierwsze rozkładał nasze międzynarodowe położenie. Wskazywał nadzieje, kreślił przyszłe sojusze, bez sentymentów przedstawiał stojące przed Polakami szanse. Był po prostu prawdziwym realistą politycznym. Brakuje dzisiaj męża stanu tego pokroju, który tak zdecydowanie umiałby wyłożyć polską rację i stanu, i środki do jej trwałej obrony. Dmowski nie był jednak fanatykiem czy szowinistą, co mu się często bezrefleksyjnie zarzuca. Potrafił w sposób niezwykle surowy rozprawić się z naszymi narodowymi wadami. Czynił to jednak z pobudek patriotycznych, a nie chęci jakiegoś „narodowego masochizmu” czy rozczulania się nad własnym narodem. Mówił, że mamy liczne przywary, ale musimy z nimi walczyć. Za przykład stawiał nam inne dobrze zorganizowane narody: Niemców, Anglików czy Japończyków. Podziwiał ich siłę, ale doskonale wiedział, że nie możemy ich bezkrytycznie naśladować. Potrzeba było umocnienia naszej narodowej siły nie przez przeszczepianie zachodnich wzorców, ale sięgnięcia po nasze, polskie pomysły i energię. Stworzenie przez niego oryginalnej, nie mającej odpowiednika w innych krajach szkoły politycznego myślenia jest rzeczą do dzisiaj mocno podkreślaną przez znawców tematu.

Roman Dmowski – styl myślenia

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Styl myślenia Dmowskiego był ewenementem w polskiej myśli politycznej. Nie próbował on przełożyć wszystkich zachodnich prądów myślowych na język polski, tylko stworzyć od podstaw nowy, nawiązujący do polskich tradycji, system myślenia politycznego. Nurt ten nazywa się „endecja”, od „Narodowej Demokracji”, lub też po prostu „myśl narodowa”. Zauważmy, że brak tutaj charakterystycznej końcówki „izm” w jego politycznej wizji (do dzisiaj próbuje się ją określać jako „nacjonalizm”, co nie oddaje dobrze jej istoty). Kamieniem milowym w rozwoju myśli narodowej były wydane w 1903 roku „Myśli nowoczesnego Polaka”. Już sam tytuł tego dzieła dowodził, że Dmowski nie chciał bawić się w jakiekolwiek sentymenty. Do bólu logiczny wywód, w którym autor bezkompromisowo rozprawia się z naszymi narodowymi słabościami zawiera często cytowane zdanie: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”. Ten słynny manifest był wezwaniem Polaków do przebudzenia się i stawienia czoła wyzwaniom współczesności. Przebudzenia się przede wszystkim z bierności, którą Dmowski uznawał za jedną z naszych głównych wad. Chciał patriotyzmu odważnego, odpowiedzialnego, opartego na zdrowym rozsądku, na realnych interesach, a nie marzeniach. Był zdecydowanym krytykiem romantyzmu politycznego – stawiania na emocje, sentymenty i często nieprzemyślane działania, które w przeszłości kończyły się klęską powstań. To, co jeszcze zwraca uwagę w wywodach Dmowskiego, to ich zrozumiały dla dzisiejszego czytelnika styl. Nie pisał on językiem archaicznym, tylko bardzo na swoje czasy nowoczesnym.

„Myśli nowoczesnego Polaka”

Charakterystyczny jest także napisany w 1933 roku, a więc 30 lat po pierwszym wydaniu „Myśli nowoczesnego Polaka”, wstęp do ich czwartego wydania. Roman Dmowski zaznaczał, że książka ta była pisana w innych warunkach historycznych, lecz w latach trzydziestych ludzie nadal znajdowali jej aktualne przesłania. Nie inaczej jest dzisiaj. Wystarczy chociażby przeczytać uwagi pana Romana na temat ówczesnej edukacji, która uczyła schematów, a nie myślenia. Albo o tym, że państwa poważne potrafią zadbać o swoje interesy i nie kierują się sentymentami, o czym Polacy często zapominają. Naprawdę wiele jest trafnych spostrzeżeń Dmowskiego, które można by śmiało przyłożyć do współczesności. Dlatego warto umiejętnie czerpać z dorobku pana Romana, do czego nawołuje w swojej najnowszej książce Rafał Aleksander Ziemkiewicz. „Myśli nowoczesnego endeka”, bo o nich mowa, przypominają nam, ile pracy trzeba wykonać, byśmy mogli stanąć odważnie na nogi, ale właśnie w tej pracy jest nadzieja. I moją nadzieją jest, by coroczne obchody Święta Niepodległości były bodźcem do dostrzegania naszych wad i mobilizacji do ich konstruktywnego zwalczania. Nie patriotyzm jako forma napawania się naszymi symbolami dla samych, często wydumanych i sztucznych, emocji, tylko jako rzecz leżąca w naszym wspólnym interesie. Jak pisał Dmowski: „patriotyzm to nie system filozoficzny, który ludzie równego poziomu umysłowego i moralnego przyjmują lub odrzucają: to stosunek moralny jednostki do społeczeństwa: uznanie go jest koniecznością na pewnym stopniu rozwoju moralnego, a odrzucenie go świadczy o moralnej niedojrzałości lub upadku”.

Wojciech Czeski

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.8/10 (Głosujących: 12)
Moralny stosunek jednostki do społeczeństwa, 7.8 out of 10 based on 12 ratings

Napisano przez Wojciech Czeski Posted in Felieton

Wojciech Czeski

Autorem wpisu jest: Wojciech Czeski, dziennikarz Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Skomentuj