Redakcja GMP | czwartek, 19 Wrz, 2019 | 1 Komentarz

️⚽️ „Nie zawsze wynik był najważniejszy, lecz integracja całego zespołu”

W 2020 roku mosiński Klub KS 1920 Mosina obchodzić będzie stulecie swojego istnienia. Wieloletnia działalność Klubu ma bogatą, niezwykle ciekawą historię, tworzoną przez ludzi z pasją i zaangażowaniem. Rozmawiamy z kolejnym z honorowych członków Klubu (stali Czytelnicy pamiętają zapewne publikowane przez nas w ubiegłym roku spotkanie ze Stanisławem Dorosińskim), Stefanem Bartkowiakiem. Wielokrotnie odznaczony i nagradzany za działalność na rzecz mosińskiego sportu, opowiada o najciekawszych, zabawnych i wzruszających momentach z życia Klubu z poczuciem humoru, iskrą w oku i energią godną pozazdroszczenia. Postaraliśmy się przekazać Państwu najciekawsze momenty z tego fascynującego spotkania.

M.M.: Jakie były początki Pana drogi sportowej?

S.B.: Moja droga sportowa zaczęła się w siódmej klasie szkoły podstawowej – miałem wtedy czternaście lat, zaczynałem więc późno. Jeden z wychowawców nie pozwalał wówczas uczniom zapisywać się do klubu sportowego uważając, że powinni należeć jedynie do szkolnych związków sportowych, a i tak zapisało się nas aż dwunastu.

Marta Mrowińska i Stefan Bartkowiak – w trakcie wywiadu

W mosińskim Klubie grałem początkowo w drużynie trampkarzy i juniorów sekcji piłki nożnej. Potem, w technikum, działaliśmy w klubie szkolnym – grałem wtedy w siatkówkę i piłkę nożną. Rozpoczynając pracę zawodową działałem w Lidze Zakładów Pracy w Poznaniu – tam trenowało dużo zespołów, pierwsza druga i trzecia liga (my awansowaliśmy wtedy do pierwszej ligi). Pracując w biurze projektowym założyłem wraz z kolegami klub sportowy w 1969 roku. Jeździliśmy wówczas w ramach wymiany na mecze do ówczesnego NRD – tamtejsze biuro projektowe też miało swój klub i dwa razy do roku organizowaliśmy wspólne rozgrywki – trwało to aż do 1981 roku. W tym okresie nadal działałem w Mosinie, spotykaliśmy się tutaj na sparingach. Mieliśmy wówczas dobrą, mocną drużynę: w składzie był między innymi syn ówczesnego piłkarza Lecha Poznań, Stanisława Atlasińskiego, był Andrzej Ptak z Warty Poznań, Andrzej Gajewski – pierwszy bramkarz Olimpii Poznań z czasów, kiedy Olimpia weszła do pierwszej ligi. W zakładowej lidze byliśmy wtedy mocni w czołówce.

M.M.: Jakie wydarzenia z działalności w Mosinie wspomina Pan w sposób szczególny?

S.B.: Pamiętam, że kierownikiem pierwszej mosińskiej drużyny był Leon Tomczak – mieszkaliśmy razem w jednym domu, a trenerem był wówczas Włodzimierz Bajer (klub nazywał się Obra) – tutaj historia zatoczyła koło, gdyż obecnie także jest trenerem mosińskiego Klubu.

Któregoś roku – to było chyba w 1984 – wpadłem na pomysł, by zorganizować turniej klubów Obry (było ich bowiem kilka). Istniało wtedy jeszcze czterdzieści dziewięć województw i zasada była taka, że w poszczególnych województwach miały odbywać się eliminacje. zaś cztery najlepsze zespoły zapraszaliśmy na rozgrywki do Mosiny. Zadzwonił wtedy do nas ktoś z Obry Bledzew z informacją o śmierci prezesa tamtejszego klubu i prośbą o przeniesienie imprezy do Bledzewa. Tak też zrobiliśmy – zagrały wtedy zespoły: Obra Mosina, Obra Kościan, Obra Bledzew i Obra z miejscowości Obra 😊 My graliśmy wówczas w A klasie, a na tym turnieju zmierzyliśmy się z najmocniejszą na ten czas Obrą Kościan. Kościan wygrał ten turniej, ale emocje były spore i przeżycia – niezapomniane.

Stefan Bartkowiak - odznaki honorowe za osiągnięcia sportowe

Stefan Bartkowiak – odznaki honorowe za osiągnięcia sportowe

Pracując w Agromecie Projekt na Starołęce mieliśmy obok boisko klubu MZKS Przemysław Poznań, z którego chętnie korzystaliśmy. Tam poznałem prezesa tego klubu, nawiązaliśmy współpracę, a nawet – kiedy już szkoliłem zawodników w Mosinie – prowadziłem też szkolenia dla tamtych zawodników. Pewnego razu zaprosili do siebie zespół z trzeciej ligi, z miejscowości Zerbst pod Magdeburgiem. To był rok 1985; jako dygresję dodam, że prezesem Klubu w Mosinie był mój kolega, Bolesław Szymkowiak. Pamiętam, że wtedy na walne zebranie przyszło mnóstwo ludzi, a do zarządu weszło aż trzynaście osób. Zostałem wówczas kierownikiem zespołów młodzieżowych, czyli trampkarzy i juniorów. A teraz wracając do Niemców – przyjechali wtedy z wizytą do Przemysława Poznań, a ja zaproponowałem prezesowi, że może jeden z trzydniowej wizyty spędziliby w Mosinie. I tak się stało. W Mosinie ogłosiliśmy, że odbędzie się tutaj międzynarodowy mecz piłkarski, porozwieszaliśmy plakaty, na stadion przyszło wówczas mnóstwo ludzi. Pamiętam, że wygraliśmy ten mecz, a na koniec ugościliśmy wszystkich w „Morenie”. Przez wiele lat był to jedyny międzynarodowy turniej w Mosinie i długo go wspominaliśmy.

Ciekawe to były czasy. Pamiętam, że Obra Kościan zwróciła kiedyś uwagę na naszego napastnika – był dobrym zawodnikiem, a ponieważ przeprowadzał się do Kościana, chcieli, byśmy zwolnili go z naszej drużyny. Ale – mówimy – nie tak od razu! Potrzebny był ekwiwalent. Były to czasy, kiedy wszystko było na kartki, a w Kościanie była cukrownia, dokonaliśmy zatem transferu za… dwa worki cukru 😊 Takie wtedy były czasy…

M.M.: Takich historii, które teraz wspomina Pan z uśmiechem, pewnie było sporo…

S.B.: Tak. W czasach, kiedy szkoliłem drużyny młodzieżowe, wiedzieliśmy, że zawodnicy zespołów takich jak Warta, Lech, Olimpia, są bardzo dumni, noszą głowy wysoko w chmurach. Mieliśmy ochotę trochę „utrzeć im nosa”. Lecha Poznań szkolił wtedy Roman Jakóbczak, pierwszoligowy zawodnik, który przeszedł do Poznania z Pogoni Szczecin. Wtedy jego zespół zwyciężał w lidze juniorów. Przyjechali do Mosiny na mecz i… tak szybko wychodzili przed piłkę, że sędzia bez przerwy gwizdał spalone. Wszyscy myśleli, że to taka taktyka naszego zespołu, a to po prostu tamci byli tak „wyrywni” – dzięki temu wygraliśmy wtedy 2:1. Podczas tego meczu zdarzyła się jeszcze jedna ciekawa sytuacja: krótko przed końcem jeden z zawodników bardzo chciał wejść na boisko, chociaż na dziesięć ostatnich minut. Dodam, że były to czasy, kiedy mieliśmy dużo zawodników – w granicach dwudziestu kilku osób – i można było często robić zmiany. Otóż ten zawodnik był sumienny, ale niezbyt mocny, zastanawiałem się zatem, gdzie go postawić, żebyśmy nie przegrali meczu. Tak się jednak zaangażował, że dwukrotnie uchronił nasz zespół przed utratą bramki.

Zawsze starałem się podchodzić do chłopaków jak nauczyciel, wspierać ich. Pamiętam, jak na któryś mecz przyszła dziewczyna jednego z zawodników i on koniecznie chciał wtedy zagrać. Nie bardzo mi pasował do składu, ale pozwoliłem mu wyjść na boisko. Nie zawsze bowiem liczył się wynik, ważne było docenienie, dowartościowanie chłopaków, integracja całego zespołu.

Stefan Bartkowiak w redakcji GMP

Stefan Bartkowiak, honorowy członek KS1920 Mosina w redakcji GMP

M.M.: Co uważa Pan za największy sukces w swojej karierze?

S.B.: Jako zawodnik – mimo, że byłem dobry – grałem w drugim zespole seniorów i jakoś nie mogłem przebić się do pierwszego zespołu. Co prawda, brałem udział w meczach w pierwszym zespole, ale zawsze tylko jako rezerwowy. Kariery jako zawodnik zatem nie zrobiłem 😊 Jako najlepszy w mojej karierze uważam czas działalności w zakładowym klubie, nawiązanie kontaktów, wyjazdy, szkolenia zawodników, ich sukcesy, dbanie o każdy szczegół w przygotowaniu wydarzeń. Relacje z ludźmi. Byłem też sekretarzem klubu w kilku kadencjach – do 1994 roku.

M.M.: Jak ocenia Pan obecną sytuację mosińskiego Klubu?

S.B.: Uważam, że w tej chwili nastąpił rozłam sportu w Mosinie: oprócz KS 1920 Mosina powstał Orlik w Krośnie, gdzie też szkolą piłkarzy, poza tym rozwija się piłka halowa i wiele różnych dyscyplin, trudno się jednak zjednoczyć. Na Orliku jest sporo zespołów młodzieżowych, część sponsorów zdecydowała się je wspierać właśnie tam, a gminne dotacje też muszą być dzielone na wszystkich. Kiedyś istniał jeden klub, który skupiał wszystkich zawodników, teraz są oni rozproszeni. Na mecze przychodzi coraz mniej widowni, trudno też zjednoczyć się, w klubach panuje rozdźwięk. Kiedyś wszyscy sobie pomagaliśmy. Pamiętam, że był w Mosinie zawodnik, Janusz Naskręt, uczący się w szkole górniczej w Zabrzu i trenujący w klubie Gwarek Zabrze. Był bardzo dobrym zawodnikiem, przyjeżdżał czasem do Mosiny wspierać nas na treningach i podczas meczów. Cały zespół zrzekał się wtedy swoich diet, żeby móc opłacić mu częściowo podróż do Mosiny. Teraz nie ma takiego zjednoczenia.

65 lat Klubu Sportowego Obra Mosina (obecnie KS 1920 Mosina)

65 lat Klubu Sportowego Obra Mosina (obecnie KS 1920 Mosina)

Poza tym, dawniej istniało w klubie dużo różnych sekcji: zaraz po wojnie na przykład powstał klub motorowy (klub piłkarski nazywał się wówczas Unia Mosina), organizowano też wyścigi motocyklowe, jeździło się na zawody do Poznania… Po wojnie była też sekcja bokserska (z tamtego składu żyje jeszcze Aleksander Filipiak), sekcja ping-ponga… Świetlica, w której trenowaliśmy, tętniła życiem. Trochę tego życia teraz brakuje. W pewnym okresie Mosina miała też dość silny ośrodek sędziowski, było tu pięciu czy sześciu dobrych sędziów. Największe sukcesy wśród sędziów odnosił były zawodnik Zbigniew Lisiecki. Był też Andrzej Stelmaszyk, Ryszard Jaroński – były prezes klubu mosińskiego, który działał nawet we władzach Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Można powiedzieć, że Klub reprezentowały wybitne osobistości. Uważam, że trzeba o tym pamiętać, dbać o to, by Klub z taką historią żył i prężnie działał.

M.M.: Czy ma Pan jeszcze plany na przyszłość związane z Klubem?

S.B.: Teraz zajmują mnie głównie sprawy rodzinne i to powoduje, że nie poświęcam już tyle czasu dla Klubu co kiedyś, choć nadal bardzo lubię to robić. Wciąż interesuje mnie odkrywanie ciekawostek historycznych. Początki istnienia Klubu datuje się na 1920 rok, choć najstarsze zdjęcie klubowe pochodzi z 1923 roku – najprawdopodobniej dlatego, że pierwsze lata były to amatorskie spotkania, zawodnicy nie brali jeszcze udziału w rozgrywkach, nie było to dokumentowane. Te pierwsze lata opisywał Fabian Roszak, były dyrektor „Barwy”. W jego zapiskach można odnaleźć też informację, że na naszym terenie istniał jeszcze jeden, starszy klub – „Bałtyk” Żabinko, który miał swój początek najprawdopodobniej w 1919 roku. Próbuję znaleźć więcej informacji na temat, kto go tworzył: czy byli to marynarze, którzy po skończonej wojnie osiedli tutaj i założyli klub? Czy może osadnicy niemieccy? Może uda mi się odtworzyć tę historię. Bardzo mnie to interesuje.

Jeśli chodzi o nasz Klub, w tej chwili intensywnie przygotowujemy się do obchodów stulecia jego istnienia, które będzie miało miejsce w przyszłym roku. Już teraz serdecznie wszystkich zapraszamy.

M.M.: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszej satysfakcji z działalności.

KS 1920 Mosina - logo

KS 1920 Mosina – logo

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 10.0/10 (Głosujących: 4)
️⚽️ „Nie zawsze wynik był najważniejszy, lecz integracja całego zespołu”, 10.0 out of 10 based on 4 ratings

Napisano przez Redakcja GMP Posted in Aktualności, Mosina

Tagi: ,

Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Komentarze (1)

  • JWB
    czwartek, 19 Wrz, 2019, 9:05:58 |

    Oby na swoje stulecie klub odbił od dna. To byłby dobry moment, potencjał jest, brakuje tylko trochę kibiców, pytanie jak ich do siebie przyciągnąć?

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +2 (Głosujących: 4)

Skomentuj