Elżbieta Bylczyńska | środa, 13 Lis, 2013 |

Dziękuję Panu Bogu za tę moją winę, bo dla mnie to wina szczęśliwa…

Z Puszczykowem związany jest od 44 lat. Kilka lat jednak, w ciągu swojego tutaj życia spędził między innymi w Rzymie. Pięknych lat, które na zawsze wpisują się w historię świata i służbę największemu Polakowi – bł. Janowi Pawłowi II…

Jest to historia nigdzie jeszcze nie publikowana, z wyjątkiem kilku wywiadów i dokumentów filmowych, w których brat Marian Markiewicz brał udział razem z ks. Stanisławem Dziwiszem (obecnie kardynałem). Opowieść brata Mariana ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego w Puszczykowie drukujemy na łamach naszej gazety w odcinkach.

Cz. VIII, ostatnia


Poprzednie części:

W ostatnim roku kadencji biskupa Tadeusza Pieronka – Sekretarza Episkopatu Polski brat Marian pojechał do Rzymu na pielgrzymkę z ks. Wojciechem Stokłosą i siostrami, pracującymi w sekretariacie Episkopatu.

– Dostąpiliśmy łaski uczestniczenia we Mszy świętej, odprawianej przez Jana Pawła II w prywatnej kaplicy Pałacu Apostolskiego, opowiada b. Marian. – Po dziękczynieniu spotkaliśmy się z Ojcem Świętym i chwilę z Nim rozmawialiśmy. Przy powitaniu Papież zapytał mnie: „Marianku, jak się masz?”. – Wspaniale, odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Przez tydzień zwiedzaliśmy jeszcze Rzym i okolice, po czym szczęśliwi wróciliśmy do Polski.

W Rzymie

W Rzymie

Brat Marian po pracy w Sekretariacie Episkopatu Polski został skierowany do Bazyliki Metropolitalnej w Gnieźnie. Tam dane mu było przejść przez próg trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Był też świadkiem wielkich uroczystości z udziałem księży kardynałów, biskupów, premierów i prezydentów państw, w miejscu, gdzie 1000 lat wcześniej misjonował św. Wojciech.

W pokrótce opisanych pielgrzymkach Ojca Św. do Polski b. Marian brał udział jako tłumacz i pośrednik między służbami watykańskimi i Biura Ochrony Rządu.

– Do nas należało przygotowanie miejsc odpoczynku, noclegów, a dokładniej – chodziło o sprawdzenie, czy wszystko odbywa się zgodnie z protokołem dyplomatycznym. Dostarczaliśmy też bagaże i osobiste rzeczy orszaku papieskiego na miejsca postoju. Byłem w każdej sypialni Ojca Świętego przed Jego przybyciem. A kiedy przybywał, bardzo często miałem sposobność spotkania się z Nim i zamienienia kilku słów. Podczas tych spotkań Ojciec Święty żartobliwie wypominał mi to, że zawiozłem go na Konklawe i zostawiłem, nazywając, jak zazwyczaj „winowajcą”.

Podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1999 roku nie brałem udziału w obsłudze, pomimo próśb organizatorów… Szkoda. Tym razem Brat Generał nie wyraził zgody na mój czynny udział. Ta pielgrzymka dla naszej wspólnoty i dla mnie osobiście była wyjątkowa, ponieważ Ojciec Święty wyniósł na ołtarze 108 męczenników II Wojny Światowej, w tym naszego współbrata – Józefa Zapłatę, który zmarł w opinii świętości w obozie w Dachau. Brat Zapłata zgłosił się dobrowolnie opiekować chorymi na tyfus więźniami, ofiarowując swe cierpienia i życie w intencji szczęśliwego powrotu po wojennej tułaczce księdza kardynała Augusta Hlonda, reorganizatora naszego zgromadzenia.

Jan Paweł II z Braćmi zgromadzenia Serca Jezusowego

Jan Paweł II z Braćmi zgromadzenia Serca Jezusowego

Po dwóch latach pracy w Gnieźnie b. Marian został przeniesiony do seminarium w Radomiu, gdzie ordynariuszem był ks. biskup Jan Chrapek, koordynator papieskich pielgrzymek do Polski.

– W pielgrzymce Ojca Świętego w 2002 roku (Kraków Łagiewniki – Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, Planty Krakowskie, Kalwaria Zebrzydowska) uczestniczyłem jako zwykły pielgrzym, udając się tam z moją rodzinną parafią z Sulejowa.

W 2005 roku, roku śmierci Papieża Polaka brat Marian pracował w Warszawie, w Seminarium Duchownym na Krakowskim Przedmieściu. W kwietniu, kiedy Ojciec Święty był już śmiertelnie chory obserwował zachowanie ludzi w stolicy, jeżdżąc codziennie ulicami miasta na rowerze.

– Wierni gromadzili się na placach, w kościołach na modlitwy. Ulica Jana Pawła II była rozświetlona zniczami na całej długości, ustawionymi między torami tramwajowymi. Wieczorem 2 kwietnia 2005 r. wróciłem z przejażdżki, atmosfera była bardzo smutna, co chwilę łączono się telefonicznie z Watykanem. Czekaliśmy na tą najgorszą wiadomość…

Kiedy porównuję atmosferę panującą na Palcu Św. Piotra w Rzymie po zamachu na Jana Pawła II i tą w dniach poprzedzających śmierć (tu w Polsce), i zachowanie ludzi widzę duże podobieństwo. Wierni gromadzili się na modlitwę spontanicznie, nikt nikogo nie namawiał do wychodzenia z domu i łączenia się w wielkie grupy modlitewne. Wszyscy modlili się o dar życia dla Papieża. Ale w 2005 roku inna była wola Pana…Ojciec Św. dał nam przykład, jak należy przygotować się do przejścia na tą drugą stronę…

Zawsze odczuwałem wielką bliskość Ojca Św., odkąd poznałem Go w 1977 roku, kiedy zacząłem pracę w Kolegium Polskim w Rzymie. Czułem się przy Nim jak przy starszym bracie, była to Jego zasługa, Jego sposób podejścia do każdego człowieka, i tego na stanowisku i tego zwykłego, szarego człowieka.

Konsekwencją drogi życia brata Mariana, która przez jakiś czas wiązała się z posługą dla Jana Pawła II w Rzymie (cztery lata woził do Niego gości z Kolegium) jest m. in. ten cykl artykułów, publikowany w naszej gazecie. Ale dużo większą rolę odgrywa chyba wieloletnie przekazywanie tej historii ludziom starszym, młodzieży, więźniom w Polsce – b. Marian jeździ po kraju i opowiada wszystko to, co zdołał zachować w pamięci.

– Najbardziej ujmujące są spotkania z ludźmi w domach starców. Widać wtedy ich wielkie przeżycie, dla nich Papież był niezwykle ważny, uczestniczył w ich dojrzałym życiu, niosąc nadzieję i wiarę. To były przecież ich lata. Dzisiaj są bardzo samotni. Płaczą i słuchają z wielkim szacunkiem…

Brat Marian bywa też w więzieniach polskich, w domach poprawczych.

– Aniołów tam nie ma. Kiedyś odbyłem spotkanie półtoragodzinne w domu poprawczym. Nie było słychać żadnych szmerów, na sali panowała cisza i skupienie. Po tym spotkaniu dyrektor ośrodka był bardzo zdziwiony. – Wytrzymali z bratem tyle czasu?, pytał. – Zapraszałem gwiazdy estrady, sportu. Po dziesięciu minutach już ich to nie obchodziło. – Opowiadam to, co widziałem, a opowieści świadka słucha się chyba inaczej, wyjaśniłem.

Jan Paweł II nazywał często brata Mariana – winowajcą. Za to, że zawiózł Go na Konklawe i zostawił.

– Zawsze dziękuję Panu Bogu za tę moją winę, bo dla mnie to wina szczęśliwa…Wielkości naszego Papieża nie sposób opisać – tego, co zrobił dla Kościoła, świata i Polski przez 27 lat ciężkiej, mozolnej pracy, modlitwy i cierpienia. Obyśmy zawsze umieli stosować w swoim życiu Jego wskazania, pouczenia i tak jak On ufali Bożej Opatrzności.

Kanonizacja Jana Pawła II odbędzie się 27 kwietnia 2014 roku, w niedzielę Miłosierdzia Bożego.

– Nie umiem sobie wyobrazić tych tłumów podczas kanonizacji w Rzymie. Byłem niedawno w Watykanie, kiedy patrzyłem na Plac Św. Piotra – były tam tysiące ludzi. Widziałem entuzjazm ludzi młodych, kiedy Papież Franciszek dwukrotnie objeżdżał Plac. Jego uśmiech i ciepło. Jego sposób kontaktowania się z wiernymi, bezpośredni, serdeczny jak u Jana Pawła II. Jest to jednak inny Papież, choć kontynuuje to zaczęte przez Papieża Polaka „wietrzenie” Watykanu. Ojciec Święty Franciszek chce być blisko ludzi, dlatego nie wprowadził się do apartamentów papieskich. Byłem w Rzymie akurat w dniu konsekracji arcybiskupa Konrada Krajewskiego z łódzkiej archidiecezji, który został jałmużnikiem papieskim. Wiem z relacji, że kiedy wyszła procesja do ołtarza, ni stąd i zowąd, z boku wyszedł sobie Ojciec Święty Franciszek i usiadł dalej, żeby popatrzeć. Po prostu wymknął się i przeszedł 200 metrów bez żadnej obstawy. Szybko zorganizowano mu tron do siedzenia i ochronę.

Do Niego także przyjeżdżają tysiące ludzi na spotkania i audiencje. Papież Franciszek doskonale naśladuje Chrystusa, podkreślając to, że Kościół powinien być tak jak Jezus ubogi… Przypomina mi to zdarzenie po rozpoczęciu pontyfikatu Jana Pawła II, kiedy zastanawiano się, jaki samochód (ciężarowy) posłać po jego rzeczy do Krakowa. A On nic nie miał, bo co Mu siostry kupiły, zaraz rozdawał. Nigdy nie przywiązywał uwagi do rzeczy materialnych. Jego wielkość była w tej normalności, dobroci w kontaktach z ludźmi, w zachowanej jednocześnie powadze Kościoła i Urzędu.

Dożyliśmy pięknej chwili, zbliża się kanonizacja Papieża Polaka, który rozsławił Polskę na całym świecie. Jako naród zyskaliśmy bardzo dużo …

Wysłuchała i spisała Elżbieta Bylczyńska

Pozostałe części:

Brat Marian i Jan Paweł II

Brat Marian i Jan Paweł II

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 6.8/10 (Głosujących: 14)
Dziękuję Panu Bogu za tę moją winę, bo dla mnie to wina szczęśliwa…, 6.8 out of 10 based on 14 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj