Elżbieta Bylczyńska | niedziela, 14 Sie, 2016 | komentarze 2

Zakapior z Mosiny – niech ta przygoda trwa dalej…

Ale jaka to przygoda! W ciągu niespełna 41 godzin pokonał 240 km w trudnym, górskim terenie, przemierzył siedem pasm gór, poznając granice własnej wytrzymałości. Trudno to skomentować, to „brzmi” jak abstrakcja…

Łukasz Przybylski z Mosiny zajął VII miejsce (ex aequo) w jednej z największych imprez biegowych, w IV Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich.

Bieg 7 Szczytów 240km

W dniach 21 – 24 lipca b.r. na zawodników Festiwalu czekało siedem biegów na zróżnicowanych dystansach. Łukasz wystartował w Biegu 7 Szczytów – 240 km, po siedmiu masywach górskich ziemi kłodzkiej, których szczyty zaliczane są do Korony Gór Polski – w sumie 7635 metrów przewyższenia.

Łukasz Przybylski

Łukasz Przybylski

Bieg rozpoczęło 140 zawodników, ukończyło 41. Żeby przybliżyć Czytelnikowi, czym są tego typu zawody, przytaczam kilka cytatów ze strony internetowej Festiwalu:

Są to „zmagania największych biegowych zakapiorów na trasie jednego z najdłuższych ultra w Polsce – Biegu 7 Szczytów. Trasa licząca 240 kilometrów jest wyzwaniem dla prawdziwych koneserów, ale w jej cieniu są też bardziej przyzwoite dystansie 130, 110, 65 i kilka krótszych”.

„Impreza przyciąga biegaczy z kilkunastu państw, wśród uczestników są zarówno wytrawni ultrasi, biegacze, którzy preferują biegi po górach, jak i “zwykli asfalciarze”.

„Stając na starcie takiego biegu nie pozostaje nic innego jak przestawić się na tryb „To się nigdy nie skończy”. Bieg 7 Szczytów jest niewątpliwie jednym z najtrudniejszych wyzwań w Polsce, przez swoją długość właśnie. Na przestrzeni niemal dwóch dób, gdy zawodnicy walczą na trasie, zmęczenie sumuje się z upodleniem ciała, kontuzjami – mniejszymi i większymi, a także z dojmującym brakiem snu”.

„To, co działo się na pierwszych kilometrach zachwiało mną, moim planem, odzieżą, butami i wszystkim tym, co miałem przy sobie. Twardzielki i twardziele biegli wokół mnie, wyprzedzali z ponaddźwiękową prędkością, wydawali z siebie ostre pomruki, wydychali powietrze z płuc z taką siłą, że zadawałem sobie pytanie, co ja tu robię? Były momenty, że chciałem rzucić się w tą rzekę, dać się porwać, a jednak zostałem na brzegu i z mozołem walczyłem ze swoim „czółnem”. Powoli łapałem rytm, kurczowo trzymając się swojego planu. Wolno po płaskim, wolno z góry i jeszcze wolniej na szczyty. (…)”.

Łukasz Przybylski na mecie biegu 7 Szczytów

Łukasz Przybylski na mecie biegu 7 Szczytów

To tyle z opisu innych zawodników, a teraz:

Łukasz Przybylski – Zakapior z Mosiny

Łukasz Przybylski pierwszy raz jako uczestnik Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich wystartował w ubiegłym roku na dystansie 130 km. Zajął wówczas 25 miejsce.

W tym roku postawił sobie poprzeczkę wysoko*.

– To było wielkie przeżycie, pod każdym względem. Generalnie w ciągu 60 godzin nie spałem, dwa razy drzemałem po 20 minut, ale i tak wiedziałem, co się wokół mnie dzieje, opowiada. – W drugą noc, na 188 kilometrze doznałem kontuzji kolana i nie mogłem już dalej biec. Zadzwoniłem do kolegi z Mosiny, który mi podpowiedział, co mam zrobić. Według jego instrukcji (przysłał m-msy), porozciągałem to kolano i mogłem przynajmniej iść. Punkt odżywczy znajdował się na 191 km. Doczłapałem się tam z bólem, nasmarowałem kolano, a wolontariuszka założyła mi bandaż.

Mimo to, Łukasz nie brał w ogóle pod uwagę, że może nie ukończyć tego biegu. Położył się w namiocie, było mu zimno, a adrenalina nie dawała zasnąć.

– W pewnym momencie zauważyłem światełko w lesie, zbliżał się następny zawodnik. Chłopak (Mateusz Czechowicz z Nowej Rudy) spadł mi z nieba, wyglądało to tak, jakby Ktoś zesłał mi anioła…Też nie mógł biec, miał usztywnioną nogę i zbite mięśnie. Stwierdziliśmy, że jest nas dwóch i idziemy dalej. Próbowaliśmy biec, ale nie daliśmy rady.

Łukasz Przybylski na trasie biegu

Łukasz Przybylski na trasie biegu

Chód męczył ich bardziej niż bieg.

– Czuliśmy się dobrze, ale nogi nie chciały pracować. Do mety pozostało 50 km, zajmowaliśmy siódmą pozycję – czas był mierzony w punktach odżywczych. Następny punkt znajdował się w odległości 12 km. Mijali nas jedynie zawodnicy innego biegu (na 110 km), którzy mówili, że nasi są bardzo daleko, to nas uspokajało. Szliśmy w dół, nogi bolały koszmarnie (pod górę jest łatwiej).

Tej nocy widzieli Marsa – na przełomie lipca i sierpnia można tą planetę zobaczyć z dala od zabudowań.

– Świeciła na czerwono, nie była tak duża jak księżyc.

Trasa 50 km zajęła im 11 godzin.

– Robiło się ciepło, była sobota rano. Szliśmy pod słońce jak lunatycy, bo oczy same nam się zamykały. Postanowiliśmy włączyć drugi tryb – zombi, śmieje się Łukasz. – Najgorzej było na końcu, Mateusz miał zmasakrowane stopy, jak zdjął buty to się przeraziłem. Ostatnie kilometry strasznie nam się dłużyły i strasznie wyglądaliśmy, bo marsz męczy podwójnie. Dodatkowo męczyła nas świadomość, że zawodnicy z tyłu mogą napierać.

Obciążenie było wielkie, często w takich sytuacjach psychika „siada”, bo zmęczenie powoduje, że dochodzi się jakby do ściany, kiedy już się nic nie chce, ani psychicznie, ani fizycznie.

Meta

Nie poddali się jednak.

Strasznie się czuliśmy, jakbyśmy wracali z wojny, podtrzymywała nas świadomość, że zbliża się meta i byliśmy ciekawi jak to będzie.

O godz. 10.55 zbolałym krokiem przekroczyli metę. Zawodnicy Złotego Maratonu, którzy przygotowywali się do startu (strefa startu i mety znajdowała się w tym samym miejscu) musieli się odsunąć i utworzyli im szpaler.

– Klaskali i przybijali nam piątki. Położyli nas na leżakach i podali szampana. Okazało się, że na samej mecie wyprzedzałem o 1 sekundę Mateusza, ale sędzia słusznie podjął decyzję o przyznaniu VII miejsca ex aequo.

Kiedy Łukasz obudził się na kwaterze po kilku godzinach snu miał tak spuchnięte nogi, że nie było widać kostek.

– Prawą nogę miałam bardziej spuchniętą, bo starałem się odciążać podczas marszu lewe kolano.

Czy bez Mateusza trudniej byłoby ten bieg ukończyć?

– Na pewno, to nie ulega dyskusji. Można powiedzieć, że ukończyliśmy bieg właśnie dlatego, że szliśmy razem.

Zawodnicy z dyplomami ukończenia biegu

Zawodnicy z dyplomami ukończenia biegu

Kolejnym wyzwaniem dla Łukasza jest najsłynniejszy tego typu bieg górski w Chamonix we Francji. Zapisy odbędą się w grudniu tego roku.

– Nie ma gwarancji, że się dostanę na listę zawodników, bo na kilka tysięcy zgłoszeń losuje się tylko 2 tys. zawodników. Z tym, że jeśli nie zostanę wylosowany moje zgłoszenie przechodzi na następny rok. Ale jest to mój cel. Niech ta przygoda trwa dalej…

Jest to jednak kosztowne wyzwanie, obwarowane trudnymi do spełnienia warunkami finansowymi. Samo zgłoszenie kosztuje 200 euro, nie licząc kosztów wyposażenia i sprzętu. Skąd wziąć na do fundusze?

– Od tego są kredyty.

W październiku Łukasz Przybylski zamierza wystartować w biegu górskim w Beskidzie Niskim, na dystansie 150 km, którego trasa przebiega przez las, gdzie w nocy widać tylko świecące oczy dzikich zwierząt. Pobiegnie przez błota, ścieżki i zarośla.

– Ludzie opowiadają, że w tym lesie jest jak w horrorze, trzeba to sprawdzić…

Redakcja składa bohaterowi tego reportażu wyrazy wielkiego uznania i życzenia zdrowia i powodzenia w realizacji niezwykłej pasji.

Bilet Mosina - Kłodzko gł (tyle samo ile liczyła trasa biegu

Bilet PKP:  Mosina – Kłodzko gł (taka sama odległość ile liczy trasa biegu)

————————————————————————————————-

*

Długość trasy: ok. 240 km
Najwyższy punkt: Śnieżnik (1425 m. n.p.m),
Najniższy punkt: rzeka Nysa Kłodzka koło Barda (261 m. n.p.m),
Różnica wysokości: 1164 m
Całkowite wzniesienie terenu: ok. 7635 m
Całkowity spadek terenu: ok. 7670 m

Limit zawodników: 350 osób
Limit czasu: 52 godziny
Punkty do UTMB: 6
Start: 21.07.2016 (czwartek) 18:00 Lądek-Zdrój (amfiteatr)
Meta: Lądek-Zdrój
Punkty odżywcze: 15
Pomoc na trasie: niedozwolona, pomoc wyłącznie w obszarze Punktów Odżywczych

 

Przebieg trasy: Lądek Zdrój – Kowadło – Postawna – Śnieżnik – Maria Śnieżna – Jagodna – Velka Destna – Orlica – Kudowa Zdrój – Błędne Skały – Szczeliniec Wielki – Wambierzyce – Wielka Cisowa – Bardo – Kłodzka Góra – Ptasznik – Przełęcz Jaworowa – Lądek Zdrój.

Organizatorem Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich jest Piotr Hercog – jeden z najlepszych biegaczy ultra maratończyków, który wygrał Bajkał Ice Maraton na jeziorze Bajkał.

Elżbieta Bylczyńska

Rozdanie nagród - Bieg górski 7 szczytów

Rozdanie nagród – Bieg górski 7 szczytów

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.5/10 (Głosujących: 21)
Zakapior z Mosiny - niech ta przygoda trwa dalej…, 9.5 out of 10 based on 21 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Komentarze (2)

  • Janusz
    wtorek, 16 Sie, 2016, 10:31:04 |

    A można jakoś pomóc Łukaszowi żeby obyło się bez tego kredytu? Nie mówię o jakiś wielkich sprawach – ale ten facet na prawdę godnie reprezentuje Mosinę.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +3 (Głosujących: 3)
  • Arek
    poniedziałek, 22 Sie, 2016, 18:24:49 |

    Nieziemski wyczyn sportowca z Mosiny. Może faktycznie są biznesmeni, którzy chcieliby wspierać naszą mosińską perłę biegów długodystansowych?

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +2 (Głosujących: 2)

Skomentuj