Elżbieta Bylczyńska | środa, 15 Maj, 2013 | 1 Komentarz

Płakali nawet mężczyźni

Z Puszczykowem związany jest od 44 lat. Kilka lat jednak, w ciągu swojego tutaj życia spędził między innymi w Rzymie. Pięknych lat, które na zawsze wpisują się w historię świata i służbę największemu Polakowi – bł. Janowi Pawłowi II…

Jest to historia nigdzie jeszcze nie publikowana, z wyjątkiem kilku wywiadów i dokumentów filmowych, w których brat Marian Markiewicz brał udział razem z ks. Stanisławem Dziwiszem (obecnie kardynałem). Opowieść brata Mariana ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego w Puszczykowie.

Cz. IV: Płakali nawet mężczyźni

Poprzednie części:

„Muszę pojechać”

Pierwszą podróż apostolską Jan Paweł II odbył w styczniu 1979 roku do Meksyku, na zaproszenie Episkopatu Ameryki Łacińskiej.

„W tamtym czasie, w 1979 roku, Meksyk był oficjalnie krajem antyklerykalnym.”, pisze kard. Stanisław Dziwisz w książce „Świadectwo”.

„W rządzie, parlamencie i na szczytach gospodarki zasiadało wielu masonów…”

Pojawiły się głosy apelujące o rozwagę, a przynajmniej o odłożenie pielgrzymki. Ojciec Święty mimo wszystko zdecydował, że pojedzie. – Zaprosił mnie episkopat – mówił – więc muszę pojechać. Muszę poruszyć z biskupami kwestię dramatycznych problemów ich kontynentu, począwszy od teologii wyzwolenia”.

Celem Papieża było też zwrócenie uwagi świata na ucisk i wykluczenie ogromnej liczby obywateli z powodu nierówności społecznej, na dramaty życiowe, ludzką krzywdę i prześladowanie Kościoła w tym kraju.

– Po wizycie papieskiej trochę to prześladowanie zelżało, opowiada brat Marian. – Później niejednokrotnie woziłem po Rzymie gości z Meksyku, którzy opowiadali mi, co tam się działo. Prezydent Meksyku zapłacił mandat (symboliczny) za to, że Papież i towarzyszący Mu duchowni przylecieli w habitach i sutannach. W Meksyku obowiązywał zakaz noszenia takich strojów.

Meksykańskich księży b. Marian spotkał później w Polsce.

– Z moim bratem Włodzimierzem woziliśmy po Polsce delegację ks. prymasa Meksyku i osoby towarzyszące, którzy zwiedzali Częstochowę, Kraków, Oświęcim i inne miejscowości. Jeden z księży miał protezę, było gorąco (lato), więc zaproponowałem mu, żeby zdjął sutannę. A on odpowiedział: „O nie bracie, ty nie wiesz, co to jest za radość móc ją nosić. U nas nie wolno chodzić w sutannie…”.

Matka Teresa w kolegium

W lipcu 1980 r. do obsługi nowo powstałego Domu Pielgrzyma przy Via Cassia w Rzymie im. Jana Pawła II przybyli dwaj kolejni bracia – Franciszek Radzaj i Stanisław Samsel ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego w Puszczykowie. W ściągnięciu ich do Rzymu pośredniczył wcześniej brat Marian.

– Kilka dni po ich przybyciu ks. Dziwisz zaproponował przedstawienie obu braci Ojcu Świętemu (na Jego życzenie). Pojechaliśmy na to spotkanie do letniej rezydencji Papieża – Castel Gandolfo.

Warto też odnotować, że do Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie, za czasów pracy w nim brata Mariana, dwa razy przybyła na spotkanie z polskimi studentami i kapłanami Matka Teresa z Kalkuty – człowiek wielkiego serca, miłości i pokory. Zatrzymywała się u sióstr niedaleko kolegium, w domu przy kościele Grzegorza Wielkiego, w którym odprawiono pierwsze Gregorianki.

– Pan Bóg dał mi tę łaskę, że mogłem jej także służyć jako kierowca, wyjaśnia brat Marian. – Byliśmy ciekawi jej pracy, pytaliśmy ją o to, czy nie boi się chodzić po niebezpiecznych dzielnicach, czy nie obawia się, że ktoś ją skrzywdzi. Odpowiedziała, że wcale się nie boi, bo biedni ludzie krzywdy jej nie zrobią. Matka Teresa opowiadała nam o życiu ludzi ubogich i bezdomnych w Rzymie. Zaczęliśmy potem robić zbiórki różnych rzeczy wśród księży i przekazywaliśmy je siostrom dla potrzebujących. Mieszkańcy Rzymu wiedzą o tej pięknej posłudze sióstr i wspomagają je różnymi darami, łącznie z żywnością.

Podczas rozmów w kolegium zapytaliśmy też Matkę Teresę o jej pragnienia i potrzeby. Odpowiedziała: „Dajcie mi świętych księży do współpracy, to mi wystarczy”.

W kwietniu 1981 roku przyjechał do kolegium ks. biskup nominat Stanisław Szymecki. Konsekracji biskupa miał dokonać sam Ojciec Święty.

– Na 12 kwietnia, uroczysty dzień konsekracji biskupiej zostałem wyznaczony do czynności liturgicznych w czasie Mszy świętej, w kaplicy Sykstyńskiej na Watykanie. Liturgii przewodniczył Ojciec Święty. Była to wspaniała i podniosła uroczystość. Po Mszy św. miałem możliwość spotkania się z Papieżem i krótkiej z Nim rozmowy. Później oczywiście były życzenia i gratulacje dla ks. biskupa Szymeckiego, i ogólna, wielka radość. Rodzina i zacni goście udali się do kolegium na uroczysty obiad. Wieczorem ks. biskup Stanisław zaprosił mojego współbrata – Stanisława Leszkowskiego i mnie do siebie, i serdecznie podziękował nam za przygotowanie i obsługę gości.

Kaplica Sykstyńska, konsekracja biskupa S. Szymeckiego

Kaplica Sykstyńska, konsekracja biskupa S. Szymeckiego

Piękne, słoneczne popołudnie 13 maja 1981 roku…

Brat Marian wyjeżdża z Papieskiego Kolegium Polskiego z biskupami – Szymeckim z Kielc i Smoleńskim z Krakowa na sympozjum do Watykanu, które ma się zacząć w Auli Pawła VI o godz. 16.00. Biskupi proszą go jeszcze o oddanie korespondencji do ośrodka polskiego „Corda Cordi” na Via Pfeiffer 13, blisko Placu św. Piotra.

– Po zawiezieniu biskupów pod Aulę, parkuję samochód i idę na plac. Jest gwarno, pielgrzymi zbierają się na audiencję generalną z Ojcem Świętym.

Po wybiciu godz. 17.00 spod bramy Arco delle Campane wyjeżdża samochód „papamobile” z Papieżem i skręca pomiędzy sektory. Przed audiencją Ojciec Święty pozdrawia pielgrzymów, jeżdżąc między sektorami. Pielgrzymi wiwatują, a On im błogosławi.

– Kiedy rozpoczyna się pierwsze okrążenie palcu postanawiam iść na Via Pfeiffrr i oddać listy biskupów, bo trochę to potrwa, zanim Papież objedzie wszystkie sektory. Chcę zaraz wrócić i posłuchać katechezy środowej i tego, co jeszcze Ojciec Święty będzie mówił do zebranych.

Zamach na papieża Jana Pawła II

Oddałem listy i wracam. Od strony placu słyszę odgłosy syren policyjnych i helikoptera. Dochodzę do kolumnady, biegnie zapłakana Polka i krzyczy, że był zamach na Ojca Świętego. Nogi uginają się pode mną, nigdy przedtem o czymś takim nie pomyślałem… Na placu panuje chaos, ludzie biegają bezładnie. Samochody policji i karabinierów jeżdżą w okolicy z piskiem opon i na syrenach. Przedzieram się przez tłum pasem, którym jechał samochód papieski, ludzie mdleją, dzieci pochowane pod krzesła płaczą, kawalerowie maltańscy wynoszą zszokowanych na noszach do punktu sanitarnego. Wolontariusze biegają z lekami dla potrzebujących. Dowiaduję się, że zamachowiec strzelał do Papieża podczas drugiego okrążenia placu. Docieram do papieskiego podium.

Zamach na Jana Pawła II - moment zamachu

Zamach na Jana Pawła II – moment zamachu

Przy mikrofonie stoi ojciec Kazimierz Przydatek, jezuita, który modli się i nasłuchuje jednocześnie wieści z małego radyjka o tym, co się dzieje z Ojcem Świętym. Mówi, że właśnie opuszcza Watykan. Co jakiś czas podaje komunikaty.

Ojciec Święty jest już w szpitalu.

Zaczyna się operacja.

Ludzie na placu modlą się w różnych językach, odmawiają Różaniec. W pewnym momencie pielgrzymi z Kościana Wielkopolskiego z ks. Pośpiesznym stawiają na fotelu papieskim, na którym Ojciec Święty miał siedzieć, obraz Matki Bożej Częstochowskiej przywieziony z Polski, przyozdobiony ziarnami zbóż. Zamierzali go wręczyć papieżowi w darze. Po jakimś czasie, nie wiadomo czy pod wpływem wiatru, czy z innego powodu obraz zsuwa się z tronu i uderza z wielkim hukiem o podium. Na placu rozlega się jęk grozy…

Ojciec Kazimierz mówi do mikrofonu, że Papież żyje i operacja trwa…

Obraz ten obecnie znajduje się w Domu Jana Pawła II na Via Cassia 1200.

                                                         …

Kiedy zaczęło się ściemniać brat Marian przypomniał sobie, że zawiózł biskupów na sympozjum.

– Pobiegłem do Auli Pawła VI i zapytałem, czy obrady jeszcze trwają. Okazało się, że tak, a strażnik policji watykańskiej, pilnujący wejścia nic nie wie o zamachu. Poszedłem do górnej sali i zapytałem o polskich biskupów. Udało mi się ich zlokalizować – biskup Szymecki siedział niedaleko wejścia w ostatnim rzędzie. Powiedziałem mu, co się stało, że był zamach, Ojciec Święty jest w szpitalu i trwa operacja. Biskup poprosił o głos i przemówił do zebranych, oznajmiając im tę straszną wiadomość. Biskupi wstali z miejsc, natychmiast kończąc obrady i zmówili modlitwę w intencji Papieża. Poszliśmy na Plac św. Piotra. Pielgrzymi trwali nieustannie na modlitwie. Dołączyliśmy do nich, modląc się o cud życia dla Ojca Świętego.

Następnego dnia, 14 maja brat Marian z biskupami Szymeckim i Smoleńskim pojechał do kliniki Gemelli. Budynek oblegali dziennikarze z całego świata, którzy próbowali dowiedzieć się czegoś o stanie zdrowia Papieża.

Klinika Gemelli - Ojciec Święty Jan Paweł II po operacji

Klinika Gemelli – Ojciec Święty Jan Paweł II po operacji

– Dzięki pomocy służb watykańskich udało nam się przejść w pobliże sali, w której leżał Ojciec Święty. Biskupi chcieli rozmawiać z lekarzami. Jeden z nich przyszedł i udzielił informacji. Papież leżał pod namiotem tlenowym. Do namiotu mogły wchodzić i czuwać tylko dwie osoby z posługą, w specjalnych ubiorach – Angelo, kamerdyner i siostra Fabiana.

Żeby uniknąć tłumu dziennikarzy przy wyjściu ze szpitala biskupi wysłali mnie przodem, miałem iść dookoła, zrobić trzy okrążenia samochodem, podjechać niepostrzeżenie pod wyjście i zabrać ich. Ale dziennikarze zorientowali się, kiedy biskupi już wsiedli. Wskoczyli do samochodów, z piskiem opon ruszyli za nami w pościg i zaczęli kręcić kamerą zdjęcia odjeżdżających polskich biskupów, żeby pokazać je światu.

Czerwony dywanik wisiał jak zawsze

Trzy dni później, w niedzielę na Placu św. Piotra zgromadziły się tłumy pielgrzymów. Dzwony wybiły godzinę 12.00.

– Otworzyło się okno, czerwony dywanik wisiał jak zawsze. Zapanowała wielka cisza, a po chwili dał się słyszeć zbolały i umęczony głos Ojca Świętego (z nagrania). Na twarzach ludzi widać było ogromne wzruszenie. Papież dziękował za modlitwy w Jego intencji. Kiedy powiedział, że przebacza temu bratu, który dokonał zamachu na Jego życie – płakali nawet mężczyźni. Na koniec tego niezwykłego spotkania i modlitwy Ojciec Święty udzielił błogosławieństwa apostolskiego.

Brat Marian w następnych tygodniach woził do kliniki Gemelli polskich duchownych, m. in. kard. Macharskiego i innych biskupów. Nie widział w tym czasie Ojca Świętego.

– Warto powiedzieć, że kiedy prezydent Włoch Alessandro Pertini, niewierzący, który przyjaźnił się z Papieżem dowiedział się o zamachu, przyjechał do kliniki i powiedział, że tak długo będzie tam czekał, aż skończy się operacja. Wyszedł dopiero wtedy, gdy przekazano mu wiadomość, że operacja się udała i Ojciec Święty żyje. Dziennikarze oczywiście zadawali mu pytania, co sądzi o zamachu, kto za tym stoi. Prezydent Włoch odparł krótko: „Powiem wam niewiele, powiem tylko tyle, że Turcja z Rosją graniczy 1000 kilometrów…”.

Wywołało to burzę w ambasadzie rosyjskiej, która znajduje się w odległości ok. 2 km od Watykanu w linii prostej (naprzeciw ambasady rosyjskiej mieści się siedziba główna masonerii). Wywołało to szum medialny. Jak prezydent mógł coś takiego powiedzieć? Ale powiedział. Potem była sprawa śladów tureckich, bułgarskich, co znamy z historii…

Pierwsze dni po zamachu przeżywaliśmy bardzo. Smutne to były dni i tygodnie. Zostaną one na zawsze w pamięci tych, którzy tam wtedy byli…

Gdy Ojciec Święty mógł już wstawać, ukazywał się w oknie kliniki w niedzielne południa

i przemawiał do wiernych. Jak sam to określał: „Watykan przeniósł się teraz do kliniki”.

Jego cierpienie pogłębiła jeszcze bardziej ciężka choroba Prymasa Polski, Stefana kardynała Wyszyńskiego. Papież dwukrotnie rozmawiał telefonicznie z ks. Prymasem, w czasie jego choroby.

Wczesnym rankiem, 28 maja 1981 r., w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego umarł Prymas Tysiąclecia. Zbolały Ojciec Święty łączył się duchowo z uczestnikami pogrzebu w Warszawie.

– Gdy Ojciec Święty poczuł się lepiej i lekarze zgodzili się, aby opuścił klinikę został przewieziony na krótko do Watykanu, a następnie do Castel Gandolfo. Tam się kurował i dochodził do siebie.

Castel Gandolfo z lewej b. Stefan Kozica, kierowca Stefa

Castel Gandolfo z lewej b. Stefan Kozica, kierowca Stefa

Brat Marian pierwszy raz po zamachu zobaczył Papieża 16 października 1978 r., w trzecią rocznicę wyboru na Stolicę Piotrową, właśnie w Castel Gandolfo.

– Na Mszy św. dziękczynnej u Ojca Świętego było nas wtedy niewielu. Zostaliśmy zaproszeni – domownicy naszego kolegium z ks. rektorem – do prywatnej kaplicy letniej rezydencji papieży. Potem mogliśmy z Ojcem Świętym krótko porozmawiać. Pomimo cierpienia, jakie przeszedł uśmiechał się do wszystkich i jak zwykle żartował.

Wysłuchała i spisała Elżbieta Bylczyńska

Fotografie autorstwa Arturo Mari i b. Mariana Markiewicza ze zbiorów własnych.

Pozostałe części:

Ojciec Święty i b. Marian

Ojciec Święty i b. Marian

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 8.3/10 (Głosujących: 26)
Płakali nawet mężczyźni, 8.3 out of 10 based on 26 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Komentarze (1)

  • jolenta
    piątek, 21 Cze, 2013, 19:59:14 |

    Z wielką przyjemnoscią i wzruszeniem czytam wywiady i wspomnienia brata Mariana Markiewicza. Jan Paweł II to dla mnie wielki autorytet.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Popularność: +1 (Głosujących: 1)

Skomentuj