Justyna Bryske | niedziela, 29 Lis, 2015 | 1 Komentarz

Czułość od progu

Do Pracowni Artystycznej Pod Patronatem Przyjaciół Dębów Rogalińskich, której prezesem jest Lucyna Smok należą wszyscy, którzy są artystami, chcą nimi zostać lub pragną namalować choćby jeden obraz w życiu. Rogalinek przyciągnął także wielu artystów z Poznania i okolic. Pani Lucyna Smok z wszystkimi rozmawia, każdemu udziela rady, odsłania tajniki sztuki, kieruje i prowadzi. Zajmuje się tym z wielkim powodzeniem od kilkunastu lat, co wyrażają prace członków stowarzyszenia. Pracownia otwarta jest też na inne działania np. wieczór poezji.

Ostatnia, piętnasta wystawa twórców stowarzyszenia odbyła się we wrześniu, w Mosińskim Ośrodku Kultury. Została przyjęta entuzjastycznie.

Lucyna Smok, nauczycielka na emeryturze:

– Zajęłam pusty budynek na pracownię w Rogalinku w 2000 r. Potem postanowiono otworzyć w nim przedszkole. Taka fabryczka u nas nieczynna stoi, więc przeniosłam się do niej na lato. W tym czasie rozeszła się wiadomość w Poznaniu, że tu w Rogalinku jest pracownia. Zimą panie zaczęły przyjeżdżać do mnie do mieszkania. Po pięć w takim malutkim pokoiczku, jedna przy drugiej, malowały. Wówczas dano mi z powrotem salę przy ul. Kościelnej 2.

 Lucyna Smok W naczyniach glinianych

Sylwia

Pani Lucyna mówi dalej: – Jeden pan przywiózł mnóstwo farb, pędzli i kredek. Nawet skrzynka była taka piękna z farbami. „Wiecie co, – powiedziałam do dzieci – to będą nagrody”. Jeżeli ktoś wykona tyle i tyle poleceń, to podarunkiem będzie ta wielka skrzynia. I pomyślałam sobie, że dostanie ją pierwszy, który zdąży zrobić wszystkie ćwiczenia. Okazało się, że trzy dziewczynki wykonały polecenia. A potem przyszła Sylwia i mówi: „Ja też wykonałam ćwiczenia”. A ja sobie z tego nie zdawałam sprawy, bo ona cały czas rysowała po swojemu. Nie pomyślałam, że to są te polecenia. Zrobiła je tak, jak umiała. Ale zrobiła. No i musiałam dokupić następną nagrodę.

Jedna z tamtych dziewczynek skończyła wyższe studia artystyczne. Jedna pracuje chwilowo na stacji benzynowej w Mosinie. Może wróci tu jeszcze pomalować, choć studia skończyła inne.

A Sylwia została  w pracowni. Na początek zilustrowała książkę, przerysowując i przepisując do zeszytu kartka po kartce. Zauważyłam błysk w jej oczach, który mówił, że malowanie jest dla niej radością. Raz zaczęła malować miasteczko. Przypomniał mi się Nikifor…Wzięłam książeczkę i opowiedziałam Sylwii o nim. Podchwyciła to. Po latach pilnej pracy dostała stypendium marszałkowskie na rozwijanie talentu. Nawet u prezydenta RP jest jej praca. Ciekawie zestawia kolory. Zawsze doda coś od siebie, np. malując Barcelonę, nad domami narysowała ogromną postać św. Eulalii. Jej prace kolekcjonują lekarze, profesorowie.

Pani Lucyna tuli Sylwię do siebie.

Sylwia Taciak - Jan Paweł II

Wanda

– O, chociażby, wchodzi ktoś. Jak widzę błysk w oczach to wiem, że warto go będzie namawiać, żeby zaczął coś tworzyć. Wanda przyszła na samym początku, podobnie jak Sylwia. Miała czwórkę dzieci. Raz namalowała… pamiętam, że motylki, ona pamięta, że coś innego. Dość, że wyróżniła się w tym swoim malowaniu. Potem urodziła następne dzieci i następne, do siódemki. Nie miała już czasu na tworzenie.. Po latach pojawiła się u mnie znowu. Malowała ikony. Pojechała do Poznania. Zaangażowała się u takiego pana, gdzie miała pracować malując ikony na sprzedaż za dwadzieścia złotych, na szybko. Dla niej było to nie do przeżycia. Jeździłam z nią raz i drugi, podpatrzyłyśmy tam technikę. Wanda zaczęła się coraz bardziej kształcić. Sugerowałam jej, że powinna wyrobić sobie własny styl, żeby była rozpoznawalna. Dzięki dobrym ludziom, którzy pozwolili jej zaistnieć w sklepie Św. Wojciecha, zaczęła sprzedawać swoje prace. Dziś jeździ na kurs pisania ikon prowadzony przez profesjonalistę.

W pracowni pań jest „ho, ho” i jeszcze więcej. Co roku prace wystawia trzydzieści osób. Są też takie, które dłuższy czas nie malują, a po latach wracają. Więc one też należą tu wciąż, prawda? Bo jak już się raz przyjdzie, to potem zawsze można wrócić. Jest ich co najmniej pięćdziesiąt, jak nie więcej. Z gminy Mosina w tym roku mamy 45 osób, w tym troje niepełnosprawnych i 25 dzieci.

Wanda Bartmińska - Matka Boska Karmiąca

Po wielu latach pracy okazuje się, że ktoś przeżył raka, albo był samotny, a ratuje tu swoje życie. Przychodzą też całe klasy z nauczycielem na malowanie bombek lub pisanie pisanek.

Od niedawna organizowane są u nas kiermasze. Najbliższy odbędzie się 20 grudnia. Pomaga mi w tym Paulina Olszowa, moja uczennica, która ma już swoją rodzinkę. To ona namawia sąsiadów i krewnych, aby wystawiali z nią swoje rękodzieła.

I Wigilia. Zaprasza się na nią wszystkich malujących i tych, którzy kiedyś przyjeżdżali do pracowni, a dziś już nie mogą.

– Czy wyobraża sobie Pani, że mogłaby malować i nie uczyć?, pytam.

– Ostatnio sobie uzmysłowiłam, że przecież mogą mi tę salę zabrać. Bo może przydać się na coś innego. Pomysły na obrazy czerpię z tego miejsca. Nie bardzo to sobie wyobrażam. Bez Sylwii? Bez dzieciaków? Człowiek odmładza się, jak z dziećmi popracuje czy ze starszymi, którzy z taką zawziętością i pasją coś robią.

Justyna Bryske

Najprawdopodobniej już niedługo powstanie galeria obrazów twórców skupionych wokół pani Lucyny, ale nie tylko. Kilku znanych lokalnych artystów także wyraziło chęć pokazania i sprzedawania swoich dzieł. Galeria mieścić się będzie w budynku Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej przy ul. Wawrzyniaka 9 w Mosinie.

W następnych wydaniach będziemy publikować informacje o kolejnych artystach.

Czułość P Danusia

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.7/10 (Głosujących: 15)
Czułość od progu, 9.7 out of 10 based on 15 ratings

Komentarze (1)

  • Gość
    wtorek, 1 Gru, 2015, 21:19:11 |

    BRAWO i gratulacje dla Pani Lucyny!
    Świetna praca i świetne osiągnięcia. Olbrzymie ciepło jakie czuje się w samej pracowni przyciąga bardzo wielu ( 50 osób !)Dlaczego Pani Lucyna nie może wystawiać swoich i podopiecznych prac w naszej Galerii Miejskiej? Dlaczego musi szukać innych miejsc?

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)

Skomentuj