Pierwszą myślą, gdy trzeba jakiegoś psa odstawić w bezpieczne miejsce, jest zazwyczaj schronisko w Gaju. I chociaż jest ono bliższe — o kilka kilometrów — to nie tam trafiają zwierzęta z naszej gminy. Miejscem przeznaczonym dla nich jest Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. A co kryje się za tą nazwą, nieznaną każdemu mieszkańcowi Mosiny?
Krótka historia i trochę liczb
Schronisko dla Zwierząt w Skałowie to ośrodek powstały w 2015 roku z inicjatywy 11 podpoznańskich gmin, w tym gminy Mosina. Obecnie pracuje w nim 19 osób oraz około 50 wolontariuszy. Ich liczba jest zmienna — nie każdy udziela się codziennie — jednak stanowią oni niezastąpioną pomoc w opiece nad zwierzętami.
W schronisku przebywa około 110 psów i około 90 kotów. Niektóre z nich są świeżo po przyjeździe, inne zadomowiły się tu na dłużej. W momencie mojego przyjazdu do ośrodka jeden pies został przywieziony, a dwa koty znalazły nowe domy — na szczęście adopcje wciąż się udają.

Ludzie ze złotym sercem i świąteczna gorączka
Spotykam się z kierownikiem ośrodka, Robertem Lampasiakiem, oraz panią Karoliną Rożek przy herbacie w jednym z niewielu biur w budynku. Poza pytaniami o liczby interesują mnie przede wszystkim potrzeby schroniska, które na co dzień opiekuje się tak wieloma zwierzętami.
Kierownik uspokaja moje obawy, zapewniając, że w okresie świątecznym liczba darów od mieszkańców zawsze wzrasta. Karmy, koce czy legowiska — tego zazwyczaj nie brakuje. Jak sam podkreśla, jedynym prawdziwym deficytem jest dom dla podopiecznych.
Z tego powodu rozmowa naturalnie schodzi na temat świąt, kiedy to niektórzy decydują się podarować dziecku zwierzę jako prezent. W Skałowie adopcja jest procesem. Każda osoba zainteresowana przyjęciem psa lub kota przechodzi spotkania zapoznawcze, podczas których obserwowane jest zarówno zachowanie zwierzęcia, jak i potencjalnego opiekuna. Pani Karolina Rożek dodaje, że takie procedury pozwalają znacząco ograniczyć liczbę powrotów. W tym roku tylko trzy psy wróciły z adopcji — na tle statystyk innych schronisk to bardzo dobry wynik.

Ośrodek od środka
Po rozmowie z kierownictwem zostaję oprowadzony po obiekcie przez jedną z byłych wolontariuszek, a dziś już pracowniczkę schroniska. Zaczynamy od psów.
W chwili wejścia do pawilonu cisza zamienia się w dziesiątki psich głosów — szczekanie przestraszonych, zestresowanych zwierząt, ale też takich, które reagują na hałas innych. Większość psów ma własną, wydzieloną przestrzeń, a przy każdym boksie znajduje się kartka z imieniem zwierzęcia oraz istotnymi informacjami, na przykład dotyczącymi diety czy zachowań agresywnych. To ogromne ułatwienie dla wolontariuszy wyprowadzających psy na spacery i zajmujących się nimi na co dzień.
Następnie przychodzi czas na koty. Jako kociarz muszę przyznać, że widok ten ściskał serce.
Razem z moją przewodniczką zaczynamy od kociego „przedszkola”, a kończymy na tzw. domu starców. Choć z żadnym z psów nie miałem bliższego kontaktu, część kotów była na tyle odważna, by podejść i otrzeć się o nogi. Większość zwierząt w ośrodku jest jednak nieufna wobec człowieka — czy to z powodu doznanych wcześniej krzywd, czy wrodzonej ostrożności.
Na terenie schroniska znajduje się także cmentarz dla zwierząt, krematorium, gabinety weterynaryjne oraz wybiegalnia dla psów. Każde pomieszczenie dla kotów ma natomiast dostęp do krytej wylegiwalni na zewnątrz.

Zbyt miękkie serce
Mam zbyt miękkie serce dla zwierząt, by bez emocji przebywać w takim miejscu. Widząc te koty, chciałem zabrać je wszystkie ze sobą — musiałem jednak spojrzeć na sytuację realistycznie.
Problem bezdomności zwierząt wciąż jest w Polsce aktualny. Brak powszechnego obowiązku chipowania utrudnia odnajdywanie zaginionych psów i kotów, a nieprzemyślane decyzje zakupowe sprawiają, że gdy pupil się znudzi, zostaje porzucony lub przywiązany do drzewa.
Nie warto kupować zwierząt — to jak kupować miłość. Podczas gdy tysiące stworzeń czeka w schroniskach na dom, inne traktujemy jak towar „na sprzedaż”. Dlatego zachęcam wszystkich, którzy rozważają przyjęcie zwierzaka, by po chwili refleksji zajrzeli na stronę internetową schroniska i sprawdzili, czy to właśnie tam nie czeka na nich ich przyszły przyjaciel.

Gazeta Mosińsko-Puszczykowska


Psiecko musi być rasowe i adopcja kundla nie wchodzi w rachubę. Koszt zakupu rasowego psiecka to minimum 5 tysięcy, żeby można bylo się pochwalić. Najlepiej z pseudo hodowli jakiejś psiej pasjonatki.
Wszystkim bezdomnym psiakom i kotom, życzę by jednak znalazły swojego ludzkiego towarzysza. Dobrych Świat!
Masz jakiś problem z tym? Ja od 30 paru lat mam jedną rasę psa (na ich nieszczęście będącą na liście tzw „agresywnych”). Znam ją na wylot, potrafię z nią postępować i ją wychować. Nie zamieniłbym psów tej rasy na żadną inną. I co? Tylko z fanaberii i niefrasobliwości innych, bo po pierwsze dopuścili do międzyrasowego rozmnożenia, a po drugie doprowadzili do bezdomności psa ja mam być piętnowany że nie chce takiego, jak określiłeś „kundla” tylko psa rasy z którą potrafię postępować?
I oczywiście – każda hodowla to „pseudo” hodowla… tylko skąd w takim razie biorą się te psy w schroniskach?
Są kraje, w których nie ma bezdomnych zwierząt. Tu ważne jest zapobieganie bezdomności poprzez antykoncepcję , zabiegi sterylizacji/kastracji, skupiając się na dobrostanie i zdrowiu zwierząt.
Adoptowałbym psiaka bez zastanowienia gdyby nie pazerność weterynarzy i koncernów.