Audycja: Puszczykowski Gutenberg
Elżbieta Bylczyńska | sobota, 24 Maj, 2014 |

Spala się dla innych

W niedzielę 27 kwietnia, w dniu kanonizacji Jana Pawła II w Poznaniu wystąpił legendarny śpiewak Placido Domingo. W koncercie pt. „Tu zaczęła się Polska” towarzyszyli mu: sopranistki Angel Joy Blue i Micaela Oeste, syn Placido Domingo junior, Justyna Steczkowska oraz Orkiestra Teatru Muzycznego w Poznaniu i śpiewacy chórów Teatru Muzycznego i Akademickiego UAM. Dyrygował Eugene Kohn. Koncert, którego pierwszą część wypełniły utwory powstałe do wierszy Karola Wojtyły zainaugurował także święto jubileuszu 1050 – lecia Chrztu Polski. W drugiej części publiczność usłyszała dziesięć utworów osobiście wybranych przez Domingo, m.in. Verdiego, Straussa, Pucciniego.

Z organizatorem koncertu – Przemysławem Kieliszewskim, dyrektorem Teatru Muzycznego w Poznaniu rozmawia Elżbieta Bylczyńska

E.B. – Zanim porozmawiamy o Placido Domingo, chciałabym coś przypomnieć czytelnikom. Jeszcze niedawno był Pan menedżerem Łukasza Kuropaczewskiego, znanego mistrza gitary klasycznej, mieszkającego w Puszczykowie. Był Pan też dyrektorem Festiwalu Akademia Gitary…

Przemysław Kieliszewski:

Tak, Łukasza udało mi się „przekazać” w dobre ręce. Wszedł do impresariatu pani Elżbiety Pendereckiej. Myślę, że to, co mogłem dla niego zrobić – zrobiłem. Nasza 10 letnia współpraca osiągnęła moment, w którym trudno byłoby mi coś więcej uczynić. Sądzę, że Łukasz jest teraz w najlepszym menedżmencie w Polsce. Natomiast w Akademii pełnię obecnie funkcję szefa rady programowej, dyrektorem artystycznym pozostał Łukasz Kuropaczewski, a Marcin Poprawski, który był moim zastępcą, jest dyrektorem i świetnie sobie radzi. Festiwal rośnie w siłę.

Koncert Placido Domingo

Koncert Placido Domingo

Wróćmy do tematu wywiadu, Placido Domingo podczas koncertu w Poznaniu złożył hołd świętemu Janowi Pawłowi II. Można powiedzieć, że zrobili to wszyscy – artyści i publiczność. Pan jako organizator był tutaj „opiekunem” maestro, jakie wrażenie zrobił na Panu?

Placido Domingo jest osobowością, która bardzo dużo daje z siebie innym. I to w różnych wymiarach. To jest niesamowite. Mam takie poczucie, że on rzeczywiście dzieli się sobą. Oczywiście wynika to z jego charakteru, z jego wiary w Boga, z jego doświadczeń życiowych. Jest człowiekiem wszechstronnym, bardzo ciekawym jako artysta, dużo dobrego robi poza śpiewaniem, mocno angażuje się społecznie. Wydaje mi się, że przez to jest w pełni człowiekiem. Mam wrażenie, bo oczywiście nie wiem, co mu „w duszy gra”, że spala się dla innych, że jest to jego sposób na życie, jego motto życiowe. Ale przecież nie skupia się tylko na działalności artystycznej. W czasie trzęsienia ziemi w Meksyku zebrał dla poszkodowanych miliony dolarów ze swoich charytatywnych koncertów.

Kiedy zwiedzał Bramę Poznania, robił to nie jako muzyk, czy wielki artysta, ale bardziej jako szef stowarzyszenia Europa Nostra, które zajmuje się dziedzictwem kulturowym. Domingo angażuje się w wiele tego typu inicjatyw. Oczywiście jego pozycja sprzyja temu, żeby lobbować i pomagać. Przecież nie musiałby zarządzać artystycznie dwoma instytucjami – operami w Los Angeles i w Waszyngtonie (teraz z opery w Los Angeles już zrezygnował).

Mówi, że nie ma właściwie czasu, że nie chce odpoczywać, bo „zardzewieje”. I nie odpuszcza sobie. O drugiej w nocy leciał do Wiednia po koncercie w Poznaniu – na próbę o godzinie dziesiątej rano. W samolocie podpisywał jeszcze dla nas programy i płyty, czego nie zdążył zrobić tutaj. Dostarczyliśmy mu je na pokład, podpisał wszystkie i wszystkie wróciły tym samym samolotem. Nie odmówił też wywiadów, naprawdę nie musiał tego robić, jemu to nie jest już potrzebne. A jednak chce się sobą dzielić z ludźmi, dzielić się swoim doświadczeniem. Myślę, że kunszt, jaki pokazał na tym koncercie zastanowi osoby, które odbierały mu już prawo do tego, żeby w tym wieku występować na scenie. To nie jest młody śpiewak, ma przecież 73 lata i cały czas dba o swój głos i cały czas ma ten głos niezwykły, wielki, dramatyczny. Jest też świetnym aktorem, budzi piękne emocje na scenie. I okazuje się, że jako człowiek też jest wyjątkowy.

Micaela Oeste

Micaela Oeste

Wystąpił z młodymi sopranistkami – Angel Joy Blue oraz z Micaelą Oeste o przepięknych głosach. Nadzwyczajnie zabrzmiał w duecie z opery Verdiego „Simon Boccanegra” z młodziutką, ciemnoskórą Angel Blue.

Domingo w ramach konkursu Operalia pomaga młodym śpiewakom budować karierę, tworzy nad nimi parasol, pokazuje drogę artystyczną. Śpiewaczki na tym poziomie co Angel Joe Blue, czy Micaela Oeste rzadko goszczą w Poznaniu. To najwyższa światowa półka. A obie łączą w sobie wspaniały głos z talentem scenicznym, urodą i skromnością zarazem. Obie mieszkają w USA, choć Micaela urodziła się w Niemczech.

Jak to się stało, że ten wielki artysta wystąpił w Poznaniu?

Napotykając przez wiele miesięcy na szereg trudności, kiedy staraliśmy się o zorganizowanie tego koncertu, w grudniu zeszłego roku pojechałem w końcu do Berlina, żeby się z nim spotkać i poprosić o chwilę rozmowy. Pomimo zmęczenia (grał w spektaklu „Trubadur”), nie odmówił, choć jego menedżerka nie była pewna, czy tak się stanie. To było już drugie podejście do tego projektu. Najpierw były listy przedstawiające ideę koncertu w Poznaniu. Domingo wiedział wszystko o Poznaniu – pierwszej stolicy Polski i miejscu chrztu jej królów. Spotkanie było krótkie i treściwe. Zależało mi na tym, żeby koncert w jakiś sposób połączyć z kanonizacją Jana Pawła II, choć nie śniło mi się, że mógłby to być dzień 27 kwietnia. Domingo miał wystąpić w Azji, czego nie uwzględniał jego oficjalny kalendarz. W odpowiedzi na zaproszenie i mój żart, iż nie ma sensu lecieć do dalekiej Azji, gdy można zaśpiewać w ojczyźnie Wojtyły, popatrzył na mnie i powiedział: zobaczymy, zobaczymy… Dwa dni później dostałem maila od pani menadżer (z Berlina właściwie wróciłem z niczym) z wiadomością, że przesunął przedstawienie w Azji i wyraził chęć wystąpienia 27 kwietnia. Bardzo nas to ucieszyło i zaczęła się intensywna praca nad organizacją koncertu. Stało się to dzięki pomocy wielu osób, Miasta Poznań, Ministra Kultury, dra Jana Kulczyka, a także firmie Prestige MJM. Występ został przygotowany w bardzo krótkim czasie.

Ostatnie szczegóły występu w Polsce omawialiśmy w Sofii, 13 lutego. Maestro zaprosił nas na obiad wraz Ulą Hincz z TVP2, która przeprowadzała z nim wywiad. Kiedy mówiliśmy o repertuarze, zapytałem czy nie zaśpiewałby czegoś po polsku, utworu Abba Ojcze. Zaproponowałem też, by jeden z utworów do wierszy Karola Wojtyły jego syn zaśpiewał z polskim wykonawcą. Od razu, spontanicznie zadzwonił do syna. Zależało mi też na tym, żeby to nie był repertuar tylko poświęcony Papieżowi, bo jednak Domingo (pokazał to na koncercie) najlepiej prezentuje się w programie operowym, operetkowym – w tym, co jest jego domeną, co kocha najbardziej i czym żyje od wielu lat.

Pochodzi z rodziny muzyków, wychowywał się w Meksyku, wyjechał tam z rodzicami z Hiszpanii jako mały chłopiec. Z Meksyku pochodzi jego żona.

Rodzice Placido Domingo śpiewali wiele lat w operetce hiszpańskiej – zarzueli, w której on także z nimi występował. Jest naprawdę bardzo związany z tym krajem, opowiada, że jest to kraj, który najbardziej kocha św. Jana Pawła II. Pamiętamy przecież, że pierwszą wizytę Jan Paweł II złożył w Meksyku. Władze nie chciały go zaprosić, a on mimo to pojechał jako prywatna osoba. Naród meksykański nie zapomniał mu tego.

Placido Domingo

Placido Domingo

Podobno Placido Domingo rzadko rozstaje się z żoną Martą, która towarzyszy mu niemal we wszystkich podróżach. Na konferencji prasowej widać było wyraźnie jego ciepły, serdeczny stosunek do niej.

Jest między nimi silna więź duchowa. W poznańskiej katedrze poprosili, by ich zostawić samych na modlitwę. Oboje są bardzo serdeczni i spontaniczni. Niech świadczy o tym choćby taki przykład: Trwa próba z Orkiestrą i Chórem Teatru Muzycznego, kiedy Domingo musi się skupić na śpiewaniu. Nagle odwraca się do mnie i swojej pani menadżer, i mówi: „Słuchajcie, nie jedliśmy jeszcze obiadu, Marta jest na pewno głodna, zorganizujcie jej coś do jedzenia”. Nawet w takich sytuacjach potrafi dbać o swoją żonę. Blisko były dobre hot-dogi, które zjadła z ogromnym apetytem.

Pojawiły się też nagle na próbie dzieci któregoś z muzyków, gdzieś niechcący trzasnęły drzwi. Tylko się do nich uśmiechnął. Jest cierpliwym, nie wywyższającym się człowiekiem.

Spędziliśmy z nimi uroczy wieczór, w piątek po próbie, przy kolacji, podczas której swobodnie toczyła się rozmowa. Było to jak rodzinne spotkanie w niedużym gronie. Wszyscy są dla niego ważni i bliscy (akustyk, ochrona).

Mógłby Pan zdradzić, o czym rozmawialiście, jeśli to nie tajemnica?

Między innymi o tym, że przyjechał tutaj z misją podzielenia się z Polakami swoją atencją do Jana Pawła II. Ciągle o tym opowiadał, że go spotkał osobiście, że to był wielki człowiek.

Ciekawe jest to, że my czasami tracimy dystans do samych siebie, czasem też szybko coś nam powszednieje i ta wielkość polskiego papieża gdzieś nam umyka. Ale kiedy Domingo mówi, że Papież, Reagan, Wałęsa to jest ta trójca, która obaliła komunizm, że Jan Paweł II to był największy człowiek tamtych czasów, że odcisnął swoje piętno na wielu i gdy to mówi osoba niezwiązana poczuciem dumy narodowej, tylko dość obiektywnie ocenia fakty – przywraca proporcje, kim był Wojtyła.

Gdzie na stałe mieszka Placido Domingo?

Pytałem go o to. Powiedział, że bez przerwy jest w ruchu. Madryt, kilka miejsc w USA, ale w naszym rozumieniu on nie ma swojego miejsca na ziemi.

To wydarzenie pozostanie chyba na długie lata w Waszej pamięci – Placido Domingo w Teatrze Muzycznym…

Tak, na pewno. W 60-letniej historii Teatru Muzycznego zdarzyło się coś wyjątkowego – spotkanie z wielkim artystą. To zostanie w nas, ludziach Teatru. Kunszt najwyższej miary, jaki pokazał Domingo, a z drugiej strony człowieczeństwo, które współistnieje harmonijnie z artyzmem. I że bez pracy tego się nie osiąga. Kiedy robimy coś dobrze, najlepiej jak tylko możemy, kiedy w dodatku jeszcze się nałoży to na predyspozycja, talent, powołanie, które człowiek posiada, to praca staje się spełnieniem, nie jest obciążeniem. Sądzę, że Placido Domingo jest człowiekiem, który robi to, co powinien robić w swoim życiu. I to jest piękne, i można każdemu tego życzyć…

 

 

Organizatorzy koncertu Placido Domingo w Poznaniu: Miasto Poznań, Prestige MJM, Teatr Muzyczny w Poznaniu z udziałem Narodowego Centrum Kultury.
Mecenas główny – Kulczyk Investmets, sponsor koncertu – ING Bank Polski.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 6.7/10 (Głosujących: 19)
Spala się dla innych, 6.7 out of 10 based on 19 ratings
Napisano przez Elżbieta Bylczyńska Posted in Wywiad, reportaż

Tagi:

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj