Elżbieta Bylczyńska | sobota, 9 Maj, 2015 | komentarze 3

Dziurawe buty Jasia

W sobotę, 9 maja odbył się w Gostyniu pogrzeb księdza prałata Konrada Kaczmarka

Ks. prałat Konrad Kaczmarek w latach 1976 -1981 był proboszczem mosińskiej parafii w kościele p.w. św. Mikołaja.

Przypominamy postać ks. Konrada w reportażu pt. „Dziurawe buty Jasia


– Odnawialiśmy Farę, okna od zewnątrz były brudne, jak to po remoncie. Rusztowań już nie było, zastanawiałem się, co zrobić, żeby te okna wymyć? Przyszła mi szaleńcza myśl do głowy, poszedłem do komendanta straży pożarnej…

Alarm wszczęto natychmiast: „Ćwiczenia na obiekcie”. Obiekt: Fara Leszczyńska. Strażacy przyjechali, poszprycowali, podjechali koszem i umyli. Nie upłynęło dużo czasu i komendant straży odebrał telefon takiej treści: komendancie, jak możecie myć księdzu okna w Kościele?!

– Towarzyszu pierwszy sekretarzu, ja nie myłem okien proboszczowi, zrobiliśmy tylko ćwiczenia na obiekcie i trzeba było okna oczyścić.

Ks. prałat. K. Kaczmarek

Ks. prałat. K. Kaczmarek

Reportaż o ks. prałacie Konradzie Kaczmarku powinien był powstać w ubiegłym roku z okazji nadania byłemu proboszczowi mosińskiej parafii najwyższego odznaczenia mieszkańców Mosiny – Medalu Rzeczypospolitej Mosińskiej. Wyróżnienia, będącego podziękowaniem za dokonania duszpasterskie w parafii p.w. Św. Mikołaja, za serce i dobroć okazane mosinianom.

W życzeniach Metropolity Poznańskiego z okazji jubileuszu kapłaństwa ks. Konrada czytamy: „Wszędzie, gdzie wypadło Księdzu Jubilatowi pracować – idzie za nim opinia kapłana gorliwego, energicznego i dobrego organizatora. Trosce o Kościół Boży w sercach wiernych odpowiadała też troska o budowle kościelne, o ich upiększanie i lepsze wyposażenie, dość wspomnieć choćby budowę organów w Mosinie…”. A także wyposażenie wnętrza Kościoła i budowę domu katechetycznego.

Księdza prałata nie jest łatwo spotkać, mieszka w domu rodzinnym w Gostyniu, jest już na emeryturze i ma tyle zajęć, że z trudem udało nam się go zatrzymać w Mosinie (w drodze z Poznania) na rozmowę.

Ks. Konrad urodził się w Krobii, wychował w katolickiej rodzinie, a decyzja wyboru drogi kapłańskiej wpisała się w wybór drogi życiowej. Skończył filozofię w ASD w Gnieźnie i teologię w Poznaniu. Magisterium złożył na KUL –u w Lublinie.

Jako kilkuletni chłopiec uczęszczał do ochronki sióstr Elżbietanek w Krobii, które przygotowywały dzieci do religijnego życia.

– Fundament katolicki – wychowanie w prawdziwie Bożej atmosferze – jest bardzo istotny, wyjaśnia ks. Konrad. – Moja babcia ze strony mamy wychowała w Krobii jedenaścioro dzieci w duchu religii katolickiej.

Sytuacja dzieci w Krobii przypomina historię dzieci wrzesińskich. Najstarszy brat mamy ks. Konrada – Walenty był inwigilowany przez niemieckich żandarmów, bo żądanie polskiego języka w szkole było nie do pomyślenia. A babcia, mając 82 lata, pisała po polsku do swojego wnuka – kleryka Konrada, do seminarium w Gnieźnie, choć nigdy do polskiej szkoły nie chodziła. Tak też wychowała swoje dzieci.

Ojciec ks. Konrada, Franciszek Kaczmarek, w czasie I wojny światowej został wcielony do wojska niemieckiego, był na froncie francuskim, następnie na froncie wschodnim w Konstantynopolu, i z powrotem na froncie francuskim. Po zakończeniu wojny wrócił do Krobii i wyruszył na Powstanie Wielkopolskie, działał w sztabie powstańców wielkopolskich, w Osiecznej.

Wszystkie akta Franciszka Kaczmarka zostały w sposób niewyjaśniony zlikwidowane po wstąpieniu syna Konrada do seminarium. Akta, z których wynikało, że był on żołnierzem I Wojny Światowej, brał udział w powstaniu wielkopolskim, był członkiem „Orląt Lwowskich”, uczestniczył w II Wojnie Światowej. I żeby bardziej zafałszować historię, napisano, że brał udział w Powstaniu Wielkopolskim pod Rawiczem, co nie jest prawdą – walczył na odcinku Osiecznej. Ojciec opowiadał ks. Konradowi, m. in. o tym, jak przyjechał pociąg pancerny do Kąkolewa, a jego oddział powstańczy zażądał od Niemców poddania się, informując wroga o żołnierzach ukrytych w lesie. Dobrze zorganizowane grupy powstańców, żeby nie wchodzić do Leszna i nie niszczyć miasta, umożliwiły Niemcom wyjście w kierunku Wschowy. Polacy mogli obejmować Leszno bez walk ulicznych.

 

Ksiądz – optymista

Mosinianie twierdzą, że gdziekolwiek księdza spotykają, zawsze jest pogodny, uśmiechnięty.

– Jak do tego doszedłem?, śmieje się ks. Konrad. – Z usposobienia jestem optymistą, ale, żeby ten optymizm realizował się w człowieku, potrzebny jest fundament.

W seminarium studiował księgę Millera „O radosnym miłowaniu Boga”. Trwało to kilka lat, trzeba było wszystko przemyśleć. Wtedy pewne sprawy wykrystalizowały się: w jaki sposób żyć, aby być optymistą, mieć jasną wizję i świadomy stosunek do bliźniego, i nieść ten optymizm w życie.

– Miałem też to szczęście, że spotkałem na drodze swojego życia bardzo dobrych ludzi.

Kardynał Józef Glemp, młodszy kolega seminaryjny ks. Konrada tak wspomina:

„W pokoju na trzecim piętrze było ciasno, jak wszędzie. Przełożonym pokoju okazał się kleryk z drugiego roku – Konrad Kaczmarek z Krobii. Konrada nie tylko słuchaliśmy, ale i pilnie naśladowaliśmy”. (Księga Jubileuszowa Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie 1602-2002, s. 251).

 

Dziurawe buty Jasia

Tę historię opowiedziała mi Bronisława Dawidziuk, prezes mosińskiego chóru:

– W latach siedemdziesiątych dyrygentem naszego chóru był Jasiu Sołtysiak. Studiował muzykę, ale rodzina nie akceptowała tego wyboru. Było mu ciężko, kiedy przyjeżdżał z Poznania, na plebani zawsze czekała na niego ciepła kolacja. Pewnego dnia Jasiu przyjechał przemoczony, padał deszcz, było zimno. Na posadzce zostawiał mokre ślady. Ks. Konrad kazał mu pokazać podeszwy butów, okazały się dziurawe. Następnym razem na plebani czekały na niego nowe buty i parasol. Jasiu wspomina tamte czasy ze łzami w oczach.

Kiedy żenił się w Zielonej Górze, ks. Konrad zorganizował autobus i chór pojechał na ślub dyrygenta. Msza Św., podczas której śpiewał mosiński chór (ku zaskoczeniu dyrygenta Jana Sołtysiaka) była bardzo piękna.

O pracy w mosińskiej parafii (1973 – 1981) ks. prałat Konrad Kaczmarek mówi:

– Były to lata pięknej pracy duszpasterskiej już uformowanej, po latach doświadczeń tak wikariuszowskich, jak i proboszczowskich.

 

Dlaczego ks. Konrad napisał książeczkę „Kult św. Mikołaja w Polsce”?

Urodził się w parafii św. Mikołaja w Krobii. Dziadek jego miał na imię Mikołaj i on sam byłby Mikołajem, gdyby jego matka chrzestna, której syna o tym imieniu rozstrzelali Niemcy w 1939 r., nie zażyczyła sobie Konrada.

Po pracy w parafii św. Mikołaja w Mosinie ks. Konrad przeszedł do parafii św. Mikołaja w Lesznie. Wtedy pomyślał, że św. Mikołaj czegoś od niego chce – dlatego powstała ta książeczka.

 

Grał na strażackiej trąbce

Wśród bogatej działalności publicystycznej (strażackiej) księdza Konrada należy wymienić książki, dotyczące świętego Floriana: „Święty Florian i jego rycerze w Archidiecezji Poznańskiej”, „Echo roku jubileuszowego św. Floriana w Archidiecezji Poznańskiej” i „Etos strażacki: Bogu na chwałę – bliźniemu na ratunek”. Historię kultu św. Floriana w Archidiecezji Poznańskiej łączy ks. Konrad Kaczmarek w piękny sposób z historią straży pożarnej w Wielkopolsce.

Ze strażakami zetknął się już w dzieciństwie – jego ojciec był strażakiem.

Przed wojną do straży pożarnej werbowano, ludzi, którzy stale przebywali na miejscu i byli dyspozycyjni: kupców, rzemieślników, rolników. Ojciec księdza – rzemieślnik – z racji doświadczeń wojennych był doskonale przygotowany do funkcji strażaka. Posiadał trąbkę, a trąbka oznaczała, że jej dyspozytor wie, jak alarmować o pożarze. Wtajemniczył syna Konrada w arkana sztuki trąbienia i to syn biegł, i trąbił w czasie zagrożenia. Nieraz koledzy prosili Konrada: daj trąbkę. Ale Konradowi nie wolno było trąbki oddać, bo niewłaściwe dźwięki mogły spowodować fałszywy alarm. Odpowiedni sygnał rozpoczynał akcję ratowniczą. Na wrotach wybranych domostw znajdowały się tabliczki: „Konie do pożaru” lub „Beczka z wodą do pożaru”.

Ks. Konrad był kapelanem wojewódzkim strażaków za czasów województwa leszczyńskiego, obecnie jest kapelanem Archidiecezji Poznańskiej. Przez całe życie utrzymywał żywy kontakt ze strażą pożarną, co widać także na zdjęciach z uroczystego poświęcenia i przekazania mosińskim strażakom nowego wozu bojowego w lutym b.r.

 

Elżbieta Bylczyńska.

Ks. prałat Konrad Kaczmarek na tle wozu strażackiego

Ks. prałat Konrad Kaczmarek na tle wozu strażackiego

PS.

Po napisaniu tego tekstu udało mi się skontaktować z dyrygentem Janem Sołtysiakiem, który reportaż przeczytał i …

Myślę, że wspaniałym uzupełnieniem będzie jego wypowiedź o latach spędzonych w Mosinie. Wynika z niej, że pewne zdarzenia inaczej pamięta pani prezes Bronisława Dawidziuk, choć ich wymowa jest ta sama. Nie zmieniam niczego i nie poprawiam, przekazuję Czytelnikowi to, co odpisał mi dyrygent:

„Szanowna Pani – dla Ks. Prałata Konrada Kaczmarka mam tyle szacunku i poważania, że nawet gdyby tak poszło, jak jest, nie miałbym nic przeciwko. Najistotniejsze jest, ażeby Księdzu Prałatowi oddać wszystko to, co mu się należy, reszta się nie liczy.

Co prawda diabeł tkwi w szczegółach, ale nie o to chodzi, bo i na buty było, i to pamiętam jak  Ks. Prałat  500 zł wyciągnął z szuflady bez zastanowienia, kiedy zobaczył moje odklejające się zelówki. Innym razem rzeczywiście czekał na mnie parasol, po tym jak miałem po próbie iść na pociąg, lało jak z cebra, a tu nawet kurtki z kapturem nie było. Pamiętam przepyszne kolacje u gosposi po próbie (ser topiony z kminkiem – coś pysznego), bo miałem zawsze sporo jeszcze czasu do odjazdu pociągu. Nie ukrywam, że byłem bardzo biedny i było mi na początku studiów naprawdę ciężko, studia odbyłem w PWSM w Poznaniu na wydziale wychowania muzycznego. Najstarsi śpiewacy na pewno pamiętają, że każda próba chóru była ciężką i mozolną pracą od podstaw, natomiast to, co dostawałem w zamian, czyli tak, jak wyżej, oraz szacunek i uznanie, a przede wszystkim warsztat ćwiczebny dla przyszłej mojej pracy zawodowej, to było najlepszym wynagrodzeniem.

Można powiedzieć, że tam w Mosinie „hartowała się stal” – nie bez wpływu na dalsze moje życie miała osobowość samego Ks. Prałata. Krótko mówiąc miałem ogromne szczęście, że trafiłem do  parafii mosińskiej, z wieloma wspaniałymi ludźmi, skupionymi przy wspólnym śpiewaniu Panu Bogu i najwspanialszym duchownym, który okazał się również wspaniałym menadżerem. A to, że dziś już niespełna trzydzieści lat prowadzę placówkę moich marzeń i, że ze współpracownikami nie mam żadnych kłopotów, a i powodzi mi się nienajgorzej, to jestem więcej jak pewien, że jest to spełnienie życzeń, zawartych w albumie, jaki dostałem na koniec mojej pracy z chórem mosińskim:

… życzenia składa Śpiewaków Chór

Chociaż są skromne, lecz z serca płyną

Melodią tkliwą, piękną jak dzwon

Za pracę ciężką trud poniesiony

Obficie zbierzesz należny plon.

Mosina, grudzień 1975 – lipiec 1997

To śpiewał cały chór na melodię pieśni Moniuszki, album wręczył mi Ks. Prałat (przetrzymuję go z pietyzmem), i wszystko, co otrzymuję z Mosiny, do dnia dzisiejszego, dokładam i dzieciom pokazuję. A Księdzu Prałatowi nigdy nie zapomnę, jak w zimę stulecia, 24 lutego 1979 r., w 26 stopni mrozu przybył potajemnie do Winnego Grodu i wraz z całą Śpiewaczą  Rodziną wesele mi wyprawił. Pozdrawiam i wszystkim bardzo serdecznie raz jeszcze dziękuję. Z poważaniem Jan Sołtysiak”.

Był duszpasterzem wielu środowisk: Duszpasterz Mężczyzn Archidiecezji Poznańskiej, Aresztu Śledczego w Lesznie, Miłośników Lwowa w Lesznie, Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Leszczyńskiej Chorągwi Harcerskiej, Strażaków województwa leszczyńskiego i Strażaków Archidiecezji Poznańskiej. Pełnił wiele innych funkcji kościelnych i społecznych, za co otrzymał liczne odznaczenia, m.in. Odznaka “Przyjaciel Dzieci”, Złoty medal “Zasługi dla pożarnictwa”, Złoty Krzyż “Sybirak”, Brązowy Krzyż “Armia Krajowa 1939-1945”, Sędzia Diecezjalny w Metropolitalnym Sądzie Duchownym w Poznaniu, Medal Rzeczypospolitej Mosińskiej i wiele innych odznaczeń i medali.

Ks. prałat Konrad Kaczmarek jest autorem również wielu publikacji: “Kronika parafii lubińskiej”, “Kronika parafii mosińskiej”, “Dzieje parafii Radomicko od XV- XX wieku”, “Kronika parafii św. Mikołaja w Lesznie”, “Z dziejów kultu św. Mikołaja w Polsce”, “Witraże w Kościele św. Mikołaja w Mosinie”, “Święty Florian i jego rycerze w Archidiecezji Poznańskiej” i wiele innych artykułów.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.4/10 (Głosujących: 18)
Dziurawe buty Jasia, 9.4 out of 10 based on 18 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Komentarze (3)

  • pytanie
    niedziela, 10 Maj, 2015, 14:00:44 |

    Gdzie w Mosinie można zagłosować?

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)
  • Gość
    niedziela, 10 Maj, 2015, 14:03:08 |
  • radomar63@hotmail.com
    piątek, 15 Kwi, 2016, 16:12:53 |

    ks Konrad miał długo dobra pamięć.Czesto bywał w aptece przy ul Marcinkowskiego.To juz było,kiedy nmieszkal w Gostyniu.Zapytalem,czy pamięta moja mamę wale Batkiewiczowne?Dziekan,popatrzył i wyraźnie ożywiony,Wala i Hala.To były siostry,znal je z Krobii.Ich Konrad.Byl młodszy.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 0)

Skomentuj