Wojciech Czeski | piątek, 30 Sty, 2015 |

Baśniowe antidotum

Po lekturze powieści Martina uciekłem w popłochu do tolkienowskich krain, nie mogąc zdzierżyć hektolitrów krwi i fascynacji brzydotą.

Świat Tolkiena

John Ronald Reuel Tolkien jest znany nie tylko wielbicielom literatury fantasy. Na podstawie jego książek powstała kasowa i kultowa trylogia filmowa „Władca Pierścieni”, a także trzyczęściowa seria „Hobbit” (swoją drogą, to wyczyn nakręcić trzy filmy z dosyć krótkiej książki). Tolkien to pisarz uznany, który stworzył mityczny świat zadziwiający swoją drobiazgowością, naszpikowany licznymi szczegółami oraz historiami opisywanych bohaterów. Był poliglotą znającym liczne mitologie, z których garściami czerpał inspiracje.

Kiedy zastanawiamy się nad przesłaniem płynącym z literatury pisarza, łatwo popaść w pułapkę zbyt pochopnego naginania świata książkowego stworzonego przez Tolkiena do jego światopoglądu. Warto zatrzymać się nad generalną ideą trylogii „Władca Pierścieni”, gdzie szlachetność, lojalność i męstwo są nagradzane, a chciwość, przebiegłość i żądza władzy prowadzą do zagłady. Zło ukazane jest tutaj pod postacią obrzydliwych, odpychających swoją dzikością i wyglądem orków. Jako jednoznaczne, negatywne przedstawione zostały wszelakie próby eksperymentowania z czarną magią. Zło jest u Tolkiena czymś realnym i traktowanym śmiertelnie poważnie. Lekceważone odradza się po latach ze zwielokrotnioną siłą, niszcząc na swej drodze wszelakie objawy dobrej woli ludzkiej. Krwawy pochód orków przez Śródziemie zapowiada „koniec ery ludzi”, na szczęście w porę zahamowany.

Śródziemie (Tolkien) mapa

Wszelakie podobieństwa do próby budowania nowego świata przez bolszewicką nawałę nie wydają się być naciągane. Gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę, najdelikatniej mówiąc, niezbyt entuzjastyczny stosunek Tolkiena do socjalizmu,  wszystko zaczyna układać się w spójną całość.

Jednym słowem, stworzony przez pisarza świat na pewno nie został postawiony na głowie. W tym momencie nasuwają się porównania do bijącego rekordy popularności serialu fantasy „Gra o Tron”, nakręconego na podstawie powieści George’a R. R. Martina. Autor ten w jakiś perwersyjny sposób lubuje się w okrucieństwie, w jego powieściach zwyciężają cwaniacy, mordercy i oszuści, a ludzie szlachetni to po prostu naiwniacy, którzy nieustannie przegrywają. Książki Tolkiena to najlepsze antidotum na tego rodzaju wynurzenia i sam muszę przyznać, że po lekturze powieści Martina uciekłem w popłochu do tolkienowskich krain, nie mogąc zdzierżyć hektolitrów krwi i fascynacji brzydotą. Doskonale opisane przez Tolkiena krainy zachęcają, by stale do nich wracać. Wydaje się, że kreślone przez niego wzorce są czymś, czego brakuje we współczesnej kulturze masowej. Etos rycerski czy wielka odwaga małych ciałem, lecz wielkich duchem hobbitów, napawają optymizmem i przywracają wiarę w dobre, sprawdzone wzorce. Najpiękniejszą moim zdaniem historię reprezentuje sobą bohater Trylogii, Samwise Gamgee – skromny i nieśmiały ogrodnik, który bierze udział w wielkiej wyprawie mającej na czele ocalenie Śródziemna od zagłady. Zadaniu podołał wzorowo, pod ciężarem wielkiego ciężaru zmienia się w mężnego kompana podróży, ratującego nieraz cel całej wyprawy.

Tolkien The two trees

Mniej znana wydaje się nam inna strona Tolkiena – gorliwego katolika oraz reakcjonisty. Po lekturze jego dzieł bez trudu dostrzec można liczne nawiązania do świata chrześcijańskiego. Jak zauważył P. Harrington, stworzony przez Tolkiena region Shire to wypisz wymaluj przeniesienie wyznawanych przez pisarza ideałów w świat jego powieści. W Shire panuje bowiem błogi spokój, mieszkająca tam rasa hobbitów żyje z dala od problemów „wielkiego świata”, który nie interesuje się tą nieomal rajską krainą. Mieszkańcom radość sprawia najmniejsza błahostka, a ich największe zmartwienia wydają się nam  śmieszne. Shire to także zrealizowany ideał tak zwanego dystrybucjonizmu, czyli społeczeństwa, w którym każdy posiada przynajmniej drobny skrawek ziemi, z którego może się utrzymać. Według Harringtona hobbity żyją w świecie, który idealnie wpisuje się w katolicką naukę społeczną.

Pozostaje pytanie, dlaczego główny bohater współczesnych powieści nie może być po prostu przyzwoitym człowiekiem, którego moglibyśmy naśladować? Kwestia autorytetu to kolejny wielki temat powieści Tolkiena, który wydaje się być dzisiaj zaniedbany. Czytając jego książki odkrywamy kolejnych bohaterów, których chcielibyśmy naśladować. Pozytywnym skutkiem lektury Tolkiena jest piękna postawa „chciałbym być taki, jak on”, a nie dekadencka postawa „wszyscy jesteśmy słabi, lepiej wyzbyć się ideałów, których i tak nie da się zrealizować”. Angielski pisarz daje nam do ręki jeszcze jedno antidotum: na pesymizm i obniżenie wymagać wobec samych siebie.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.8/10 (Głosujących: 16)
Baśniowe antidotum, 8.8 out of 10 based on 16 ratings
Autor: Wojciech Czeski Kategoria: Felieton

Wojciech Czeski

Autorem wpisu jest: Wojciech Czeski, dziennikarz Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Skomentuj