Quo Vadis, Włóczykiju?

„Zaczęło się z desperacji. Nie lubiłem, nie lubię i nigdy nie polubię jeżdżenia na rowerze. Nie przewidywałem, że przeżyję dłużej niż pół roku” – mówi. Siedem i pół roku później wciąż jedzie.

Był ciepły wrześniowy dzień. Słońce przebijało się przez drzewa, kiedy zza nich wyłonił się człowiek na rowerze. Usiedliśmy razem na ławce. Przy zapachu świeżo parzonej kawy podróżnik zaczął opowieść.

Robert Łyczak, znany jako Włóczykij, rozpoczął właśnie ósmy rok swojej podróży. Od siedmiu i pół roku przemierza świat na rowerze. Obserwuje, doświadcza, analizuje.

A brak nogi?

– Mam piękne życie człowieka na jednej nodze – mówi

Nie narzeka. Nie czeka na inne życie.

Kim jesteś?

Są takie pytania, które wydają się zbyt proste. Takie, na które odpowiedź każdy powinien znać. A jednak czasem, kiedy trzeba odpowiedzieć, w głowie pojawia się pustka.

– Nie wiem, kim jestem ja – wyznaje.

Patrzy na mnie i milknie. A po chwili zaczyna wyliczać.

– Ten człowiek, który przegrywał pieniądze, zamiast dawać dzieciom? Ten, który siedział w więzieniu? Ten, który okradał swojego pracodawcę? Ten, który zakochał się w dziewczynie i jeździł za nią przez pięć lat, żeby wyszła za niego? Ten, który nosił swoje dzieci na rękach, woził syna po całej Polsce i pokazywał mu bitwę pod Grunwaldem, przebierając się w rycerza? Który to jestem ja? Czy ja to ten człowiek z buddyjską malą na plecach, bez nogi, w kapeluszu i na rowerze, samotny jak palec? I to nie jest tylko filozofia. Ja naprawdę czuję, że nie ma czegoś takiego jak „ja”.

Może człowiek rzeczywiście jest jedną wielką układanką.  Robert przez lata był robotnikiem, menedżerem, właścicielem przedsiębiorstwa. Handlował, produkował, świadczył usługi. Dziś nie sprzedaje niczego.

– Od ponad siedmiu lat nic nikomu nie sprzedałem, od nikogo nie zażądałem zapłaty za cokolwiek i wolałbym umrzeć z głodu, niż to stracić. To jest niesamowite, że w ogóle tak się da. Że można żyć tylko dlatego, że ludzie, do których starasz się nie przywiązywać… Nie tylko nie jesteś przywiązany, wręcz im to w twarz mówisz: „Nie, nigdy nie staniesz mi się bliższym człowiekiem niż tamten człowiek, z którym zamieniłem dwa słowa”, chcą, żebym ja żył. Karmią mnie, ubierają, naprawiają mój rower.

Włóczykij z internetowym przyjacielem nad Jeziorem Strykowskim
Włóczykij z internetowym przyjacielem nad Jeziorem Strykowskim

Nie ma cennika.

– Jestem sklepem, w którym każdy może wziąć to, czego potrzebuje, a zapłacić wtedy, kiedy sam uzna, że chce.

Brzmi jak coś niemożliwego, a w jego przypadku trwa już ponad siedem lat. Nie chce mieć pieniędzy. A właściwie: nie chce mieć ich dużo.

– Nigdy już nie chciałbym mieć dużo pieniędzy i robię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie mieć. Pieniądze poza samym faktem, że szczęścia nie dają, jak niektórzy mówią, są też bardzo niebezpieczne. Moje życie może być przykładem tego, jak pieniądze mogą człowiekowi mocno szczęście odebrać, a nie tylko nie dać. To wyzwanie, że to się udało, że mogę od nikogo niczego nie żądać i dostać wystarczająco dużo, żeby po prostu być i jeszcze do tego rozdawać, jeśli mam za dużo — to niesamowite.

 „Wyprawa na koniec życia”

Robert wsiadł na rower w wieku 50 lat. Dwa dni później wyruszył.

„Wyprawa na koniec życia” nie ma celu. Ma trwać do końca życia, do końca możliwości jazdy. Nie chodzi o magiczną liczbę przejechanych kilometrów, kolejne urodziny ani odwiedzenie jakiegoś miejsca.

Chodzi o bycie. Jedynym „domem”, który jest dla niego stały, jest podróż, która dzieje się teraz.

– Podróż to nie jest przemieszczanie się z punktu A do punktu B. To jest turystyka. Ruszam z punktu A, bo muszę, i chcę się znaleźć w punkcie B. Wszystko, co jest pomiędzy, jest po prostu utrapieniem, które trzeba jakoś pokonać. Wszelkie szybkie pojazdy typu samoloty, autobusy, samochody nie dają po prostu niczego szczególnego w trakcie. Bardzo wielu ludzi nazywa podróżowaniem właśnie taki sposób podróżowania, gdzie pomiędzy punktem A a punktem B, pomiędzy jakimś planowanym wydarzeniem czy miejscem, nic się nie dzieje. A dla mnie podróż to jest wszystko, co jest pomiędzy.

– Podróż dzieje się tu. Podróż polega na byciu tu. To nie ja gdzieś zmierzam, ja jestem.

Każdy dzień jest niewiadomą.

–  To jest to uczucie, kiedy otwieram rano oczy, to muszę sobie przypomnieć, gdzie jestem. A kiedy pomyślę – niechcący, bo tak nie wolno – co będzie wieczorem, to ja nie wiem. I to jest najwspanialsza rzecz w podróży. Ale ona dzieje się z minuty na minutę.

Czasem wszystko powszednieje. Rośliny stają się zwykłe, twarze podobne do siebie, śpiew ptaków przestaje być czymś, co przyciąga uwagę. Robert stara się patrzeć inaczej. Kiedy pytają go, dlaczego nie przesiądzie się na skuter, odpowiada:

– Może by nawet i było mnie stać, jakbyście pomogli. Tylko że już 50–60 km/h nie pozwala być gdziekolwiek. Rzeczy ci mijają, nie jesteś w stanie być.

Na rowerze jest inaczej.

Rower Włóczykija
Rower Włóczykija

– Ja każde drzewo mijam przynajmniej 20 sekund, bo jestem najpierw przed nim, już je widzę, potem jestem równo z nim, znowu je widzę, a potem jestem przed nim, mogę się obejrzeć i dalej je widzę. Ja po prostu jestem z tym drzewem przynajmniej kilkadziesiąt sekund. To się zawsze dzieje tu i teraz. I to w moim aktualnym przekonaniu jest podróżowaniem, i to chyba pokochałem. Czyli stało się to taką rzeczą, z której trudno byłoby mi zrezygnować. To bardzo niebuddyjskie. Przywiązałem się.

Chodzenie po górach

Zanim Włóczykij wypowiedział kolejne słowa, długo milczał. Słuchaliśmy dźwięków życia i obserwowaliśmy drzewa.

– Jedyne, co mamy, to nasz sposób postrzegania. Nie oceniajmy, nie porównujmy, pijmy colę, jedzmy popcorn, obserwujmy i róbmy najlepiej, jak da się zrobić to, co mamy do zrobienia. To nie jest nihilizm. To nie jest: nie rób nic, połóż się i umrzyj. Nie. Pchaj taczki, a nie myśl o tym, że to takie trudne, męczące. Polub pchanie taczek, polub chodzenie po górach, polub życie człowieka bez nogi. Kiedy miałem dwie nogi, to się nie zastanawiałem, jak świetnie ma koń, bo ma cztery, albo pająk, bo ma sześć. Dlaczego teraz, kiedy mam jedną, mam się zastanawiać: „Och, jakbym miał dwie nogi, jakie to życie byłoby piękne”? Mam piękne życie człowieka na jednej nodze.

I może właśnie o to chodzi w jego filozofii: aby nie czekać na inne życie.

– Jedyne, co możecie zrobić, to polubić chodzenie po górach. Jak długo będziesz tylko wchodzić na szczyty, no to nie, to się nie uda. To największy błąd, jaki popełniamy. I co najważniejsze, to, czy lubimy, czy nie lubimy chodzić po górach, nie zależy od gór, tylko od nas. Chodzenie po górach jest kwintesencją życia i zajmuje jego większość. Więc lubmy chodzić po górach, a szczyty będą się trafiały tak często, jak mają się trafiać.

Co to jest wolność?

Każdy chce być wolny. Czasem jednak mierzymy wolność cudzym życiem. Patrzymy na człowieka, który ma więcej pieniędzy, więcej możliwości, więcej czasu. Wydaje nam się wtedy, że właśnie dlatego musi być szczęśliwszy.

Robert patrzy na to inaczej.

– Czasami sam siadam i ktoś mnie pyta: „Jakie masz osiągnięcia?” A ja sobie myślę: „Jakie osiągnięcia? Jeżdżę na rowerze, cóż to za osiągnięcie?” Nagle sobie uświadamiam: ile lat, ile kilometrów… Tak, to są niesamowite osiągnięcia. Gdybym ja, wyruszając siedem lat temu, postanowił: „Będę jechał siedem lat”… To jest jak z rzucaniem palenia. Możesz nie palić cztery dni, bo cię gardło bolało i wszystko jest w porządku, do momentu, w którym nie powiesz „Rzucam”. Stwarzaj okoliczności, które sprzyjają, by działy się rzeczy, a nie rób tych rzeczy na siłę. One się będą działy, ty masz tylko tworzyć okoliczności. Jeżeli chcesz gdzieś dojechać, no to skoncentruj się na tym, żeby jechać, a nie na tym, żeby dojechać, i nie na tym celu, nie na tym jakimś odległym punkcie. Po prostu pokochaj to jechanie. Szukaj tego wszystkiego tu. Tutaj znajdź te wszystkie fajne rzeczy, których potrzebujesz.

Każdy początek ma swój koniec. Każda podróż kiedyś się kończy. I każda kawa musi w końcu wystygnąć.

Nasza też się skończyła.

Ale jeśli trzymać się filozofii Włóczykija, ta kawa była najlepsza. Nie dlatego, że była wyjątkowa. Po prostu była tutaj.

Włóczykija można poznać, śledząc jego podróże na Facebooku. Zawsze jest chętny do rozmowy na różne tematy, nawet te trudniejsze. Być może widzieliście go już na dobrze znanych nam drogach, które również przemierzał podczas swojej wyprawy. Może pojawi się na nich ponownie. Tego nie wie nikt, nawet on sam.

włóczykij

Autor Julita Kempa

Sprawdź również

Na nagraniu z monitoringu widać moment kradzieży roweru przy dworcu kolejowym w Czempiniu. Policjanci ustalili i zatrzymali 59-letniego mieszkańca gminy Mosina

Mieszkaniec gminy Mosina zatrzymany po kradzieży roweru w Czempiniu

Policjanci z Posterunku Policji w Czempiniu ustalili i zatrzymali 59-letniego mieszkańca gminy Mosina podejrzanego o …

3 komentarze

  1. Wyprawa na koniec życia

    Dziękuję. Piękny tekst. Sam bym tego lepiej nie ujął ❤️

  2. Po przeczytaniu samego tytułu myślałam, że to wywiad z burmistrzem…

    Na szczęście byłam w błędzie. Fajna historia!

    22
    0
  3. Eh, przyjemnie się czytało. Dziękuję.

Dodaj komentarz