GMP | poniedziałek, 21 Lip, 2014 |

Z Mosiny na Polską Stację Antarktyczną cz.8

Mieszkaniec Mosiny – Emil Kasprzyk (rocznik 1985, absolwent Politechniki Poznańskiej – automatyk) jest jednym z uczestników polskiej wyprawy antarktycznej. Od 21 września 2013 r. bierze udział w 38. wyprawie na Antarktydę. Jego głównym zadaniem w Polskiej Stacji Arktycznej im. Henryka Arctowskiego jest utrzymywanie komunikacji stacji z resztą świata.

Pak lodowy – wieloletnia, pływająca pokrywa lodu morskiego, występująca na obszarach polarnych ziemi: na Oceanie Arktycznym, na półkuli północnej i morzach otaczających Antarktydę.

krajobraz polarny

krajobraz polarny

Pierwszy czerwca – dzień dziecka, przyniósł nam pogodę jak na dzień dziecka przystało. Pięknie słonecznie, cisza i spokój, zero wiatru. Kto tylko zechciał od razu wyszedł w teren. Z takiej pogody trzeba korzystać, jeśli tylko można, bo takich dni jest bardzo mało w tym rejonie świata! Ja, jak tylko wstałem, zjadłem małe śniadanie i uciekłem na kilka godzin w pobliskie pagórki. Wracałem do stacji już niemal po ciemku. Światła dziennego mamy może pięć godzin w ciągu dnia. Następne dni były równie ciepłe, a niebo nocą było bezchmurne, mogliśmy oglądać wspaniałe gwiazdy, jakich w Polsce nie widzimy. Pogoda dała nam trochę odetchnąć i odpocząć od wiatru, jednak temperatury przypominały cały czas, gdzie jesteśmy. Słupki na termometrach stale pokazywały minus 10 stopni Celsjusza. Przy bezwietrznej pogodzie i dość mocnych mrozach nasz kawałek zatoki zamarzł bardzo szybko, tym bardziej, że podczas ostatnich sztormów do jej wnętrza zostało nawiane bardzo dużo lodu, tzw. paku lodowego, który tylko chwycił mróz i juz wszystko było zmrożone.

stacja

stacja

11 czerwca wybraliśmy się w kilka osób na pobliski lodowiec Ekologii, w celu wykonania pomiarów tyczek i sprawdzenia stacji meteo. Po wykonaniu swojego zadania oddzieliłem się od grupy i na nartach wróciłem poprzez przełęcz przy spadku do fiordu Ezcurra. Skorzystałem trochę ze świetnych warunków narciarskich. Wróciłem jak robiło się już ciemno. Reszta powróciła skuterami już po zmroku na stację. Wtedy zaczął padać śnieg i tak prószył sobie przez dwa następne dni, co poskutkowało sporą warstwą śnieżnego puchu. 14 czerwca zrobiła się bardzo ładna mroźna pogoda. Znowu zabrałem narty i zrobiłem sobie popołudniowy spacer. Po takich opadach trudno było wdrapać się na pobliską górę Point Thomas, jednak się udało.

Widok z góry Point Thomas

Widok z góry Point Thomas

Wracając granią często zakopywałem się cały w śniegu, z trudem wykopując siebie i narty spod białego puchu. 15 czerwca część załogi pojechała na drugą stronę wyspy odwiedzić Stację Argentyńską “Carlini”, jak zwykle przyjęli naszych bardzo miło i serdecznie. Pogoda się zepsuła na całego. 17 czerwca wyprawiłem „przyjęcie urodzinowe”. 21- go czerwca odbyło się najważniejsze dla zimowników na wszystkich stacjach antarktycznych święto zimy. Już wcześniej nasza skrzynka pocztowa zapełniła się życzeniami, my również wysyłaliśmy życzenia do wszystkich stacji. Niestety, pogoda nie pozwoliła nam spędzić tego czasu z innymi zimownikami na wyspie. Jak na złość nie było możliwości wyjścia nawet na zewnątrz. Śnieg sypał, wiatr wiał, przejście między budynkami już było wyzwaniem, a przejechanie czy przepłynięcie przez zatokę było niemożliwe. Tak naprawdę wtedy można było poczuć się odciętym od świata, tym bardziej, że kierunek wiatru był dla nas bardzo niekorzystny. Wiało prosto w antenę satelitarną, co przy takich podmuchach albo wprowadzało ją w drgania, albo padający śnieg robił warstwę lodu na niej, odcinając nas od jakiejkolwiek łączności ze światem. Jedyne co nam zostawało, to spędzanie więcej czasu razem, granie w karty, oglądanie filmów, czytanie książek. Pogoda niestety nie zmieniła się do końca miesiąca. Co dziwne, wydawać by się mogło, że zimą w takim miejscu musi być bardzo zimno, jednak okazuje się, że nie. Normalnym było, że temperatura pod koniec miesiąca dochodziła do +2 stopni. Od kilku dni trwał puchar świata w piłce nożnej i każdą sposobność do oglądania meczów trzeba wykorzystywać. Niestety, u nas na stacji nie posiadamy telewizji, a łącze internetowe jest za słabe, żeby oglądać bezpośrednio w telewizji internetowej. Jednak przy pomocy naszych przyjaciół z Chile udało nam się kilka razy nieco obniżyć jakość wideo i obejrzeć mecze “na żywo”. Udało nam się również porozumieć ze stacją brazylijską, żeby przekazywali nam sygnał telewizyjny – mieli oni przekaźnik, który wykorzystywali podczas obecności swoich statków w okolicy stacji. Niestety, jak na złość w momencie, kiedy my przygotowywaliśmy antenę, wiatr postanowił zepsuć naszym sąsiadom ich antenę. I tak oni nie mają już telewizji. Muszą czekać na dostawę nowej anteny, która może przybędzie w lipcu. Podczas jednego sztormu, w ciągu dosłownie chwili, zamarznięta zatoka zmieniła się znowu w wodę i już tak łatwo nie dane było jej zamarznąć, tym bardziej, że kierunek wiatru był taki, że cały pak lodowy wywiało z zatoki na cieśninę Bransfielda. W ciągu miesiąca w przyrodzie niewiele się zmieniło, nadal odwiedzają nas tylko “kury antarktyczne”, latają mewy, nie odleciały jeszcze w ciepłe strony petrele. O pingwinach już chyba trochę zapomnieliśmy, słonie morskie wcale się nie pokazują, a uchatki czy foki, póki co też się nie pojawiają. Pewnie gorszą pogodę spędzają w wodzie lub dobrze ukryte na brzegu z dala od stacji. I tak, byle do wiosny, ale w dobrym towarzystwie…

38 Polska Antarktyczna ekspedycja

38 Polska Antarktyczna ekspedycja

Polska Stacja Antarktyczna
7.07.2014
Emil Kasprzyk

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.1/10 (Głosujących: 25)
Z Mosiny na Polską Stację Antarktyczną cz.8, 7.1 out of 10 based on 25 ratings

Skomentuj