Audycja o edukacji i niepodległości - radio MPL
Marta Mrowińska | poniedziałek, 30 Kwi, 2018 |

“Póki wystarczy mi sił, będę działać” – rozmowa z honorowym członkiem KS 1920 Mosina

W sobotę, 28 kwietnia br., odbył się mecz KS 1920 Mosina z zespołem z Wronczyna, który zakończył się wynikiem 6:1 dla naszej drużyny. Gratulujemy zwycięstwa i niezmiennie kibicujemy naszym zawodnikom. A dziś prezentujemy nieco wspomnień z historii Klubu opowiedzianej przez jednego z dawnych trenerów, obecnie – honorowego członka KS 1920 Mosina.

W 2016 roku zarząd KS 1920 Mosina wyróżnił tytułem Honorowego Członka Klubu dawnego trenera, zawodnika i wieloletniego działacza Klubu, Stanisława Dorosińskiego. Trener przyjął zaproszenie do redakcji i opowiedział nam nieco o historii Klubu, swojej działalności, nadziejach i ważnych dla siebie momentach w sportowej karierze. Słuchanie opowieści pasjonata sportu było prawdziwą przyjemnością, mamy także nadzieję, że klimat sportowej rywalizacji, pasji, zaangażowania i miłości do sportu udzieli się i naszym Czytelnikom. Zapraszamy do lektury oraz do śledzenia kolejnych numerów gazety – będzie więcej o Klubie, obecnych i dawnych zawodnikach, historii – KS 1920 Mosina to Klub z tradycjami i warto lepiej go poznać!

M.M.: Jak się zaczęła Pana praca w Klubie?

S.D.: Pracę w Klubie podjąłem na przełomie lat 1980/81. Stało się to za namową ś.p. Kazimierza Nowaka, który wówczas był gospodarzem, a poprzednio prowadził zespół, był dobrym szkoleniowcem i wiele można było się od niego nauczyć. Zespół był wówczas w klasie B. Miałem to szczęście, że trafiłem na bardzo dobrą grupę zawodników. Przychodząc do Klubu miałem już pewne doświadczenie i wiedziałem, że z mocnymi zawodnikami mogę coś zrobić – i udało się. Efektem było to, że w kolejnym sezonie awansowaliśmy do klasy A. Prowadziłem zespół do 1983 roku. Potem nastąpiła pierwsza przerwa, następnie jeszcze dwukrotnie wracałem do Klubu, a współpracę zakończyłem w 1990 roku.

W tym czasie sporo się działo: istniał jeszcze zespół Oldboys, który prowadził Mieciu Zwierzchowski – doskonały piłkarz, z którym jestem zaprzyjaźniony, rozegraliśmy razem masę meczy. Wówczas ludzie przychodzili na mecze, garnęli się do piłki, odbywało się mnóstwo zawodów, Dni Mosiny, zawody strażackie – przepięknie to wszystko wyglądało, stadion tętnił życiem.

Z drugiej strony był to bardzo trudny okres – owszem, obiekt istniał, płyta była zawsze idealna, ale mieliśmy na przykład często kłopot z dojazdami na mecze i treningi, zaprzyjaźnieni taksówkarze nie brali od nas pieniędzy za kurs. Dzisiaj mamy idealne warunki: zaplecze, płyta treningowa, dobry zarząd i ludzie, którzy są zaangażowani i wykonują swoją pracę z pasją; to znawcy, którzy otarli się o dobrą piłkę. Warto zatem im pomagać, być obecnym, aktywnie się włączać. Do dzisiaj jest grupa kibiców, byłych zawodników, działaczy Klubu, którzy wciąż się angażują, przychodzą na mecze, spotykamy się (wśród nich jest na przykład dawny gospodarz obiektu, Włodzimierz Grabarczyk, był jednym z moich bardzo dobrych zawodników, prowadził później drużynę trampkarzy starszych).

Stanisław Dorosiński w siedzibie redakcji GMP

M.M.: Jaka była Pana historia przed rozpoczęciem współpracy z Klubem w Mosinie?

S.D.: W czasie służby wojskowej, w latach 1967/69 grałem w “Czarnych – Żagań”, wówczas była to liga międzywojewódzka (dziś – trzecia liga). W 1981 roku uzyskałem na AWF uprawnienia trenerskie. Wcześniej przez dziesięć sezonów grałem w Lubońskim Klubie Sportowym. Mój serdeczny kolega, Jurek Tomkowiak, prowadził Ligę Okręgową Juniorów. Rozegrałem z nim masę meczy. Przez dziewięć sezonów grałem też na Winogradach, w Polsporcie była tam Liga Zakładowa. Zdobyliśmy nawet mistrzostwo Polski, na Winogradach przewinęła się masa ludzi, co tydzień odbywały się mecze. Prowadził to Józef Michalak. Wyglądało to tak, że w sobotę czy niedzielę odbywały się zawody tutaj, a w poniedziałek już jechałem do Poznania, na kolejne mecze. Był to bardzo intensywny czas i sporo zawdzięczam żonie, która zawsze mnie wspierała. Bardzo dbała o mój sportowy sprzęt, miałem zawsze czyste ubrania, wszystko było przygotowane, byłem gotowy na każdy trening czy zawody.

Miałem to szczęście, że trafiałem na bardzo dobrych trenerów. Moim zdaniem to bardzo ważne, bo posiadanie – ja to nazywam – “złości sportowej” to połowa sukcesu. “Złość sportowa” – to ikra, to “coś”, co ma się w sobie, siła, charakter – to jest męska gra i trzeba być twardym. Ale dobry trener to druga połowa sukcesu.

Sobotni mecz KS 1920 Mosina – LZS Wronczyn (źródło: peryferiafutbolu.pl)

M.M.: Który z etapów ze swojej pracy w Klubie wspomina Pan jako szczególnie ważny?

S.D.: Pierwsze trzy lata były wspaniałe, trzeci etap był już trudniejszy. W drugim etapie mojego trenowania miałem reprezentantów Polski juniorów, którzy zdobyli mistrzostwo Polski: byli to Józef Chojny, Robert Kasprzyk i Michał Goliński. Dobrzy, mocni zawodnicy.

W międzyczasie zaszliśmy daleko w Pucharze Polski, gdzie mieliśmy Lecha, który występował jako Lech – Oldboys. Wspominam atmosferę, pełen stadion, niesamowity klimat.

Byliśmy zaprzyjaźnieni ze Swarzędzką Fabryką Mebli, były wspólne mecze, wyjazdy… Potrafiliśmy się wszyscy tym bawić, organizowaliśmy zabawy, integrowaliśmy się ze sobą. To był piękny czas.

Są nazwiska, które utrwaliły mi się w pamięci. W zasadzie każdy miał swój pseudonim: Zbyszek Lisiecki – “Lis”, Roman Lulka – “Lula”, Roman Wojciechowski – “Ciacho”, Mieciu Zwierzchowski – “Miekol”, był “Szczupak”… Wspomnę też Jurka Skrzypczaka z “Obry” Kościan, który również przyczynił się do awansu zespołu.

Pracę w Klubie zakończyłem w 1990 roku. To naturalna kolej rzeczy, że następuje zmiana trenerów. Po 1991 roku jeszcze grywałem w Polsporcie. W Luboniu istniał bardzo mocny zespół Oldboys i tam właśnie graliśmy. Pogrywaliśmy tak dobre pięć lat, treningi były raz w tygodniu, ale już na luzie, cały czas jednak regularnie.

Zmieniali się prezesi, za mojej kadencji w Klubie byli między innymi Witek Krawczyk, Roman Piłat, Ryszard Jaroński. Miłe jest dla mnie to, że spotykam się teraz z ich rodzinami, ludzie mnie rozpoznają, rozmawiamy. Póki wystarczy mi sił, będę się staral interesować Klubem i działać. W 2016 roku zostałem – a razem ze mną Stefan Bartkowiak, Mieczysław Zwierzchowski, Stefan Tyma – członkiem honorowym Klubu. A tytuł zobowiązuje :)

opracowanie dotyczące historii KS 1920 Mosina, wydane z okazji 90-lecia Klubu

M.M.: Jak Pan myśli – co powoduje, że brakuje dziś zawodników w Klubie?

S.D.: Ubolewamy nad tym, bo mało jest osób chcących zrobić coś dla Klubu – a mamy tu cudowny obiekt, doskonałe warunki zarówno do pracy jak i relaksu. Brakuje pewnego scementowania, sporo dzieci gra na przykład w Orliku, brak jest współpracy, wymiany, zawodnicy są rozproszeni. A przeciez obiekt jest położony w idealnym miejscu, blisko, w centrum. Ja, kiedy jadę do Klubu, wiem, że mogę tu spotkać ludzi, porozmawiać; wtedy odpoczywam, zapominam o innych sprawach. Tu naprawdę można dobrze spędzić czas. Spotykamy się też przy okazji świąt – zapraszani są kibice, działacze, staramy się dbać o relacje, pamiętać o wszystkich. Dobry klimat też przyciąga ludzi i mam nadzieję, że z czasem zacznie ich przybywać.

M.M.: Jaki jest według Pana sposób na przyciągnięcie widzów na trybuny?

S.D.: Uważam, że jeśli będą wyniki, będą też ludzie. Nie da się ukryć, że kiedy była tu czwarta liga, w Klubie nie było w ogóle miejscowych zawodników, był okres, że wkradło się wypalenie w zespole. A jeśli nie ma miejscowych zawodników w zespole, trudno też o kibiców – to właśnie miejscowi przyciągają na trybuny swoje rodziny, znajomych, przyjaciół. Uważam, że teraz jest dobry okres w zespole, grupa młodych chłopaków się cementuje – mają bardzo dobry skład, trenera i zaangażowany zarząd. Grupa marzy o awansie do klasy okręgowej. Patrząc na nich, nawet im zazdroszczę gry i trenera, który ma doświadczenie i uważam, że bardzo dobrze pracuje. Kibiców jednak przyciągają wyniki – jeśli będą wyniki, ludzie przyjdą na trybuny. Jeśli zawodnikom uda się awansować, zaczną się mecze z innymi zespołami, wzrośnie prestiż i tym samym zainteresowanie meczami.

M.M.: Mam nadzieję, że uda się przyciągnąć do Klubu osoby, które będą chciały w nim działać z podobnym do Pana zaangażowaniem. Życzę dalszej aktywności i kolejnych lat w sportowym duchu. Bardzo dziękuję za rozmowę.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.8/10 (Głosujących: 5)
"Póki wystarczy mi sił, będę działać" - rozmowa z honorowym członkiem KS 1920 Mosina, 9.8 out of 10 based on 5 ratings
Napisano przez Marta Mrowińska Posted in Aktualności, Mosina

Tagi: ,

Marta Mrowińska

redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Skomentuj