Elżbieta Bylczyńska | wtorek, 15 Mar, 2011 |

WPN “Przyroda sama się nie obroni” – rozmowa z Adamem Kaczmarkiem

Wielkopolski Park Narodowy powstał jako jeden z pierwszych w Polsce, 16 kwietnia 1957 r. na mocy rozporządzenia Rady Ministrów, z inicjatywy prof. Adama Wodziczko.

WPN – Wielkopolski Park Narodowy

Był siódmym z kolei parkiem narodowym, dzisiaj jest ich 23. Zajmuje powierzchnię 7584 ha, wraz z otuliną jest to 14 840 ha. Ma niebagatelny wpływ na życie w naszych gminach. Siedziba Parku i Centrum Edukacji Ekologicznej wraz z Muzeum Przyrodniczym mieści się w Jeziorach nad jez. Góreckim, w środku lasów. Pomimo zimy wygląda imponująco.

Jezioro Góreckie WPN

Jezioro Góreckie WPN

O gospodarowaniu zasobami Parku, z dyrektorem  – Adamem Kaczmarkiem, mieszkańcem Puszczykowa, który zarządza Wielkopolskim Parkiem Narodowym od sześciu lat i pracuje tutaj 32 lata, rozmawia Elżbieta Bylczyńska.

E. B.:

– WPN to nie tylko las, jeziora i grunty należące do Skarbu Państwa. To także tereny, których właścicielami lub dzierżawcami są osoby prywatne. I teren, na którym przez dziesięciolecia była prowadzona określona gospodarka. Dzisiaj w dobie przemian związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej wiele się zmieniło. Co z tego dla Parku wynika?

siedziba Wielkopolskiego Parku Narodowego

siedziba Wielkopolskiego Parku Narodowego

wpn - logo parku

WPN – logo parku

Adam Kaczmarek:

– Na terenie Parku znajduje się 110 ha lasów prywatnych, położonych pomiędzy lasami pozostającymi w zarządzie Parku. Są to lasy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Podobnie jak prywatne grunty rolne, których jest 700 hektarów. Oprócz tego w zarządzie Parku jako Skarbu Państwa pozostaje prawie 1800 ha gruntów rolnych, które dzierżawimy rolnikom na zasadzie przetargu.

Rolnictwo w Polsce nie jest w najlepszej kondycji, czy są nowi chętni do wydzierżawienia gruntów? Czy są to wieloletni dzierżawcy? Czy starzy rolnicy mają się dobrze na tych gruntach, dzierżawią je i robią swoje, czy może rezygnują?

Dzierżawią i robią swoje. Niewielu jest tych, którzy w ostatnich latach zrezygnowali, może trzy lub cztery przypadki, z powodów rodzinnych. Tutaj w poznańskim wszystkie grunty są użytkowane, ale gdyby pojechać 100 km na zachód czy północ – tam widać już grunty leżące w ugorze. Najbardziej było to widoczne po upadku PGR – ów (Państwowych Gospodarstw Rolnych), kiedy nie bardzo było wiadomo, co z tym zrobić. U nas nie było takich problemów, zawsze był bardzo duży nacisk rolników na to, żeby te grunty dalej rolniczo użytkować.

Co uprawiają nasi rolnicy?

Zboża, buraki, ziemniaki, kukurydzę.

Jest to więc sytuacja taka, jaka być powinna?

Jezioro Góreckie

Tak, grunty są uprawiane. Po przejęciu po PGR Konarzewo obszarów rolnych w granicach Parku, zalesiliśmy je. Zabezpieczyło to jezioro Góreckie i Jarosławieckie przed spływem powierzchniowym tego wszystkiego, czego na gruntach rolnych jednak się używa, to znaczy środków ochrony roślin, nawozów. Mam na myśli spływ powierzchniowy z deszczem. Kiedyś jezioro Góreckie od strony zachodniej przylegało do obszarów rolnych bezpośrednio. Teraz wokół jest pas lasu i taki sam pas zalesienia znajduje się przy jeziorze Jarosławieckim. Podobny łącznik powstał w Wirach, pomiędzy kompleksami leśnymi i wzdłuż toru kolejowego – jednoszynowego – relacji Poznań – Stęszew (oddzielający od szosy). Są to obszary leśne po kilka i kilkadziesiąt hektarów, w sumie 256 ha zalesienia. Utworzyliśmy też pasy zadrzewienia na dużych obszarach popegeerowskich, na wzór upraw prowadzonych  przez Dezyderego Chłapowskiego, jednego z oficerów polskich okresu wojen napoleońskich i prekursora pracy organicznej w Wielkopolsce, co jest bardzo pozytywne. Chodziło o to, żeby poprzecinać kilkusethektarowe pola elementem zadrzewienia.

WPN - jezioro Góreckie

WPN – jezioro Góreckie

Jezioro Jarosławieckie w Jarosławcu

Plaża nad jeziorem Jarosławieckim w Jarosławcu

 Jezioro Góreckie

Dalej nie zalesiamy, bo zainteresowanie rolników produkcją rolną jest bardzo duże. Na terenie Parku na 7500 ha jest 2500 ha gruntów rolnych. Funkcjonuje to na zasadach gospodarki rolnej indywidualnych rolników na terenie Parku. Z tym, że są to często rolnicy, którzy mieszkają poza Parkiem, np. w Głuchowie, w Palędziach.

Ile kosztuje dzierżawa gruntu rolnego od WPN?

Pomiędzy 7 a 29 kwintali żyta za hektar dzierżawy rocznie. Wynika to (kwintale) z przetargów. Te dochody są i zawsze były odprowadzane do Skarbu Państwa – Park jest państwową jednostką budżetową.

Sytuacja ekonomiczna WPN

Jak wygląda obecnie sytuacja ekonomiczna Parku?

Do końca roku 2010 Park otrzymywał środki z budżetu, rzędu 2.500.000 zł, z których 84% stanowiły płace. Pozostałe -16% pokrywały przez jeden, dwa miesiące inne potrzeby: transport, administracja, utrzymanie budynków, telefony, łączność bezprzewodowa, wykonywanie zadań ochronnych, hodowla lasów i ich ochrona, koszty wynikające z łowiectwa, turystyki, zarybiania zbiorników wodnych. Przez pozostałe miesiące w roku pokrycie tych kosztów zabezpieczało do tej pory gospodarstwo pomocnicze. 31 grudnia 2010 roku gospodarstwa pomocnicze w Polsce zostały zlikwidowane.

Czym było gospodarstwo pomocnicze?

Ustawa o finansach publicznych sprzed wielu lat wprowadziła gospodarstwo pomocnicze, ponieważ państwowa jednostka budżetowa nie mogła nie odprowadzać wpływów, jak chociażby z tytułu dzierżawy gruntów rolnych do Skarbu Państwa. A gospodarstwo pomocnicze mogło te środki, które wypracowało gromadzić i przeznaczać na inne cele. Tak to w Polsce funkcjonowało.

Ile i na czym zarabiało gospodarstwo pomocnicze?

Zarabiało drugie 2.500.000 zł. Między innymi na sprzedaży drewna – 1.500.000, z tytułu wędkowania – około 100.000 zł, parkingów – 30.000zł, itp.

Dlaczego gospodarstwo zostało zlikwidowane? Jak będzie teraz radził sobie finansowo Wielkopolski Park Narodowy?

Likwidacja była wynikiem dostosowania przepisów polskich do przepisów unijnych. Co do finansowania – na tą chwilę jeszcze nie wiemy. Ma to być rezerwa budżetu państwa. Zabrakło jednak czasu na stworzenie stosownych przepisów. Musiałaby to być ustawa (propozycja ministerstwa już jest), nowelizacji ustawy o ochronie przyrody i niektórych innych ustaw towarzyszących, która wprowadzałaby na końcu założenie państwowej osoby prawnej. Państwowa osoba prawna zatrzymywałaby te wypracowane środki na całokształt. Ale minister finansów się dopatrzył, że państwowa osoba prawna nie może uzyskać dotacji państwa, czyli mielibyśmy te dwa i pół miliona zł, które kiedyś pochodziły z gospodarstwa, a nie mielibyśmy dotacji na płace. A są to płace dla 56 osób.

Na dzień dzisiejszy nie ma więc żadnej regulacji prawnej?

Tak, na dzisiaj jest to nieuregulowane.

Co stało się z gospodarstwem pomocniczym?

Wchłonęła je państwowa jednostka budżetowa. Te gospodarstwa nie były tak do końca wydzielone, stanowiły odrębność według przepisów, natomiast ci sami ludzie, np. leśniczy, który jest w danym terenie jeden – wykonywał, bo musiał – czynności dla gospodarstwa pomocniczego i czynności ochronne dla parku narodowego. To była jedna osoba. Praktycznie każdy z pracowników Parku wykonywał prace i dla gospodarstwa, i dla budżetu. Mój zastępca pełnił jednocześnie rolę kierownika gospodarstwa pomocniczego, które tutaj też miało swoją siedzibę. Teraz budżet państwa zapewnia płace, a budżet z rezerwy celowej ma przeznaczać środki na te zadania ochronne, które wykonywało kiedyś gospodarstwo. Rezerwa celowa bierze się z tego samego źródła, z którego pochodziły środki wypracowywane przez gospodarstwo. Gospodarstwa już nie ma i pieniądze nie zostają już tutaj. W tej chwili mamy taką sytuację, że na 170.000 zł leżą rachunki z przeterminowanymi płatnościami. Z rezerwy celowej do tej chwili nie otrzymaliśmy jeszcze ani złotówki. Gdyby gospodarstwo pomocnicze nadal funkcjonowało, płacilibyśmy swoje rachunki na bieżąco.

Wszystkie parki mają ten sam problem. Sądzę jednak, że nikt w ministerstwie nie pozwoli na to, żeby 23 parki narodowe upadły. Zapowiada się, że nasze planowane przychody w tym roku, czyli to, co uzyskamy z działalności – 2.110.000 zł, które odprowadzane są do budżetu państwa wróci do nas w postaci dotacji celowej. Na razie funkcjonuje to na faksy i telefony, i do końca lutego wiemy już, że otrzymamy środki na pokrycie bieżących potrzeb. W skali pierwszego kwartału jest to 506.000 zł i tyle mamy otrzymać.

Czy jednak nie spowoduje to sytuacji, w której wpływy wędrujące kiedyś do gospodarstwa pomocniczego a teraz wchłaniane przez budżet państwa, mogą okazać się mniejsze? Czy to nie paraliżuje waszych ruchów? Bo, żeby zarobić, coś trzeba przecież włożyć.

Tak, tego chyba ktoś nie przewidział. Sama choćby turystyka, żeby zarobić trzeba najpierw zainwestować. Enea prądu nam jeszcze nie odcięła, mimo niezapłaconych rachunków…

Koło zamachowe jeszcze działa, mam nadzieję, że tak źle jednak nie będzie. Inaczej sobie nie wyobrażam. Nie mogę zawiesić działań, bo w przyrodzie nie można zaprzestać wykonywania pewnych zadań, żeby nie doszło do nieodwracalnych zmian w ekosystemach. Przykładem jest choćby młody drzewostan, jeżeli nie wykonamy na czas zabiegu czyszczenia, czyli nie usuniemy młodych drzewek, zakłócających cykl wzrostu lub, jeżeli nie zadziałamy na czas na jeziorach, nie zarybimy ich, to nie będzie przychodów z wędkarstwa.

Nie jest więc prawdą założenie, że w parku narodowym nie powinno się wycinać drzew?

Pokażę to na przykładzie. Drzewa wycina się nie po to, żeby uzyskać przychód. W XVIII w., za czasów pruskich wycięto tutaj większość lasów. Wynika to z zapisów kronikarskich, które posiadamy. Ilości drewna mierzono furmankami – wywieziono wówczas dziesiątki tysięcy tych furmanek do Poznania, miasto musiało być przecież ogrzewane, a nikt węgla wtedy nie dostarczał. Kroniki podają też ilość furmanek drewna zużytego przy budowie poznańskiego Rynku, dzisiaj Starego Rynku. Prusacy wycięli rosnący tutaj drzewostan mieszany z przewagą gatunków liściastych i wprowadzili (taki był wówczas trend w leśnictwie) – gatunki szybko rosnące, przede wszystkim sosny, ale w postaci monokultury. Jednak ze względu na podłoże, bardzo urodzajne, (tutaj było czoło lodowca, który pchał przed sobą żyzne gleby gliniasto-piaszczyste) powinny tu rosnąć gatunki liściaste. Sosna, dla której ta gleba jest za dobra w tych warunkach choruje i zamiera. Dlatego my musimy ten drzewostan przebudowywać. Ingerencja człowieka jest bardzo potrzebna i jest skutkiem zmian sztucznie kiedyś wprowadzonych.

Dziękuję za rozmowę.

Tą stronę wyszukiwano za pomocą słów:

  • WPN
  • Wielkopolski Park narodowy
  • Adam Kaczmarek
  • jezioro góreckie
VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.6/10 (Głosujących: 19)
WPN "Przyroda sama się nie obroni" - rozmowa z Adamem Kaczmarkiem, 7.6 out of 10 based on 19 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj