Redakcja GMP | czwartek, 28 Lut, 2013 | komentarzy 14

Arthur Greiser – prawda nie do końca odkryta, nie do końca ujawniona

Tematyka ukrytych, zaginionych skarbów to tematy zawsze aktualne i nośne medialnie. I nic w tym dziwnego, bowiem ludzka natura już taka jest, że nie tylko w tematach skarbów upatruje sensacji. Pojęcie skarbów to temat bardzo szeroki i wieloaspektowy. Dla jednych największym skarbem są zdjęcia osób ukochanych, dla innych pierścionek zaręczynowy czy obrączka ślubna. Jednakże jakby na sprawę nie spojrzeć, to zdecydowany prym wiodą tutaj wszelkiej maści poszukiwacze, którym nie zawsze przyświeca szczytny cel. Także w kwestii skarbu Greisera

Skarb Greisera

[singlepic id=738 w=320 h=240 float=left]Na łamach Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej ukazały się relacje na temat Greisera, pochodzące od Dyskusyjnego Klubu Książki przy mosińskiej bibliotece. Treść ich była lakoniczna i enigmatyczna i niezrozumiała dla zwykłych zjadaczy chleba. W przeciwieństwie do niektórych osób zajmujących się tymi sprawami, czynnie zajmuję się od 30 lat historią II Wojny Światowej i jej tajemnicami. Przeprowadzałem kwerendy w archiwach, odnajdywałem świadków tamtych wydarzeń, nagrywałem wywiady z nimi, pozyskiwałem ksero ich dokumentów. Nadal prowadzę eksplorację pewnych miejsc. Moją specjalnością jest potencjał gospodarczy i naukowy III Rzeszy. Przez 12 lat współpracowałem z kwartalnikiem „Eksplorator”. Dla mnie w przeciwieństwie do większości eksploratorów nie są to skarby w ścisłym tego słowa znaczeniu. Skarbem jest wszelka dokumentacja techniczna, wyniki badań naukowych nad nowymi broniami itd. Broń, jeżeli ją znajduję, przekazuję do muzeum. I to są właśnie zasadnicze kwestie, które tak mnie różnią od osób z Puszczykowa, które się historią zajmują. Są też środowiska ludzi, którzy wszelkimi sposobami, w nieuczciwy sposób pozyskują informacje o miejscach, a w przypadku pomyślnych eksploracji tych miejsc, pozyskane w ten sposób „fanty” sprzedają. Nic nie trafia do muzeów.

Tajemnice Greisera

Do tematu tajemnic Greisera w Puszczykowie postaram się odnieść na podstawie własnych ustaleń. Nie jest mi ten temat obcy jako, że 40 lat mieszkałem w Puszczykowie.

Posiadam zapis relacji świadka pracującego w rezydencji Greisera w czasie okupacji – Janiny Pawlak. Na terenie parku otaczającego rezydencję został wybudowany schron dla personelu. Zupełnie przypadkowo trafiłem na dwóch świadków, którzy w latach 1964 – 68 byli jako kilkunastoletni chłopcy pensjonariuszami prewentorium i jak to dzieci, buszowali po całym terenie. Wtedy właśnie natrafili na dużą, betonową płytę z kwadratowym otworem o wymiarach 1 metra kwadratowego z grubą, betonową pokrywą, która posiadała uchwyty. Właz znajduje się przy ścianie wewnętrznej schronu, w której umieszczone są metalowe klamry – stopnie, pozwalające zejść na dno. Obaj pamiętają, że pomieszczenie jest spore, ma ściany wyłożone cegłą. W jednej z nich istnieje wejście do tunelu, w którym swobodnie mógł poruszać się człowiek. Dno tunelu jest częściowo zasypane piaskiem. Jest to prawdopodobnie tunel ewakuacyjny z otwartym wylotem, bowiem wyraźnie obaj chłopcy czuli przepływ powietrza. Z obawy przed szczurami w tunel ten nie zagłębiali się. Byłem z tymi świadkami dwukrotnie na wizji lokalnej. Z uwagi na znaczny upływ czasu pewne szczegóły w ich pamięci uległy zatarciu, reszta relacji znalazła potwierdzenie. Prawdą jest także relacja, iż jedno z wyjść ewakuacyjnych prowadzi poza teren rezydencji (na zdjęciu), jednakże jego lokalizacji nie zdradzę.

studzienka

studzienka

Fot. Studzienka w lesie okalającym rezydencję w Jeziorach, wyposażona w metalowe klamry. Odkopana przeze mnie – przeprowadziłem dokładną eksplorację. Nie ujawnię jej lokalizacji, ani tego, dokąd prowadził tunel. Cembrowinę rozebrałem poniżej poziomu gruntu, studzienkę zabezpieczyłem i zamaskowałem.

W 1995 roku bunkra szukali poznańscy dziennikarze (przez 9 miesięcy) i nic nie znaleźli. Brednie przez nich publikowane skłoniły mnie do przesłania do redakcji ich gazety zdjęcia wyszabrowanej z rezydencji radioli. Na mój list nie raczyli odpowiedzieć, lecz w ostatnim odcinku zamieścili przesłane im przeze mnie zdjęcie i odnaleźli świadka, który tę radiolę instalował w rezydencji Greisera i potwierdził jej autentyczność. Radiola ma wymiary dużego biurka, płyta wierzchnia jest podnoszona. Z lewej strony jest adapter, z prawej ośmiozakresowe, lampowe radio Telefunkena. Pod gramofonem mieści się szafka z półkami na płyty. Po bokach ma po jednym wielkim głośniku samowzbudnym. Greiser otrzymał ją w darze od berlińskiej filii zakładów Telefunken.

Podziemny schron Arthura Greisera

Greiser z pewnością posiadał podziemny schron i to na tyle obszerny, by swobodnie pomieścił wyposażenie, zapasy żywności, lekarstw, być może agregat prądotwórczy oraz stację filtrów, kanalizację i ujęcie wody, pomieszczenia do spania, posiłków. Musiał dysponować też pomieszczeniami dla służby, a także sejfem z tajnymi dokumentami. Schron musiał mieć i ma wyjście ewakuacyjne, dobrze zamaskowane. Jest oczywiste, że samo wejście do schronu musi znajdować się w rezydencji. Jest nie tylko dobrze zamaskowane, lecz także zabezpieczone. To samo dotyczy wyjścia. Z doświadczenia wiem, że standardowym zabezpieczeniem są korki betonowe o grubości od 2 do 4 metrów i więcej. Nadto najprawdopodobniej są one zaminowane.

W biografii Greisera wspomina się tylko o jego związkach z Kriegsmarine i służbie w niej oraz fakcie utrzymywania przez niego stałych kontaktów z oficerami marynarki wojennej Niemiec. Z pozoru może to niewiele znaczyć, ale ten fakt ma ścisły związek z początkiem klęsk Ubotów na Atlantyku i Pacyfiku. Klęski Kriegsmarine zbiegają się z wynalezieniem przez Anglików asdicu i sonaru, co było bezpośrednią przyczyną klęski Ubotów. W odpowiedzi na to niemieccy naukowcy dokonali rewelacyjnego wynalazku, który całkowicie eliminował wykrycie. Był to specjalny rodzaj gumy pochłaniającej wszelkie fale radiowe i akustyczne. Oklejano nią szczelnie przy użyciu specjalnego kleju całe Uboty. Tajemnica ta została ujawniona dopiero po zakończeniu wojny, gdy w ręce aliantów wpadły takie okręty. Być może Greiser wiedząc o tym wynalazku wykorzystał swoje związki z Kriegsmarine i z pomocą takiej właśnie gumy zabezpieczył swój schron. Być może właśnie dlatego wykonane na terenie parku wokół rezydencji badania georadarowe nie dały pewnej i konkretnej odpowiedzi. Być może to tylko hipoteza, ale czy nie nosi cech i znamion realności? Prezentowane na zdjęciu wyjście ewakuacyjne z pewnością nie jest wyjściem ze schronu Greisera. To wiem, bo prowadziłem eksplorację.

Edmund Przybyła z Czempinia

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.4/10 (Głosujących: 22)
Arthur Greiser – prawda nie do końca odkryta, nie do końca ujawniona, 8.4 out of 10 based on 22 ratings

Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Komentarze (14)

  • K.W
    czwartek, 28 Lut, 2013, 21:16:31 |

    Czy można prosić o kontakt jakikolwiek (TEL,EMAIL)Do autora artykułu Pana Przybyła??pozdrawiam

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 2)
  • Robert
    poniedziałek, 11 Mar, 2013, 19:23:11 |

    Wspaniały artykuł! Gratulacje dla autora za podjęcie tematu. Moim zdaniem niektóre “tajne i tajemnicze” sprawy i wątki historii- a szczególnie naszej regionalnej należy niezwłocznie wyjaśnić i przedstawić społeczeństwu, a nie robić z tego latami sensacji.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 0)
  • him
    sobota, 30 Mar, 2013, 18:09:11 |

    Z relacji naocznego swiadka -mojego OJCA ktory w mlodym wieku pracowal u Gre­isera w czasie wojny wynika ze schron mial byc budowany z lewej strony budynku , piasek z wykopu byl wysypywany do jeziora , a bunkru nie wybudowano bo nie dotarly transporty cementu i stali . pozdrawiam mosiniak

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 0)
    • Greiser
      środa, 18 Lut, 2015, 17:35:12 |

      to nie bunkier lecz pomieszczenie kotłowni, które znajduje się najniżej w całym budynku i faktycznie jest po lewej stronie patrząc od jeziora

      VA:F [1.9.22_1171]
      Popularność: 0 (Głosujących: 0)
  • thief
    niedziela, 15 Lut, 2015, 12:38:30 |

    Zaraz znajdą się świadkowie którzy widzieli tam bursztynową komnatę

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: -1 (Głosujących: 1)
  • stary mieszkaniec
    środa, 18 Lut, 2015, 12:46:47 |
  • stary mieszkaniec
    środa, 18 Lut, 2015, 13:01:14 |

    http://tiny.pl/q3f1p

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 0)
  • lukas
    środa, 18 Lut, 2015, 17:47:55 |

    Autor artykułu to jakiś oszołom. Opisuje chyba jeden ze swoich snów i próbuje wywołać sensację. Jedno wielkie kłamstwo. Studzienka prezentowana na zdjęciu nie znajduje się na terenie dawnej rezydencji lecz w okolicy stacji kolejowej Osowa Góra kilka metrów od toru

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)
  • Sam
    sobota, 30 Lip, 2016, 11:49:08 |

    lukas ma rację i prawdę pisze. Studzienka ta znajduje się koło torów po prawej stronie w kierunku stacji (a wykopać jej nie mógł, bo jest to starszy i schorowany bardzo człowiek ;))
    Edmunda Przybyłę znam od kilku lat i nie jedną osobę już “oszukał” swoimi wizjami i “okradł finansowo” na rzekome poszukiwania. Nie polecam robienia “z Nim przyjacielskich układów”.. ;/

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)
  • Anonim
    sobota, 4 Lut, 2017, 1:22:48 |

    pierdoły Marycha…

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: -1 (Głosujących: 1)
  • Jezioranis Explorium Geodetę
    wtorek, 18 Kwi, 2017, 23:12:50 |

    Tyle tajemnic wokół lokalizacji schronu, ale jak odpalić funkcje “cieniowanie” czyli skan radarowy terenu, to się okazuje, że widać jeszcze dwa miejsca kilkadziesiąt metrów od pałacu gdzie odkopano w 1996 wejścia do schronu i wyszabrowano pozostałości…

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +2 (Głosujących: 2)
  • Jezioranis Explorium Geodetę
    wtorek, 18 Kwi, 2017, 23:17:29 |

    Oczywiście szukajcie przez “geoportal”…

    Pod boiskiem na północ od rezydencji wybudowano dodatkowo drugi obiekt “,specjalny”…

    Archiwum Posen prawdę powie…;))

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +2 (Głosujących: 2)

Skomentuj