Marta Mrowińska | środa, 14 Lut, 2018 |

Z cyklu “Sukces w szpilkach”: “Mam pracę, która daje radość ludziom”

W naszej rubryce “Sukces w szpilkach” czas na nieco inną odsłonę. Tym razem rozmawiam z kobietą, która własną działalność prowadzi od zaledwie kilku miesięcy, udało jej się jednak z pasji uczynić zajęcie, które stało się pracą zawodową. Małgorzata Sobczak – fotograf z wielkim sercem, otwartym umysłem i niezliczoną ilością pomysłów na własny rozwój, opowiada o swojej drodze, fascynacjach i o tym, że zawsze warto podążać za marzeniami.

M.M.: Jak wyglądała Pani droga do spełniania marzeń?

M.S.: Ukończyłam polonistykę (na specjalizacji dziennikarskiej) i kulturoznawstwo. Po studiach pracowałam w korporacji, w dużej, międzynarodowej firmie. Trafiłam tam zupełnie przypadkowo, tuż po obronie, na dwutygodniowe zastępstwo za znajomą mojej koleżanki. Po dwóch miesiącach firma zadzwoniła jednak do mnie z propozycją pracy. Byłam zdziwiona, bo branża kompletnie nie pasowała do mojego wykształcenia :) Okazało się, że mam zajmować się księgowością. Pracowałam już wtedy w innej firmie, ale postanowiłam spróbować. Skończyłam roczny kurs samodzielnego księgowego i… spędziłam w tej firmie dziewięć lat: pierwsze trzy lata w księgowości, kolejne trzy w szeroko rozumianej administracji, a ostatnie lata na stanowisku Office Managera.

Nie była to jednak praca moich marzeń – nigdy nie wyobrażałam sobie siebie w biurze. Poza tym w pewnym momencie skończyła się dla mnie możliwość rozwoju w ramach struktury firmy. Powtarzalność wykonywanych czynności i brak perspektywy rozwijania się spowodował, że coraz intensywniej myślałam o zmianie.

M.M.: Jak doszło do momentu, że zdecydowała Pani o wyborze fotografii jako swojej pracy?

M.S.: Fotografią zajmuję się od lat, od zawsze robiłam zdjęcia – tyle, że wcześniej nie były to fotografie studyjne, lecz zdjęcia robione przy okazji podróży, wyjazdów, spacerów. Fascynowały mnie też zdjęcia mojego męża, reportażowe, oddające klimat jego wypraw… To właśnie one wisiały na ścianach w moim pokoju w trakcie studiów. Wtedy też zaczęłam się bardziej interesować fotografią, dopytywać, czytać… I tak się zaczęło.

W 2011 r. ukończyłam pierwszy kurs fotografii cyfrowej w szkole “Widzieć więcej”. Już wtedy pojawiła się fascynacja, a z czasem coraz bardziej zgłębiałam temat, były kolejne kursy, szkolenia…

Wreszcie nastąpił moment, kiedy stwierdziłam: “teraz albo nigdy”, trzeba zacząć robić to, co się chce, zaryzykować, sprawdzić. Wiedziałam, że albo postawię wszystko na moje marzenie i będę próbowała je realizować, albo ono zawsze będzie gdzieś obok. Tyle, że w moim przypadku to “obok” było już niewystarczające, bo po powrocie do domu, po wielu godzinach pracy nie miałam zwyczajnie ani siły, ani czasu, by się poświęcić swojej pasji. Po rozstaniu z korporacją mogłam szukać innej pracy lub pójść własną ścieżką. I tak, wiosną zaczęłam intensywnie myśleć, coraz bardziej działać (między innymi złożyłam wniosek o dofinansowanie, żeby móc doposażyć warsztat – dokupić potrzebny sprzęt, urządzić studio), a w październiku ostatecznie firma została zarejestrowana.

M.M.: Jak wygląda Pani praca?

M.S.: Firma posiada już własne logo i fanpage, odbywają się sesje studyjne, plenery, sporo sesji dziecięcych… Tematyka jest różnorodna, w tej chwili nie ograniczam się do jakiejś jednej dziedziny. To jest chyba przywilej tego, że zaczynam. Mam w sobie mnóstwo euforii i radości, co jest widoczne i odczuwalne także przez klientów. Praca sprawia mi ogromną frajdę. Poza tym, cały czas się rozwijam – dla mnie to także szalenie ważne. Fotografia to olbrzymi obszar do zgłębienia, można się uczyć właściwie do końca życia :)

Każdą sesję traktuję jak mały projekt – zaczynamy z klientem od pomysłu, omawiamy go, wymieniamy maile, robimy burzę mózgów – po to, by doprecyzować pomysł, wspólnie tworzymy to, czego tak naprawdę chcemy. Potem trzeba opracować scenografię – każdy oczekuje bowiem czegoś innego, ludzie mają różne preferencje, gusty, upodobania.

Efektem końcowym jest płyta ze zdjęciami, ze spersonalizowaną okładką. Każda sesja to takie moje mini-dzieło, radość sprawia mi to, że efekt jest namacalny, widoczny, konkretny.

M.M.: Co sprawia, że ta praca jest taka wyjątkowa?

M.S.: Praca na własnych warunkach jest trudniejsza, pochłania też więcej czasu, daje natomiast komfort decydowania o rytmie, godzinach swojej pracy, komfort zarządzania sobą.

Mam pracę, która daje radość ludziom. Dzięki sesjom nawiązują się relacje, kontakty, które później są podtrzymywane. Myślę, że edukacja w jakimś stopniu przyczyniła się do tego, że lubię ludzi, lubię ich słuchać, jestem otwarta. To bardzo pomaga.

Robię to, co kocham, wkroczyłam na właściwą ścieżkę i to jest dla mnie sukcesem. Myślę też, że w realizacji marzeń nie ma granicy wieku – zawsze możemy zacząć robić to, co chcemy. Moment, kiedy czujemy, że jesteśmy we właściwym miejscu, jest bardzo fascynujący, wręcz uskrzydla – wówczas jesteśmy w stanie pokonać wszelkie przeciwności.

Chciałabym, żeby zdjęcia, które robię, były wyjątkowe. Do tego potrzebne jest spotkanie, szukanie człowieka, pokazanie emocji, jego wnętrza. Stąd moje sesje czasami trwają dość długo, a samo zrobienie zdjęć jest już efektem końcowym, poprzedzonym wcześniejszą pracą, przygotowaniami i rozmową z klientem. Fotografia to praca z ludźmi, więc do każdego trzeba podejść inaczej, indywidualnie. Uważam, że zdjęcie pokazujące emocje jest dużo lepszą pamiątką niż wykonane poprawnie technicznie, ale bez wyrazu, martwe. Choć oczywiście jakość zdjęcia jest dla mnie równie ważna.

M.M.: Co powiedziałaby Pani innym kobietom, które marzą o rozpoczęciu swojej działalności, a wahają się, czy postawić ten pierwszy krok?

M.S.: Myślę, że jeśli ktoś wie, co chce robić, jeśli nie jest to jakiś kaprys ani chwilowa fascynacja – to trzeba próbować. Czasem jest tak – jak w moim przypadku – że jest to coś, co zawsze robiliśmy, tylko do tej pory nie przerodziło się to w pracę zawodową.

Żyje się tylko raz i jeśli nie spróbujemy, nigdy się nie przekonamy. Nikt niestety nie da nam gwarancji, że dany pomysł uda się zrealizować, że się powiedzie. Myślę natomiast, że rozgoryczenie z powodu tego, że się nie spróbowało, jest dużo gorsze niż poczucie, że się nie udało. Nawet, jeśli za dwa lata będę robiła coś innego (choć mam nadzieję, że nie), to ze świadomością, że spróbowałam.

Poza tym, zawsze można wrócić do momentu, w którym byliśmy, lepiej lub gorzej, ale jakoś się odnajdziemy. Uważam, że jeśli ktoś lubi coś robić to trzeba to pielęgnować, szukać inspiracji, a także ludzi wokół siebie, którzy będą nas wspierać. Mnie od początku wspiera mój mąż, wierzy we mnie, kibicuje mi i pomaga. Uważam, że warto próbować – zawsze.

M.M.: A jakie ma Pani plany na najbliższą przyszłość?

M.S.: Przede wszystkim chciałabym pokazać się w Mosinie i okolicy, poznać mieszkańców, lokalną społeczność – mimo, że mieszkam w Rogalinku już dziewięć lat, nie było mnie tutaj, większość czasu pochłaniała praca i dojazdy do niej.

W przyszłym roku planuję też studia podyplomowe, które pozwolą mi usystematyzować wiedzę teoretyczną i poznać historię fotografii. Warsztaty, ukierunkowane tematycznie na określone rodzaje fotografii, jak fotografia kulinarna, portretowa itd. – to są zwykle zajęcia dwudniowe, skupione wokół jednego tematu. Natomiast roczne, podyplomowe studia pozwolą mi spojrzeć na fotografię jako całość.

Zamierzam też realizować kolejne rodzaje sesji, próbować różnych tematów, rozwijać się i szukać swojego nurtu. Poza tym mam plany stricte marketingowe, jak chociażby utworzenie strony internetowej; w tej chwili skończyłam projektować wizytówki, pracuję nad ulotkami – wszystko po to, by móc dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców. Mam nadzieję, że będę mogła coraz intensywniej działać lokalnie, tym bardziej, że mamy wokół siebie piękne okolice, plener jest właściwie w zasięgu ręki :)

Ważne jest to, że wiem, co chcę robić i że to się układa w pewne, konkretne kroki. Wiem, że na wszystko potrzeba czasu i nic nie wydarzy się nagle. Jak w każdej branży jest też konkurencja, ale mam nadzieję, że wśród szerokiego grona odbiorców znajdzie się grupa, która wybierze właśnie mnie :)

M.M.: Życzę zatem dalszego rozwoju, sukcesów oraz nieustającego entuzjazmu i zapału do pracy. Bardzo dziękuję za rozmowę.


Kontakt: Małgorzata Sobczak

mail: foto@malgorzatasobczak.pl

FB: @malgorzatasobczakfotografia

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.5/10 (Głosujących: 11)
Z cyklu "Sukces w szpilkach": "Mam pracę, która daje radość ludziom", 8.5 out of 10 based on 11 ratings

Marta Mrowińska

redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Skomentuj