Henryk Pruchniewski | piątek, 17 Paź, 2014 |

Moja „Perła Bałtyku”

Z ostatniego pobytu w Kołobrzegu przywiozłem kolejną pamiątkową monetę kołobrzeską. Nabyłem ją od ulicznego „mincerza”, który ubrany w mundur wojskowy z czasów ostatniej wojny, przed ratuszem wybijał pamiątkowe monety kołobrzeskie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ bicie tego rodzaju żetonów z okazji rocznic i świąt lokalnych jest w Polsce wciąż modne. A na dodatek, dla nadania im większego prestiżu nazywa się je monetami. I tak bywa też w Kołobrzegu.

Natomiast moje szczególne zainteresowanie właśnie tą monetą wzięło się stąd, że zobaczyłem, co się na niej znajduje. Był to bowiem wizerunek jednego z wielu pomników kołobrzeskich, a mianowicie pomnik Sanitariuszki. Pomnik ten znajduje się na skwerku parkowym przy ulicy Generała Władysława Sikorskiego. Odsłonięty został w lipcu 1980 roku. Twórca pomnika, artysta Adolf Cogel z Wrocławia, na betonowym cokole umieścił dwie postacie – młodą, klęczącą dziewczynę w mundurze Wojska Polskiego, sanitariuszkę podtrzymującą na kolanach rannego żołnierza. Patrząc na twarz pomnikowej sanitariuszki niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że widzi rysy prawdziwej osoby, która żyła i brała czynny udział w bitwie o Kołobrzeg. Jak podają źródła historyczne oraz odnalezione dokumenty, sanitariuszka to szeregowiec Ludowego Wojska Polskiego – Ewelina Nowak, która w marcu 1945 r. poległa w walkach o Kołobrzeg, ściągając z pola bitwy rannego żołnierza. Te same źródła podają, że na podstawie zachowanych zdjęć, twórca pomnika mógł tak dokładnie i subtelnie odtworzyć rysy i wizerunek bohaterki. Na tablicy z czasów odsłonięcia pomnika czytamy: „ Pomnik jest wyrazem hołdu kobietom, które walczyły w szeregach WP o wolność Ojczyzny w czasie II Wojny Światowej, a szczególnie tym w walkach o Kołobrzeg”.

Kolekcjoner

Tyle o pomniku i monetach, choć trzeba dodać, że spod młota mincerza z Kołobrzegu wyszły już takie pamiątkowe monety, jak moneta z wizerunkiem gotyckiej bazyliki kołobrzeskiej, latarni morskiej, ratusza oraz kościółka św. Jana w Budzistowie.

Na koniec pozostaje mi wyjaśnić, skąd moje tak duże zainteresowanie pomnikiem kołobrzeskiej Sanitariuszki. Pomnik ten zobaczyłem po raz pierwszy w 1984 r., kiedy przybyłem na delegację do Kołobrzegu. Było to późną jesienią, gdy pociąg z Poznania dotarł do stacji Kołobrzeg i było już prawie ciemno. Jadąc ulicą Sikorskiego zobaczyłem właśnie pomnik, a pod cokołem niezliczoną ilość palących się zniczy. Robiło to niesamowite wrażenie – monumentalne postacie w świetle ogników pozostawiły długo zapamiętany widok. Tu muszę przypomnieć, że znicze przez ponad 30 lat nie były przykrywane od góry, co powodowało, że światło ich było bardzo intensywne.

Mój pobyt w Kołobrzegu trwał parę tygodni, a na dodatek codziennie przechodziłem obok Sanitariuszki. Po pewnym czasie zacząłem zastanawiać się, jak to się dzieje, że zniczy pod pomnikiem nie ubywa. Sprawa okazała się prosta, uzupełniali je turyści oraz kuracjusze pobliskich sanatoriów. Dbali o to, by znicze paliły się, szczególnie ci kuracjusze, którzy mieszkali w okazałym wielopiętrowym sanatorium, znajdującym się 200 m od pomnika, zwanym w tamtych czasach „Kombatantem”. Kuracjuszami Kombatanta byli w większości ludzie, którzy pamiętali dobrze czasy wojny i to oni, jak mówiono w Kołobrzegu zapoczątkowali zwyczaj składania zniczy pod pomnikiem. Zwyczaj ten dotrwał do naszych czasów, lecz już nieco „przygasł”. Powody bywają różne, kuracjusze i turyści przybywający do tego kurortu to już młodsze pokolenie. Zmienia się też i samo miasto. Nie tak dawno wspomniany Kombatant przeszedł remont kapitalny, po którym przeistoczył się w nowy obiekt o nazwie „Perła Bałtyku”. Swoją drogą kiedyś produkowano w Kołobrzegu doskonałą wodę mineralną, czerpaną z naturalnych źródeł, o tej samej nazwie, była wyśmienita, w szklanych butelkach, dzisiaj o takiej możemy tylko pomarzyć, wśród wszechobecnej, supermarketowej wody w plastikowych butelkach i o nieciekawym smaku. Czy kuracjusze tego nowego sanatorium, czyli Perły Bałtyku będą nadal zapalać znicze Sanitariuszce? Tym bardziej, że znicze trudno teraz kupić. Kiosk Ruchu usytuowany od lat w pobliżu pomnika stał się teraz kioskiem z pamiątkami, kiedyś można było zawsze kupić tam znicze.

To tyle o monetach i pomniku, myślę jednak, że to chyba nie jest jeszcze koniec… Tak się złożyło bowiem, że na początku bywałem w Kołobrzegu służbowo, a po latach bywam już jako kuracjusz, który zawsze pamięta, by zapalić znicz bohaterskiej sanitariuszce. Poza tym lubię to miasto i nie wyobrażam sobie zrezygnować z kuracji w (śmiało to powiem) prawdziwej Perle Bałtyku, jakim jest Kołobrzeg i jego mikroklimat. Wiedzieli o tym już Niemcy i budowali przed wojną w Kołobrzegu (Kolbergu) prawdziwe perły, czyli sanatoria i domy wypoczynkowe, lecząc ludzi z wielkim powodzeniem z wielu chorób.

Henryk Pruchniewski

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 5.8/10 (Głosujących: 51)
Moja „Perła Bałtyku”, 5.8 out of 10 based on 51 ratings

Napisano przez Henryk Pruchniewski Posted in Aktualności

Tagi:

Henryk Pruchniewski

Wieloletni współpracownik Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej, mieszkaniec Mosiny, kolekcjoner, numizmatyk, zbieracz świadectw historii, śp. Henryk Pruchniewski.

Skomentuj