Wieści prasowe z XIX-wiecznej Mosiny Część 5: Ruch turystyczno-rozrywkowy

W poprzednim odcinku „Wieści prasowych…” przedstawiliśmy historię miasta w cieniu kolei żelaznych, zapowiadając ponadto omówienie lokalnej turystyki XIX stulecia. Nie da się ukryć, że otwarta w 1856 roku trasa kolejowa Poznań-Wrocław znacznie ułatwiła komunikację stolicy Wielkopolski z Mosiną. Korzystali na tym mieszkańcy Poznania, którzy, zwłaszcza w okresie letnim, chętnie udawali się w okolice „poznańskiej Szwajcarii”, najczęściej nad Jezioro Góreckie, do Sowińca, Rogalina, Ludwikowa czy Budzynia.

Nie oznacza to jednak, że ruch turystyczny w te rejony rozpoczął się dopiero od roku 1856 – w omawianym cyklu skupiamy się tylko na tych wycieczkach, które zostały udokumentowane na łamach ówczesnej prasy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że wyprawy te musiały mieć wcześniejsze tradycje, a otwarcie kolei żelaznych znacznie ułatwiło turystom i amatorom zabaw podążanie w te jakże malownicze rejony. Przypomnijmy tylko, że w odpowiedzi na coraz większe zainteresowanie turystów, w okresie letnim i świątecznym uruchamiano dodatkowe połączenia kolejowe do Mosiny, z dużymi zniżkami za bilety.

Na uwagę zasługuje ciekawa relacja z 1869 roku – wtedy to Towarzystwo Młodych Przemysłowców urządziło 12 września wyprawę turystyczną połączoną z zabawą w Górce. Jak dowiadujemy się z dosyć obszernego sprawozdania: „rannym pociągiem w niedzielę wyruszyliśmy tu stąd w towarzystwie dość znacznej liczby płci pięknej do Mosiny. Niezła muzyka, która, jadąc z nami, przygrywała nam polskie sztuczki, mimo woli wprawiała każdego w wesoły humor. (…) Z Mosiny, ustawiwszy się w porządku, poszliśmy przy odgłosie wesołego krakowiaka do Górki, niektórzy zaś pojechali furmankami na miejsce zabawy”1. Tam też „było miejsce prawdziwie cudne z natury w lesie nad jeziorem, gdzie, poustawiawszy kilka ław i manatki z żywnością, rozgościło się grono bawiących”2. Nad jeziorem doszło do integracji w duchu solidaryzmu społecznego – bawili się ludzie różnych stanów, płci i narodowości, mieszkańcy Poznania z okolicznymi wieśniakami w „jedności i zgodzie”. Grano w różne gry i zabawy, tańczono, śpiewano oraz słuchano kilku okolicznych przemówień. „Po skończonych mowach wszyscy się ku domowi zbierać poczęli i niebawem też przy odgłosie raźnej muzyki, przy świetle lampionów i wesołych śpiewach weszliśmy wszyscy do Mosiny skąd wkrótce kolej nas do Poznania zawiozła”3.

„Postęp”, 13.06.1912, R.23, nr 132.
„Postęp”, 13.06.1912, R.23, nr 132.

Walory turystyczne Mosiny i okolic przyciągały także uczniów poznańskich szkół. W 1874 roku na majówkę do Mosiny udała się „po kryjomu” grupa młodzieży szkolnej z wyższych klas szkoły realnej, którymi opiekował się nauczyciel gimnastyki. Wyprawa była tak „zakonspirowana”, że nie dowiedział się o tym nikt z pozostałych belfrów placówki4. Z kolei w lipcu 1877 roku na przechadzkę nad Jezioro Góreckie udała się piesza grupa młodzieży z najwyższych dwóch klas poznańskiej szkoły realnej, a z dwóch niższych – pociągiem do Mosiny5. W lipcu 1886 roku na łamach prasy opisywano udział dzieci w wakacyjnych koloniach, które odbywały się w pięciu podpoznańskich miejscowościach. W Mosinie dzieci znalazły gościnę u pana Szukalskiego – Marianna Szkudlarska, jedna z przyjętych dziewczynek „bawi się grzecznie i ochoczo z jego małym chłopczykiem, a wczoraj zwiedziła w towarzystwie starszych dzieci i matek bliski lasek z jagodami”6. Świadkiem tej zabawy miał być Józef Stefanowicz, który postanowił: „jeżeli wszystkie dziewczątka poznańskie tak są miłe i przyzwoite – a no! To i ja czym prędzej, choć późno, proszę o jedną i oczekuję jej rychłego przybycia”7.

Goniec Wielkopolski: najtańsze pismo codzienne dla wszystkich stanów”, 12.08.1900, R. 24, nr 183.
Goniec Wielkopolski: najtańsze pismo codzienne dla wszystkich stanów”, 12.08.1900, R. 24, nr 183.

Na łamach XIX-wiecznej prasy stale powtarzały się ogłoszenia i relacje o wycieczkach organizowane przez różne grupy i towarzystwa. Jednym z nich było Koło Towarzyskie, które 29 czerwca 1881 roku urządziło wycieczkę nad Jezioro Góreckie. W ogłoszonym na łamach „Kuriera Poznańskiego” zaproszeniu podano, że z Poznania chętni mieli wyruszyć pociągiem o godzinie 10:30, a następnie przejechać wozami na miejsce docelowe wycieczki. Proszono „o liczny udział tudzież wczesne zgłoszenie się, aby móc zamówić odpowiednią ilość wózków do przewiezienia biorących udział nad jezioro”8. Wycieczka ta została w kolejnych dniach szczegółowo zrelacjonowana na łamach „Gońca Wielkopolskiego”. Po przybyciu do Mosiny, podróżni udali się wozami drabiniastymi nad Jezioro Góreckie. Uwagę prasowego sprawozdawcy zwróciło charakterystyczne rozlokowanie poszczególnych grup: „na pierwszym wozie muzyka, kilka z kawalerii i kelner z winem – na drugim, trzecim i czwartym panie osobno, mając chyba za towarzysza jakiego starszego, ojca, wujaszka lub jakiegoś zabłąkanego kawalera, a na 2 ostatnich wozach razem zebrane męskie towarzystwo. Gdzie świat widział, aby towarzystwo tak się rozdzielało, żeby młodzież przekładała odgłos trąb, albo kieliszków tłukących się o koszyk, lub trzaskanie z bicza, nad miłe gruchanie dziewiczych głosików i ich sąsiedztwo na półmilowej przestrzeni”9. Sama zabawa nad Jeziorem Góreckim przebiegała w następującej atmosferze: „w lesie samym można było obserwować, że młodzież tańczyła jakby z musu – a jak tylko się taniec skończył, zamiast bawić panie pogawędką, czym prędzej uciekała na papierosa i kieliszka”10.

„Postęp”, 12.05.1906, R. 17, nr 108.
„Postęp”, 12.05.1906, R. 17, nr 108.

Amatorami wycieczek w mosińskie okolice byli członkowie poznańskiego Towarzystwa „Stella”, których ogłoszenia na łamach prasy pojawiały się nader często. 10 lipca 1881 roku udali się na przykład do Sowińca11, 11 sierpnia 1884 roku parowozem do Rogalina (przybyć miało 200 osób)12 czy 1 sierpnia 1886 roku pociągiem do Mosiny, a następnie na wycieczkę do Budzynia13. W październiku 1895 roku towarzystwo padło na łamach prasy ofiarą pomówienia – „Kurier Poznański” zamieścił wtedy krótką notkę prasową o następującej treści: „Towarzystwu >>Stella<< zostanie wytoczony proces z powodu przekroczenia przepisów ustawy o stowarzyszeniach i o święceniu niedzieli. Rzeczone Towarzystwo urządziło bowiem dnia 4 sierpnia wycieczkę do Mosiny i odbyło tamże uroczysty pochód z muzyką na czele podczas wielkiego nabożeństwa bez zezwolenia policji miejscowej”14. Dwa dni później sprostowano jednak to niesprawdzone doniesienie, które pochodziło z gazety „Posener Zeitung”: „Jak nam z wiarygodnego źródła doniesiono, przybyło w ową niedzielę koleją do Mosiny rano o godzinie 11 około 10 członków Stelli i to z muzyką, ale ta ostatnia nie grała, a owe 10 osób wyruszyło spokojnie przez miasto na miejsce przeznaczenia”15. Następnie dołączyła jeszcze większa grupa osób, jednak muzyka grała poza obrębem miasta, przez które przemaszerowano w spokoju, na dodatek już po nabożeństwie nieszporów. Autorowi owego „dowcipnego”, acz fałszywego podania „chodziło widocznie o przedstawienie członków Tow. Stelli jako lekceważących przepisy o święceniu niedzieli i niezdolnych uszanować katolickiego nabożeństwa – ale mu się to nie udało, a rozprawa sądowa, jeżeli będzie jaka, wykaże tylko niewinność oczernionego przez „Posener Z[ei]t[un]g” Towarzystwa”16.

Wycieczki w obrębie Mosiny związane były nie tylko z rekreacją, ale stanowiły także pole walki z germanizacją, która nasilała się szczególnie od lat 90-tych XIX stulecia. 16 czerwca 1912 roku członkowie założonego rok wcześniej Związku Młodych Niemiec (niem. Jungdeutschland-Bund) organizowali zjazd do Mosiny, skąd udać się mieli do Ludwikowa. Powołany przez niemieckie Ministerstwo Wojny Związek miał za zadanie między innymi krzewienie kultury fizycznej, ducha walki oraz miłości do Niemiec. W celu „odciągnięcia” miejscowej młodzieży od „Bundu” oraz „zachęcenia do własnych obyczajów”, polskie Towarzystwo Przemysłowe zorganizowało w tym samym dniu zabawę letnią w „borku strzeleckim, z koncertem, grami fantowymi itp.”17. Zachęcano do jak najliczniejszego udziału zarówno młodzież, jak i osoby starsze. Także latem 1912 roku zabawę urządziło Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” z Mosiny – tym razem „w parku dziedziczki pani Taczanowskiej”18. Wszystko odbyło się przy licznym udziale publiczności z miasta i okolic – na zabawę przybyli także druhowie z Wildy, Jeżyc, Łazarza i Kotowa. „Drużyna sokoła wystąpiła z rozmaitymi ćwiczeniami, które wypadły ku ogólnemu zadowoleniu, za co nie szczędzono jej oklasków. Po wyprowadzeniu nad wieczorem poloneza udano się w pochodzie na salę pani Jaskólskiej, gdzie bawiono się wśród tańców do świtu”19. W cytowanej relacji nie było wprawdzie odniesień do walki z germanizacją, jednak dobrze wiemy, że Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” oprócz krzewienia kultury fizycznej, zajmowało się także kształtowanie postaw obywatelskich i patriotycznych wśród Polaków. Prawdopodobnie dlatego całej zabawie towarzyszył taniec poloneza.

W maju 1902 roku 40-osobowa grupa turystek z poznańskich szkół żeńskich udała się do Mosiny, by następnie zwiedzać malownicze okolice Jeziora Góreckiego. Później panie udały się do Ludwikowa do otwartej dwa lata wcześniej restauracji Ludwigshöhe, położonej przy ówczesnym sanatorium. Spotkała ich tam jednak niemiła niespodzianka – nie mogły porozumieć się z kelnerem, który pytany po polsku, odpowiadał tylko „Deutsch sprechen!”. Nieprzyjemnej sytuacji nie udało się jednak załagodzić: „na przedstawienie gospodarzowi niesłuszności szykany i niedorzeczności, gospodarz starał się wytłumaczyć naszym paniom, że choć tu nie Brandenburgia, to mimo to powinny panie po niemiecku mówić ze służbą”20. Jedna z turystek zamierzała ponadto na miejscu zarezerwować dla siebie i rodziny 4 pokoje, jednak na skutek niemiłego zajścia w restauracji, porzuciła swoje wcześniejsze zamiary. Podobna sytuacja miała miejsce 5 lat później: w kwietniu 1907 roku w „Kurierze Poznańskim” ukazało się krótkie doniesienie o wiele mówiącym tytule: „hakatyzm w sanatorium”. Chodziło również o niemiecką obsługę restauracji w Ludwikowie, nieżyczliwej dla odwiedzającej ją Polaków: „w drugie święto Wielkiejnocy byliśmy świadkami, jak większe towarzystwo polskie nie tylko nie mogło się doczekać zamówionych po polsku potraw, ale naraziło się jeszcze na niegrzeczności ze strony aroganckiego kelnera. Gdyby pod tym względem nie miano i nadal uszanować uczuć polskiej publiczności, nauczyłaby się ona omijać niegościnny hotel, a żywność przywozić ze sobą”21. Mimo to sanatorium i restauracja w Ludwikowie miały być rokrocznie odwiedzane przez „ogromną liczbę Polaków”. Zachował się nawet cennik oferowanych usług z roku 1902. Tygodniowy pobyt w hotelu miał kosztować od 8,75 do 17,50 marek, pokój z noclegiem i pełnym wyżywieniem – od 3,50 marek za dobę, a sam obiad – od 1 marki22. W tamtym okresie przeciętne wynagrodzenie mężczyzny pracującego w przemyśle wynosiło od 1,75 do 2,75 marek za godzinę, a roczna płaca w rolnictwie – od 80 do 120 marek23, co pozwala lepiej zobrazować, kogo było stać na tego typu wygody.

W „Kalendarzu Poznańskim” na rok 1908 znalazła się satyryczna i fikcyjna opowieść o mieszkającym w Poznaniu Bonifacym Bimbalskim i jego rodzinie, zatytułowana „Wycieczka do Mosiny”. Jej autorem był Marian Wścibski, który całą historię podsłuchać miał w oberży „Pod tłustą gęsia”. Opowiada ona o perypetiach wspomnianego bohatera, który został „przymuszony” przez swoją zrzędliwą żonę do zorganizowania rodzinnej, niedzielnej wycieczki. Dzień wcześniej modlił się usilnie o rzęsistą ulewę na niedzielę, by pokrzyżowała plany małżonki. Mimo gorliwych błagań,
„niedzielny poranek, wbrew poznańskiemu zwyczajowi i na złość panu Bimbalskiemu, przedstawia się w szacie najpiękniejszej pogody”24. Żona i córki przygotowywały się do podróży już od piątej rano; o kierunku wojażu zadecydowano po przeczytaniu zachęcającego afiszu o „Wielkiej wycieczce do Mosiny”. Miała być ona zorganizowana przez „Towarzystwo Wzajemnej Zabawy” – wyprawie pociągiem do Mosiny towarzyszyć miała kapela „Cindarasa” oraz towarzystwo śpiewacze „Oj nasza”. Na miejscu odbywać się miała zabawa taneczna połączona z loterią fantową, pokazem sztucznych ogni, „ósmym cudem świata” oraz „licytacją żywej kozy”25. Po dotarciu na miejsce w godzinach popołudniowych, państwo Bimbalscy „nie znalazłszy nikogo znajomego, przechadzają się tam i sam aż do mdłości”. Pretekstem do omijania tanecznej zabawy miało być ponadto „byle jakie” towarzystwo biorące udział w imprezie. Znudzenie wycieczką trwało od godziny 18:00 do 21:00, kiedy to doszło do zapowiadanego pokazu sztucznych ogni. Okazało się jednak, że miały one zupełnie inny charakter, niż na zachęcającym afiszu: „w miejsce zapowiedzianych ogni sztucznych jawią się na niebie ognie naturalne, błyskawice, pioruny i grzmoty”26. Powrót do domu państwo Bimbalscy również nie mogli zaliczyć do najszczęśliwszych – po drodze zastało ich oberwanie chmury, a podróż do Poznania pociągiem w wagonie trzeciej klasy odbyli w towarzystwie ludzi „byle jakich” i „bardzo podejrzanych”. „W domu myślicie, że była z tego powodu jaka awantura? Broń Boże. Pani i panny cicho spać się pokładły i aż do następnej niedzieli nic o wycieczkach nie gadały”27.

Przedstawione opowiadanie było niewątpliwie satyrą na cechy charakteru Poznaniaków: skąpstwo (pan Bimbalski liczył, ile pieniędzy straci na wycieczce i dlatego modlił się o deszcz), chęć wyrwania się z miasta, poczucie wyższości wobec osób z mniejszych miejscowości oraz podróżnych w pociągu – patrz przedział trzeciej klasy. W opowiadaniu raczej trudno doszukać się elementów satyrycznych związanych z Mosiną i jej mieszkańcami – wszak ci wraz z przyjezdnymi znakomicie się bawili, jedynie w oczach rodziny Bimbalskich stanowili „byle jakie” towarzystwo, z którym nie chcieli się integrować. Opisana w 1908 roku „Wycieczka do Mosiny” po latach wydaje się być pochwałą wycieczek i zabawy w mniejszych miejscowościach oraz satyrą na niezrozumienie przez patrzących na nie z góry Poznaniaków.

Wojciech Czeski

Państwo Bimbalscy. Ilustracja z: „Kalendarz Poznański Polski Katolicki na Rok przestępny 1908”, R. 32, s. 91.
Państwo Bimbalscy. Ilustracja z: „Kalendarz Poznański Polski Katolicki na Rok przestępny 1908”, R. 32, s. 91.

1 „Dziennik Poznański”, 19.09.1869, R. 11, nr 214.

2 Tamże.

3 Tamże.

4 „Wiarus. Pismo Dla Średniego Stanu Polskiego”, 1874, R. 2, nr 71.

5 „Kurier Poznański”, 06.07.1877, R.6, nr 128.

6 „Wielkopolanin”, 10.07.1886, R. 4, nr 154.

7 Tamże.

8 „Kurier Poznański”, 26.06.1881, R.10, nr 144.

9 „Goniec Wielkopolski: najtańsze pismo codzienne dla wszystkich stanów”, 08.07.1881, R. 5, nr 153.

10 Tamże.

11 „Orędownik: pismo poświęcone sprawom politycznym i społecznym”, 07.07.1881, R. 11, nr 81.

12 „Kurier Poznański”, 12.08.1884, R. 13, nr 185.

13 „Kurier Poznański”, 25.07.1886, R. 15, nr 167.

14 „Kurier Poznański”, 06.10.1895, R. 24, nr 230.

15 „Kurier Poznański”, 08.10.1895, R. 24, nr 231.

16 Tamże.

17 „Orędownik: najstarsze ludowe pismo narodowe i katolickie w Wielkopolsce”, 14.06.1912, R. 42, nr 133.

18 „Orędownik: najstarsze ludowe pismo narodowe i katolickie w Wielkopolsce”, 07.07.1912, R. 42, nr 149.

19 Tamże.

20 „Postęp”, 24.05.1902, R. 13, nr 118.

21 „Kurier Poznański”, 05.04.1907, R.2, nr 78.

22 Sommerfrischen der Provinz Posen und Nachbarschaft, Poznań 1902, s. 14.

23 C. Łuczak, Dzieje gospodarcze Wielkopolski w okresie zaborów (1815-1918), Poznań 2001, s. 422.

24 „Kalendarz Poznański Polski Katolicki na Rok przestępny 1908”, R. 32, s. 90.

25 Tamże, s. 91.

26 Tamże.

27 Tamże, s. 92.

Autor Wojciech Czeski

Autorem wpisu jest: Wojciech Czeski, dziennikarz Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Sprawdź również

Uczestnicy wycieczki „Śladami walk o Poznań 1945” podczas zwiedzania miejsc związanych z historią regionu

Śladami walk o Poznań. Wspólna wycieczka mieszkańców Mosiny, Babek i Czapur

Blisko 50 mieszkańców Mosiny, Babek i Czapur wzięło udział w historycznej wycieczce „Śladami walk o …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *