Jaseł;ka w MOK - stream
Marta Mrowińska | czwartek, 5 Sty, 2017 |

Nigdy się nie zatrzymuj

Na łamach naszej gazety publikowaliśmy już wywiad z Maksymilianem Wiśniewskim – mieszkańcem Mosiny, mistrzem Polski i wielokrotnym mistrzem Europy w brazylijskim jiu-jitsu, właścicielem i trenerem w klubie Invictus. Tym razem rozmawiamy nie tylko o sporcie, ale o dokonywaniu wyborów, odwadze, samorealizacji, rozwoju oraz o tym, co najważniejsze w życiu. Jednocześnie zachęcamy do lektury najnowszego numeru Gazety Mosińsko – Puszczykowskiej – znajdą w nim Państwo wiele interesujących materiałów o różnorodnej tematyce!

Maksymilian Wiśniewski

M.M.: Jak podsumowałbyś miniony rok?

Zacznijmy ode mnie – jak już wspominałem w poprzednim wywiadzie (opublikowany został w GMP na przełomie lutego i marca br. – przyp. red.) na początku roku zdobyłem brązowy medal w mistrzostwach Europy; kolejny start to Grand Slam, czyli turniej wielkiego szlema zorganizowany w Londynie przez organizację UAE Ju-Jitsu Federation, jedną z najbardziej prestiżowych na świecie – tam wywalczyłem trzecie miejsce. Wygrałem wówczas z moim przeciwnikiem, z którym wcześniej przegrałem na mistrzostwach Europy, Jacksonem Souse, który był wicemistrzem świata. Poziom był zatem bardzo wysoki. Następnie były mistrzostwa świata w Abu Dhabi, na których odpadłem w pierwszej walce z finalistą innej, też bardzo prestiżowej organizacji ze Stanów Zjednoczonych. Przeciwników mam zatem cały czas na najwyższym, światowym poziomie.

M.M.: Jak wygląda Twoja codzienność?

Staram się godzić własne treningi z obowiązkami wynikającymi z prowadzenia klubu. Opieka nad klubem i zawodnikami jest jak prowadzenie przedsiębiorstwa – zakładając klub nie zdawałem sobie sprawy z ogromu tej pracy. W tej chwili mam dwie sekcje w Czempiniu dla dzieci – początkującą i zaawansowaną, poza tym treningi w Poznaniu w poniedziałki, środy i piątki, w Mosinie wtorki, czwartki i sparingi w soboty. Czyli prawie wszystkie popołudnia zarezerwowane są dla zawodników, wcześniej natomiast mam czas na treningi własne. Podczas przygotowań do zawodów jest to około czterech do pięciu godzin dziennie. Wszystko to wymaga czasu i zaangażowania, dlatego też, mimo, że chciałbym startować w zawodach częściej, robię to tylko trzy, cztery razy w roku. Wybieram wówczas te najbardziej prestiżowe zawody, starty z największymi przeciwnikami na światowym poziomie.

M.M.: Musisz być bardzo dobrze zorganizowany.

Tak, to wszystko wymaga doskonałej organizacji, chodzi bowiem nie tylko o treningi i pracę, ale też cały styl życia. Na przykład posiłki muszą być odpowiednio przygotowane – dobrze, jeśli ma się osobę, która w tym pomaga – ja mam to szczęście, wspiera mnie moja narzeczona, Adrianna Szewczyk J Wszystko wymaga jednak ogromnej dyscypliny i wielkiej pracy, ale jeśli chce się walczyć na światowym poziomie to trzeba dać z siebie wszystko. Żyje się na wysokich obrotach. Ja staram się zachowywać równowagę i mieć czas także na odpoczynek. A to oznacza, że niekiedy trzeba odpuścić, dać sobie trochę luzu, zmniejszyć intensywność treningów.

M.M.: Jak sądzisz, co może dać młodym ludziom trenowanie w klubie? Co mogą zyskać uprawiając sport?

Na pewno jest to przynależność do grupy, co dla młodych ludzi jest bardzo ważne. Brazylijskie jiu-jitsu to sport indywidualny, ale też jesteśmy drużyną i realizujemy także wspólne cele. Przynależność taka daje możliwość robienia czegoś… wyjątkowego, bo nie wszyscy trenują sporty walki. Jest to także świadomy wybór, z jakimi ludźmi chcę przebywać. Ja od początku jestem wśród ludzi związanych ze sportem i wiem, że jest to grupa aktywnie nastawiona do życia, wiedząca, co chce w tym życiu osiągnąć i realizująca z pasją swoje cele. Jeśli np. ktoś zapisuje siebie lub dziecko do klubu to wie, z jakimi ludźmi chce obcować i takie kręgi wybiera.

Kolejna rzecz to samorealizacja. Dla mnie to nie jest tylko dyscyplina, sportu i osiąganie kolejnych celów, ale coś, co zmienia cały styl życia, uczy przede wszystkim doskonałej organizacji czasu, umiejętności kontroli nad emocjami, myśleniem, nad tym, co robię, szacunku do przeciwnika, do życia w ogóle. Uważam, że tego wszystkiego mogą nauczyć się ludzie wstępując do klubu i trenując.

Brazylijskie jiu-jitsu to także stosowanie pewnych technik, wymaga myślenia, wiedzy, jak ich użyć. Trzeba umieć się odpowiednio zachować, uczy to dyscypliny, nie spóźniania się na treningi itp. Są to cechy, które procentują także w codziennym życiu.

M.M.: A co daje Tobie bycie trenerem?

Przede wszystkim, jest to bardzo odpowiedzialne i trudne zadanie, do którego trzeba nie tylko doświadczenia, ale także dużej mądrości. W klubie młodzi ludzie mogą się rozwijać pod kierownictwem kogoś starszego od nich i doświadczonego – ja takiego kogoś nigdy nie miałem, w pewnym momencie byłem trenerem sam dla siebie, nie miałem żadnych wskazówek z zewnątrz. Wiem, jakie to ważne, dlatego teraz staram się dawać trenerskie wsparcie moim zawodnikom. I bardzo cieszą mnie sukcesy moich klubowiczów – są one w jakiejś mierze także moimi sukcesami. Poza tym, ten sport rozwija się w naszym kraju bardzo szybko i młodzi ludzie mają dużo więcej możliwości niż miałem ja w ich wieku.

Ważna jest dla mnie także dbałość o dobrą markę, odpowiedni poziom klubu. Staram się utrzymywać treningi na wysokim poziomie, bo tylko wtedy wszyscy jesteśmy w stanie osiągać zamierzone cele i się rozwijać. Ja mam poczucie ciągłego rozwoju, jeżeli nie trenerskiego to zawodniczego – i na odwrót. Realizuję się w tym, co robię; nie mam przestoju ani też obawy o to, co będę robił po zakończeniu kariery. Hasło: „nigdy się nie zatrzymywać” jest cały czas dla mnie aktualne. Bo chodzi o to, żeby wciąż iść do przodu. To samo dotyczy moich zawodników – jeśli ktoś przychodzi i mówi mi na przykład, że teraz będzie mniej trenował, bo zaczął studia, to dla mnie też jest satysfakcjonujące – widzę, że ludzie się rozwijają na różnych płaszczyznach i o to chodzi.

Uważam, że każda aktywność fizyczna jest dobra i potrzebna, a powiedzenie „w zdrowym ciele zdrowy duch” ma swój sens. Sport wpływa na wszystkie sfery życia, odgrywa w nim dużą rolę. Każdy, kto uprawia jakąkolwiek dyscyplinę sportu, powinien zarażać nią innych – ja też staram się to robić i jest to bardzo przyjemna rola.

M.M.: Jakie masz plany na przyszłość?

Na pewno w przyszłym roku chciałbym pojechać na mistrzostwa świata do Abu-Dhabi i mistrzostwa świata do Stanów Zjednoczonych. Moim celem jest głównie walka z najlepszymi, bo wygrywanie z dobrymi, mocnymi przeciwnikami tworzy sukces. Wygrywałem z najlepszymi na świecie i chcę nadal stawiać wysoko poprzeczkę. Jeśli nie będę próbował teraz, to kiedy?

Myślę też o tym, co będę robił w przyszłości. Wielu zawodników po zakończeniu kariery i intensywnych treningów nie ma wizji dalszego życia – ja chcę tego uniknąć. Życzyłbym też sobie, żeby wychować przynajmniej kilka czarnych pasów, mistrzów, którzy będą łamać stereotyp, że najlepsi w bjj są Brazylijczycy. Uważam, że dobrym przygotowaniem i właściwą organizacją można naprawdę wiele osiągnąć – sam jestem tego przykładem.

Jednocześnie chciałbym nadal zachowywać pewną równowagę. Uważam, że trzeba mieć odpowiedni dystans do tego, co się robi, w sporcie jest bardzo duża presja i trzeba umieć po prostu czasem się tym bawić. Nie da się być cały czas w tempie, na wysokich obrotach. Chcę tak organizować swoje życie, by wykorzystywać maksymalnie swoje możliwości, a jednocześnie nie napinać struny zbyt mocno, zajmować się innymi rzeczami, odpoczywać. I takie przesłanie chciałbym też nieść moim uczniom.

M.M.: Bardzo dziękuję za rozmowę; życzę realizacji wszelkich planów i dalszych sukcesów.

Rozmawiała: Marta Mrowińska

Invictus Bjj

Wszystkich zainteresowanych działalnością klubu i treningami zapraszamy do odwiedzenia strony: www.invictusbjj.pl oraz profilu na facebooku: www.facebook.com/BjjInvictus/

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.2/10 (Głosujących: 24)
Nigdy się nie zatrzymuj, 9.2 out of 10 based on 24 ratings

Marta Mrowińska

redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Skomentuj