Elżbieta Bylczyńska | poniedziałek, 26 Cze, 2017 |

Kochane konie, kochani ludzie

Czytelnicy numerów gazety sprzed kilku miesięcy znają historię kucyków – Antosia i Julka, które musiały być przeniesione z Mosiny do Czerwonaka z powodów losowych. Tęsknię za nimi bardzo, dlatego odwiedzam Stajnię Mustang Edyty Wawrzyniak, która jest wspaniałym człowiekiem. Kocha ludzi i zwierzęta, zawsze ma iskry radości i miłości w oczach, konie na jej widok rżą i tulą się jak do mamy. Koza Lola chodzi za nią jak pies i bodzie wszystkich, którzy zbliżają się do jej pani. A kucyki? Antoś właśnie wyciąga kopytkiem piłkę, chcąc ją zabrać dzieciom, Julek galopuje po padoku jak szalony…

Trafiam na przyjęcie urodzinowe jednego z dzieci. Jest tutaj specjalna wiata ze stołami i ławkami, ogródek przystosowany dla dzieciaczków.

– Po złożeniu życzeń idziemy do stajni, są przedstawienia, robimy różne śmieszne rzeczy, wyjaśnia Edyta. – Staramy się wdrapać na konia po ogonie, wkładamy im palec do ucha i do oka, potem robimy to samym sobie i staramy się poczuć czy jest fajnie i przyjemnie… Tłumaczymy też dzieciom, dlaczego czyścimy konia codziennie, tak jak myjemy się codziennie. I już wiemy, dlaczego konikowi należy się kąpiel, czyli czyszczenie. Dzieci przez zabawę uczą się tych ważnych czynności, przez zabawę także uczą się zasad bezpieczeństwa. Mogą posłuchać przez stetoskop, jak pracuje serducho konia, jak pracują jelitka. Potem dzieci mają przejażdżkę konną, a następnie są wiejskie wyścigi, skoki w worku, przeciąganie liny, rodzinne zawody, bo staramy się też angażować dorosłych. Jest jazda konna bryczką.

Antoś pod siodłem

Od czasu, kiedy Edyta uszkodziła kręgosłup podczas jazdy konnej i chodzi w ciężkim stelażu, koza Lola musi być zamknięta, bo zazwyczaj z radości skacze na Edytę.

– Jest takim naszym pieskiem pittbulkiem, który ciągle za mną chodzi. A kiedy zjawiają się dzieci zaraz chce na siebie zwracać uwagę, bo wie, że ze mną nie będzie się już bawić. Wtedy zaczyna szukać zaczepki i bodzie (autorkę artykułu bez żadnej taryfy ulgowej puknęła różkami). Trochę to boli…

Właśnie słychać rżenie konia.

– Eukaliptus mówi, że chce już wyjść, wyjaśnia Edyta i przemawia czule do konia, który schyla łeb do kręgosłupa Edyty, na pytanie, gdzie mamusia ma „ała”? – On to rozumie.

Koń próbuje chrapkami złapać ubranie Edyty.

Zdziwiona zachowaniem konia pytam: gdzie pani ma „ała”? Koń ponownie schyla łeb i smyra panią po dolnym odcinku pleców…

– Eukaliptus jest u nas od lutego, to wzajemna miłość od pierwszego dnia, kupiłam go z myślą o nauce jazdy. Jest po rodzicach z dobrymi papierami, jeśli chodzi o skoki. Pomyślałam, że na stare lata będę…

– Będziesz skakać?

– Tak. Aczkolwiek wypadki zdarzają się. Właśnie z nim miałam upadek. Koń poślizgnął się, galopowaliśmy, kończyliśmy już pracę i Eukaliptus upadł uderzając głową w ziemię, Siedziałam na nim, on głową był przy ziemi, zadem stał. Więc próbowałam zeskoczyć. Miałam w prawej ręce bat i chciałam na lewo zeskoczyć, niechcący uderzyłam go batem, a on podskoczył i z całym impetem zerwał się i poszedł galopem. I wtedy spadłam na ziemię. Koń się natychmiast zatrzymał i przybiegł.

Nie wstała o własnych siłach, przyjechała po nią karetka. Okazało się, że Edyta ma złamany jeden krąg kręgosłupa.

Edyta

Koń podczas tej rozmowy lgnie do Edyty, jakby chciał ją przeprosić, słucha strzygąc uszami.

– Nie musi mnie przepraszać, bo to nie była jego wina. Gdyby się przewrócił i nakrył mnie zadem mogłoby być gorzej, dlatego chciałam zeskoczyć.

To jest jej cały świat, całe życie…

– Mam teraz problem, bo nic nie mogę zrobić, ten stelaż, w którym muszę chodzić jest bardzo ciężki i niewygodny. Dziękuję Bogu, że tylko taki jest skutek, że nie muszę leżeć, że mogę chodzić. Cierpię, że nie mogę fizycznie uczestniczyć w życiu ośrodka. Jest teraz tak pięknie.

Edyta jest instruktorem jazdy konnej. Teraz zastępuje ją Natalia i Przemysław, instruktor hipoterapii dla dzieci niepełnosprawnych. I są dziewczyny, Dominika i Jula i mnóstwo dzieci, które chcą tu pracować przy koniach.

Ze stajni wychodzi ulubieniec Edyty, Zarino, jest wielki jak dąb. Konie wychodzą na padok. Kucyki biegają z radością, Julek pierwszy jak zwykle, za nim Anoś i Bolek.

Antoś i Julek

„Mustang Serwis” to spółka ojca i córki oraz narzeczonego Edyty – Hocina.

Hocin kocha bardzo konie, jest wrażliwy, ma w sobie mnóstwo ciepła i serca. Pochodzi z Algierii.

Jest to szczególny czas, kiedy w Europie zmienia się stosunek do imigrantów. Jak Edyta i Hocin radzą z tym sobie? Czy odczuwają niechęć ze strony ludzi?

– Kiedy wychodzimy do restauracji, czy gdziekolwiek, z rodzicami, idę u jego boku z podniesioną głową, trzymam go za rękę. Jak widzę jakieś dziwne miny ludzi nas mijających, gotuje się we mnie wszystko… Nigdy jednak nikt nas nie zaczepił. Znajomi i rodzina bardzo Hocina lubią, kochają, cenią. Jest dobrym człowiekiem. Ale sytuacja w Europie jest nieprzychylna imigrantom, nie powinno się jednak wszystkich mierzyć jedną miarą. Pochodzenie Hocina nie powinno być miarą oceny go jako człowieka. Także religia nie powinna mieć wpływu na opinię, bo dobrych ludzi można spotkać w każdej religii. Wobec Boga wszyscy jesteśmy równi. W naszym związku religia nie ma żadnego znaczenia. Ja wierzę w Boga i strasznie kocham Boga. Każdy wobec Niego jest równy. Hocin chodzi ze mną do kościoła. Zraziłam się do kapłanów i chodzę tylko na większe święta i uroczystości.

Edyta zgadza się z tym, że istotą wiary chrześcijańskiej jest Msza św., czyli przeobrażenie chleba w Ciało Chrystusa i wina w Jego Krew. Wtedy kapłan jest przedłużeniem rąk samego Chrystusa i nawet, jeśli uzna się, że nie jest on dobry jako ksiądz należy to pominąć i przyjmować jako samego Chrystusa, bo jest konsekrowany.

Do tego większość ludzi dochodzi niestety przez całe życie…

– Lubię czasami iść do kościoła sama, znam katolików, którzy chodzą często, a wiem, że są niedobrymi ludźmi, to mnie „skręca i zabija…”.

My oboje wychodzimy z takiego założenia, że istnieje tylko jeden Bóg.

Przeczytała Koran, rozumie tą religię, a Hocin jest dla niej przykładem, że można być cudownym człowiekiem, wierzącym i dobrym będąc wyznawcą innej religii, prawdziwym wyznawcą, w której Bóg jest na pierwszym miejscu. Ważne, żeby żyć według boskich, nie ludzkich zasad (Dekalog).

Edyta z autorką artykułu

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.3/10 (Głosujących: 14)
Kochane konie, kochani ludzie, 9.3 out of 10 based on 14 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj