Otwieramy nowy cykl publikacji historycznych, które będą się (w miarę) regularnie ukazywać na łamach „Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej”. Poszczególne odcinki poświęcone zostaną dziejom XIX-wiecznej Mosiny, przedstawionych na podstawie lektury prasy z epoki.
Gwoli doprecyzowania pragniemy zaznaczyć, że omawiany okres rozumiemy jako „długi wiek XIX”, czyli lata 1795-1918. Taką cezurę przyjął chociażby profesor Andrzej Chwalba w swoim opracowaniu dziejów XIX-wiecznej Polski1 i zazwyczaj takie ramy czasowe obejmuje kurs epoki na studiach historycznych. Był to okres dynamicznego rozwoju prasy, co nie zawsze szło w parze z ilością wiadomości z mosińskiego podwórka. Tych przybywało od lat 70-tych XIX stulecia, z kolei od lat 90-tych nastała ich prawdziwa kumulacja. Naturalnie zdajemy sobie sprawę, że dobór podawanych informacji był selektywny z racji obowiązującej wtedy pruskiej cenzury. Cokolwiek by jednak nie powiedzieć, prasa stanowiła wtedy bardzo ważne źródło codziennych informacji w warunkach braku innych mediów, rozpowszechnionych dopiero w XX wieku (radio, telewizja). Często były to podania banalne takie jak krótkie komunikaty prasowe, reklamy miejscowych przedsiębiorców, ogłoszenia o pracę czy urzędowe obwieszczenia. Pojawiały się także anegdoty, dłuższe publikacje, komentarze i polemiki. Już w XIX wieku dostrzegalna była tendencja do wyolbrzymiania informacji oraz „pogoni za sensacją”, stąd często jedynymi komunikatami prasowymi dotyczącymi Mosiny bywały w danym okresie informacje o klęskach żywiołowych oraz rubryki z cyklu kroniki kryminalnej. Będą one omawiane w dalszych częściach rozpoczynającego się cyklu „Wieści prasowe z XIX-wiecznej Mosiny”.

Pierwsza część poświęcona jest obrazowi miasta, jaki wyłania się z lektury prasy interesującej nas epoki. Nie bierzemy pod uwagę statystyk ani szczegółowych danych liczbowych, tylko bardziej potoczne odbiór Mosiny w świadomości współczesnych Polaków. Należy przy tym poczynić główne zastrzeżenie: są to jedynie drobne fragmenty, z których możemy próbować odmalować skromny krajobraz rzeczywistości historycznej oraz ludzkich wyobrażeń. Wszak na łamy prasy trafiały jedynie okruchy informacji, natomiast znajdujące się w potocznym obiegu określenia i skojarzenia były często obecne jedynie w sferze niespisanej mowy. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki XIX-wiecznym gazetom zachowały się ciekawe, być może nieznane dzisiejszym mieszkańcom Mosiny określenia.
Najlepszym tego przykładem jest sformułowanie Marcelego Mottego 16 stycznia 1866 roku, które zostało opublikowane na łamach „Dziennika Poznańskiego”. Ten znany w Poznaniu nauczyciel i znakomity felietonista pisywał swoje listy pod pseudonimem „Wojtuś z Zawad”. W jednym z nich użył następującego sformułowania „Cezar, który wolał być pierwszym w Mosinie, niźli drugim w Rzymie”2. Całość padła w kontekście trwającego wtedy zabaw i konkursów tanecznych: „panny (…) w karnawał nie chcą być nigdy na pierwszym balu ani też pierwsze na balu”. Naturalnie przywołana oraz inteligentnie sparafrazowana anegdota z życia Juliusza Cezara nie odnosiła się pierwotnie do życia towarzyskiego ani zabaw karnawałowych. Słowa te paść miały w niewielkim alpejskim miasteczku, gdzie przyszły władca rzymski miał wyrazić swoje ambicje do sprawowania niepodzielnych rządów – wolał zostać pierwszym w niewielkiej miejscowości niż drugim w ówczesnej stolicy Imperium. Porównanie Mottego z 1866 roku odzwierciedlało zatem jego sposób postrzegania Mosiny jako małego i niewiele znaczącego miasteczka położonego niejako na peryferiach ówczesnego państwa pruskiego. Zapewne nie było w tym nawiązywania do rzekomych „stołecznych aspiracji” Mosiny w maju 1848 roku – nikt wtedy takich pretensji nie zgłaszał i zapewne sami powstańcy okresu Wiosny Ludów byliby zdziwienie z fantazji rodzących się w głowach historyków ponad 170 lat po tych wydarzeniach. Prawdopodobnie porównanie Marcelego Mottego mogło mieć jeszcze zamysł komiczny w zastosowaniu rymu „Mosinie – Rzymie”. Z pewnością do swojej porównania mógł wybrać inną miejscowość, jednak dzięki takiemu doborowi słów przemycił nieco z percepcji swojej oraz jemu współczesnych.
Mimo istniejącego od 1856 połączenia kolejowego Poznań-Wrocław, które obejmowało także stację w Mosinie, miasto to wydawało się żyć swoim sielankowym życiem. Od czasu do czasu na łamach prasy opisywane były różnego rodzaju incydenty, w tym jeden z 2 czerwca 1864 roku. Doszło wtedy do napaści na Marcina Soroczyńskiego i dwóch jego współtowarzyszy przez żołnierzy uzbrojonych w pałasz i kije. Wydarzenie to z pewnością niespecjalnie odzwierciedlało obraz Mosiny w XIX wieku, gdyby nie jeden szczegół: podanie prasowe zaczynało się bowiem od słów „miasteczko nasze spokojne posiada załogę wojskową składającą się z blisko 30 ludzi i oficera”3. Było to zatem potwierdzenie wyobrażenia miasta jako małego ośrodka znajdującego się poza wirem burzliwych wydarzeń światowych. Dziewięć lat później odnotowano już nieco inny obraz: „Dzisiejsza Mosina, gdy lokomotywy obładowane pociągami kilkanaście razy dziennie świszczą nad spokojną jej niegdyś głową, zaczyna się coraz bardziej w niemiecką przybierać suknią i może chętnie by się zaparła kilkuwiekowej przeszłości swojej, gdyby na szczęście w murach jej nie mieszkało kilku Wiarusów, co pamięć przeszłości swego rodzinnego miasta przekazują potomnym”4. Zatem intensyfikacja połączeń kolejowych miała zaburzyć przytaczany wcześniej sielankowy obraz. Dodatkowo zastanawia zastosowane określenie o „przybieraniu w niemiecką suknię” – prawdopodobnie chodziło o bierność wobec nasilającej się wtedy polityki germanizacyjnej zaborcy, choć równie dobrze mogły to być krzywdzące i niesprawiedliwe wyobrażenia anonimowego autora cytowanego artykułu. Temat jest jednak bardziej złożony i zasługuje na osobne omówienie w ramach prezentowanego cyklu. W jednym z dalszych odcinków zaprezentujemy złożone postawy mieszkańców Mosiny wobec nasilającej się od lat 70-tych XIX stulecia germanizacji, które nie były wcale tak jednoznaczne, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.
W 1883 roku na łamach „Gońca Wielkopolskiego” przytoczono krótki komentarz do obowiązującego wtedy nadzwyczajnego prawa (niem. Heimatsrecht) o włóczęgach-emigrantach: „choć włóczęgę złapią w Hanowerze, to go jednak Mosina musi żywić, jeśli w Mosinie tyle a tyle czasu poprzednio przebywał. Niech i tu zmienią ustawy, żeby ten włóczęga na pieniądze z Mosiny liczyć nie mógł, a będzie mniej lekkomyślnych emigrantów, czyli włóczykijów”5. Po raz kolejny zestawiono tutaj duży i mały ośrodek miejski celem przedstawienia kontrastu – jako stereotyp małego miasteczka znów wybrano Mosinę. Nie rozwijano dalej tego wątku, jednak warto odnotować zastosowane porównanie, które nie było pierwszym tego typu na łamach XIX-wiecznej prasy. Ciekawe było również zestawienie Mosiny…z budową wieży Babel. Do historii biblijnej nawiązał autor podpisany inicjałami P. F., a jego nawiązanie dotyczyło etapu planowania budowy: „a chociaż roztropniejsi potrząsali głowami i zauważali, że wprzód potrzeba wymierzyć, jak daleko do nieba i obliczyć, czy wystarczy gliny na wypalenie odpowiedniej ilości cegły, boć Babilon, to nie Mosina – to ich wnet zakrzyczano”6. Znowu mamy do czynienia z porównaniem małego miasteczka do większego ośrodka, jednak chyba ważniejsze jest inne znaczenie tej metafory. Chodzi mianowicie o glinę, którą jak dobrze wiemy, wydobywano wtedy na Pożegowie i wypalano w miejscowej cegielni. Czyżby autor chciał przekazać, że Mosina kojarzyła mu się właśnie z gliną i cegłami?
Z racji coraz silniej rozwijającej się turystyki, związanej z atrakcyjnym położeniem i połączeniem kolejowym Mosiny z Poznaniem i Wrocławiem, dostrzegano także pozytywne strony tego małego, choć wciąż rosnącego ośrodka miejskiego. W roku 1895 Mosina została dwukrotnie określona na łamach „Kuriera Poznańskiego” mianem „Szwajcarii poznańskiej”7. Sprawa dotyczyła naturalnie atrakcji turystycznych Mosiny i okolic, a podanie prasowe nawiązywało do petycji o zintensyfikowanie połączeń kolejowych w okresie letnim. Opatrzono je stosownym komentarzem: „dyrekcja kolei żelaznych zapewni sobie wdzięczność szerokich kół ludności, jeżeli ułatwi komunikację z >>Szwajcarią poznańską<<”. Z kolei inny, doceniający walory przyrodnicze Mosiny kronikarz w 1900 roku dodawał: „Nie będziemy, więc potrzebowali tracić pieniędzy na podróże do Turyngii i gór kruszcowych, z których okolicami otoczenie Mosiny śmiało się równać może. Ale czy nie znajdą się tacy, którzy pomimo to będą woleli wydać większe sumy, byleby się nazywało, że przepędzili lato >>za granicą<< a nie >>w Mosinie<< – o tym właściwie wątpić nie można”8.
W kontekście coraz częstszych i bardziej urozmaiconych wycieczek z Poznania w okolice Mosiny warto zacytować inne podanie, tym razem z roku 1908. Obszerna relacja anonimowego sprawozdawcy z wycieczki do Puszczykowa, Mosiny i Rogalina lakoniczne odnosi się do interesującego nas tematu: „Mosina – jak to Mosina. Nie potrzeba się o niej długo rozwodzić, bo któż zresztą nie zna >>elegantów z Mosiny? <<”9. Zastanawia fakt tak krótkiego, choć wymownego odniesienia się do miasta w gąszczu informacji na temat innych miejscowości, które zostały odwiedzone podczas wspomnianej wycieczki. Czy „nie trzeba się było dłużej rozwodzić” o Mosinie, ponieważ w zasadzie nie było o czym? Może była wtedy na tyle znana i popularna wśród wycieczkowiczów, że po prostu nie wymagała szczegółowego omówienia? Najciekawsze jest jednak nawiązanie do „elegantów z Mosiny” – być może oni stanowili wtedy prawdziwą ozdobę i atrakcję miasta, naturalnie opowiedzianą z przymrużeniem oka? Długo by spekulować, ale nie zmienia to faktu, że to krótkie podanie z 1908 roku warte jest odnotowania i utrwalenia w pamięci dzisiejszych mieszkańców Mosiny i okolic.
W nawiązaniu do sielankowego i prowincjonalnego charakteru XIX-wiecznego miasteczka, nie można pominąć innej uwagi z roku 1906: „Mosina nabiera kultury. W tych dniach rozpoczęto tu budowę gazowni, która ma od 1. października wspaniale oświetlić miasto, które dotąd obywało się płomykami lamp naftowych”10. Trzeba tutaj zdecydowanie skrytykować autora tego anonimowego podania, któremu ewidentnie pomyliła się kultura z cywilizacją. Miasto mogło być ukulturalnione i równocześnie zapóźnione cywilizacyjnie, choć można sobie także wyobrazić ośrodek o wysokim stopniu rozwoju cywilizacyjnego reprezentujący sobą niski poziom kultury. W Mosinie w tamtym okresie organizowano przedstawienia teatralne, występy muzyczne i poetyckie, do tego istniał już mosiński chór kościelny. Będzie to jednak przedmiotem osobnych rozważań w ramach cyklu „Wieści prasowych…”. Trudno zatem obronić tezę jakoby za sprawą oświetlenia gazowego miasto miało w 1906 roku „nabrać kultury”. Powielono tu zatem pewien stereotyp miasta zapóźnionego i prowincjonalnego, co naszym zdaniem nie było zasadne. Czasami tego typu podania więcej mówią o autorze niż przedmiocie krytyki – z większego ośrodka miejskiego, jakim był wtedy Poznań, czasami po prostu mniej widać.
Jako puentę podajemy pewną opowiastkę z cyklu „kącik humorystyczny” z roku 1911, który również nawiązywał do Mosiny. Tytuł tego dowcipu odnosił się do gościnności i brzmiał następująco:
„- No i czemu to pan nas wczoraj nie odwiedził, byliśmy na to z żoną od samego rana przygotowani!
Nieco później: – Więc pan był wczoraj w Mosinie, bo ja cały dzień byłem z żoną w Puszczykowie!”11.
Wojciech Czeski
1 A. Chwalba, Historia Polski 1795-1918, Kraków 2000.
2 „Dziennik Poznański”, 21.01.1866, R. 8, nr 16.
3 „Dziennik Poznański”, 04.06.1864, R. 6, nr 126.
4 „Wiarus. Pismo Dla Średniego Stanu Polskiego”, 18.12.1873, R.1, nr 145.
5 „Goniec Wielkopolski: najtańsze pismo codzienne dla wszystkich stanów” 14.12.1883, R. 7, nr 284.
6 P. F., Niepolityczne rozmyślania, „Kurier Poznański”, 04.09.1892, R.21, nr 203.
7 „Kurier Poznański”, 11.05.1895, R. 24, nr 114, 18.05.1895, R. 24, nr 108.
8 „Praca: tygodnik ilustrowany”, 07.10.1900, R.4, nr 41.
9 Wspomnienia z wycieczki, „Świt”, 10.1908, R. 1, nr 10, s. 92.
10 „Przyjaciel Ludu”, 23.08.1906, R.46, Nr 101.
11 „Postęp”, 30.04.1911, R.22, Nr 99.
Cykl pt. Wieści prasowe z XIX-wiecznej Mosiny będzie dostępny w papierowym wydaniu Gazety Mosińsko – Puszczykowskiej.
Gazeta Mosińsko-Puszczykowska


Dlaczego autor artykułu nie przytoczył i nie skomentował opisu Mosiny ze „Wspomnień Wielkopolskich …” Edwarda Raczyńskiego?
W tekście wyraźnie zaznaczyłem, że korzystam jedynie z gazet z epoki. „Wspomnienia…” Edwarda Raczyńskiego to książką, nie gazeta.
Czy mimo to można prosić Pana o komentarz tego opisu?
Częściowo odnosiłem się w tym artykule: https://www.gazeta-mosina.pl/2020/mosinska-switezianka/
Wymagałoby to zbyt długich analiz, za mało miejsca w tym komentarzu. Być może kiedyś wrócę do całości opisu na łamach „Gazety” w osobnym artykule.
Dziękuje
Przepraszam, że trochę nie na temat.
Jestem mieszkańcem Mosiny od 10 lat.
Jako wieloletniego projektanta intryguje mnie główna ulica w Krośnie
a szczególnie jej szerokość i obsadzenie wielkimi obecnie drzewami.
Szukam od dawna jakichś materiałów z informacjami o tym kto i kiedy taki nietypowa jak dla wsi układ zaprojektował.
Byłbym wdzięczny za jakakolwiek informacje lub nakierowanie na ewentualne jej źródło.
Pozdrawiam
Ireneusz Stroiński
ims@onet.eu
Odpowiedź jest krótka i prosta: Niemcy. Wszystko co dobre to zbudowali i zostawili Niemcy. Trochę to smutne. Pewnie zaraz dostanie mi się od neo nacjonalistów, których to boli.