Marta Mrowińska | czwartek, 18 Sie, 2016 | komentarze 4

Bieg na Wielką Sowę i spełnianie marzeń

Amatorskie kroniki sportowe – cz. 1.

“Żyje się tylko raz, ale jeśli się człowiek postara, to ten raz wystarczy” (Joe Louis)

Biegam od kilku lat – różne dystanse, w zróżnicowanym terenie. Już nie pamiętam, kiedy pojawiła się myśl, że może by spróbować pobiegać po górach. Góry kocham i podziwiam od dawna z każdej możliwej strony: wspinam się, wędruję, zwiedzam jaskinie, zimą jeżdżę na nartach. Ale biegów górskich nie próbowałam nigdy, już samo wędrowanie na co wyższe szczyty wydawało mi się dość dużym wysiłkiem. Moja ciekawska natura nie pozwoliła jednak o sobie zapomnieć i kiedy tylko myśl o biegach górskich zakiełkowała w mojej głowie, wiedziałam, że nie odpuści.

Zaczęło się od Grand Prix Biegów Górskich na Dziewiczą Górę k. Czerwonaka. Pokochałam te biegi od pierwszego startu i do tej pory biorę udział w zawodach jak tylko mam okazję. A staram się, by mieć ją jak najczęściej :) Apetyt rośnie w miarę jedzenia – zapragnęłam pobiec na “prawdziwą górę w górach”. Planowane dużo wcześniej wypady spaliły na panewce z powodów – jak to zwykle bywa – nieprzewidzianych. Zaczynałam już wątpić, czy w tym roku uda mi się wystartować. I pewnego dnia w kalendarzu biegów wypatrzyłam Bieg na Wielką Sowę. Góra znana mi dość dobrze, zwłaszcza zimą, ale – nigdy biegowo :) Od tej chwili działam błyskawicznie – zapisy, opłata startowa, nerwowe poszukiwanie noclegu (trwa tzw. “długi weekend” i cudem udaje mi się znaleźć miejsce w pokoju ośmioosobowym – za to w pobliżu miejsca startu), wreszcie – wyruszam. Droga mija niespodziewanie szybko i przyjemnie, jest piękna pogoda, w aucie słucham w kółko moich ulubionych “Domowych Melodii” – mam bzika na ich punkcie odkąd usłyszałam pierwsze dźwięki. Szybko trafiam na miejsce docelowe. I tu – niespodzianka. Okazuje się, że zamiast zarezerwowanej “ósemki” zakwaterowano mnie do dwuosobowego pokoju i w dodatku jestem w nim…sama! Z radości mam ochotę uściskać panią w recepcji.

meta i najlepsze arbuzy na świecie

meta i najlepsze arbuzy na świecie

Czuję zmęczenie podróżą, ale szkoda mi czasu na odpoczynek – wyruszam na zwiedzanie okolicy. Zachwycona widokami, upojona górskim powietrzem, późnym popołudniem zasiadam do obiadu w pobliskiej restauracji – w cudnej scenerii smakuje wyśmienicie! Cały wieczór podziwiam to miejsce zbierając siły na mój wielki dzień.

Poranek. Opuszczam pokój wcześniej niż planowałam, wciąga mnie bez reszty przedbiegowa atmosfera. Spotykam znajomą sprzed lat, rozmawiamy, przez to o mało nie spóźniam się na start – dobiegam na miejsce już w momencie startowego wystrzału.

na trasie

na trasie

Pierwszy kilometr nie pozwala poczuć się jak na biegu górskim – płasko, asfalt, ciasno. Humory jednak dopisują, co chwilę ktoś żartuje, a mnie kompletnie nie przeszkadza, że zamiast biec przebieram wolno nogami, chłonę każdą sekundę – wszak spełnia się moje marzenie! Od drugiego kilometra zaczynają się trudności – jest już dużo bardziej stromo, otwarta przestrzeń nie daje schronienia przed słońcem, które akurat zaczęło mocno przygrzewać. Zwalniam, sięgam po wodę, izotonik, wyrównuję oddech. Mocny podbieg ciągnie się z przerwami do piątego kilometra. Kiedy zaczyna się robić łagodniej, rozpiera mnie radość, że dość trudny dla mnie odcinek pokonany. Przyspieszam, ale wciąż oszczędnie – chcę zachować siły na sam koniec. Trudno jednak myśleć rozsądnie  – biegnę jak na skrzydłach, w sercu tylko jedno: udało się! Jestem na trasie biegu, w górach – miejscu, które uwielbiam, robię to, co kocham, jest cudowna pogoda, nieziemskie widoki… Czuję się wybranką losu, mam ochotę mówić o swym szczęściu każdemu napotkanemu turyście,  mijanemu biegaczowi, nawet pani z kuchni w schronisku, która akurat wyszła na zewnątrz.

Trasa jest malownicza, biegnie teraz wśród drzew, z powodu cienia teren jest dużo bardziej podmokły, chwilami muszę uważać, by się nie poślizgnąć. Za to jak cudownie pachnie! “Jestem w niebie” – myślę. W pewnym momencie – zaskakująco szybko – zaczyna się ostatni odcinek trasy. Wracający ze szczytu biegacze mówią, że za chwilę meta, dopingują. Przyspieszam. Robi się coraz głośniej, wreszcie – jestem! Emocje nie do opisania, radość, euforia, duma, wszystko to powoduje, że zupełnie nie czuję zmęczenia. Arbuzy serwowane na mecie smakują najlepiej pod słońcem, szczyt Wielkiej Sowy jest w tym momencie najpiękniejszym kawałkiem świata, a ja – najszczęśliwszą na tym świecie osobą. Schodzę w dół, na miejscu posiłek, dekoracja, nagrody, rozmowy z innymi uczestnikami biegu – wszyscy planujemy kolejne biegowe spotkania i choć wcześniej się nie znaliśmy, szybko połączyło nas jedno: pasja biegania i miłość do gór. I jestem pewna, że wkrótce znowu się spotkamy.

na szczycie

na szczycie

Wszystko to wydarzyło się bardzo szybko. Decyzja o biegu, zapisy, szukanie noclegu, wyjazd – pomysł przez wszystkich uważany był za szalony, ale chęć spełnienia kolejnego z marzeń była tak wielka, że postanowiłam: to musi być teraz. Pojechałam, pobiegłam, wróciłam – bez reszty zakochana w bieganiu po górach. I jeszcze bardziej umocniona w przekonaniu, że jak się czegoś bardzo chce i działa – to niemożliwe nie istnieje :)

Marta Mrowińska

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.8/10 (Głosujących: 23)
Bieg na Wielką Sowę i spełnianie marzeń, 9.8 out of 10 based on 23 ratings

Marta Mrowińska

redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Komentarze (4)

  • Go$k@
    czwartek, 18 Sie, 2016, 21:23:11 |

    Gratuluje pasji oraz świetnego artykułu – czyta się świetnie. Z niecierpliwością czekam na następną część.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 3)
  • jjkklesny@wp.pl
    poniedziałek, 22 Sie, 2016, 8:17:20 |

    Brawo Mrowka ! Przeczytalem artykul z zapartym tchem, jak jakas nowelke Hemingwaya – podobnie przekazalas milosc do gor i biegania ! Jestem urzeczony, czuje sie tak, jakgdybym to ja biegl na Wielka Sowe. Od dzis czytam tylko Gazete Mosinsko-Puszczykowska. P.s. Przyznaj sie Mrowka, czy najlepszych chwil w zyciu dziecinnym nie spedzilas w gorach? Pozdrowiam i lacze wyrazy podziwu jjkk

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 2)
  • Gość
    poniedziałek, 22 Sie, 2016, 21:34:44 |

    taki sobie

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)
  • running_punx
    niedziela, 18 Wrz, 2016, 21:22:41 |

    I o to chodzi w zyciu – trzeba działać :)

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: 0 (Głosujących: 0)

Skomentuj