Strona główna / Aktualności / „Diabeł wcielony” – tkwi w szczegółach

„Diabeł wcielony” – tkwi w szczegółach

Podczas tegorocznego FESTTeatru mogliśmy zobaczyć nową premierę mosińskiego Teatru bez Kurtyny pod tytułem „Diabeł wcielony” w reżyserii Ajżany Prendke.
Jak poradzili sobie mosińscy aktorzy, których trudno nazwać amatorami? Czy ten spektakl to… bomba atomowa?

Od szczegółów

Spektakl nie jest długi – a przynajmniej taki się nie wydaje. Trzech aktorów: Magdalena Kaczmarek, Michał Staniszewski i Przemysław Hoffman odtwarzają na scenie nierealną sytuację sprzedaży bomby atomowej, a muzyk, Maciej Szulc, funkcjonuje jako… krowa i jednocześnie zapewnia oprawę muzyczną na żywo.

Zacznijmy od tej broni masowej zagłady, bo to wokół niej kręci się cała historia. Przygotowana przez Alicję Adamską duża czarna kula natychmiast przyciąga wzrok każdego widza. To jednocześnie najbardziej rozbudowany element scenografii i kluczowy rekwizyt.

Ta trójka aktorów nie potrzebuje jednak więcej ozdób, by swoją grą powalić widza na kolana. Pomimo bardzo krótkiego czasu przygotowań — około czterech miesięcy — otrzymaliśmy spektakl wysokich lotów. Aktorzy wchodzą w swoje postaci, wkładając w nie całe serce i ożywiając je na scenie. Gdyby nie absurdalna sytuacja przedstawiona w sztuce, sprzedaż bomby atomowej rolnikowi, można by pomyśleć, że oglądamy fragment dokumentu o bohaterach.

A muzyka? Grana na żywo zmienia cały spektakl. Zwykła gitara w rękach Macieja Szulca uwydatnia emocje, staje się ich towarzyszką i powierniczką. A czasem, jeśli wymaga tego scena, także krową.

Scena z "Diabła wcielonego" Teatru bez Kurtyny źródło: Mosiński Ośrodek Kultury
Scena z „Diabła wcielonego” Teatru bez Kurtyny
źródło: Mosiński Ośrodek Kultury

Przez ogół

Jeśli mówić o opinii publiczności, wystarczy wspomnieć o oklaskach na zakończenie: głośnych, okraszonych wiwatami i… na stojąco. Teatr bez Kurtyny kolejny raz udowodnił, że potrafi stworzyć coś, co porwie całą widownię.

To spektakl, który łączy dwa bardzo ważne elementy. Po pierwsze — dramat, opowiadający o moralności człowieka i naszej wrodzonej zawiści, gdy komuś powodzi się lepiej. Po drugie — komedię. Najlepsze moralizowanie to takie, przy którym możemy się pośmiać; dzięki temu nie czujemy, że ktoś próbuje nas czegoś na siłę nauczyć. A tego nikt nie lubi.

Scena z "Diabła wcielonego" Teatru bez Kurtyny źródło: Mosiński Ośrodek Kultury
Scena z „Diabła wcielonego” Teatru bez Kurtyny
źródło: Mosiński Ośrodek Kultury

Do zakończenia

Kolejna premiera Teatru bez Kurtyny okazała się sukcesem. Może to sprawka jakiegoś diabła lub sługi grającego na dwa fronty? Raczej nie — to przede wszystkim ciężka praca aktorów, reżyserki i wszystkich zaangażowanych w spektakl. Twórcom należą się gratulacje.

Czy to jednak koniec? Bomba wybuchła (a może i nie?) i szansa na zobaczenie „Diabła wcielonego” przepadła?
Na szczęście nie! Pewien ptaszek wyćwierkał nam, że „Sługa dwóch panów” zostanie ponownie zagrany w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy — będzie więc okazja połączyć przyjemne z pożytecznym — a „Diabeł wcielony” ma powrócić na scenę w okresie ferii, w lutym.

Autor Jan Kaczmarek

Sprawdź również

Spektakl "Igraszki z diabłem" ASZ Teatr źródło: Małgorzata Witt

FESTTeatr od kuchni – bo to nie tylko aktorzy

Chociaż mosińskie święto teatru już za nami, nie oznacza to, że nie warto o nim …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *