Dla miejscowych jest to “bażanteria”, dla myśliwych miejsce znane na całą Polskę, a dla niezwiązanych z tematem kompleks budynków w lasku. Czym tak naprawdę jest stacja badawcza Polskiego Związku Łowieckiego w Czempiniu oraz co dzieje się w tej placówce? Przyjemnością będzie mi to przedstawić.
Odwrotnie niż w korporacji – czyli od góry
Moje dociekania co do tematu Bazy rozpoczęły się od samej góry, czyli kierownika placówki Michała Kolasińskiego. Spotkaliśmy się w pewien deszczowy dzień w budynku administracji, który tak z zewnątrz jak i wewnątrz daje o sobie znać, że jest to terytorium myśliwych.
Rozmawiam o historii bazy, sięgającej roku 1958. Wtedy to przerobiono ośrodek hodowli zwierząt na stację badawczą, której zadania do dzisiaj to chociażby monitorowanie środowiska naturalnego. Dlaczego? Żeby człowiek mógł nim rozumnie gospodarować.
Jak zaznacza kierownik, przyroda jest złożoną układanką. Każdy jej element jest od czegoś zależny. Obrazuje to jeden prosty przykład. Zaczęliśmy, my jako ludzie, pozbywać się wścieklizny poprzez m.in szczepienia dzikich lisów. Spowodowało to wzrost ich liczebności i z czasem zaczęły one dziesiątkować populację małych ptaków. Pracownicy stacji i inne osoby zajmujące się przyrodą starają się zrozumieć mechanizmy zachodzące w przyrodzie w taki sposób, by móc nią rozsądnie gospodarować, tak aby nie szkodziło to żadnej ze stron.
Wracając z rozmyślań o przyrodzie do ośrodka. Poza tym, że zajmuje się badaniami i monitorowaniem, prowadzi również działalność rehabilitacyjną zwierząt. Zaczęło się od sokołów, ale w dniu dzisiejszym w wolierach udostępnionych w ramach ścieżki edukacyjnej możemy zobaczyć muflony, sowy, żurawie i inne gatunki. Trafiają tam ranne osobniki z zamiarem wyleczenia i oddania z powrotem do środowiska. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Jednym z takich przypadków jest bocian, któremu trzeba było amputować skrzydło ze względu na nie zadbaną ranę.

Myśliwy – strażnik przyrody czy morderca?
Może się czytającemu nasunąć pytanie, kto taki ośrodek utrzymuje? Odpowiedź jest prosta – myśliwi. Polski Związek Łowiecki założył tę bazę i ją utrzymuje. Prowadzi na jej terenie szkolenia, np. z rozpoznawania wieku zwierząt, lub jak zdradza mi kierownik – szykowana jest oferta dla szkół kulinarnych w sprawie kursów przerobu dziczyzny.
Mówi się że nie ma polskiego myśliwego, który o Czempiniu nie słyszał. Bo tamtejsza stacja badawcza jest unikatem w skali Europy. Nigdzie indziej nie ma ośrodka zbudowanego i utrzymywanego w całości przez “strzelców leśnych”.
Kim jest ten myśliwy w takim razie? Niektórzy mówią “Po prostu zwykłym mordercą”. Jak jednak mówi kierownik stacji, członek PZŁ – “Myśliwy ma być przede wszystkim osobą świadomą, która wie jak funkcjonuje przyroda. Myśliwy chroni przyrodę. Myśliwi prowadzą badania, zarządzają populacją zwierząt. Ma ona być w coraz lepszej kondycji. Zmiany w przyrodzie muszą być monitorowane i to z perspektywy całej populacji”.
Myśliwy to ktoś, kto ciągle się edukuje, szkoli się, dowiaduje się nowych rzeczy, by dostosować się do zmieniającego się świata. Bo ciąży na nim odpowiedzialność za środowisko.

Żuraw terrorysta – czyli trochę więcej o zwierzętach
Drugie spotkanie z pracownikami bazy miało skupić się już na pacjentach. Dlatego wraz z rehabilitantem – panem Witoldem Ciężkim – udaliśmy się na spacer. Po drodze zdradził mi jak wygląda typowy dzień pracy przy zwierzętach. Przebiega on tak:
- Od rana następuje kontrola zwierząt, ich stanu i potrzeb,
- Następnie szykuje się karmę, dla każdego gatunku co innego,
- W międzyczasie sprząta się woliery, niektórzy lokatorzy potrafią naprawdę napaskudzić,
- Dopiero potem następuje pora karmienia,
Nie wszystkie zwierzęta mają wydawany posiłek raz dziennie. Dla przykładu, pisklaki znajdujące się pod opieką rehabilitantów należy karmić co dwie godziny codziennie.
W tylko tym roku ośrodek przyjął 60 nowych zwierząt. Często są to ptaki porzucone z gniazda, bo były słabsze, albo młode sarny. Chociaż, jak słyszę, ludzie nie przynoszą już każdego napotkanego koźlęcia. Warto przypomnieć przy tej okazji, że jeżeli spotkamy w lesie młode jakiegoś zwierzęcia, nie oznacza to że jest ono porzucone przez rodzica. To metoda ochrony przed drapieżnikami, bo młode nie wydzielają tak silnego zapachu, który mógłby je przyciągnąć. Zostawmy je w spokoju – one mają być tam same.
Ale trafiają tutaj też zwierzęta po wypadkach samochodowych i jeżeli jest taka możliwość – stara się je przywrócić do przyrody najszybciej jak to możliwe. Ośrodek ten nie jest zoo, tylko czasowym miejscem pobytu większości jego pacjentów.
Ze stałych bywalców są to na przykład wspomniany już bocian bez skrzydła lub pewien żuraw. Jest on już całkowicie zdrowy i mógłby zostać wypuszczony, gdyby nie to że za każdym razem gdy próbuje się go wypuścić to goni ludzi po polu. Żurawie są terytorialnymi ptakami, a ten przyzwyczaił się do swojej woliery.
Jest też orzeł przedni, który ewidentnie nie lubi mediów. Dlaczego? Bo na mój widok postanowił pozbyć się balastu – wyraził w ten sposób swoje zdanie o mojej wizycie.

Miejsce na spacer – ale z poszanowaniem zasad
Na teren ośrodka można wchodzić i spacerować – w wyznaczonych strefach po ścieżce edukacyjnej. Mieszkańcy pobliskiego osiedla często z tego korzystają, bo jest to miejsce ciszy w miejskim zgiełku. Jak opowiadają pracownicy, codziennie ktoś przychodzi sprawdzić co u jego ulubionego zwierzaka. Zwracają też uwagę na młodzież, która przychodząc wieczorami, nie zawsze szanuje potrzebę ciszy zwierząt. Dlatego myślę że zakończę słowami kierownika bazy: “Podpatrujcie przyrodę, wyrwijcie się z miasta, ale też róbcie wszystko by nie szkodzić środowisku i słuchajcie ekspertów”. A od siebie mogę dodać coś krótszego, dbajmy o środowisko, które nas otacza – rezerwowej planety nie mamy.

źródło: PZŁ
Gazeta Mosińsko-Puszczykowska


Na dzień dzisiejszy nie uda się wybielić myśliwych w tym kraju ;) Niech sobie ludzie polują, ale niech nie udają, że mają jakąś misję albo, że obchodzi ich przyroda.
Czy w tym czempińskim dziwnym ośrodku szkolą też strzelania do ludzi? Wstyd dla Czempinia, że taki przybytek tam jest.