Wichura nie oszczędziła Stęszewa. Gmina podlicza straty

Potężna nawałnica, która przetoczyła się przez region szczególnie dotknęła Stęszew. Wichura pozostawiła po sobie zniszczenia, których skala przerosła oczekiwania lokalnych władz. Burmistrz mówi o setkach godzin pracy strażaków, niebotycznych kosztach i potrzebie racjonalnych decyzji budżetowych.

Setki interwencji, tysiące złotych strat

Choć sezon urlopowy w pełni, Urząd Miejski Gminy Stęszew pracuje na najwyższych obrotach. Skutki gwałtownej wichury z początku lipca wciąż są widoczne w krajobrazie gminy – powalone drzewa, utrudniony przejazd drogami lokalnymi i wciąż niepodliczone koszty. Podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej 16 lipca burmistrz Włodzimierz Pinczak nie owijał w bawełnę.

– Nawałnica, która niedawno przeszła przez teren naszej gminy, spowodowała poważne szkody – również w wymiarze finansowym. Na chwilę obecną nie jesteśmy jeszcze w stanie oszacować pełnych kosztów – zaznaczył burmistrz. Zaznaczył również, że realna skala strat będzie znana dopiero pod koniec lipca, kiedy spłyną wszystkie faktury i zakończą się rozliczenia akcji ratunkowych.

Jak wskazuje burmistrz Stęszewa, największe obciążenie spadło na pobliskie Ochotnicze Straże Pożarne. Ich interwencje były nie tylko liczne, ale i niezwykle wymagające. Tylko w pierwszych dniach po wichurze jednostki usuwały dziesiątki drzew blokujących przejazdy i zagrażających bezpieczeństwu mieszkańców.

– Akcje były liczne, intensywne i wiązały się z dużym zużyciem sprzętu – paliwa, części zamiennych oraz elementów wyposażenia, takich jak piły spalinowe – wyliczał burmistrz. – Chciałbym, aby mieszkańcy mieli świadomość, że druhowie przepracowali setki godzin, a stawka godzinowa, jaką otrzymują, wynosi obecnie 30 zł – dodaje.

Usuwanie skutków

Choć drogi są już przejezdne, to w wielu miejscach wciąż zalegają stosy powalonych gałęzi i pni. I tu pojawia się kolejny problem – koszty ich uprzątnięcia. Oferty, które spływają do urzędu, potrafią szokować. – Jedna z otrzymanych ofert opiewa na kwotę aż 2 tys. zł za godzinę pracy specjalistycznego sprzętu do rozdrabniania drewna – to koszt niewspółmiernie wysoki. Podobna usługa jest zwykle wyceniana na 500–600 zł – mówił Pinczak.

Władze gminy próbują przeciwdziałać takim sytuacjom i rozmawiają z nadleśnictwami oraz Lasami Państwowymi, by znaleźć rzetelnych i uczciwych wykonawców. – Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której ktoś próbuje wykorzystać tę okoliczność dla własnego zysku – dodał burmistrz.

Odrębnym problemem są procedury związane z pozyskiwaniem i ewidencjonowaniem drewna. Zgodnie z przepisami, drewno pochodzące z terenów należących do gminy to mienie publiczne i nie może być usuwane przez osoby prywatne bez zgody urzędu.

Wnioski na przyszłość

Trudna sytuacja, z jaką zmaga się dziś Stęszew, przypomina o konieczności systemowego przygotowania gmin na coraz częstsze zjawiska ekstremalne. Wspólna refleksja nad standardami reagowania kryzysowego oraz dbałość o transparentność wydatków publicznych mogą stać się fundamentem lepszego przygotowania na przyszłość.

Autor Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Sprawdź również

Nissan NP300 - nowy pojazd terenowy w jednostce OSP Puszczykowo

Nowy pojazd OSP Puszczykowo. Nissan z napędem 4×4

Ochotnicza Straż Pożarna w Puszczykowie otrzymała Nissana NP300, który jako pierwszy w historii jednostki jest …

Dodaj komentarz