Strona główna / Aktualności / Mosiński teatr kurtyny nie potrzebuje – recenzja „Sługi dwóch Panów” Teatru bez Kurtyny

Mosiński teatr kurtyny nie potrzebuje – recenzja „Sługi dwóch Panów” Teatru bez Kurtyny

Ile trzeba zapłacić za bilet by obejrzeć sztukę na wysokim poziomie? Sto złoty za gorsze miejsce? Czasami dwieście, w miejscu gdzie widzimy chociaż kawałek sceny? Albo… trzydzieści pięć (lub trzydzieści dla wtajemniczonych). Dokładnie tyle kosztował mnie bilet na „Sługę dwóch Panów” Teatru bez Kurtyny w Mosinie. Czy było warto?

O rzeczach martwych słów kilka

 Zacznijmy od tego, że spektakl ten w reżyserii Ajżany Prendke, zadebiutował na scenie Mosińskiego Ośrodka Kultury w maju tego roku. Od razu przyciągnął wielu zainteresowanych. Ja jednak wybrałem go z innego powodu – grany był dziewiętnastego września, w dość ważną dla mnie datę. Więc tak się złożyło, że wylądowałem na zatłoczonej po brzegi dużej sali ośrodka kultury w przyciasnawym golfie.

Czym jest ten tekst? „Sługa dwóch Panów” to tzw. Commedia dell’arte, autorstwa Carla Goldoniego. Cechuje się obecnością masek i kostiumów, a także przerysowanej gry aktorskiej i komizmu sytuacyjnego. Był to teatr uliczny, żywy i bliski widzowi, mający bawić zarówno prostych ludzi, jak i wykształconą publiczność. Kostiumy, autorstwa Agi Ostrowskiej, są znakomitym dopełnieniem atmosfery pełnej śmiechu i intrygi panującej na scenie. Chociażby postać Sylwio, grana przez Przemysława Hoffmanna, kochanka gotowego bić się o swoją narzeczoną, poza różowymi naramiennikami na plecach ma cekinowy napis „love”. Większy smaczek czekał jednak tych, gotowych spojrzeć poniżej pasa… Michał Staniszewski, grający postać bogatego kupca Pantalone, miał na sobie złote buty. Niekiedy sam kostium potrafił wprawić widownie w śmiech, więc znaczy to tyle, że działa. Nieoceniona okazała się też oprawa muzyczna, autorstwa Rafała Prendke, świetnie uzupełniająca się z dynamicznymi wydarzeniami na scenie.

Zespół aktorów Teatru bez Kurtyny w Mosinie
Zespół aktorów Teatru bez Kurtyny w Mosinie
źródło: Małgorzata Sobczak

Mosina pełna liści – gdzie przecież nic nie ginie.

Nie chcę omawiać tutaj fabuły, ze względu na to by drogiemu Czytelnikowi nie odbierać niespodzianek. Wspomnę jednak o humorze. Bo komedie dzielą się na dwa typy. Mamy te, które raczej żenują sucharami i żartami o kupie, oraz te dobre – bawiące zachowaniami bohaterów, przerysowanymi reakcjami czy grami słownymi. Nowa sztuka Teatru bez Kurtyny zdecydowanie wpasowuje się w tą drugą kategorię. No bo jak tu nie śmiać się z dorosłego mężczyzny cieszącego się jak dziecko lub z głównego bohatera cały czas próbującego namówić jednego ze swoich panów na obiad. Żarty i ogólny humor tej sztuki nie wymaga zniżania się do żartów o odchodach ani nie są wyszukanymi żartami wyższych sfer (dla tych co spektakl widzieli, powiem że żartami dla ludzi z Puszczykowa). A tak się złożyło, że i nawet Mosinie się oberwało.

 

O aktorach żywych – bo martwych nie było.

Niczym jest jednak sztuka bez aktora. Zły aktor może zepsuć nawet najlepszy spektakl, szkoda jednak, że nie działa to w drugą stronę. Pierwszą moją myślą po zakończeniu komedii było „Jezu, skąd się wzięli ci ludzie?” – w najbardziej pozytywnym tego zdania znaczeniu. Każdy, od głównej roli po chórek stanął na wysokości zadania tak, że widz mógł pomyśleć, że przeniósł się do krakowskiego teatru im. Juliusza Słowackiego. Szczególne gratulacje należą się tutaj Marcinowi Niemczewskiemu, grającemu postać sługi dwóch panów Truffaldino. Jego ekspresja emocji w połączeniu z żywymi ruchami nadawały tej postaci charakterystycznej tożsamości. Ale była to niezwykła wersja widowiska, ponieważ grał on ze złamaną ręką w gipsie, a pomimo tego przeróżne akrobacje nie sprawiały mu problemu.

Żeby nie było, pan Niemczewski nie niósł spektaklu na swoich plecach. Robił to wspólnie cały zespół. Każdy z nich pokazał, według mnie, klasę na najwyższym poziomie – co najmniej jakby robili to całe życie.

Truffaldino - główny bohater spektaklu grany przez Marcina Niemczewskiego źródło: Małgorzata Sobczak
Truffaldino – główny bohater spektaklu grany przez Marcina Niemczewskiego
źródło: Małgorzata Sobczak

Ploteczki, ploteczki i… kurtyna!

 Jak wspomniałem w tytule, mosińskiemu teatrowi kurtyna niepotrzebna. Bo tylko wygłuszałaby te owacje na stojąco po zakończeniu. A artystę trzeba docenić i są na to dwa sposoby. Pierwszy z nich to te owacje na stojąco. Drugi z nich, to stworzenie sytuacji, w której widownia tak się zapełniła, że należy dokładać dodatkowe krzesełka. Obie z tych sytuacji obserwowałem tamtego dnia. I co? Myślę że słusznie. Cały zespół aktorów wraz z reżyserką, scenografami i technikami pokazali nam spektakl, który równie dobrze mógłby być wystawiany na deskach wielkich teatrów i ściągać steki jak nie tysiące. Po tym co zobaczyłem, nigdy nie zawaham się nazwać Teatru bez Kurtyny amatorską grupą, bo zasługują na miano profesjonalistów. Żeby być obiektywnym dopowiem jeden minus, który i tak ciężko mi było znaleźć. Nie jest to błąd trupy, broń Boże! Chciałbym tylko organizatorów poprosić o trochę większą wentylację widowni, bo zemdleć będzie można nie tylko ze śmiechu!

Dla tych, którzy już stoją w miejscach startowych by pisać komentarze „a będą jeszcze grali?” uspokajam. Ze sprawdzonych źródeł dotarły mnie informacje, że w październiku w MOKu znów usłyszymy śmiech i oklaski – bo to nie koniec „Sługi dwóch Panów”. Tylko dopiero początek.

Autor Jan Kaczmarek

Sprawdź również

Dwa brązowe pojemniki o pojemności 120 litrów na bioodpady: osobno „BIO – kuchenne” i „BIO – ogrodowe”, zgodnie z nowymi zasadami obowiązującymi od 2026 roku

Dwa pojemniki zamiast jednego. Nowe zasady zbiórki bioodpadów w gminie Mosina

Od 1 stycznia 2026 r. w gminie Mosina obowiązuje nowy system zbierania bioodpadów oraz zmienione …

Jeden komentarz

  1. Bo kto w lecie w golfie chodzi ;)

    2
    1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *