Audycja o edukacji i niepodległości - radio MPL
Czytelnicy GMP | wtorek, 15 Wrz, 2015 |

Wyjść z duchowego zamętu

Bartnictwo istniało u Słowian i nie tylko od najdawniejszych czasów. Miód już przed wiekami był bardzo cenny i bardzo poszukiwany. Pszczoły żyły wtedy w nieprzebranych połaciach kwiatów. Jednak wbrew krążącym opiniom to nie miód był głównym źródłem utrzymania i zamożności bartników, lecz wosk. Wywożono go w dużej ilości do ówczesnej Italii i Germanii.

W puszczach królewskich ludność zakładała tzw. bory bartne, w których znajdowało się 60 barci. Półborem nazywano bór, który miał 30 barci. Niektórzy prowadzili swoje pasieki na polach sąsiadujących z puszczą. Bartnicy organizowali się w różne bractwa. Barcie dłubano dłutem w żywych, starych sosnach lub jodłach. Otwór do barci zawsze zakładano wyciosanym z bali zatorem. Natomiast z drugiej strony przebijano mały otwór dla pszczół, zwany okiem. I dziś czasem wylot nazywa się oczkiem. Miodobranie zawsze odbywało się we wrześniu. Wycięte plastry z barci kładziono do beczki, ubijano oddzielając miód od wosku.

Najstarsze prawo bartne pochodzi z 1347 roku. Weszło ono do statutu króla Kazimierza Wielkiego. Obejmowało prawa bartników, prawa zwyczajowe, przepisy spadkowe, karne i procesowe. Bartnicy tworzyli wyodrębnioną grupę społeczną. Każdy bartnik musiał wykazać się ślubnym pochodzeniem, dobrą opinią, składać roczną daninę i przybywać na zgromadzenia sądowe.

Barcie już wtedy oznaczali bartnicy swoimi znamionami (znakami), co dzisiaj robią pszczelarze na swych ulach z powodu licznych kradzieży, nie tylko pojedynczych uli, ale całych pasiek.

Najsurowszą karą w dawnym prawie bartnym była kara śmierci przez powieszenie. Dotykała ona złodzieja, który kradł pszczoły lub miód z barci, gdy był schwytany na gorącym uczynku. Przed wykonaniem wyroku wszyscy obecni bartnicy musieli dotknąć powrozu.

Takie kradzieże dzisiaj to normalność. Dziś kradnie się pasieki, truje pszczoły, niszczy przyrodę. Nie ma litości dla ostatnich wiekowych, najczęściej miododajnych drzew. Tak, jakby człowiek dążył do samounicestwienia i samozatrucia, pracując na konto zła i dążąc do zniszczenia tego, co jeszcze żyje. Czy można ten trend odwrócić? Myślę, że tylko poprzez wyjście z duchowego zamętu i życie z odwiecznymi prawami przyrody, danymi przez Stwórcę…

Stanisław Kaczmarek – mistrz pszczelarski

Chrońmy pszczoły

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 9.7/10 (Głosujących: 19)
Wyjść z duchowego zamętu, 9.7 out of 10 based on 19 ratings
Napisano przez Czytelnicy GMP Posted in Felieton

Skomentuj