Redakcja GMP | czwartek, 28 Kwi, 2016 |

Drugie oblicze Artura Klimaszewskiego, czyli Minister w Must Be The Music 2016

Rozmowa z mieszkańcem Bolesławca (gmina Mosina) – Arturem Sosenem Klimaszewskim, prezenterem radia Eska, twórcą teatralnym, aktorem, muzykiem i współzałożycielem znanego z ostatnich odcinków Must Be The Music 2016 Tylko Muzyka – zespołu Dyzmatronik.

Dorota Lisiak:

Przygotowując się do naszego spotkania szukałam materiałów na Twój temat. W Internecie niestety nie ma za wiele informacji, choć jesteś bardzo znanym i lubianym człowiekiem, szczególnie przez słuchaczy Radia Eska.

Artur Klimaszewski:

Nie ma, bo ja takich rzeczy nie publikuję i nie udostępniam. Może czuję się jeszcze za młody na to, żeby mieć biografię na Wikipedii itp. Czy jestem znany? Rozpoznawany jestem najczęściej, gdy podaję dowód. I tu oczywiście zaraz pada pytanie: „Czy to pan jest Minister? Ten z radia?” A ja nigdy wcześniej nie myślałem żeby w radiu pracować, jestem z wykształcenia polonistą i w sumie do radia trafiłem przypadkiem, choć zawsze chciałem być dziennikarzem. W radiu pracuję – prawie 20 lat, od 1997 roku. Najpierw było to Radio S, które zamieniło szyld na Radio Eska i tak jest do dziś.

Od lewej Artur Klimaszewski, Maciej Balcewicz, Jakub Woźniak

Od lewej Artur Klimaszewski, Maciej Balcewicz, Jakub Woźniak

Pozwolę sobie zacytować z radiowej czołówki „Jazda zaczyna się po 15.00 – 18.00. Po pierwsze Narożny, po drugie Minister, a po trzecie – ta trzecia. Prawdziwe życie zaczyna się po południu, czyli program Wrzuć na luz w Radiu Eska!” Co Ty na to?

Kiedyś bawiłem się w kabaret i jak słychać między 15 a 18, coś mi z tego zostało. Na antenie sporo dowcipkujemy. Przez 11 lat tworzyliśmy audycję poranną o wymownej nazwie „Poranne espresso”. Obecnie słychać nas po południu. Stawiamy na kierowców, którzy słuchają radia wracając z pracy. Stąd ciekawe newsy, śmieszne sytuacje i nazwa pasma, czyli „Wrzuć na luz”.

Przypuszczam, że to nie jest monotonna praca. Czy jeździcie także po mieście?

Nie, od tego są reporterzy, którzy zbierają informacje. Ale raz do roku organizujemy imprezę „Eska Summer City” i wtedy wsiadamy do samochodów i jeździmy po okolicy. Oczywiście nasze miejsca zamieszkania staramy się potraktować wyjątkowo. W samej Mosinie byliśmy kilkakrotnie… Na antenie też zdarza mi się wspomnieć moją gminę. Nawet ksiądz ostatnio, jak chodził po kolędzie stwierdził, że mówiłem coś w audycji o lokalnym kościele. Przestraszyłem się, bo często „lecimy po bandzie” i nie do końca sobie przypominałem, co takiego i w jaki sposób skomentowałem. Okazało się jednak, że zapamiętał mój sztandarowy dowcip, że mam daleko do kościoła, bo aż do Łodzi (tej koło Stęszewa oczywiście).

Skoro jesteś polonistą, to skąd u Ciebie zamiłowanie do muzyki?

To moja pasja. Z muzyką miałem zawsze dużo wspólnego. W pięknych licealnych czasach stworzyłem własny zespół poezji śpiewanej, nazywał się „ Inni”. Przygrywałem na fortepianie, kolega grał na gitarze, koleżanka śpiewała anielskim głosem. Było bardzo romantycznie… (śmiech).

Od zawsze grałem i uwielbiałem komponować. Nie lubiłem odtwarzać cudzych utworów. Moja nauczycielka gry na pianinie mówiła, że „gram z kapelusza”. I tak mi zostało.

 Artur Klimaszewski

Artur Klimaszewski

Większość artystów przechodzi okresy mniejszego lub większego wyciszenia. Czy Ciebie również dopadała muzyczna stagnacja?

Oczywiście. Pierwsza pauza z przyczyn samoistnych, czyli przez studia, potem zacząłem pracę radiowca na poważnie i nie było czasu na muzykę. Jednak ona we mnie gdzieś głęboko siedziała i czekała na sprzyjającą chwilę, by się ujawnić. Dała o sobie znać za przyczyną Teatru Strefa Ciszy. Trafiłem do projektu „36,6” (wg. tygodnika „Teatr” najlepsze przedstawienie teatru alternatywnego 2003 roku. przyp. aut.). Spektakl odbywał się w poznańskiej Starej Rzeźni na Garbarach. Temat był wyjątkowo abstrakcyjny. Dostałem rolę szalonego organisty. Rzecz działa się w chlewni, gdzie skonstruowano olbrzymie biuro. Aktorów grających urzędników posadzono w boksach, gdzie wcześniej urzędowały świnki. Przygrywałem im na organach. Wtedy, można powiedzieć, że na nowo wróciłem do muzyki. Zacząłem komponować dla poznańskich teatrów, wspomnianej już Strefy Ciszy, Teatru u Przyjaciół, Teatru Fuzja, Teatru Animacji, Teatru Circus Ferus. Piszę muzykę również do słuchowisk i zdarzeń komercyjnych…

Czy istnieje dzieło teatralno – muzyczne, które najbardziej zapadło Ci w pamięć?

Każde z przedstawień przynosiło ciekawe doświadczenia. Dobrze wspominam współpracę z Anią Rozmianiec i tworzenie muzyki do nagradzanych „Szewców”, według Stanisława Witkiewicza, w poznańskim Teatrze Animacji. To losy jednostki i społeczności, kultury na tle przemian społeczno-politycznych. Witkacy jest trudny w przekazie. Zaczęliśmy od pomysłu, żeby oprzeć całą muzykę na różnego rodzaju hymnach, jak Mazurek Dąbrowskiego i hymn Unii Europejskiej. Później szukałem inspiracji w różnych dźwiękach i w związku z tym samplowałem najróżniejsze przedmioty, pojechałem m.in. nagrywać dźwięki squasha…

Często nagrywam inspirujące mnie dźwięki. W „Koncercie Maszyn” były to odgłosy maszyn do pisania i szycia. Ostatnio dla Teatru Fuzja nagrywałem odgłosy knajpy, z których zbudowałem muzykę w spektaklu „Szkłem i dymem pisane” – można go zobaczyć w nowej „Scenie Roboczej”, dawnym kinie „Olimpia”.

Skąd w takim razie Dyzmatronik?

Bo było mi mało, bałem się, że ugrzęznę w muzyce teatralnej, poczułem, że muszę zrobić coś wokalno – muzycznego. Dlatego razem z hiphopowcem „Maciorą” stworzyliśmy Dyzmatronik.

dyzmatronik Artur Klimaszewski

Dyzmatronik Artur Klimaszewski

Maciora?

Tak, Maciej Balcewicz. „Maciora” to jego ksywa osiedlowo – hip-hopowa, z tych czasów bardziej rapowych. W zespole tytułowy Dyzma – wokalista.

Jak wyglądały początki Dyzmatronika?

Zespół powstał w 2010 roku. Pierwszą płytę „Dyzmatronik” nagraliśmy z Maćkiem w duecie, ale jednak potrzebny był trzeci muzyk w zespole, żeby nawiązać twórczy dialog. Szczęśliwym trafem, pracując w teatrze Fuzja poznałem Gonza, czyli Jakuba Woźniaka, który gra na gitarze i śpiewa. Gitara, klawisze, automat perkusyjny, wokal już brzmią inaczej. Stwierdziliśmy, że to jest to! Jesteśmy z różnych stron Wielkopolski, ale występujemy pod szyldem Poznania.

Stało się tak, ponieważ tam mamy wspólne próby i tu mieszka Maciek. Śmieję się, że Bolesławiec leży między Krosnem a Łodzią. Stąd jest trudny do zlokalizowania dla przyjezdnych. Oprócz płyty wydaliśmy także mini album.

Co to jest Dyzmatronik i skąd w ogóle taka nazwa?

Dyzmatronik „przywlókł” Maciora, a mi nazwa bardzo się spodobała. Patronem zespołu jest Nikodem Dyzma mój ulubiony bohater polskiej popkultury. Wszechobecny w naszym życiu politycznym i kulturalnym. Natomiast człon nazwy „tronik” – to ze względu na 80 lata i muzykę, na której się wychowaliśmy. Wydaliśmy płytę i minialbum. Z nimi urodziły się teledyski. Wyszliśmy z założenia, że do muzyki muszą być obrazy, bo ludzie w dzisiejszych czasach głównie oglądają. Każdy z teledysków jest inny, bo lubimy różnorodność przekazu.

Bączek jest kapitalnym teledyskiem. Opowiedz coś o nim.

Teledysk do Bączka wyreżyserował mój przyjaciel Julek Pęksa. On zaprosił operatorów. Pomogli nam aktorzy z poznańskich teatrów. Staramy się przyciągać ludzi, którzy robią ciekawe rzeczy i na szczęście udaje nam się to, choć nie mamy wielkich funduszy. W teledysku wystąpiło 33 aktorów w 33 różnych lokalizacjach. Kręciliśmy trzy dni. Szalona robota, ale było warto. Musieliśmy wyłożyć własną kasę, finansowo pomogli nawet moi sąsiedzi. Jeszcze raz chciałbym wszystkim podziękować. To strasznie fajne, że tak dużo osób nas wspiera.

Macie na swoim koncie także kontrowersyjną produkcję. Widziałam nagranie, którego treść lekko szokuje. Co mieliście na myśli nagrywając Singla?

Zebraliśmy straszne cięgi za ten teledysk, ponieważ pojawiła się tam agresja. Trochę mnie zdziwiła ta negatywna reakcja, bo dla mnie produkcja ma charakter typowo teatralny. To taki eksperyment. Ale wielu widzów tego nie zrozumiało. Musiałem odbierać telefony, niekoniecznie przyjemne. Wszyscy się dziwili i zadawali pytania, o co w tym chodzi. Nie chciałbym się rozwodzić i wyjaśniać, bo każdy ma i powinien mieć swoją interpretację. Generalnie teledysk miał być o spotkaniu kilku singli z przypadkową parą. Takie trochę zderzenie światów…modeli życia.

Nie pomyślałabym o tym, zupełnie nie tak to zrozumiałam.

Nam chodziło właśnie o to, by było zagadkowo, inaczej, zaskakująco. Zachęcam do obejrzenia i zbudowania własnej interpretacji! Mimo całego hejtu, jaki zebrał teledysk do SINGLA był nominowany do Yacha w kategorii scenariusz.

Jesteście prekursorami i jedynymi odtwórcami gatunku Trup – Hop. Czym jest Trup – Hop? .

TRUP HOP znaczy śmiertelnie poważnie zabawni.

To jest szuflada…

Co to znaczy szuflada?

Mam na myśli szuflady, w których posegregowani są poszczególni artyści. Hip – hop, rap, techno, elektronika. Nie mieściliśmy się z naszą muzyką w żadnej kategorii, dlatego wymyśliliśmy Trup- hop. TRUP – to element poważny, (który kojarzy się też z trupą teatralną). A HOP, żeby było skocznie. I to wszystko…

Kto jest liderem zespołu?

No my… nie ma lidera, choć umówiliśmy się, że ostateczną decyzję podejmuję ja (ktoś musi). Teksty pisze Maciek, ja komponuję utwory. Gonzo jest wirtuozem gitary, dodał do trup-hopowego brzmienia trzecią, rockową barwę. Od trzech miesięcy mamy młodego menagera. Ma 17 lat. Daliśmy Stasiowi szansę. Opiekuje się facebookiem, odpisuje na maile, zgłasza nas na festiwale. Widzimy w nim potencjał.

Przejdźmy do Waszego ostatniego osiągnięcia jako zespołu. Dyzmatronik w Must Be The Music 2016 – Tylko Muzyka.

Trudno jest jakoś przebić się w Polsce nieznanej kapeli. Stąd zaryzykowaliśmy i wysłaliśmy do Must Be The Music nasze zgłoszenie. Spodobaliśmy się. Zaproszono nas na finalny casting, który odbywał się w Warszawie przed zacnym jury. W skład jury wchodzili znani wszystkim celebryci: Kora, Elżbieta Zapendowska, Tymon Tymański, Adam Sztaba. Mieliśmy olbrzymią tremę, Maciek zgubił okulary, w których miał występować. Była też awantura… Show biznes jest jednak bardzo stresujący, co odczuliśmy na własnej skórze (śmiech).

Gratulacje – otrzymaliście 3 X TAK !

Dziękujemy, ale to dopiero początek. W maju czekają nas półfinały! Jak jechaliśmy na casting bardzo ucieszyliśmy się, że w jury zasiądzie Tymon Tymański – człowiek, który robił w swoim życiu ciekawe i oryginalne rzeczy. Grał muzykę uznawaną za dziwną, alternatywną. Baliśmy się Zapendowskiej, która jest purystką wokalną. Z naszym śpiewaniem bywa różnie. Mimo to Zapendowska stwierdziła, że jej się podoba to, co robimy. Adam Sztaba powiedział, że „kupuje nas za to, jacy jesteśmy”.

Uwagi do wykonania?

Do samego utworu, raczej nie, ale Korze nie spodobały się kostiumy.

Dlaczego?

Bo nie lubi przebieranek…

Kora nie lubi przebieranek?!

Ktoś musiał być tym złym policjantem. Według mnie zwyczajnie nie zrozumiała konwencji, jaką uprawiamy. Nie „zatrybiła”, co to takiego parateatralna forma przekazu. Nasze występy po prostu są tą formą przesiąknięte.

Skąd pomysł na taki strój, jesteście ubrani na scenie w śpiochy, dresy?

Śpiochy…ktoś na facebooku napisał, że wyglądamy jak Alvin i wiewiórki. Strasznie nas to ubawiło. To faktycznie dresy w odpowiednich kolorach. Nawiązują do lat 80., epoki dziwnych kostiumów, kolorów i zamieszania na scenie. Nie da się nie zauważyć, że te czasy były kiczowate…My taki styl uwielbiamy, wyciągamy z tego to, co najlepsze.

Śpiewacie tylko po polsku…

To prawda nie podoba się nam tendencja do śpiewania w innych językach. Cały przekaz utworu wtedy się gdzieś gubi. Chcemy atakować zarówno tekstem jak i muzyką. Uważamy, że dobry koncert to taki, który budzi emocje skrajne.

Czy mógłbyś uchylić rąbek tajemnicy, jak wyglądało nagranie do programu?

Nagranie kręcono wcześniej. Zwróć uwagę na członków jury. Każdy odcinek stanowi pozlepiane elementy. Można to wychwycić choćby poprzez różnorodność ubrań Kory, prezentowanych w ciągu jednego programu. W tym dniu razem z nami przesłuchiwano ponad 30 zespołów. Casting odbywał się w olbrzymiej hali wystylizowanej na studio, gdzie na specjalnie przygotowanych trybunach zasiadła publiczność. Najpierw były próby zespołów, rozstawialiśmy instrumenty. Dla usprawnienia występu techniczni zaznaczali, w których miejscach stoi określony instrument.

Czy coś z zewnątrz Wam narzucono?

Tak, producent zażyczył sobie, abyśmy z naszego repertuaru zagrali utwór Bączek. Po etapie prób przyjechało jury. Od tego momentu casting nagrywano. Cieszymy się, że przeszliśmy do półfinału.

Bałeś się trochę?

Jak zawsze. Rzeczywistość telewizyjna wygląda jak potwór z kamerami zamiast głów. To wszystko jest oczywiście stresujące. Ja pracuję w radiu, a tam kamer nie mamy (śmiech).

Jakimi osobami są jurorzy?

Nie wchodziliśmy z nimi w osobiste relacje. Byliśmy po drugiej stronie barykady, tym „mięsem armatnim do odstrzelenia”. Całe przesłuchanie przed jury było krótkie, na temat i rzeczowe. Choć ich uwagi były oczywiście dużo dłuższe niż fragmenty puszczone w telewizji. Finał przed nami! Zachęcamy do polubienia i śledzenia nas na FB https://www.facebook.com/Dyzmatronik/?fref=ts  Więcej o nas znajdziecie na kanale Youtube oraz pod linkiem https://soundcloud.com/dyzmatronik

Jesteś mieszkańcem gminy Mosina. Czy gmina jest otwarta kulturalnie na takich ludzi jak Ty?

Oczywiście, czekamy na zaproszenie Gminy. Z chęcią wystąpimy przed mosińską publicznością. Razem z żoną mieszkamy w Bolesławcu od 10-ciu lat. Agnieszka jest w radzie sołeckiej, staramy się jakoś uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności.

Twoje marzenia?

Mamy plan zrobienia Dyzmafestu, coś na kształt Luxfetu. Może Mosina…zobaczymy. Chcemy ściągnąć zespoły pozagatunkowe. My jesteśmy dziwni i chcemy takich dziwaków z Polski (może świata) przyciągnąć, którzy mają w sobie oraz w sferze wizualnej coś dziwnego, wyjątkowego, teatralnego.

Dziękujemy za wywiad, trzymamy kciuki i życzymy powodzenia szczególnie w maju.

————————————————————————————————————–

Drodzy czytelnicy oglądając majowe półfinały Must Be The Music nie zapomnijcie zagłosować na naszego Dyzmatronika!

Fot. Aleksander Miz Warski

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.2/10 (Głosujących: 25)
Drugie oblicze Artura Klimaszewskiego, czyli Minister w Must Be The Music 2016, 9.2 out of 10 based on 25 ratings

Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Skomentuj