24 lutego pożar objął zabytkowy dom w Czapurach, który przez dziesięciolecia był częścią historii miejscowości. Dziś jego właściciel walczy nie tylko o odbudowę budynku. Zbiórka, która miała pomóc w powrocie do normalności, zatrzymała się – apeluje więc o pomoc raz jeszcze.
Pożar wybuchł około godziny 12:40. Akcja gaśnicza trwała nieprzerwanie przez blisko 12 godzin. Wzięło w niej udział ponad dziesięć zastępów straży pożarnej. Spłonęły pomieszczenia mieszkalne, drewniane stropy, dach, okna, drzwi, a wraz z nimi – życie, które przez pokolenia tętniło w tych ścianach. Meble, sprzęty, rodzinne pamiątki, dokumenty, odzież – wszystko przepadło. To, czego nie zniszczył ogień, doszczętnie zalała woda.
Dom nie był ubezpieczony. – Miałem głowę zajętą innymi sprawami. Tak po prostu wyszło… – przyznaje właściciel bez usprawiedliwiania się. Od lat 70. aż do 1990 roku to właśnie w jego domu, w udostępnionym pokoju, odbywały się lekcje religii dla dzieci ze szkoły podstawowej w Czapurach. – Seniorzy z Czapur na pewno pamiętają też prywatki, które odbywały się na tarasie. Ten dom zawsze żył – dodaje.
Dziś ruina przypomina o tamtym życiu. Budynek stoi przy samych światłach – każdy samochód zatrzymuje się przed tym domem, każdy patrzy. Dla właściciela to codzienne, bolesne przypomnienie. – Wszyscy widzą ten dom. Ale nie każdy wie, co się za nim kryje.
Jak tłumaczy nam właściciel, zaraz po pożarze padły deklaracje pomocy z różnych stron gminy: tymczasowe zabezpieczenie dachu, wsparcie w razie zgody na odbudowę. Tymczasem prowizoryczne niebieskie nakrycie zerwał wiatr już po dwóch dniach.
Zgoda na odbudowę domu oraz od konserwatora zabytków została już wydana. Ale bez natychmiastowego zabezpieczenia, zniszczenia będą postępować. Kosztorys nie pozostawia złudzeń: samo zabezpieczenie dachu to wydatek 48 tysięcy złotych. – Nie mam takich pieniędzy. A czas działa na niekorzyść – tłumaczy właściciel.
Dofinansowanie z puli środków dla zabytków? W teorii możliwe, ale w praktyce – to zaledwie 110 tysięcy złotych rocznie na całą gminę, dzielone pomiędzy kilku wnioskodawców. I wypłacane dopiero po wykonaniu prac i przedstawieniu faktur. Dla kogoś, kto porusza się o kulach, czeka na operacje kręgosłupa, barków, bioder i dłoni – to bariera nie do przeskoczenia.
Mężczyzna długo wahał się, zanim zdecydował się założyć zbiórkę. – Nigdy nie prosiłem o pomoc. Ale teraz nie mam wyboru. Ten dom to całe moje życie. Tutaj się urodziłem, wychowałem, tu dorastały moje dzieci. Jeśli nie teraz, to kiedy?
Zbiórka dostępna jest na stronie:
https://pomagam.pl/9d6n6y

Gazeta Mosińsko-Puszczykowska

