Redakcja GMP | poniedziałek, 28 Mar, 2016 |

Na ostatnie takty mocnego uderzenia publiczność wstała i biła brawa na stojąco

Orkiestra mosińska potrafi wywołać niesamowite emocje, a jej dyrygent daje z siebie wszystko – niemal odrywa się od podłogi, dyrygując i prowadząc graczy po meandrach sztuki grania. Zawsze dynamiczny, wesoły, pełen oddania temu, co robi.

Mieszkańcy Mosiny znają go jeszcze z czasów, kiedy przez osiem lat był organistą w kościele św. Mikołaja. Zatrudnił go ks. proboszcz Kus. Maciej Kubacki przyznaje, że skusiły go wtedy prawdziwe kościelne organy piszczałkowe, jak mówi – te mosińskie organy go „załatwiły”.

Bardzo pięknie wspomina go mosiński chór św. Cecylii, a pani prezes Bronisława Dawidziuk mówi o świetnej współpracy z nim jako dyrygentem chóru w latach 2007 – 2011.

Koncert muzyki świątecznej zorganizowany w lutym, w MOK –u  z okazji 10 lecia istnienia stowarzyszenia Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska został przyjęty niezwykle serdecznie. Zagrała w nim m. in. Mosińska Orkiestra Dęta im. Antoniego Jerzaka, którą dyryguje od kilku lat Maciej Kubacki. I właśnie po tym koncercie poprosiłam pana Macieja o spotkanie i rozmowę na łamach naszej gazety.

Mosińska Orkiestra Dęta im. Antoniego Jerzaka, którą dyryguje od kilku lat Maciej Kubacki.

Mosińska Orkiestra Dęta im. Antoniego Jerzaka, którą dyryguje od kilku lat Maciej Kubacki.

Elżbieta Bylczyńska:

– Jest Pan nauczycielem i zastępcą dyrektora szkoły nr 2 w Puszczykowie. Muzyka jest z pewnością wszystkim dla Pana. Od lat słyszę same dobre opinie na temat Pańskiej pracy i zaangażowania. Czym jest dla Pana muzyka? Dlaczego związał się Pan z nią na całe życie?

Maciej Kubacki:

–  Nastąpiło to, kiedy byłem już kilkunastoletnim chłopakiem i wiedziałem, że nie będę artystą wirtuozem, czy organistą z plakatów. Gdybym miał pewne nawyki z dzieciństwa mógłbym kształtować  tzw. miomechanikę, która jest pożądana, a stosowana daje efekty. Ja zainteresowałem i zająłem się muzyką jako starszy chłopak i pewne rzeczy mnie ominęły, właśnie ta fizjologia muzyki, którą się wdraża (w sensie rozwojowym) już u maluszków. Jednak postanowiłem pracować z muzyką zawodowo. Skończyłem Akademię Muzyczną w Poznaniu w klasie dyrygentury chóralnej i muzyki kościelnej.

– Wybrać tą drogę w naszym kraju i związać się z muzyką zawodowo… – trzeba ją chyba kochać, bo to perspektywa, jeśli chodzi o ekonomię raczej słaba.

– Tak, wydaje mi się, że taką decyzję można podjąć tylko i wyłącznie z miłości… Ale też dzięki muzyce mogłem zwiedzić Europę, co dla młodego chłopaka, żądnego przygody było pociągające. Jeździłem jako pianista i wspomagałem wtedy Chór Nauczycieli m. Poznania. Grałem też z chórem Polskie Słowiki pod batutą Wojciecha Krolopa.

orkiestra w Mosinie

Mosińska Orkiestra Dęta im. Antoniego Jerzaka

Co to Panu dało, patrząc z perspektywy czasu?

– Bardzo dużo… Pamiętam śpiew pewnego chłopca we fragmencie opery Mascaniego (to rodzaj modlitwy), on tak śpiewał… a ja po raz pierwszy grałem i płakałem… Bo zazwyczaj, kiedy się angażuje człowiek w muzykę, kiedy gra, to świat przestaje istnieć. A tutaj przeżywałem, to było coś niesamowitego. Coś, co daje głębię przeżycia i człowiek spełnia się od środka.

Dzięki pani profesor Karolak, która wlała we mnie wiarę w to, co robię i powiedziała, że nie muszę grać utworów skomplikowanych, które są dla przeciętnej osoby nawet za trudne do słuchania, zacząłem ćwiczyć i tak grać, abym sam był poruszony, a przez to był poruszony także słuchacz. I przyznam szczerze, że moje credo brzmi (może za dużo powiedziane) – zawsze staram się tak pracować z muzyką, żeby był efekt i nie marnować swojego czasu i ludzi.

– Jest Pan na scenie jak dynamit… Dyryguje Pan „na całego”. Do tego gra na pianinie i organach.

– Wiem, że członkowie naszej orkiestry mówią, że gdybym tak nie dyrygował, oni by tak nie grali. Z drugiej strony nie odkrywam Ameryki i też im to mówię, bo nie nauczyłem ich przecież techniki palcowej czy oddechowej – nie jestem w żaden sposób związany z instrumentami dętymi. Po prostu wydobyłem z nich to, co w nich było…

– Pan mocno dyryguje, a oni mocno grają.

– W 2009 roku „spadła” na mnie ta orkiestra – zaproponowano mi funkcję kapelmistrza na trzy miesiące, bo nikt nie wierzył, że człowiek wykształcony w zupełnie innej dziedzinie, skończyłem przecież dyrygenturę chóralną i muzykę kościelną, da sobie radę z orkiestrą dętą.

Orkiestra mosińska liczy 31 osób, chciałby Pan powiększyć skład, ale wiem, że nie ma na to pieniędzy…

– Ubolewam nad tym, że zgłaszają się dzieciaki i w związku z brakiem perspektywy finansowej nie możemy ich szkolić, bo nie stać nas na instruktora. Obecny prezes pan Tadziu Matusiak , dla którego orkiestra jest całym życiem, szkoli dzieci charytatywnie, ale już więcej nie może.

– Jest w orkiestrach dętych jakaś siła?

– Każdy instrument ma swoją specyfikę. Gitara jest subtelna, fortepian sentymentalny…

A mosińska orkiestra jak trzeba, potrafi „przywalić”…

– Można to tak określić (śmiech).

orkiestra w Mosinie w kościele

orkiestra w Mosinie w kościele

– Jesteście zapraszani na różne koncerty, coraz więcej tych zaproszeń. Stanowicie od lat – w tym roku przypada 70 rocznica powstania Orkiestry – oprawę do każdej gminnej uroczystości. Wszyscy Was znają. Warto jeździć i rozsławiać Mosinę.

– Ale często nie mamy za co wyjeżdżać, wiele koncertów nie dochodzi do skutku… Marzy nam się sponsor…

Jak więc sobie radzicie?

– W ubiegłym roku nagraliśmy płytę z utworami m.in. Beatelsów, jednak oficjalnie na rynku muzycznym nie możemy jej sprzedawać, bo nie stać nas na opłatę w ZAIKS… Jedyną formą rekompensaty jest przyjmowanie darowizny na rzecz stowarzyszenia.

Co na tej płycie jest?

– Muzyka filmowa i rozrywkowa, utwory, które najbardziej mi się podobają. I powiem, że z wiązanki melodii filmowych, napisanych przez Mariana Frankowskiego…

Orkiestra w Mosinie robi z tego perłę…

– Między innymi jest tam najpiękniejsza chyba muzyka, jaka powstała do filmu, mianowicie „Stawka większa niż życie” i „Polskie drogi”.

Podejrzewam, że ci, co kupili są zachwyceni. Gra Pan też muzykę kościelną, od niej Pan zaczął. Jaki jest Pana stosunek do wiary, religii?

– Chyba modlę się w ten sposób… Rodzajem intymnej wypowiedzi była dla mnie improwizacja w czasach, kiedy grałem do Mszy św. w kościele. Na ten moment zawsze czekałem. Część ludzi o tym wiedziała i nie wychodziła. I wtedy serce mi podpowiadało utwór, palce nadążały lub nie, ale dla mnie to był najważniejszy moment. Sam na sam… I mogłem się wyżyć. Co tu dużo mówić – czekałem, aż Msza się skończy…

Maciej Kubacki

Maciej Kubacki

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.3/10 (Głosujących: 26)
Na ostatnie takty mocnego uderzenia publiczność wstała i biła brawa na stojąco, 9.3 out of 10 based on 26 ratings

Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Skomentuj