Wojtek Pierzchalski | wtorek, 9 Cze, 2020 | komentarze 2

Gdzie jest Gosia? Trop urywa się w Rogalinku

Małgorzata Stankowska wyszła z domu 22 grudnia 2000 roku. Po świętach miała jechać z koleżanką do Barcelony. To miała być wycieczka życia dla 22-letniej Gosi. Dziewczyna jednak już nigdy nie wróciła do domu.

Jest 22 grudnia 2000 roku, okolice godziny 16. Gosia Stanowska wychodzi ze swojej pracy w jednej z poznańskich firm. Zbliżają się święta, które ma spędzić w swoim domu w Stęszewie z rodzicami. W jej pokoju czekają już spakowane walizki na wyjazd do Barcelony. Sylwestra Gosia postanowiła spędzić ze swoją przyjaciółką w stolicy Katalonii, miały wyjechać w drugie święto.

Gdzie jest Gosia?

Gdy Małgosia nie zjawia się w domu godzinę po pracy, jej rodzice zaczynają się denerwować. Dzwonią do córki, ale ta nie odbiera. Jak wspominają, Gosia zawsze ich informowała, gdy zmieniała plany. Tego dnia miała wrócić do domu od razu po pracy, by pomóc mamie w przygotowaniach do świąt. Jeszcze tego samego wieczoru w lesie pomiędzy Rogalinem a Świątnikami przechodnie znajdują spalony samochód. To Fiat Cinquecento Gosi.

Dzień później policja zaczyna szukać 22-letniej dziewczyny. Poszukiwania są trudne – w międzyczasie spadł śnieg, zrobiło się zimno. Pomagają sąsiedzi Małgosi i znajomi, przeczesują las w pobliżu znalezienia wraku samochodu. Po świątecznej atmosferze w domu dziewczyny nie ma już śladu, wszyscy myślą, co się stało z Gosią.

– Sama już nie wiem, co mam myśleć – mówiła wtedy prasie matka Małgosi – Policja nic konkretnego nie mówi, detektyw też. Ja jednak ciągle wierzę, że córka wróci… – płacze. Rodzice Gosi postanowili o los córki spytać jasnowidzów. – Jeden od razu powiedział, że Gosia nie żyje, inny twierdzi, że jest 700 km stąd, że jest w kiepskim stanie, ma chore serce i nerki. Nigdy wcześniej nie miała problemów z sercem… – opowiada matka Małgosi. Rodzinie pomagał też detektyw Rutkowski, w tamtych czasach cieszący się jeszcze renomą. Wskazywał na możliwość porwania dziewczyny przez handlarzy ludzi, miała trafić do Niemiec. Trop jednak okazał się fałszywy.

„Wtedy to się wku***łem”

Z dnia na dzień malały szanse na odnalezienie dziewczyny. Brat Gosi zaniósł do telewizji jej zdjęcia z prośbą o publikację. – Mamy dużo jej zdjęć, bo próbowała swoich sił jako modelka – mówiła mama Małgosi – Taka była odważna. Ufała ludziom. Zdarzało się, że zabierała autostopowiczów, sama też czasami tak podróżowała. Teraz, gdy wróci, pewnie będzie się bać wszystkiego i wszystkich – dodaje.

Na trop dziewczyny policji udaje się trafić trzy tygodnie po jej zniknięciu. Namierzono telefon 22-latki. Jego właścicielem jest mężczyzna, który komórkę kupił od Ryszarda Jęcha. Śledczy dotarli do mężczyzny, a ten przyznał się do udziału w porwaniu Małgosi. Jęch wskazał, że zabójcą dziewczyny jest Sebastian Sobala – chłopak przyjaciółki, z którą Gosia miała pojechać do Barcelony.

Gosia i jej przyjaciółka były niemal nierozłączne. Dużo czasu spędzały razem, a to się nie podobało Sebastianowi Sobali, który wymagał od swojej dziewczyny więcej uwagi. 25-latek nie znosił Małgosi. Wpadł w szał, gdy dowiedział się, że przyjaciółki planują wyjazd na sylwestra do Barcelony. Miał na ten dzień inne plany, mieli pójść z koleżanką Gosi na dyskotekę. – Wtedy to się naprawdę wku***łem – mówił podczas późniejszych przesłuchań. Tę złość śledczy podawali później jako motyw zabójstwa.

Lewą ręką trzymałem ją za włosy, a w prawej miałem nóż”

Po zatrzymaniu mężczyzn przez policję, żaden z nich nie przyznawał się do zabójstwa 22-latki. Sobala twierdził, że dziewczynę przekazał sutenerom. Jęch natomiast zeznawał, że działał na zlecenie ludzi, których tożsamości nie może ujawnić, bo inaczej zginie z ich rąk. Ale to on pierwszy nie wytrzymał i w zeznaniach ze szczegółami opowiedział o tym, co się stało 22 grudnia.

Sebastian Sobala z Ryszardem Jęchem znali rozkład dnia ofiary. Zaczepili ją w banku, tłumacząc się zepsutym samochodem i prosząc o podwózkę. Małgosia nie widziała powodu, by mężczyznom odmówić pomocy. To właśnie w samochodzie Sobala i Jęch zaatakowali Gosię. Pobitą dziewczynę skrępowali i rzucili na tylne siedzenie. Zawieźli ją do warsztatu Sobali w Komornikach. Tam, w piwnicy, postanowili „rozprawić się” z 22-letnią dziewczyną.

– Chciałem ją tam zamknąć. Wewnątrz piwnicy kompletnie zacząłem szaleć (…), uderzyłem ją pięścią w brzuch i wydaje mi się na pewno, że Rychu ją kopnął. Chwyciłem ją za włosy. Lewą ręką trzymałem ją za włosy, a w prawej miałem nóż (…) i dźgnąłem ją w szyję – zeznawał Sobala.

Jeszcze tego samego dnia mężczyźni pozbyli się ciała dziewczyny. Zawinięte w stary dywan zrzucili z mostu w Rogalinku do Warty. Później zostawili jej samochód w okolicach Świątnik i podpalili, by zatrzeć ślady. Po wszystkim Sebastian Sobala odwiedził swoją dziewczynę, z zeznań wiadomo, że zachowywał się normalnie. W następnych dniach brał nawet udział w poszukiwaniach Małgosi.

Same poszlaki

Sobala w trakcie przesłuchań przyznał się do zabójstwa Małgosi Stankowskiej. Później jednak odwołał swoje zeznania, twierdząc, że wymusili je biciem policjanci. Jego kolega Ryszard Jęch miał w sądzie nawet świadka, który przyznał, że podczas przesłuchania miało dojść do pobicia mężczyzny. Sąd jednak w to nie uwierzył.

Cały proces miał charakter poszlakowy. Sebastian Sobala piwnicę warsztatu zalał ropą, co uniemożliwiło śledczym zebranie materiału genetycznego. Technicy co prawda zabezpieczyli w warsztacie krew, ale nie było pewności, że to Małgosi.

Kluczowe dla sprawy miały być opinie biegłych. Opinie biegłych wyrażają ich pogląd na daną sprawę i zazwyczaj są oparte na pewnym przypuszczeniu, na przyjęciu prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzenia – mówił Głosowi Wielkopolskiemu prokurator Roman Szymanowski, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa. – Nie mam żadnych wątpliwości, że Sobala zabił. To człowiek bezwzględny, który był zdolny do popełnienia takiego czynu – zapewniał.

Policjanci prowadzący śledztwo wypowiadali się w podobnym tonie. – Zatrzymaliśmy go, bo otrzymaliśmy bardzo wiarygodne informacje wskazujące, że jest mordercą. On udawał niewiniątko, ale szybko przyznał się do winy. Nic nie wiem o tym, by miał być bity. Potem odwołał swoje wyjaśnienia. Z kolei jego wspólnik, Ryszard J., szybko się rozkleił. I to nie wskutek bicia. Po prostu przestraszył się konsekwencji za współudział w morderstwie. – mówił jeden z śledczych.

Małgosia nadal poszukiwana

Akt oskarżenia przeciwko mężczyznom oparto na analizie połączeń telefonicznych, przeprowadzonych przez sprawców z telefonu komórkowego ofiary już po jej zabiciu oraz na przyznaniu się do zbrodni obu oskarżonych w początkowej fazie śledztwa. Sobala w 2004 roku został skazany na dożywotnie więzienie z możliwością warunkowego zwolnienia po 30 latach. Jego kolega Ryszard Jęch został skazany na 6 lat pozbawienia wolności za pomoc w zabójstwie.

Ciała Małgosi jednak do dzisiaj nie odnaleziono. Zdaniem nurków nie mogło ono przemieścić poza obszar poszukiwań. Wg prof. Adama Choińskiego z UAM jednak mogło tak się zdarzyć przez podwyższony wtedy poziom rzeki.

To właśnie nie odnalezienie do dzisiaj ciała 22-latki wg Sebastiana Sobali ma przesądzać o jego niewinności. Sprawa trafiła nawet do Rzecznika Praw Obywatelskich, jednak ten nie znalazł przesłanek, by wnosić o kasację wyroku do Sądu Najwyższego. Pomimo prawomocnych wyroków skazujących za zabójstwo, dziewczyna nadal znajduje się w bazie danych fundacji „Itaka” jako zaginiona.

Małgosia nie ma swojego grobu w rodzinnym Stęszewie. – A dlaczego mielibyśmy wyprawić Gosi pogrzeb? Nie ma przecież jej ciała, a ja wciąż mam nadzieję, że ona żyje. – mówiła w 2010 roku Głosowi Wielkopolskiemu jej matka.

20 lat po zaginięciu Małgosi, na stronie fundacji “Itaka” nadal znajdziemy informacje, że dziewczyna jest zaginiona. Dzisiaj miałaby 42 lata.

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 10.0/10 (Głosujących: 5)
Gdzie jest Gosia? Trop urywa się w Rogalinku, 10.0 out of 10 based on 5 ratings

Komentarze (2)

  • Kvartz
    wtorek, 9 Cze, 2020, 20:31:25 |

    Przerażająca historia! :( Czyli ten drugi miły pan już dawno wyszedł z więzienia i znajduje się wśród nas tak? A zwyrodnialec który poderżnął gardło dziewczynie która chciała mu pomóc z samochodem wyjdzie za 14 lat jeśli będzie grzeczny? W takich chwilach nie czuję ani krzty dumy z tego, że jestem człowiekiem. Smutne. Po prostu, zwyczajnie przygnębiające :(

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +3 (Głosujących: 3)
  • Kvartz
    wtorek, 9 Cze, 2020, 20:34:40 |

    To jeśli już jesteśmy przy tak traumatycznych historiach to polecam zapoznać się też z tym materiałem. Chodzi o sprawę sprzed lat z Rosnówka koło Stęszewa: https://youtu.be/EE6gHIlrKSA

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +3 (Głosujących: 3)

Skomentuj