Wypróbować się w roli opiekuna
Dowiedziała się, że w pogotowiu rodzinnym jest maleńkie 16 dniowe dziecko. Pojechała, zobaczyła maleństwo i zdecydowała. Nie mogła postąpić inaczej. Po prostu zakochała się.
Adopcje
Takich mamy w Mosinie wolontariuszy, każdy z nich to wielkie serce i dobra dusza. Pracują w przytulisku dla zwierząt (ul. Krotowskiego, koło Tesco, dawny ZUK).
Paweł Wośkowiak, opiekun przytuliska właśnie rozmawia z panią, która ogląda pieski i chce jednego zaadoptować. Zastanawia się, a kierownik z wielkim zaangażowaniem przedstawia psa i jego zalety. Pani chyba się zdecyduje…
Pracuje tutaj z nim 20 wspaniałych wolontariuszy.
– Wolontariat w Mosinie działa bardzo prężnie, są to uczennice szkół i gimnazjów, osoby prywatne, wyjaśnia kierownik. Paweł Wośkowiak działa też w klubie sportowym – psy i sport to jego wielkie pasje. Rozmawiamy w pomieszczeniu piwnicznym, służącym za biuro i przytulisko (koty, króliki), psy są na dworze. Warunki kiepskie, stęchlizna, brak światła. Ale nie narzekają. Tutaj wszystko rozświetla miłość do zwierząt.
Warto przy okazji podkreślić, co zaznacza kierownik, że swojemu psu czy kotu powinniśmy podpiąć pod obrożę tzw. adresówkę, dzięki czemu w razie zagubienia się zwierzęcia pracownicy przytuliska będą mogli skontaktować się z właścicielem. Jest to o wiele prostszy i bardziej skuteczny sposób na identyfikację, lepszy niż chip, który można odczytać tylko w określonych warunkach. Osoba prywatna chipu nie odczyta.
Mają wyniki
Dzięki ludziom dobrej woli dużo jest tutaj adopcji, szczeniaki nie przebywają dłużej niż kilka dni. Wszystko to jest efektem bardzo prężnego działania ośrodka i wolontariuszy, akcjom w internecie.
W tygodniu odwiedziny odbywają się codziennie między godz. 14 a 17, tel. 512 815 865.
Można też umówić się na inny termin. Istnieje możliwość wypożyczenia pieska do domu w dni wolne od pracy. Przyszły właściciel ma okazję zaprzyjaźnić się z nim i wypróbować się w roli opiekuna.
Trafia tutaj kilka psów tygodniowo, zwykle dostarcza je Straż Miejska.
– Sytuacja poprawiła się, w tym roku latem mieliśmy o 60 procent mniej psów, mówi Paweł Wośkowiak. – Dzięki akcji internetowej i prężnemu działaniu wolontariuszy ludzie przestali już wyrzucać psy z powodu wyjazdu na wakacje. Bardzo pomaga nam Ania Wojnowska z Urzędu Miejskiego w Mosinie.
Wolontariusze sami przygarniają psy do domu, a ci, którzy nie mają warunków właśnie tutaj „przynoszą” swoje serca. Trzeba kochać zwierzęta, żeby podjąć taką pracę. Atmosfera jest wspaniała, tworzymy fajną drużynę.
Kochają nie tylko psy
Przyjaźnią się i pomagają sobie.
Wolontariuszka, Ania Kaczmarek jest mamą dwu letniej córki, już zaangażowanej w opiekę nad psami. Ma ponadto dwóch adoptowanych synów, tworząc z mężem rodzinę zastępczą.
Jedno dziecko – 16 dniowe przywieźli z Mazur kilka lat temu. Jak do tego doszło?
– To działanie pochodzi od… Boga, tam są nasze drogi zaplanowane, wyjaśnia pani Ania. – Dowiedziałam się, że w pogotowiu rodzinnym jest maleńkie dziecko. Pojechałam, zobaczyłam maleństwo i zdecydowałam. Nie mogłam postąpić inaczej. Po prostu zakochałam się. Mąż przyjechał z poligonu (jest zawodowym żołnierzem), spojrzał i powiedział: to jest już nasz syn… Mama z powodu choroby (schizofrenia) nie mogła opiekować się dzieckiem.
Drugie dziecko przygarnęli z tego samego pogotowia. Urodziło się pijane… matka jest alkoholiczką, dziecko niestety ponosi tego skutki, jest lekko upośledzone. To jednak nie przeszkadza zastępczym rodzicom kochać je i dawać siebie. Twierdzą, że psy – dogoterapia też działa cuda.
Aż trudno to komentować…
Dziewczęta wolontariuszki spędzają tutaj każdą wolą chwilę, biegną zaraz po szkole i zajmują się psami.
Można im pomóc, liczy się wszystko, karma, opieka, datki… A psie oczy? Dają i mówią wiele, nawet jeśli będziemy spoglądać w nie tylko w schronisku…
– Chciałaby mieć chociaż budę w ogródku, mówi Ania. – Jedzie niedługo do fryzjera, do pani Magdaleny Wawrzyniak na Pożegowie. Będzie śliczna. A jest cudowna, ciepła, delikatna.
Tagi: pomoc, Rozdaj siebie
Wasze komentarze (36)
Czy pierwsze 4 zdania to nie nadużycie słowne?
https://www.google.pl/search?q=mosina+pogotowie+rodzinne&ie=utf-8&oe=utf-8&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&gws_rd=cr&ei=rrdZUueIEoz64QS364HYCQ
Proponuję Ci przeczytać cały artykuł Stary mieszkańcu.
Do autorki tekstu… Bardzo miło że zechciała Pani napisać artykuł o przytulisku,jednak jako wolontariuszka z przykrością stwierdzam,że jest on stosunkowo niespójny a niektóre informacje mijają się z prawdą… „Istnieje możliwość wypożyczenia pieska do domu w dni wolne od pracy.” Co to ma znaczyć??? Nie wypożyczamy nikomu zwierząt!!! Skąd informacje że trafia do nas kilka psów tygodniowo???
”Dzięki akcji internetowej i prężnemu działaniu wolontariuszy ludzie przestali już wyrzucać psy z powodu wyjazdu na wakacje.” Ludzie przestali wyrzucać zwierzęta dzięki akcjom wolontariuszy????
Poza tym wzmianka o Hope zupełnie wyjęta z kontekstu,nie mówiąca tak naprawdę nic osobom niewtajemniczonym… Chaos chaos i jeszcze raz chaos 🙁
To widzę ładnie dbasz o interesy przytuliska jako wolontariuszka. Nawet jeśli nią jesteś to chyba minęłaś się z powołaniem. Takie teksty się skrupulatnie autoryzuje i pisze we współpracy z osobami zainteresowanymi a Ty na pewno nią nie jesteś. Więc jeśli chaos to tylko u Ciebie w głowie kobieto. p.s Wiem, jako osoba związana z TOZem, że artykuł wywołał bardzo pozytywne reakcje wśród ludzi, którzy zaczeli chętniej pomagać zwierzakom. Tylko jak widzę po powyższym komentarzu zawsze znajdzie się jakiś maruder.
Przybyła, idź posprzątaj balagan w swojej głowie, a potem zwracaj uwagę innym. 🙂
A kto z wolontariuszy autoryzował ten tekst?
Osoby pomagające przytulisku robią to już od dawna, nie jest to w niczym związane z artykułem, który ukazał się raptem 3 dni temu.
„Wypożyczania” psów oczywiście nie praktykujemy, dbamy przede wszystkim o ich dobro, a dla psa zabranie go do domu po czym oddanie za kilka godzin/dni jest tylko i wyłącznie traumą, powtórnym porzuceniem, a nie rozrywką.
A od kiedy wolontariusze są upoważnieni do autoryzacji tekstów?
Odkąd są z nimi przeprowadzane tego typu rozmowy. Zgodnie z zasadami, każdy ma prawo wiedzieć, czy jego słowa nie są w tekście przekręcone lub wyrwane z kontekstu, przez co nie robią z niego np. nawiedzonego oszołoma.
To chyba dobrze, że można wziąć psa na próbę i sprawdzić czy podoła się tej odpowiedzialności. Nie rozumiem, jaka trauma? Przecież największą traume te psy przeżywają właśnie w przytulisku wśród innych porzuconych,czasem agresywnych psów, Nie wśród nowej rodziny, która bierze tego psa po to, żeby coś dać od siebie, a przynajmniej spróbować. Głupoty piszecie Wolontariuszki, głupoty.
Oczywiści, że traumą jest dla psa powtórne porzucenie go.
Polecam przyjść i zobaczyć psy, które wracają z adopcji, te są w dużo gorszym stanie niż te, które są już od jakiegoś czasu. Widać, że kompletnie nie masz pojęcia o czym mówisz. Najgorsze co może być dla psa to wziąć go do domu, dać nadzieję i znowu wywalić.
Zaczynam odnosić wrażenie, że według niektórych przytulisko to najlepsze miejsce pod słońcem i każdy pies jest tam szczęśliwy. Najlepiej by było jakby miały żyć tylko w przytulisku bo tam mają najlepiej zamiast dostać chociaż szansę na znalezienie odpowiednich właścicieli. Co jak się okaże, że np, dziecko ma uczulenie na sierść? Zamiast oddać spowrotem, zostawić w lesie na mrozie? Moim zdaniem, nie idealne ale dobre rozwiązanie, gdyż daje tym psiakom większe szanse na własny dom. Tyle.
Bardzo dziękujemy za ten pozytywny artykuł. Mamy nadzieję, że więcej osób dowie się o przytulisku i naszych wspaniałych podopiecznych. Nie chcielibyśmy żeby opinia jednej osoby pokazywała nas w złym świetle. Sformułowanie „wypożyczyć psa” może nie jest najszczęśliwsze jednak po przeczytaniu całego akapitu sprawa się wyjaśnia. Wszystkich zaniepokojonych uspokajamy. Pod naszą opieką żadnemu stworzeniu krzywda się nie stanie. Jeżeli wciąż nie przekonaliśmy zainteresowanych zapraszamy do porozmawiania z nami. Właśnie od tego jesteśmy my-wolontariusze. Wolontariat w schronisku/przytulisku to nie tylko praca ze zwierzętami ale także(a może przede wszystkim)praca z ludźmi.
Mamy nadzieję, że to drobne nieporozumienie nie przeszkodzi w kontynuowaniu owocnej współpracy.
Z poważaniem: Zespół wolontariuszy Przytuliska dla psów w Mosinie
Milo ze zespolem wolontariuszy mianuje sie osoba ktora wpada i wypada a pies nawet sie nie zorientuje ze wyszedl z kojca bo uprawia bieg przelajowy trwajacy 2min. Osoba ktora zajmuje zbyt wysokie stanowisko by babrac sie w psich nieczystosciach, ocieplac budy, zalatwiac ekstremalne sytuacje jak ostatnia z poturbowanym w wypadku psem… tak ta osoba zdecydowanie ma prawo mowic w imieniu ogolu…
Szkoda też, że nie „zespół wolontariuszy” zajmuje się zbieraniem funduszy na leczenie poturbowanej Hope i psów, które łapią wirusówki, a gmina nie kwapi się do ich leczenia, od tego są tylko dwie osoby, prawda?
Nie ma jak pokazowka:) piekne ubranko do zdjecia a po zdjeciu myk do domku bo sie mozna pobrudzic… coz za powolanie…
Potwierdzam, opinia nie jest całego „zespołu wolontariuszy”, co najwyżej jego części…..
Nie ma jak pokazoweczka do zdjecia w pieknym ubranku a po fotce myk do domku zeby pieski nie pobrudzily:) ehhh to powolanie…
To sobie teraz opinie zrobiliście … Pewnie połowa za PIS, a połowa za PO 🙂
Czyli jak najbardziej w polskim stylu.
Albo po prostu mieszkańcy Borkowic wcielili się w rolę wolontariuszy i próbują ich skłócić:D https://www.gazeta-mosina.pl/2012/nie-chca-przytuliska/ Oczywiście to tylko moje przypuszczenie 🙂 Pozdrawiam
Ale to chyba nie o to przytulisko chodzi …
Roy chyba tak… Niektorzy tylko robia dobre wrazenie. A brudna robota ma sie zajmowac kto inny
Zgodzę się że artykuł raczej kiepski… Mało info… Pomagałam przy Dniu Kundelka dlaczego o tym nie wspomniano? były też zbiórki organizowane w Tesco,dostałam naklejkę łapkę dla moich dzieciaków,sympatyczne dziewczyny:) Pozdrawiam wolontariuszki
Nelly, bo Dzień Kundelka i zbiórki były organizowane przez drugą część „zespołu wolontariuszy”, tą od czarnej roboty 🙂
mam pytanie do wolontariuszy, czy mozna zabrac psa zeby z nim pobiegac czy nie bardzo?
Jak najbardziej, zapraszamy 🙂
Spacer również, to najlepsze sposoby na zapoznanie się z psem 🙂
Po takiej reakcji niektórych złośliwców normalny dziennikarz dałby sobie spokój z pomaganiem, bo taki cel widać w tym tekście. Dobrze, że chodzi o pieski, ci pseudo wolontariusze muszą jeszcze nauczyć się dużo pokory i miłości od tych stworzeń. Mam nadzieję, że autor będzie to robił dalej
Nina, nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Znam wolontariuszy z przytuliska i mam dobre o nich zdanie. Jest tam tylko jedna osoba, która pluje jadem – to niejaka Marta Przybyła (ona podpisuje się tutaj jako „wolontariuszka”). Zalazła już wielu osobom za skórę, i niekoniecznie tym związanym z przytuliskiem. Gdzie się nie pojawi, tam narobi smrodu. Obraża, wyzywa, ubliża.
A jak przychodzi co do czego i znajdują się osoby chętne do adopcji psów, to zamyka im furtkę przed nosem – ubliżając przy okazji – i twierdzi, że nie wyda psa osobom, które noszą okrycia wierzchnie ze skóry.
Czyż to nie paranoja???
A co ma „okrycie wierzchnie ze skóry” do adopcji?
Słyszałem o tej wariatce, masakra.
Przykro słuchać/ czytać, że ktoś zamiast pomagać szkodzi niewinnym i potrzebującym miłości zwierzętom.
Pomagając innym trzeba schować w kieszeń swoje uprzedzenia i działać zgodnie ze statutem.
Sama jestem Inspektorem i wiem, jak ciężka potrafi być ta praca; zarówno ze zwierzętami ale przede wszystkim z ludźmi. i nie mam tu na myśli wyłącznie adopcji ale również kontrole i odbieranie ludziom zwierząt, które najczęściej są skrajnie wyczerpane i zagłodzone, chore i poranione… Szukając dla nich domu kierujemy się ich dobrem i tylko tym. Nowy właściciel może jeździć maluchem ale nie znaczy to, że nie jest w stanie zadbać o zwierzę. Umiejętnie przeprowadzona rozmowa, późniejsza kontrola a przede wszystkim podpisana umowa adopcyjna (czasem jest dobrym straszakiem i ludzie sami rezygnują z obawy przed konsekwencjami ) też dają rezultaty…
A wszystko to nie dla mojego widzimisię, tylko dla zwierząt.
POMYŚLAŁAM ŻE GDYBY TAM POSPRZĄTAĆ I ZASIAĆ TRAWĘ TO BYŁO BY MILEJ NIE TYLKO DLA WOLONTARIATU ALE TEŻ DLA ZWIERZĄT. ODMALOWANIE BY SIĘ PRZYDAŁO. PONIEWAŻ NATURA ZWIERZĄT WYNIKA TAKŻE Z OTOCZENIA A NIE TYLKO Z NATURY.
Czytam i zastanawiam się, jaki jest związek między wolontariatem w schronisku a rodziną zastępczą. Nie wiem. Nie widzę różnicy w zaangażowaniu „zwykłego” wolontariusza a zaangażowaniu wolontariusza, który jest rodziną zastępczą. Wydaje mi się, że artykuł ten nie ma na celu wypromowania schroniska, nagłośnienia problemu i jakiegoś „wynagrodzenia” tudzież pochwały wolontariuszy. Moim zdaniem artykuł ten głównie opowiada historię Ani K., osoby, która lubi zwracać na siebie uwagę. Osoby, która lubi robić z siebie bohaterkę i cierpiętnicę, a jej prawdziwe oblicze można ujrzeć z bliska, po wieloletnich obserwacjach.
Poziom zepsucia w tym waszym schronisku jest aż nadto widoczny, i pomyśleć że sami sobie robicie taką opinie
przybyla i zepsula to miejsce
hmm byłam wolontariuszką w tym przytulisku ale po niektórych zagrywkach ze strony dziewczyn nie wszystkich oczywiście ale niektórych z przykrością odeszłam miedzy innymi też miała w tym nosa Marta 🙂