Czego możemy spodziewać się po młodzieżowej grupie teatralnej zdominowanej przez młode kobiety? Albo spytam inaczej: jakie to umiejętności przekonywania musi mieć młody mężczyzna, by sprawić, że cały spektakl kręci się wokół niego i każda dziewczyna go chce?
Spektakl „Wszystkie dziewczyny Williama” w wykonaniu młodzieżowego Teatru Między Wierszami i reżyserii Ajżany Prendke eksploruje w sposób bardzo nieortodoksyjny kwestie związków damsko-męskich. Lub mówiąc szerzej: stara się on na nowo zdefiniować role przypisane kobietom i mężczyznom. Ostrzegam, że w trakcie poniższej recenzji pojawiać się mogą spoilery!
Dziesięć versus cztery
Zacząć należy… od początku. Przebieg spektaklu wrzuca nas właściwie od razu do akcji – bez zbędnych wyjaśnień czy przedstawienia postaci. Ma to swoje plusy, bo widzowi nie wydaje się, by spektakl się dłużył; czeka on natomiast na rozwinięcie i wyjaśnienie tego, czego nie wie.
Przechodząc natomiast do postaci – jest ich w sumie czternaście. Dziesięć młodych kobiet wciela się w role tytułowych „dziewczyn Williama”. Każda ubrana i zachowująca się na swój odmienny sposób. Ta różnorodność i wymyślność strojów jest atutem, bo pomimo tego, że nie spędzamy dłuższych ani pogłębionych chwil z bohaterkami, to nie daje się odczuć, by były tylko fasadą – chwilowym przechodniem w spektaklu.
Drugim typem postaci są trzy Chochliki. Pełnią one funkcje swoistych narratorów lub – posługując się terminami bardziej antycznymi – fatum. Generalnie można by powiedzieć, że to od nich zależy przebieg historii. Ustawiają one dziewczyny zgodnie z ich tylko widzimisię. Ale przede wszystkim wydają się służyć Williamowi.
Trzecim typem postaci jest właśnie on: William. Zadufany w sobie casanova, który cierpi, bo kocha każdą dziewczynę. Jednocześnie przeświadczony o swojej wielkości i nieomylności (skąd ja takich znam?). Postać Williama zdaje się być ciekawie przerysowaną wersją współczesnego „macho mana”. Jego przekonanie o sobie wspierają też wspomniane Chochliki, pomagając mu w miłosnych podbojach. Także na koniec dnia rozkład sił jest prosty: William i trzy Chochliki przeciwko dziesięciu dziewczynom.

źródło: Mosiński Ośrodek Kultury
O kunszcie słów kilka
Mówi się, że młodym nic się nie chce; że nie obchodzą ich wspólne działania, a każde z nich woli swój świat wirtualny. To zbytnia generalizacja. Można się o tym przekonać, obserwując tę czternastkę młodych ludzi na scenie. W ich głosie czuć pasję do działania teatralnego. Czuć, że nie znaleźli się tutaj przez przypadek, a nawet jeśli, to nie dali tego po sobie poznać.
Co również przykuwa uwagę, to sposób, w jaki zespół teatralny wraz z reżyserką wykorzystali przestrzeń sceny pomimo ubogiej scenografii. W mosińskim teatrze wielkie znaczenie odgrywa ruch, a „Wszystkie dziewczyny Williama” są tego dobrym przykładem. Płynne, wyćwiczone ruchy całego zespołu, tańce czy skomplikowane figury nie sprawiają młodym problemu, co dodatkowo nadaje życia tym postaciom.
Konflikt i jak go zażegnano – SPOILERY!
Jak już wspomniałem, rozkład sił nadciągającego konfliktu (bo szanowny William podrywa wszystkie koleżanki) jest zdecydowanie niekorzystny dla dramaturga. Zanim jednak kobiecy gniew obraca się w jego stronę, kochanki kłócą się ze sobą. Że to wina tamtej, bo się wdzięczyła. Że to wina innej, bo głupoty plotła. Lub że woli wyższe… Z początku żadna z nich nie zdaje się widzieć winy w kochanku, tylko w „rywalce”.
Tak szybko, jak ten konflikt się rozpoczął, tak szybko przeniósł się na inne tory. Dziewczyny prędko dochodzą do wniosku: dlaczego one mają być niby podległe mężczyźnie? Są przecież równymi istotami. Ta nagła zmiana w zachowaniu jest bardzo ciekawym wyrazem kobiecej solidarności, ale też w pewnym sensie metaforą przebudzenia i uświadomienia. Więc postanowiły o końcu z pisarzem. Jest to interesująca scena, gdy William przechodzi od jednej do drugiej dziewczyny, próbując zyskać od niej trochę atencji – tak ważnej przecież dzisiaj waluty. Na jego nieszczęście to się nie udaje, a jego byłe kochanki… cóż, próbują mu upuścić krwi. Na ratunek przybywają Chochliki, ustawiając dziewczyny tam, gdzie ich miejsce – trzymane na smyczy przez mężczyznę. Bo kobieta ma kochać i niczym więcej się nie przejmować.

źródło: Mosiński Ośrodek Kultury
Grand Final
Spektakl nie był długi – trwał może pięćdziesiąt minut. Ale w mojej opinii to wystarczający czas, by przekazał on pewne ważne przesłanie: o równości i wzajemnym szacunku. W moim osobistym odczuciu młodzież z Teatru Między Wierszami (i ich reżyserka) stanęli na wysokości zadania i dostarczyli widowni – a warto dodać, że pękającej w szwach – spektakl na bardzo wysokim poziomie merytorycznym i artystycznym. Wydaje mi się, że nie tylko ja mam taką opinię, wnioskując po sali wypełnionej gromkimi brawami na stojąco.
Kiedyś napisałem, że Mosina teatrem stoi. Żaden spektakl, który dotychczas zobaczyłem, nie zmienił mojego zdania, a tylko mnie w nim utwierdził. Bo teatr to ludzie, a on w naszej gminie przyciąga najlepszych. Jedyne co mi pozostało, to serdecznie pogratulować aktorom i reżyserce oraz czekać na więcej.

źródło: Mosiński Ośrodek Kultury
Gazeta Mosińsko-Puszczykowska Lokalne wiadomości z Mosiny, Puszczykowa i regionu.
