Salon VW Berdychowski Osa Nieruchomości Mosina - działki, mieszkania, domy Wiosenny repertuar trendów w Starym Browarze
Magdalena Zgrzeba | piątek, 10 mar, 2023 | komentarzy 11

Nie oglądajmy się na patos, który przykrywa nam prawdę

„Książka ta powstała, ponieważ prędzej czy później powstać musiała”. Takim słowem wstępu rozpoczyna swoją kolejną, trzecią już publikację historyczną Wojciech Czeski. Jest ona wynikiem kilkuletnich badań i przemyśleń, z których ułamkiem mogli się już zapoznać w ostatnich latach nasi Czytelnicy. „Polska powstająca” zamyka tryptyk, przedstawiający nieopisane dotąd wydarzenia, które miały miejsce w naszym regionie podczas Wiosny Ludów.

– Ta książka jest uzupełnieniem dwóch poprzednich – tłumaczy autor. – Kiedy napisałem pierwszą książkę o Jakubie Krauthoferze, wiedziałem już, że brakuje takiej pozycji jak ta, którą trzymamy w ręku. Wiedziałem, że kiedyś, gdy przyjdzie na to czas, powstanie to opracowanie, i nastąpiło to już po dwóch latach – opowiada Wojciech Czeski. Jak dotąd nie zostało wydane całościowe, kompleksowe spojrzenie na wydarzenia związane z powstaniem roku 1848 w naszych okolicach. – Uznałem, że trzeba to zrobić inaczej niż do tej pory: przede wszystkim dotrzeć do kwintesencji tych wydarzeń i je przedstawić, a następnie umocować w kontekście historycznym – tłumaczy autor.

Wojciech Czeski przyznaje, że w najnowszej publikacji zdecydowanie poszedł w jakość, a nie ilość tekstu. Są w niej zawarte informacje, które dotąd nie zostały nigdzie opisane, a w trakcie przeszukiwania źródeł niektóre z nich dosłownie zwaliły autora z nóg. – Najważniejsze jest to, co na okładce: pieczęć z napisem „Polska powstająca” – tłumaczy autor. – Wiedziałem, że ona istnieje, gdzieś się pojawiała wzmianka o tej pieczęci, ale nikt jej dokładnie nie opisał, ani nie opublikował choćby jej zarysu. Kiedy ją zobaczyłem, a praktycznie dotknąłem ją w oryginale, przybitą przez Jakuba Krauthofera, poczułem się, jakbym wygrał główną nagrodę na loterii. To takiego kalibru odkrycie dla mnie. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi to nic fascynującego, ale dla mnie to postawienie kropki nad i – tłumaczy Wojciech.

Pieczęć odnaleziona została pomiędzy innymi materiałami, w Bibliotece Kórnickiej PAN. – To była kartka z rozkazem, którą wydał Jakub Krauthofer do sołtysa wsi Górka. Odnalazłem ją w materiałach dotyczących hrabiego Tytusa Działyńskiego, który był właścicielem Trzebawia, Górki i okolicznych wsi – opowiada z nieukrywaną radością autor publikacji. W książce można odnaleźć między innymi opis potyczki pod Śremem, która odbyła się 6 maja 1848, a dotąd nie była nigdzie szerzej opisana. – Udało mi się ustalić, dokładnie nazwę i pochodzenie batalionu pruskiego, który przemaszerował do Śremu – opowiada Wojciech Czeski. – Moim zdaniem najbardziej szokujący jest fragment o pacyfikacji Górki i Trzebawia. Nie będę zdradzał szczegółów, ale jest to fragment, który poleciłbym szczególnej uwadze osobom, które tam mają rodzinę, albo tam mieszkają: w książce pojawiają się nazwiska i imiona osób, które można zidentyfikować jako własnych krewnych. Niektóre opisy są naprawdę wstrząsające. Kapitalne były także wspomnienia tamtejszego kowala, który pisał do hrabiego Działyńskiego, skarżąc się, co mu ukradli i zniszczyli w trakcie potyczki: dokładnie wszystko wyliczył, bo chciał uzyskać odszkodowanie. Mamy dzięki temu dokładny obraz tego, co tam się działo. Skrupulatnie wyliczone przedmioty, które zostały skradzione lub zniszczone: począwszy od pościeli i koszul nocnych, przez sprzęt kowalski po informacje o tym, ile kóz zginęło. A wszystko to wyliczone w talarach i opisane, co zniszczyli powstańcy, ile Prusacy, a ile inni, którzy skorzystali z zamieszania i postanowili ukraść kilka rzeczy – wylicza autor.

– To jest niesamowite, bo my, kiedy słyszymy o powstaniu, wyobrażamy sobie podniosłe chwile, wszyscy śpiewają „Mazurka Dąbrowskiego”… A nawet w oficjalnych raportach bardzo wysoko postawionych urzędników można znaleźć informacje, że „pomimo tego, że powstańców już nie ma, nadal grasują bandy, które zagrażają własności prywatnej”, niejako łącząc kradzieże z powstaniem. Moim celem głównym było pokazanie tych wydarzeń właśnie takimi, jakie były. Nie oglądam się na patos, który jest bardzo powszechny i często przykrywa nam prawdę – przyznaje Wojciech Czeski. – Walczę z nazwą „Rzeczpospolita Mosińska”, moja książka jest argumentem za tym, że coś takiego istniało. Zamiast tego była „Polska powstająca”. Jeśli władca posługuje się pieczęcią, to jest ona dla niego manifestacją władzy i symbolem politycznym. Jeśli na pieczęci nie ma napisu „Rzeczpospolita Mosińska”, to znaczy, że nie istniała. To nie kwestia mojego zdania, a analizy faktów. Ta nazwa to złośliwość publicystyczna Ludwika Mierosławskiego, która powstała kilkanaście lat po tych wydarzeniach. Napisał to tylko po to, żeby ponabijać się z Krauthofera – tłumaczy autor publikacji.

Książkę „Polska powstająca. Aktywność powstańców na terenie gmin: Mosina, Stęszew, Kórnik i Śrem w dniach 1-11 maja 1848 roku” autorstwa Wojciecha Czeskiego można wypożyczyć w Mosińskiej Bibliotece Publicznej lub kupić w naszej redakcji przy ul. Wawrzyniaka 9.

Najnowsza książka autorstwa Wojciecha Czeskiego jest uzupełnieniem dwóch poprzednich. Wszystkie dostępne są w naszej redakcji.

Wasze komentarze (11)

  • Płotka
    piątek, 10 mar, 2023, 11:36:22 |

    Jeżeli Mierosławski nabija się z Krauthofera, to Rada Miejska nabija się z ….. ?
    Czy ktoś z Rady Miejskiej przemówi wreszcie w tej sprawie ?
    Rada tak bardzo lubi zajmować stanowiska w sprawach które nie należą do jej sfery zainteresowań. Ta akurat sprawa to kwestia wiarygodności Rady i kwestia przyzwoitości wobec zgłaszanych kandydatur do uhonorowania ,,Medalem,,.

    12
    1
  • Gość
    piątek, 10 mar, 2023, 14:06:25 |

    Jak dla mnie „Demagog poznański” to bardzo słaba książka, napisana w sposób rozwlekły i nudny. W pewnym momencie zacząłem liczyć powtórzenia zaimka ów, owego – których autor nadużywa z wielką pasją.
    Oczywiście należy się wielki szacunek za chęci i ogrom wykonanej pracy, jednak jakość przekazu również jest niezmiernie ważna.

    4
    4
  • Gość
    piątek, 10 mar, 2023, 14:07:11 |

    Dajcie pokój RM oni i tak robią więcej niż być powinni.

    11
    • taplam się w błocie
      piątek, 10 mar, 2023, 17:29:22 |

      @gosć – a mażesz tak konkretnie coś więcej o tej RM i jej robocie? Bo ja nie za bardzo widzę merytorykę w jej obradach.

  • Rozumiem, a może nie
    piątek, 10 mar, 2023, 21:38:58 |

    Walczę z nazwą „Rzeczpospolita Mosińska”, moja książka jest argumentem za tym, że coś takiego istniało. Zamiast tego była „Polska powstająca”- czy tak ma być? Istniało , czy nie…

    • ?
      piątek, 10 mar, 2023, 21:43:31 |

      No właśnie, to samo zauważyłem. Tam się chyba jakieś przejęzyczenie zdarzyło. Redakcjo, czy nie powinna być korekta?

  • karp
    sobota, 11 mar, 2023, 11:19:35 |

    Nie będąc biegłym z historii,słowo patos kojarzy mi się z jednym zdjęciem.Na nim był natenczas burmistrz,były radny kluczowy przebrany chyba za szewca, który w butach chodzi
    i jedna obecna radna.Właściwie trzech patosów na jednym zdjęciu.

    6
    3
  • Płotka
    sobota, 11 mar, 2023, 11:57:13 |

    @karp – czy masz na myśli radną, która odmawiając przyjęcia kandydatury na przewodniczącą rady powiedziała, że ,,..budżet jest dla niej bezcenny,, ?

  • karp
    niedziela, 12 mar, 2023, 12:10:19 |

    Nie,radna patosowa zgłosiła kandydaturę,ale nie pamiętam już czy radnego Kleibra czy radnej Mani. Spodobały się jej różne ustawki z czasów patologicznych Waldemarów i chciałaby kontynuacji.Zawsze musi przy kimś stać.
    Wydaje mi się,że nie bardzo wiedząc o co kaman w Rzeczpospolitej Mosińskiej,stanęła do zdjęcia przy Mielochu,jako lokalna atrakcja turystyczna.

    4
    2
  • Płotka
    niedziela, 12 mar, 2023, 13:17:56 |

    Karp, masz rację, to była radna patosowa. Kleibra zgłosiła Czarna Mamba.
    Dla mnie dużym nietaktem było pominiecie wśród kandydatur radnego Marciniaka. To powinna być pierwsza, zgłoszona kandydatura.

    2
    5
  • GOŚĆ
    niedziela, 12 mar, 2023, 13:50:35 |

    Panie Wojciechu. Może nadszedł już czas, by odbrązowić postać Kazimierza Raczyńskiego? Może przy okazji dowiemy się, jak to caryca, król pruski oraz cesarz austrowęgierski w podzęce za zasłudi rzeczonego, łożyli na wspaniałą rezydencję w Rogalinie. Zapewniam, że jest o czym pisać.

    11

Skomentuj