Elżbieta Bylczyńska | czwartek, 28 Lis, 2013 |

„Nie udało im się utopić wszystkiego w błocie…”

Z Teresą Krokowicz z Poznania, autorką książki „Co pozostało? O rodzinach Kaszniców, Durskich i Szymańskich” rozmawia Elżbieta Bylczyńska.

Napisała Pani książkę, pokazującą m. in. mieszkańcom Mosiny, że żyli tutaj ludzie, którzy zapisali piękną kartę w historii Polski. I jeżeli szukamy wzorów do naśladowania i autorytetów – zwłaszcza dla młodzieży – mamy je w zasięgu ręki.

Rodzina Kaszczniców

Rodzina Kaszniców to ludzie nieprzeciętni i wybitni: prawnik – profesor Stanisław Wincenty Kasznica i jego syn Stanisław Józef Kasznica, ostatni Komendant Narodowych Sił Zbrojnych, zamordowany przez władze komunistyczne w 1948 r. Jego szczątki zostały odnalezione dopiero w tym roku na powązkowskiej Łączce i zidentyfikowane dzięki próbkom DNA pobranym od młodszej siostry – Eleonory Kasznicy, a Pani cioci, mieszkającej w Warszawie.

 „…Bo ludzie mniej się dziwią, gdy ktoś jest oryginałem w złem, niż kiedy w dobrem chodzi własnymi drogami. Pierwszego potępiają, ale nie przestają brać na serio. Z drugiego… się śmieją”. (S. Kasznica – „Rozważania”).

Co pozostało? O rodzinie Kaszniców, Durskich i Szymańskich

Pomysł napisania książki zrodził się w październiku ub. roku. Przyczynił się do tego odnaleziony w domowych zbiorach list, napisany 30 lat temu do mojej mamy przez Eleonorę Kasznicę oraz nawiązany z nią kontakt. Po zapoznaniu się z tragicznymi losami jej rodziny postanowiłam ocalić od zapomnienia to, co było ważne i dobre w ich życiu oraz w życiu naszych dziadków i rodziców, a co zapewne chcieliby przekazać potomnym.

Działa Pani w Stowarzyszeniu Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, które pielęgnuje pamięć o zacnych postaciach, absolwentach tej szkoły.

Z „Marcinkiem” związana jestem od pokoleń. Mój dziadek – dr Zygmunt Szymański był jednym z organizatorów i profesorów tej szkoły. Kiedy zaczęłam mówić w środowisku poznańskim o profesorze Kasznicy i losach jego rodziny  okazało się, że jest ona praktycznie nieznana. ,,Czerwone światełko” zapaliło mi się wówczas, kiedy odkryłam, że młodzi Kasznicowie Jan i Stanisław byli absolwentami „Marcinka”. To był listopad 2012 roku, a w maju 2013 r. mijała właśnie 65. rocznica śmierci Stanisława Józefa Kasznicy – ostatniego komendanta NSZ. Przywrócenie pamięci o Kasznicach stało się wielkim wyzwaniem – na realizację książki i przygotowanie obchodów miałam zaledwie pół roku. Dzięki wielkiemu wsparciu bliskich mi osób udało się szczęśliwie wydać książkę, odsłonić pamiątkową tablicę przed gmachem naszego liceum, zorganizować wystawę w gmachu szkoły. 11 maja 2013 roku byliśmy świadkami pięknej i wzruszającej uroczystości, której przewodniczył arcybiskup Marek Jędraszewski, nasz absolwent.

W ten sposób przywraca Pani pamięć o ważnych postaciach i faktach, które próbowano usunąć z pamięci narodu. Po latach zakłamywania historii można o nich mówić…

Jesteśmy to winni żyjącym członkom rodzin pokrzywdzonych przez reżim komunistyczny. Eleonora Kasznica skierowała do licznie zgromadzonych przed ,,Marcinkiem” osób słowa wdzięczności i radości za to, że po wielu latach przywracana jest pamięć o ludziach, którzy oddali całe swoje życie w służbie ojczyźnie, dla których wartości takie jak honor, dobro wspólne, ,,służba” i wiara były fundamentem funkcjonowania państwa i rodziny.

Profesora Kasznicę i pozostałych bohaterów Pani książki łączyły pewne wspólne cechy.

Są wartości, które bronią się same i nigdy nie dezaktualizują – to kodeks honorowy i moralny. Przecież przed II Wojną Światową walka między różnymi opcjami politycznymi była zaciekła. Obserwując dzisiejszą rzeczywistość można powiedzieć, że historia lubi się powtarzać. W profesorze Kasznicy zafascynowało mnie to, co starałam się pokazać w książce również poprzez przedstawienie pozostałych rodzin, Durskich i Szymańskich. Byli to ludzie stali w swoich poglądach. Obecne czasy sprzyjają ciągłemu poszukiwaniu…Właściwie nie wiadomo czego. To co stałe jest po prostu spokojem czystego sumienia. Taki był profesor Kasznica. W momencie, kiedy zorientował się, że nie może już realizować się na scenie politycznej, gdyż tamten układ mu nie odpowiadał, usunął się, działał jednak dalej jako rektor, dziekan, wykładowca i wychowawca młodzieży na uniwersytecie.

O tym, że z rodziną Kaszniców wiążą się ważne wydarzenia dla Polski i Poznania wie niewiele osób. Profesor Stanisław Wincenty Kasznica po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku budował tutaj zręby państwa polskiego. Był senatorem RP i rektorem Uniwersytetu Poznańskiego.

W 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość odżyło życie polityczne i społeczne, powstały nowe stronnictwa i partie. Polacy zaczęli szukać swojego miejsca w nowej rzeczywistości. W narodzie budził się entuzjazm i wola szybkiej odbudowy kraju. Do Poznania z najodleglejszych zakątków Rzeczypospolitej przyjeżdżały transporty Polaków, którzy chcieli przywrócić polskość na terenach zaboru pruskiego. Z Wilna, Lwowa, Stanisławowa wyruszały pociągi, którymi przybywała lub wracała polska inteligencja i polscy przedsiębiorcy, gotowi tworzyć fundamenty pod budowę silnego państwa.

Profesor Stanisław Wincenty Kasznica, wybitny naukowiec, ceniony wykładowca, poseł na Sejm Krajowy przybył do Poznania w 1920 roku ze Lwowa na zaproszenie Uniwersytetu Poznańskiego. Zamieszkał z rodziną w służbowym mieszkaniu przy ul. Grottgera 2 m. 3 i zaczął organizować od podstaw Wydział Prawno – Ekonomiczny uczelni.

Jego losy wiążą się także z Mosiną.

Profesor wybudował dom w Krosinku koło Mosiny, którego budowę ukończono w 1938 roku.

W 1947 roku, po aresztowaniu syna Stanisława, został relegowany z uczelni na karną, najniższą emeryturę i zamieszkał w Krosinku na stałe. To był wyjątkowy dom, jak wspomina jego córka: „Przyjeżdżali koledzy, przyjaciele i młodzi ludzie, aby wymienić poglądy, umocnić postawy, wchłonąć specyficzną atmosferę domu, którą oboje rodzice stworzyli”. Po śmierci Profesora dom przekazano oo. Dominikanom, którzy pomagali Kasznicom w trudnym okresie represji, kiedy zmagali się z osobistą tragedią (proces i śmierć syna) oraz ze zwyczajną biedą. Profesor był człowiekiem głęboko wierzącym, zaangażowanym w życie religijne, bardzo szanowanym, zaprzyjaźnionym z kardynałem Augustem Hlondem. To oni byli promotorami powrotu Dominikanów do Poznania. W tym roku w kościele oo. Dominikanów odsłonięto tablicę poświęconą ich pamięci.

Przed aresztowaniem syna dom Kaszniców w Krosinku był obserwowany, widywano ubeków ukrywających się w trawie, pamiętają to jeszcze najstarsi mieszkańcy. Był to czas, kiedy aparat bezpieczeństwa skazywał na śmierć przeciwników rządów Stalina w Polsce. Skazano m.in. gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, rotmistrza Witolda Pileckiego i właśnie płk Stanisława Józefa Kasznicę, który został stracony 12 maja 1948 r. w więzieniu mokotowskim, zginął od strzału w tył głowy.

fot. Stanisław Józef Kasznica, zdjęcie z procesu, z archiwum IPN

fot. Stanisław Józef Kasznica, zdjęcie z procesu, z archiwum IPN

Trudno wyobrazić sobie większy dramat dla rodziny połączonej bardzo silnymi więzami. Eleonora bardzo kochała swego przyrodniego brata. Po ogłoszeniu wyroku, na ostatnim widzeniu w więzieniu bardzo rozpaczała i powiedziała wtedy: „Dopadnę tego drania, który na ciebie doniósł”. A on objął ją i zaprotestował: „Siostro, nie masz prawa oceniać ludzi, jeżeli nie wiesz, przez co przeszli”. Stanisław wiedział, co mówi, gdyż stosowano wobec niego wyjątkowo bestialskie metody śledcze, o czym wspominali świadkowie i współwięźniowie. Nikt z nas nie wie, jak zachowałby się podczas tortur i maltretowania…

Dopiero w 1992 roku płk Stanisławowi Józefowi Kasznicy przywrócono należne miejsce wśród zasłużonych Polaków XX wieku. Kiedy w lutym tego roku Eleonora dowiedziała się, że szczątki jej brata zostały odnalezione na powązkowskiej Łączce, powiedziała: „Nie udało im się utopić wszystkiego w błocie…”.

Profesor Kasznica miał pięcioro dzieci, dwóch synów Stanisława (komendanta) i Jana z pierwszego związku z Amelią z Malewskich, która zmarła młodo, i troje z drugiego.

Amelia umierając miała 44 lata. Przed śmiercią zdążyła poprosić swoją wiele lat młodszą i niedawno owdowiałą siostrę Eleonorę z Malewskich – Merak, by ta po jej śmierci zaopiekowała się Profesorem oraz ich synami i wyszła za niego za mąż. I tak się stało.  Małżeństwo było udane i szczęśliwe, złagodziło ból synów po stracie matki. Eleonora urodziła troje dzieci: Andrzeja, Wojciecha i Eleonorę, o której rozmawiamy. Rodzicom udało się przekazać dzieciom to, co najważniejsze: miłość, szacunek do ludzi i ojczyzny, poczucie obowiązku i odpowiedzialności oraz wiarę w Boga.

Jan Kasznica zginął w bitwie nad Bzurą w 1939 roku. Stanisław Józef także uczestniczył w walkach nad Bzurą i pod Laskami, przeżył, przedostał się do Warszawy i walczył w obronie miasta. Pozostałe dzieci walczyły w Powstaniu Warszawskim. Andrzej cudem uniknął śmierci. Po wojnie, w 1946 roku wstąpił do zakonu dominikanów. Wojciech pozostał na Zachodzie i wyjechał do USA. Najmłodsza Eleonora żyje i mieszka w Warszawie.

W 1956 roku, w wyniku zmian politycznych profesor Kasznica, autor Polskiego prawa administracyjnego, które wraz z usunięciem go z życia naukowego uznano za książkę szkodliwą, za„wytwór myśli burżuazyjnych”, został przywrócony do pracy na uniwersytecie. Był już mocno schorowany, zmarł w wieku 84 lat w 1958 roku. Został pochowany na cmentarzu w Mosinie.

Losy rodziny Kaszniców splatają się z losami rodzin Durskich i Szymańskich – Maria Durska, siostra Pani mamy, była żoną Jana Kasznicy. Natomiast dr Zygmunt Szymański, teść Pani mamy, zasłynął m.in. jako świetny przedsiębiorca. Prowadził znaną cegielnię w majątku Rudnicze na Górczynie.

Ślub Marii Durskiej i Jana Kasznicy w dn 15.08.1939r. (arch. rodzinne)

fot. Ślub Marii Durskiej i Jana Kasznicy w dn 15.08.1939r. (arch. rodzinne)

Cegielnia w majątku Rudnicze na Górczynie

Tak, to prawda. Mój dziadek był wielkim patriotą i mądrym człowiekiem. Był przekonany o tym, że Polska powinna być oparta na czymś trwałym, wiedział, że bez przemysłu jako kraj niewiele będzie znaczyć. Cegielnię kupił w 1925 r. i dzięki sprawnemu zarządzaniu udało mu się ją rozbudować i unowocześnić tak, że stała się ona jedną z najbardziej wydajnych w Wielkopolsce. Po II wojnie światowej cegielnia była w 50 procentach zniszczona. Aby ją odbudować trzeba było zainwestować ogromne środki. Mając zapewnienie władz, że cegielnia nie zostanie znacjonalizowana moja rodzina podjęła ten ogromny trud i cegielnię ponownie uruchomiono w 1947 roku. Dzięki jej produktom odbudowano wiele zabytków, w tym Katedrę Poznańską, dla której ręcznie wyrabiano specjalne gotyckie kształtki. Niestety 15 czerwca 1950 cegielnia mimo wcześniejszych zapewnień została przejęta pod przymusowy zarząd państwowy. Nie muszę tłumaczyć, jaki to był cios dla dziadka i całej rodziny.

Cegielnia Rudnicze, archiwum rodzinne

fot.Cegielnia Rudnicze, archiwum rodzinne

W swojej książce Teresa Krokowicz zachęca także wszystkich, którzy mogą ocalić od zapomnienia jakiekolwiek pamiątki:

Do dawania świadectwa przeszłości i chronienia historii. Do szperania w archiwach rodzinnych. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi jest też wielu młodych ludzi (i na szczęście jest ich coraz więcej), którzy widzą coś ponad „kasę, furę i komórę”. Mają swoje marzenia, są ambitni, pracowici, ale wiedzą, co w życiu ma wartość. To właśnie z myślą o nich napisałam tę książkę.

O tym, jakie to ważne niech świadczy list napisany do Pani po ukazaniu się książki:

„Serce rośnie, widząc jak pamięć o tych, którzy najbardziej są jej godni, dzięki takim ludziom jak Pani jest przywracana. A pamięć to nieśmiertelność. Latami opluwani przez komunistyczną propagandę, skazywani na zapomnienie teraz nareszcie w chwale wracają do panteonu naszych bohaterów narodowych. W imieniu swoim własnym, jak i pana pułkownika Jana Podhorskiego pragnę Panią zapewnić, że będziemy kontynuować naszą pracę przywracania pamięci tradycji narodowych oraz kultywowania wartości najważniejszych, które oni tak umiłowali, które są i na zawsze pozostaną: Bóg, Honor, Ojczyzna.”

Andrzej Churski, Prezes Okręgu Wielkopolskiego Związku Żołnierzy NSZ, 13 maja 2013 r.

Profesor Stanisław Wincenty Kasznica, zdjęcie z archiwum rodzinnego

fot. Profesor Stanisław Wincenty Kasznica, zdjęcie z archiwum rodzinnego

Teresa Krokowicz

Teresa Krokowiczfot.Teresa Krokowicz

Przeczytaj też: Historia prawdziwa – Wincenty i Stanisław Kasznic

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.4/10 (Głosujących: 17)
„Nie udało im się utopić wszystkiego w błocie…”, 7.4 out of 10 based on 17 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj