Henryk Pruchniewski | sobota, 14 Mar, 2009 |

Czy warto kolekcjonować „monety zastępcze”?

Do Katalogu Monet Polskich na rok 2009 autorstwa znanej firmy numizmatycznej Janusza Parchimowicza został dołączony dodatkowo mały katalog tzw. monet zastępczych. Nie byłoby to duże wydarzenie, gdyby nie fakt, że na stronie 22 tego katalogu wśród około 180 monet zastępczych z całego kraju znalazły się trzy monety wybite w Mosinie, czyli Jeden Mosin.

Monety zastępcze

Dodatkową ciekawostką jest to, że są to najstarsze monety zastępcze umieszczone w tym katalogu. Dla porządku należy wyjaśnić, jak pisze autor tego katalogu: „W zasadzie nazwa moneta powinna się odnosić wyłącznie do emisji Narodowego Banku Polskiego, wszystkie inne emisje są tak naprawdę tylko żetonami”. Czyli monety zastępcze nie są żadnymi monetami, ale dla wygody i potocznego nazewnictwa nazywać je będziemy monetami zastępczymi.

Trochę historii

Monety zastępcze wybijane były w różnych okresach historycznych i z różnych powodów. Najprostszy przykład, to wybuch I wojny światowej w 1914 roku, który spowodował nagłe zniknięcie monety kruszcowej (srebro, złoto) chowanej przez ludność na czarną godzinę, w wyniku czego zabrakło monety zdawkowej (drobnej). Zapanował duży chaos pieniężny; szukając wyjścia z tego impasu zaczęto po prostu bić tzw. monetę zastępczą. Robiły to miasta, miasteczka, majątki, fabryki, spółdzielnie. Obieg tego rodzaju monety polegał na tym, że można było za określoną monetę nabywać towary w określonych miejscach i czasie lub wymieniać w kasach eminenta danej monety. Okres obiegu monet zastępczych kończył się zazwyczaj w momencie, gdy nastąpiło uporządkowanie chaosu gospodarczego i ustanowienie pełnej kompetencji banków do prowadzenia właściwej polityki pieniężnej. Powstaje zatem pytanie, skąd dzisiaj w naszych czasach zrodziła się moda na bicie monety zastępczej i dlaczego tak skutecznie rozwija się? Odpowiedź w zasadzie wydaje się prosta: okazuje się, że wydawanie i bicie tych monet w tak sporych ilościach i tak różnorodnych, jest znakomitą reklamą, a zarazem bardzo skuteczną promocją, która może przynieść wymierne korzyści. Z monet zamieszczonych w omawianym Katalogu wynika, że z tej formy reklamy korzystają miasta, kurorty, uzdrowiska; zamieszczane są na tych monetach wizerunki wielkich ludzi, pomniki, zamki, Kościoły, a nawet postacie z legend i bajek. Zatem czas się dowiedzieć, czym kierowali się twórcy naszego 1 Mosina – medalu pamiątkowego.

Znamy już motywy narodzenia medalu pamiątkowego 1 Mosin, a jak się okaże – pierwszej prywatnej monety zastępczej, wybitej w Mosinie. Trzeba jednak dodać, że medal ten od samego początku budził spore wątpliwości, bardziej przypominał monetę niż medal. Notabene, jako medal został „przyznany i doręczony panu Prezydentowi RP Aleksandrowi Kwaśniewskiemu”. Wątpliwości co do formy medalowej budziła umieszczona na nim jedynka – nominał, czego raczej nie robi się nawet na medalach pamiątkowych. Chociaż w tym wypadku, mimo woli w ten sposób został przypomniany znany w numizmatyce okres, kiedy to były bite tzw. talary medalowe. Uporządkowanie: medal czy moneta nastąpiło przy wybiciu kolejnej monety w roku 2006 z wizerunkiem Jakuba Krauthofera – Krotowskiego. Podano wówczas taką informację: „został wybity kolejny medal, czy jak kto woli okolicznościowa moneta”. Wybita w roku 2006 moneta z Edwardem Raczyńskim nie budziła już żadnych wątpliwości.

Wracając do katalogu uwagę zwraca fakt, że wszystkie zamieszczone w nim monety mają podane, w jakiej emisji były wybite, natomiast przy Mosinach znajdują się tylko znaki zapytania, co wydaje się trochę dziwne. Wiadomo bowiem, że wysokość emisji danej monety rzutuje na wysokość jej ceny. Jak widać, brak danych co do wysokości emisji nie przeszkodził wydawcy podać cenę monet mosińskich (25 zł/szt.) Jest jeszcze jedna rzecz, która odróżnia 1 Mosin od pozostałych monet – to brak na nim terminu, w jakim będzie honorowany w obiegu.

Na zakończenie wiadomość dla kolekcjonerów i zbieraczy „naszych” monet. W roku 2008 została wybita kolejna moneta, na której umieszczono wizerunek Ks. Kan. Hildebranta. Żałować tylko należy, że jest to słaba moneta, podobizna księdza jest bardzo do niego niepodobna. Natomiast już w tym roku mamy bardzo ciekawą i ładną monetę z wizerunkiem gen. K. Arciszewskiego, żyjącego w latach 1592 -1656.

I to już wszystko o monetach zastępczych. Czy warto je kolekcjonować? Warto, tak bowiem nakazuje patriotyzm lokalny, tym bardziej, że zbieracze w kraju już poszukują „Mosina” bitego w srebrze.

Henryk Pruchniewski

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.4/10 (Głosujących: 22)
Czy warto kolekcjonować „monety zastępcze”?, 7.4 out of 10 based on 22 ratings
Napisano przez Henryk Pruchniewski Posted in Aktualności

Tagi:

Henryk Pruchniewski

Wieloletni współpracownik Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej, mieszkaniec Mosiny, kolekcjoner, numizmatyk, zbieracz świadectw historii, śp. Henryk Pruchniewski.

Skomentuj