36-letnia Kornelia Perdoch, pochodząca z Mosiny, walczy z nawrotem agresywnego chłoniaka, który zaatakował także mózg. Na terapię CAR-T potrzeba 1,6 mln zł. Udało się już zgromadzić ponad 1,33 mln zł.
Jak informowaliśmy na łamach „Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej, Kornelia Perdoch zachorowała w 2025 roku. W lipcu zdiagnozowano u niej pierwotnego chłoniaka śródpiersia z dużych komórek B. Guz miał wymiary 15 × 12 × 18 centymetrów i zajmował znaczną część klatki piersiowej.
Leczenie rozpoczęło się od razu. Kornelia przeszła sześć cykli chemioterapii, a w grudniu 2025 roku badanie PET wykazało remisję. Wtedy wydawało się, że najtrudniejszy etap jest już za nią.
– Wygrałam to! Płakaliśmy ze szczęścia. Myśleliśmy, że to koniec tej historii – wspominała Kornelia Perdoch.
Choroba wróciła jednak w maju 2026 roku. Podczas treningu Kornelia nagle zaczęła mieć problemy z mówieniem i nie była w stanie wypowiedzieć całego zdania. Badania wykazały zmianę w lewym płacie skroniowym mózgu. Kolejne badanie PET potwierdziło nawrót chłoniaka.
Konieczna była operacja mózgu, a następnie kolejne leczenie hematologiczne. Zastosowano dwa cykle chemioterapii, ale dwa tygodnie po drugim cyklu okazało się, że nowotwór nie reaguje na zastosowane leczenie.
Potrzebna terapia CAR-T
Lekarze wskazali terapię CAR-T jako kolejną możliwość leczenia. Polega ona na pobraniu od pacjentki limfocytów T, ich odpowiednim przygotowaniu i modyfikacji, a następnie ponownym podaniu do organizmu. Zmodyfikowane komórki mają rozpoznawać komórki nowotworowe i je niszczyć.
– Lekarze powiedzieli, że jedyną szansą jest dla mnie nowoczesna terapia, w której moje własne limfocyty T zostaną przeprogramowane tak, by rozpoznały i zniszczyły komórki chłoniaka – mówiła Kornelia.
Jak wynika z materiału opublikowanego na TVP3 Info, sytuacja jest szczególnie trudna ze względu na szybki rozwój choroby i jej lokalizację. Rozpoczętą radioterapię lekarze mieli skrócić z pięciu do dwóch tygodni, aby możliwie szybko przejść do kolejnego etapu leczenia.
W materiale podano również, że przypadek Kornelii może być bardzo rzadki. Sama pacjentka mówiła o tym, że należy do niewielkiej grupy osób, u których przy nawrocie chłoniak przedostaje się do ośrodkowego układu nerwowego.
Koszt terapii, który jeszcze na początku września szacowano na około 1,2 mln zł, wzrósł do 1,6 mln zł. Rodzina nie jest w stanie pokryć takiej kwoty samodzielnie.
– Za pierwszym razem zawalczyłam o życie razem z rodziną. Ale dziś nie damy rady sami, bo cena jest po prostu zbyt wysoka. W dodatku czas gra ogromną rolę: chłoniak w mózgu nie czeka. A ja nie mogę się poddać. Nie mogę zostawić dzieci i męża! – pisała Kornelia w opisie zbiórki.
Ponad 1,3 mln zł na koncie
Zbiórka została uruchomiona 2 września 2026 roku. Gdy pisaliśmy o niej 3 września, na koncie znajdowało się nieco ponad 255 tys. zł, a wpłat dokonało ponad 2,3 tys. osób.
Od tego czasu sytuacja zmieniła się bardzo wyraźnie. Według aktualnych danych zbiórki wpłacono już 1 330 371 zł, co stanowi 83,37 proc. potrzebnej kwoty. Do osiągnięcia celu brakuje 265 374 zł. Zbiórkę wsparło dotąd 14 156 osób.
To oznacza, że w ciągu zaledwie kilku dni udało się zebrać ponad milion złotych więcej niż w momencie, gdy sprawę opisywaliśmy na naszych łamach.
W pomoc zaangażowała się rodzina Kornelii oraz osoby z różnych miejsc. Kilka dni temu, jeden z jej kuzynów, Zbyszek, wyruszył w trasę liczącą 1200 kilometrów, aby zwrócić uwagę na zbiórkę. Rodzina podkreśla, że skala wsparcia przerosła ich oczekiwania.
– Wiedzieliśmy, że jest wkoło pełno dobrych ludzi, natomiast na co dzień ich pewnie nie dostrzegamy i nie wiedzieliśmy, że jest ich aż tylu. Jest tyle osób zaangażowanych i po prostu serce tutaj pęka z tej wdzięczności – mówił bliski Kornelii.
„Chcę żyć dla moich dzieci”
Kornelia jest mamą dwójki dzieci. Jej córka ma osiem lat, a syn cztery. W rozmowie z TVP3 Info mówiła wprost, czego najbardziej chce po zakończeniu leczenia.
– Chcę żyć dla moich dzieci, dla mojego męża i dla tego wszystkiego, co kocham.
Jej marzenia są przy tym bardzo zwyczajne. Chodzi o codzienność, której choroba na razie ją pozbawiła.
– Robisz śniadanie z dzieciakami, zawozisz ich do placówek, wspólnie biegasz na dworze. Po prostu czytanie książek, bycie z nimi obok i zdrowie – mówiła Kornelia.
Rodzina chce wierzyć, że będzie miała okazję wrócić do takich dni. Bliscy planują już nawet wspólny wyjazd kamperem na Mazury.
Zbiórka prowadzona jest za pośrednictwem Fundacji Siepomaga. Jej pierwotny cel wynosił około 1,2 mln zł, jednak wraz ze wzrostem kosztów terapii został zwiększony do 1,6 mln zł.
Do zamknięcia zbiórki brakuje obecnie 265 374 zł. Przy dotychczasowym tempie wpłat cel jest już blisko, ale leczenie wymaga zebrania pełnej kwoty.
Kornelia wciąż podkreśla, że nie chce się poddać.
– Każda wpłata i każde udostępnienie przybliża mnie do wygrania walki o życie i opowieści „Nie uwierzysz, co mnie kiedyś spotkało…” ze szczęśliwym zakończeniem.

Gazeta Mosińsko-Puszczykowska Lokalne wiadomości z Mosiny, Puszczykowa i regionu.
