Audycja: Puszczykowski Gutenberg
Jacek Sobota | piątek, 1 Cze, 2012 |

Tep den – zatop go

Pogodny jesienny dzień, przez bulaj kabinie widzę jak mijamy Przylądek Hammeren. Jeszcze tyko sześć godzin a statek zacumuje na mocno w porcie Karlskrona. Wieziemy Szwedom węgiel, a dokładniej miał węglowy do ciepłowni. To już ostatnie takie ładunki w tym roku, jest jesień w tym okresie wszystkie ciepłownie mają wystarczało wysokie hałdy.

Rosyjski okręt podwodny na zamkniętych wodach Szwecji

Telefon z mostku „panie kapitanie od przeszło godziny mamy towarzystwo z rufą”. W drodze na mostek sądziłem, że to jakiś sowiecki okręt, w tym czasie w Polsce mocno się kotłowało, wszyscy wiedzieli, że tak normalnie to się nie skończy. Duża radość mnie ogarnęła, gdy po wejściu na mostek zobaczyłem szwedzki dozorowiec. Zanim zdążyłem zapytać, drugi oficer powiedział, że wszystko sprawdzone, żadne brudy za nami nie ciągną się, na wszelki wypadek zerknąłem okiem za rufę, było czysto, żadnych śladów oleju.

Zostaję na mostku, żartujemy z drugim, że jeśli szwedzki okręt się zgubił, to dobrze trafił, bo my akurat płyniemy do, Karlskrony od wieków głównej bazy Szwedzkiej Marynarki Wojennej.
Nagle „oko” {marynarz obserwator} składa meldunek „na kursie zespół okrętów wojennych”
Podpływamy bliżej wygląda to na ćwiczenia, ale dlaczego na torach podejściowych do portu.
Przed wejściem utworzyli trzy kręgi zaporowe, a wewnątrz okręty zwalczania okrętów podwodnych, chyba czegoś szukają.

Cumuję w porcie, sprawę wyjaśnia agent, na poligonie Szwedzkiej Marynarki Wojennej, który jest na wodach zamkniętych Szwecji wykryto rosyjski okręt podwodny, zaklinowany się pomiędzy skałami w położeniu podwodnym i tu „bomba” ma na swym pokładzie broń nuklearną. Za moment na burcie zjawia się „czarna brygada” {odział celny, do specjalnych przeszukań} o ile, na co dzień jest to grupa złożona z 5-6 celników, teraz przychodzi ich 24.

Powód może być tyko jeden, sprawdzenie, co mogę mieć wspólnego z tym, co się zaklinował.
Jak przez trzy dni stałem w porcie, tak przez trzy dni szukali, noc i dzień, zmieniając celników, co 6 godzin. Nawet w ładowni zdemontowali wszystkie dębowe klepki zabezpieczające przesypywanie się sypkich ładunków między wręgi
Wtedy Bałtykowi groziła niewyobrażalna katastrofa. Niedawno potwierdził to Kapitan Biesiedina, który wtedy wchodził w skład załogi okrętu podwodnego nr 137. Okręt penetrując poligon Szwedzkiej Marynarki Wojennej zaklinował się pomiędzy skałami tak mocno, że sam nie potrafił się wynurzyć.

O.P. 137

Wybuchł międzynarodowy skandal, Szwedzi zarzucali Moskwie celowe działanie podkreślając obecność broni nuklearnej na pokładzie, oczywiście Moskwa wszystkiemu zaprzeczała.
Rosjanie twierdzili, że na okręcie nie było materiałów radioaktywnych a okręt znalazł się tam w wyniku błędu nawigacyjnego, co o śmiech mogło przyprawić ucznia pierwszego roku szkoły morskiej. To tak jakby obcy okręt podwodny w zanurzeniu dotarł na Zalew Szczeciński. Dopiero nie tak dawno były zastępca dowódcy do spraw politycznych O.P. 137 Kapitan Biesiedin, który wtedy przejął dowodzenie po załamaniu nerwowym dowódcy przyznał, że okręt był wyposażony w torpedy z głowicami nuklearnymi. Biesiedin dostał rozkaz od dowódcy Floty Bałtyckiej, aby w wypadku wtargnięcia na okręt szwedzkiej grupy abordażowej wysadzić okręt. Nawet gdyby nie doszło do wybuchu głowic torped to i tak Bałtyk doznałby sinego skażenia substancjami radio aktywnymi.

Grupy abordażowe Szwedzie były gotowe do ataku, jednakże Sztokholm odkładał decyzję.
Szóstego listopada po jedenastu dniach uwięzienia wśród skał Rosjanom udało się naprawić uszkodzenia i oderwać się od skał, mnie już wtedy nie było w porcie.
Szwedzi natychmiast zgodzili się, aby O.P. 137 opuścił ich wody.

Szwedów przeraził fakt, że gdy ich motorówka dostarczająca prowiant na swym pokładzie miała zamontowane urządzeniem do wykrywania promieniowania, wynik pomiaru był porażający okręt miał głowice nuklearne.
Możemy być pewni, że i dziś coś podobnego pływa wzdłuż naszych wybrzeży.

Szwedzki marketing i propaganda zareagowały natychmiast, już drugiego dnia mego pobytu w Karlskrona ukazały się w sprzedaży koszulki z kioskiem okrętu podwodnego, gdzie namalowano sierp i młot a pod nimi napis TEP DEN, co znaczy ZATOP GO.

Parę takich egzemplarzy przywiozłem do Kołobrzegu jakaż była moja satysfakcja, gdy po paru dniach zobaczyłem ten sam rysunek, ale napis w języku polskim.

Człowiek, który zajmował się sitodrukiem zrobił na tym duże pieniądze. Dopiero po 13 grudnia S.B. zlikwidowało mu firmę. Nie przyznał się, od kogo dostał wzory.

Jacek Sobota

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.4/10 (Głosujących: 17)
Tep den – zatop go, 8.4 out of 10 based on 17 ratings
Napisano przez Jacek Sobota Posted in Felieton

Tagi:

Jacek Sobota

Kapitan żeglugi wielkiej zawsze "pochłonięty" morzem i wszystkim co z tym związane. Autor wielu publikacji związanych z polską żeglugą morską oraz ekspert w dziedzinie prognozowania pogody.

Skomentuj