Jacek Sobota | poniedziałek, 22 Wrz, 2014 |

Bajzel w naszej armii

Okradzenie polskiego konwoju, zorganizowanego przez Ministerstwo Obrony Narodowej, z pomocą dla Ukrainy. Najgorsze jest to, że minister Siemoniak, który dokonał wpisu na ten temat na twitterze, nie czuje w ogóle bluesa.

Pan minister napisał, bowiem, że „kradzież odkrył polski oficer”, jak gdyby uważał, iż jest to powód do dumy i chwały, że tej kradzieży nie odkryli dopiero Ukraińcy, a mieli ku temu sposobność, bo kradzież została ujawniona podczas rozładunku we Lwowie. Dalej pan minister pisze: „Szef bazy przygotowującej transport natychmiast zawieszony”. I co z tego? A co zrobiono, aby nie dopuścić do tego skandalu? Takie postawienie sprawy przez ministra prowokuje następne pytania. Jak wyglądało zabezpieczenie tego konwoju? Jaki był nadzór ze strony przełożonych tego „szefa bazy”. Jaką rolę w zabezpieczeniu tego tak bardzo nagłośnionego medialnie przedsięwzięcia odegrała Żandarmeria Wojskowa? Pytania te są tym bardziej zasadne, że kradzież około 1,5 tysiąca koców i podobnej ilości materaców, to poważne „przedsięwzięcie logistyczne”, to kilka lub nawet kilkanaście samochodów ciężarowych i nie zrobiono tego w pięć minut, błyskawicznie. Prawdopodobnie działała w bezpośrednim sąsiedztwie Ministerstwa Obrony Narodowej, Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej i Departamentu Kontroli MON cała szajka i to przez dłuższy czas, nie niepokojona przez nikogo. Piszę o Departamencie Kontroli, ponieważ w tym samym dniu, kiedy media opublikowały komunikat o tej zuchwałej kradzieży, w gmachu Sejmu dyrektor Departamentu Kontroli MON, gen. broni w st. spocz. Zbigniew Głowienka opowiadał posłom z Sejmowej Komisji Obrony Narodowej jak to dzielnie kontroluje gospodarowanie mieniem i finansami wojska, odnosząc na tym polu tak znaczne sukcesy, że w okresie od stycznia do sierpnia tego roku Departament złożył do prokuratury aż… jedno powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Czy aby owa szajka miała charakter międzynarodowy, polsko-ukraiński, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby takie koce i materace pochodzące z wojskowych magazynów udało się gdzie indziej zbyć. Do łez wzruszyło mnie ostatnie zdanie pana Siemoniaka na twitterze w tej sprawie: „Brakujące rzeczy wysłaliśmy na Ukrainę”. Bogata ta Polska, najpierw napcha kieszenie złodziejom, a potem i tak odda kolejną część zapasów Wojska Polskiego dla Ukraińców. Na razie śledczy ustalili, że do kradzieży doszło na trenie Polski i to właśnie na terenie 2. Regionalnej Bazy Logistycznej w Warszawie, a dokładniej w Rembertowie. Podejrzewają o to przestępstwo, niestety, polskich żołnierzy. Gdyby te wstępne ustalenia potwierdziły się, to ta afera niewiele się różni od kradzieży portfela przez pewnego generała, o czym pisałem stosunkowo niedawno. Ostatnia kradzież jest tak samo hańbiąca, skandaliczna i żenująca. Zatem, upadek i rozkład moralny w szeregach mundurowych postępuje nadal.

NATO podczas szczytu w Newport w zasadzie dało wolną rękę krajom członkowskim w zakresie sprzedaży Ukrainie uzbrojenia i sprzętu wojskowego. To już rzeczy o wiele poważniejsze niż koce i materace. W świetle tych ostatnich niesłychanych wydarzeń, gdyby Polska zdecydowała się uczestniczyć w tej akcji, to proponuję dla ochrony takiego konwoju, bezpośrednio od producenta do odbiorcy, wynająć zagraniczną firmę ochroniarską z zadaniem nie dopuszczania do konwoju żadnego polskiego logistyka na odległość mniejszą niż odległość strzału bezwzględnego. Wtedy tylko taka dostawa ma szanse dotrzeć bez strat do odbiorcy. Gorzkie to, ale chyba nie ma innego wyjścia.

Jacek Sobota

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 6.6/10 (Głosujących: 47)
Bajzel w naszej armii, 6.6 out of 10 based on 47 ratings
Autor: Jacek Sobota Kategoria: Aktualności

Jacek Sobota

Kapitan żeglugi wielkiej zawsze "pochłonięty" morzem i wszystkim co z tym związane. Autor wielu publikacji związanych z polską żeglugą morską oraz ekspert w dziedzinie prognozowania pogody.

Skomentuj