Wieści, a w zasadzie skromne okruchy prasowe, dotyczące Mosiny w dobie wojen napoleońskich (datowanych od początku XIX stulecia do 1815 roku) trudno omówić bez próby powierzchownego nakreślania krajobrazu historycznego omawianego okresu. Dobrze wiemy, że od 1793 roku Wielkopolska znalazła się pod pruskim zaborem i została włączona do prowincji zwanej Prusami Południowymi. W tym samym roku zaborca sporządził inwentaryzację stanu zajętych miast – na jej podstawie wyliczono, że Mosina liczyła sobie wówczas 419 mieszkańców1. W 1800 roku w mieście znajdował się ratusz, browar miejski i komora celna.
Rada miasta zatrudniała dla bezpieczeństwa mieszkańców stróża nocnego, który zajmował się wypasaniem świń2 oraz „niemal dla całego miasta był kumem i dlatego nie można go było schwycić na przestępstwie”. Warunki bytowe dla urzędników miejskich miały być nie do pozazdroszczenia3. Od 1805 roku znajdowały się tam urzędy dóbr państwowych, sprawiedliwości i lasów, a według ówczesnego podziału administracyjnego, miasto położone było w powiecie kościańskim.
Tyle w skrócie o Mosinie w pierwszych latach pruskiego zaboru, a właściwie w okresie tak zwanych Prus Południowych. Do nazwy tej dzielnicy nawiązuje jeden z omawianych tytułów prasowych – wydawana w języku polskim w latach 1797-1806 „Gazeta Południowo-Pruska” była w zasadzie skromnym urzędowym informatorem, który ukazywał się dwa razy w tygodniu. Gazeta stanowiła zbiór lakonicznych komunikatów, obwieszczeń oraz informacji ze świata i bliższych Mosinie okolic. Płynące z jej łam wieści mogą wydawać się po latach nieco tendencyjne i sensacyjne zarazem, choć warto równocześnie zwrócić uwagę na fakt, że ze względu na skromną ilość mieszkańców oraz brak intensywnej komunikacji, Mosina znajdowała się wtedy na uboczu „światowego życia”. W celu lepszego zobrazowania tendencyjności ówczesnych (a także dzisiejszych) gazet przywołujemy trafny opis Gilberta Keitha Chestertona: „Wielka słabość prasy jako zwierciadła nowoczesnego życia polega na tym, że daje ona obraz z konieczności ograniczony do wyjątków. Jaskrawymi plakatami ogłaszamy, że ktoś spadł z rusztowania. (…) Wiadomość, że ktoś nie spadł z rusztowania, jest doprawdy większą sensacją, a przy tym mówi o wypadku tysiąc razy częstszym. Ale nikt rozsądny nie może oczekiwać od prasy, żeby mówiła o nieustannych cudach (…) Toteż cały obraz życia jest w prasie nieuchronnie sfałszowany. Figuruje w nim jedynie to, co niezwykłe”4. Przytoczone obserwacje znajdują zastosowanie zarówno w bieżącym, jak i każdym następnym odcinku „Wieści prasowych”. W cytowanych tekstach uwspółcześniliśmy gramatykę oraz ortografię.
Pierwsze podanie dotyczące Mosiny w interesującym nas okresie pochodzi z 16 czerwca 1802 roku i było niezwykle lakoniczne i sensacyjne: „W Mosinie znaleziono na polu chłopca, który rano zdrowy bydło wypędzając, paraliżem był ruszony i umarł”5. Na podstawie ksiąg metrykalnych mosińskiej parafii św. Mikołaja można łatwo ustalić tożsamość chłopca: był to 14-letni Andrzej Malicki, syn Wawrzyńca, który był z zawodu komornikiem, czyli skromnym chłopem nieposiadającym swojego domostwa. Tragiczna śmierć Andrzeja miała miejsce 11 maja 1802 roku6 i na przestrzeni kolejnych lat była w zasadzie jedynym podaniem prasowym dotyczącym Mosiny. Kolejne pochodzi dopiero z 22 listopada 1805 roku – tym razem skromne miasteczko przywołane zostało w niemieckiej prasie, ponieważ znalazło się na trasie przemarszu wojsk rosyjskich, udających się w kierunku Meklemburgii. Dzień wcześniej 11 Pułk Huzarów z miasta Izium, dowodzony przez generała majora Dorachoffa, uroczyście przemaszerował przez Poznań, dokąd przybył z Mosiny. Wojsko opisywane było jako „znakomity pułk, składający się niemal wyłącznie z doborowych młodych mężczyzn, dosiadających pięknych koni”. Po zakończonej paradzie poznańskiej, żołnierzy zajęli przydzielone im kwatery we wsiach położonych wokoło stolicy Wielkopolski7. Tym oto sposobem możemy zidentyfikować, kiedy i jakie jednostki wojskowe z Imperium Rosyjskiego znajdowały się na terenie Mosiny. Gwoli doprecyzowania należy wspomnieć, że epoka wojen napoleońskich cechowała się przemarszami wojsk francuskich, pruskich i rosyjskich przez dawne tereny Polski (w tym Mosiny), ponieważ arena działań zbrojnych obejmowała różne połacie tej części Europy. Jako przykład możemy podać słynną bitwę pod Austerlitz (2 grudnia 1805 roku), w której cesarz Napoleon Bonaparte odniósł zwycięstwo nad siłami Rosji i Austrii, wojując na terenie dzisiejszych Czech. Bitwa ta rozegrała się niecałe dwa tygodnie po poznańskiej paradzie wojskowej z 21 listopada 1805 roku. Wiemy także, że istniejący jeszcze wtedy w mieście drewniany kościół św. Stanisława został przeznaczony przez żołnierzy na skład magazynowy i pokryto go słomą8. Nie wiadomo jednak, czy wojska huzarów dowodzone przez generała majora Dorachoffa brały udział w dewastacji katolickiej świątyni.
Kolejne pochodzące z prasy wieści na temat Mosiny nie należały do szczególnie znaczących: 24 marca 1806 roku zaginęły szczegółowo opisane rzeczy z wozu poczty ordynaryjnej na stacji między Poznaniem i Mosiną: worek z kaszą, tornister z szablą i kapeluszem, paczka z woskowego płótna oraz paczka z papieru. Doniesienie kończyło się krótkim komunikatem: „kto te rzeczy do tutejszego królewskiego pocztamtu [tj. urzędu pocztowego – objaśnienie moje] odda lub doniesie, gdzie się znajdują, otrzyma przyzwoitą nagrodę”9. Z kolei na początku lipca ukazał się w lokalnej prasie list gończy za Janem Wojciechem Bautzem, „Holendrem z Czarnych Olendrów pod Grodziskiem”, który miał około 49 lat. Był on oskarżony o „umyślnie podłożony ogień”, miał się potajemnie oddalić z miejsca zdarzenia i w okolicach 18 czerwca 1806 roku przebywać w Sowińcu pod Mosiną. Na koniec listu podano następujący komunikat: „ponieważ na schwytaniu tegoż złośliwego człowieka bardzo wielu zależy, przeto uprasza się wszystkich wyższych i niższych wojskowych i cywilnych zwierzchności, na opisanego człowieka pilną dać baczność, tegoż w przypadku pokazania się aresztować i za powróceniem kosztów przez pewny transport do podpisanego urzędu łaskawie odesłać”10.
Rok 1806 był bardzo burzliwym dla Wielkopolan rokiem: 14 października Królestwo Prus zostało pokonane przez Cesarza Francuzów w bitwie pod Jeną-Auerstedt, co rozpoczęło proces wycofywania się Prusaków z dawnych ziem polskich. Swoją cegiełkę dołożyli do tego Polacy, którzy 6 listopada rozpoczęli zwycięskie powstanie wielkopolskie (znane także powstaniem kaliskim), które trwało niecałe cztery miesiące. Napoleon Bonaparte dalej toczył wojnę, a rok 1807 okazał się wyjątkowo pomyślny dla Wielkopolan – na mocy francusko-pruskiego pokoju w Tylży z 9 lipca 1807 roku z części dawnych ziem zaboru pruskiego utworzone zostało Księstwo Warszawskie, formalnie istniejące do roku 1815. W ten oto sposób na kilka lat przerwany został dla Wielkopolan, w tym dla mieszkańców Mosiny, okres zaborów. Podobno mieli oni w trakcie trwającego powstania wielkopolskiego usunąć własnymi siłami władze pruskie w mieście w 1806 roku, jednak nie przedstawiono na to rzeczowych dowodów11. Z kolei już 3 listopada 1806 roku dzierżawcy dóbr królewskich w Mosinie, amstratowi Heinrichowi Augustowi Teitgenowi, udało się uratować składający się z 2 oficerów, 100 huzarów i 300 koni oddział pruski, który był ścigany przez wojska francuskie. Teitgen umożliwił im przeprawę przez Wartę w „miejscu trudnym do rozpoznania” – wiemy jedynie, że w tamtym czasie taki manewr nie był możliwy w Poznaniu, bowiem miasto zostało już zajęte przez Francuzów12.
Wraz z tymczasowym zakończeniem pruskich rządów w Wielkopolsce, przestała wychodzić „Gazeta Południowo-Pruska”, a jej miejsce zaczęto wydawać „Gazetę Poznańską”. Mimo zmiany tytułu i wydawcy, nie przybyło szczególnie dużo nowych wieści prasowych z Mosiny. Na przykład 17 stycznia 1807 roku gazeta poinformowała o tym, że mosiński pleban, ksiądz Maciej Cerajewski, przeznaczył 48 złotych na dobrowolną ofiarę (prawdopodobnie na wojsko), złożoną w kasie centralnej departamentu poznańskiego13. Ponadto 24 grudnia tego samego roku zaginał srebrny zegarek między Mosiną a Czempiniem14, a 28 czerwca i 30 lipca 1808 roku ogłoszono licytację nieruchomości do wydzierżawienia, znajdujących się przy mosińskim Rynku pod numerem 115, na które składały się gościniec oraz stajnia wraz z ogrodem15. Kolejne interesujące nas wieści prasowe pochodziły z roku 1810: w lutym ukradziono Stanisławowi Tomaszewskiemu z Krosna dwa konie powozowe – 6 letniego maści karo-gniadej z łysiną na czole, a drugi ubarwiony „tak samo, ale nie tak bardzo”, w wieku 7 lat. Wyznaczono za nie nagrodę w wysokości 30 talarów16. 3 października mosiński burmistrz policji nazwiskiem Żywiecki zawiadomił na łamach prasy o poszukiwaniach zaginionego strzelca Wojciecha Gaeblera, jednak bez podania szczegółów rysopisu17. Kolejną nieruchomością mosińską do wydzierżawienia był budynek farbiarni wraz z przyległościami, położony przy Rynku pod numerem 24. Licytację trzyletniej arendy obiektu ogłoszono na 28 sierpnia 1811 roku o godzinie 10:00 w imieniu małoletnich właścicieli nazwiskiem Gralow. Prawdopodobnie nie osiągnęli oni stosownego wieku do samodzielnego rozporządzania majątkiem i można domniemywać, że najstarszemu z rodzeństwa brakowało 3 lata do pełnoletności, stąd licytowany okres dzierżawy. Nie znamy jednak dokładnych powodów ogłoszonej licytacji18.
Po raz kolejny prasa informowała o Mosinie w formie urzędowego obwieszczenia prefekta departamentu poznańskiego. Zawiadomił on 5 lipca 1812 roku o dwuletnim źrebięciu z małą białą strzałką na czole oraz prawą tylną nogą białą aż do pęciny, który przez dwóch żandarmów „gdzie z pastwiska lub innym sposobem nieprawnie wzięty został” w trakcie transportu wołów z Torunia. Został on zabrany żołnierzom w Mosinie i zgodnie z oficjalnym obwieszczeniem, czekał na odbiór za okazaniem stosownego dowodu własności źrebięcia19. Inne lakoniczne, choć bardzo wartościowe informacje o charakterze gospodarczym pochodziły z listopada 1813 roku. W zestawieniu kompetencjonariuszy świeckich (tj. osób otrzymujących urzędowe odszkodowania za skonfiskowane przez państwo dobra) wymieniono mężatkę o nazwisku Zarniecka, wdowę po „Kęszyckim ze starostwa Mosina”. Miała ona otrzymywać odszkodowanie za skonfiskowane dobra (prawdopodobnie lasy, gdyż w komunikacie mowa jest o „Dyrektorze Generalnym Dóbr i Lasów Narodowych”) w wysokości 622 złote, 16 groszy i ¾ szeląga rocznie w „ekonomii Mosina”. Urzędowe zadośćuczynienie miało być regularnie wypłacane do 19 lutego 1839 roku pod warunkiem, że sukcesorowie Ksawerego Kęszyckiego „prędzej nie umrą”20. Nie jest do końca jasne, o jakiej dokładnie osobie informowano we wspomnianym komunikacie – możliwe, że zostało przekręcone nazwisko „Zarniecka”, a prawidłowo powinno być „Czarnecka”. Był to bowiem ród spokrewniony z familią Franciszka Ksawerego Kęszyckiegp, dawnego starosty mosińskiego.
Omówienie dziejów Mosiny w epoce napoleońskiej nie byłoby kompletne, gdyby nie zawierało w sobie odwołania do legendy o studni Napoleona oraz domniemanych wizyt Cesarza Francuzów w tych okolicach. Co do zasady nie zamierzamy zajmować się podaniami, których w żaden sposób nie można potwierdzić na podstawie dostępnego materiału źródłowego, a tak właśnie wygląda przypadek pożegowskiej legendy. Inna sprawa dotyczy wizyt Napoleona w Mosinie. Jerzy Łojko oraz Jerzy Stępień w swoim opracowaniu dziejów miasta wspominają, że waleczny Korsykanin przebywał w rejonie Mosiny aż trzykrotnie: 16 lipca 1807 roku, 30 maja oraz 13 grudnia 1812 roku21. W swoim opracowaniu nie podali jednak źródeł, na których oparli przekazane wiadomości, stąd mogą być one wątpliwe22. W roku 1880 na łamach „Gońca Wielkopolskiego” ukazała się bardzo ciekawa opowieść na temat wizyty Cesarza Francuzów w okolicach Mosiny zimą roku 1812. Jej autorem był W. J. Marski z Kiszkowa, który według własnych słów, był spowinowacony z rodziną Teitgen. Gwoli przypomnienia nadmieńmy, że niejaki Heinrich August Teitgen był w epoce napoleońskiej dzierżawcą dóbr królewskich w Mosinie. Marski w swojej relacji podaje szczegóły z życia pochodzącej z Saksoni-Anhalt rodziny, które udało się potwierdzić w przeprowadzonej przez nas kwerendzie (między innymi datę i miejsce śmierci Heinricha Augusta – 03.11.1839 roku w Jerce oraz emigrację jego syna Augusta do Stanów Zjednoczonych)23. Przytoczona poniżej opowieść zawiera zatem w sobie elementy niewątpliwie prawdziwe – Marski był bliskim kuzynem Augusta Teitgena od strony żony i jak sam wspomina, „miałem sposobność nieraz historię tę słyszeć”. Przytoczone wieści z 1812 roku mogły zostać nieco zniekształcone przez ich wielokrotne opowiadanie i tradycję ustną, jednak podając je do prasy w roku 1880 autor sam przyznał, iż „historia niniejsza jest oparta na zupełnie czystej prawdzie”. Przytaczamy ją w obszernych fragmentach bez zbędnych komentarzy:
„Wieś niemiecka Krosno, Krosna, leży na trakcie z Mosiny do Czempinia; ma kościół ewangelicki, szkołę i była w niej za czasów Księstwa Warszawskiego stacja pocztowa, poczhalteria [tj. przystanek pocztowy – objaśnienie moje] z urzędnikiem, nazwiskiem Huhn. Ale że ten trakt był główny, więc też nim ciągle liczne wojska przechodziły, sztafety i kuriery się co chwila przemykały, tak że żadna noc nie była spokojną. (…) Zima też i w Wielkopolsce, tak jak za Niemnem, jak na dobitkę niespodzianie wcześnie zawitała, śnieg dzień i noc wielkimi płatkami padał i drogi były nim wszędzie tak zasnute i zawalone, że trudno było wychylić się z domu”. Pewnego wieczora od strony Mosiny pod budynek poczty w Krośnie nadjechały sanie, z których wyszło trzech „znacznych wojskowych panów, a jeden nadzwyczajnie wyrosły sługa”, którzy znaleźli schronienie we wspomnianym urzędzie w Krośnie. Porozumiewali się między sobą po francusku. W pewnym momencie pomagająca przy domostwie Zuzanna Goeppert rzekła do pani Huhn: „Pani! Wie pani co? Kogo tu mamy u siebie? – Oto samego Najjaśniejszego cesarza!”. Gospodyni podeszła do pomieszczania, w którym przebywali przybysze „a ukłoniwszy się gościom z gracją, szukała niby czegoś – to objaśniała woskowe świece, to ocierała meble – nieznacznie swój wzrok badawczy raz na podróżnych, drugi raz na portret rzucając. Pobiegła potem czym prędzej do biura, udzieliła mężowi tej arcyważnej nowiny, który cały wzruszony i drżący z niskim uszanowaniem do panów się zbliżył – ale oni miarkując, że się tu ich incognito nie utrzyma, unikali rozmowy, zapłacili honorowo, spytali, jak daleko do Kościana? – Odziali się futrami, pożegnali dom uprzejmie z francuską galanterią, wsiedli na sanie i zniknęli wśród strasznej nocy”.
Jednym z towarzyszy cesarza Napoleona miał być oficer ordynansowy, hrabia Stanisław Dunin Wąsowicz, a służącym – mameluk Rustan. „Wieść o tej niespodziance gruchnęła po całej okolicy – i w Poznaniu o niczym prawie nie rozmawiano, jak o nagłym powrocie cesarza – a więc już każdy był na smutne następstwa przygotowany”24. Przypomnijmy bowiem, że zimowy pobyt Napoleona pod Mosiną w roku 1812 związany był z odwrotem francuskiej armii po doznaniu sromotnej klęski na terenie Imperium Rosyjskiego. Od tego momentu blask wojskowego geniuszu walecznego Korsykanina zaczął słabnąć, co zwiastowało koniec epoki wojen napoleońskich w roku 1815, przypieczętowany ustanowieniem nowego porządku Europy na kongresie wiedeńskim w tym samym roku. Wielkopolska, w tym Mosina, oficjalnie wróciła wtedy pod rządy pruskiego zaborcy.
1 K. Budzyń, B. Suszka, Miasto Mosina według ankiety pruskiej z 1793 roku, „Śremski Notatnik Historyczny”, nr 27/28 (2023), s. 63.
2 J. Łojko, J. Stępień, Zarys dziejów Mosiny i okolic (do 1945 r.), Mosina 1992, s. 37.
3 F. Roszak, Mosina w XIX wieku, „Ziemia Mosińska”, Styczeń 1988, nr 1 (25), R. III., s. 7.
4 G. K. Chesterton, Kula i krzyż, tłum. M. Skibniewska, Warszawa 2008, s. 47-48.
5 „Gazeta Południowo-Pruska”, 16.06.1802, nr 48. Wszystkie podania prasowe z epoki zostaną w niniejszym artykule przytoczone w uwspółcześnionej polszczyźnie.
6 Archiwum Archidiecezjalne w Poznaniu, Księga zgonów parafii w Mosinie (1796-1815), k. 22.
7 „Staats- und gelehrte Zeitung des Hamburgischen unpartheyischen Correspondenten”, 29.11.1805, nr 191.
8 B. Matelski, Historia kościoła parafialnego w Mosinie, „Wiadomości Parafialne”, 26.02.2006, nr 98 (310).
9 „Gazeta Południowo-Pruska”, 29.03.1806, nr 26.
10 „Gazeta Południowo-Pruska”, 09.07.1806, nr 55.
11 L. Gomolec, Mosina w tysiącleciu Państwa Polskiego. Część I: Od najdawniejszych czasów do 1918 roku, Poznań-Mosina 1965, s 19.
12 F. Roszak, Mosina w…, s. 7.
13 „Gazeta Poznańska”, 17.01.1807, nr 5.
14 „Gazeta Poznańska”, 30.12.1807, nr 104.
15 „Gazeta Poznańska”, 18.06.1808, nr 49.
16 „Gazeta Poznańska”, 10.02.1810, nr 12.
17 „Gazeta Poznańska”, 06.10.1810, nr 80.
18 „Gazeta Poznańska”, 21.08.1811, nr 67.
19 „Gazeta Poznańska”, 11.07.1812, nr 56.
20 „Gazeta Poznańska”, 10.11.1813, nr 90.
21 J. Łojko, J. Stępień, Zarys…, s. 37.
22 Zob. S. Drozdowski, Z. Drozdowska, „Zarys…” – i nie tylko zarys, „Ziemia Mosińska”, Sierpień-wrzesień 1992, nr 8/9 (80-81), R. VII, s. 7. Na temat bibliografii oraz cytowanych tekstów w pracy Łojka i Stępnia autorzy zanotowali co następuje: „Opisy bibliograficzne publikacji uszeregowane są według zasady wiadomej tylko autorom. (…) Zauważyliśmy też, że sporo publikacji wymienianych w tekście książki nie uwzględniono w wykazie bibliograficznym”. Zaprezentowanie materiału źródłowego w ten sposób uniemożliwia momentami zidentyfikowanie, na jakich podaniach bazowali Łojko i Stępień.
23 W. J. Marski, Napoleon I pod Mosiną w r. 1812, „Goniec Wielkopolski: najtańsze pismo codzienne dla wszystkich stanów”, 20.07.1880, R. 4, nr 163; http://www.rohnstock-schlesien.de/ksterbefaelle.pdf [dostęp 15.09.2025 18:51]; https://ancestors.familysearch.org/en/LHG2-L4C/august-theodore-teitgen-1823-1884 [dostęp 15.09.2025 18:52].
24 W. J. Marski, Napoleon I…
Gazeta Mosińsko-Puszczykowska





Bardzo ciekawy artykuł. Mieszkam od 10 lat w Mosinie i ciekawi mnie jej historia.
Czekam na ciąg dalszy a szczególnie okres przełomu XIX i początku XX wieku.
Ciekawi nie kto zaprojektował ciąg ul. Leszczyńskiej i Główniej w Krośnie.
To szeroka, jak na Mosinę, arteria drogowa. W Krośnie osadzona dodatkowo wspaniałymi
ogromnymi drzewami robi wrażenie starej alei.
Ktoś miał wspaniałą wizję i rozmach.
Niemcy. Krosno było wsią niemiecką.
A teraz spójrzmy co Polacy zrobili z Leszczyńską. Oczy pękają jak ta ulica jest brzydka.