Elżbieta Bylczyńska | poniedziałek, 5 Paź, 2009 |

Miejsce, o jakim marzyłam

Zofia Skibińska jest jedną z trzech osób, którym na uroczystej sesji Rady Miasta, 8 października br. przyznano tytuł „Zasłużony dla miasta Puszczykowa”.

Zofia Skibińska

W następnych numerach przybliżymy sylwetki Zdzisława Pałczyńskiego, znanego w kraju i za granicą pasjonata ptaków i miłośnika przyrody oraz ś.p. Franciszka Heigelmanna, człowieka o wielkim sercu, wspaniałego wychowawcy i przyjaciela młodzieży.

Rozmawiamy w domu państwa Skibińskich w Puszczykowie. W kominku trzaska ogień, a na  pufie, w pobliżu paleniska grzeją się dwa jamniki. Na mój widok zeskakują, szczekają i przewracają się na plecy. Nie ma mowy o rozpoczęciu rozmowy. Głośna, psia radość trwa do momentu, kiedy pan Wojciech przynosi dwie marchewki. Jest to jedyny sposób, żeby uciszyć gościnność zwierzaków.

Jest coś takiego w Puszczykowie

Zofia Skibińska urodziła się w Sichowie Dużym, szkołę podstawową i średnią skończyła w Busku Zdroju, Akademię Medyczną w Warszawie. Po studiach wyjechała na stypendium do Szczecinka.

– A w Szczecinku mieszkał Wojciech, mój przyszły mąż, opowiada. – Kiedy przywiózł mnie tutaj, żeby przedstawić swojej mamie, pokazał mi też jezioro Góreckie, Kociołek, Górę Pożegowską, Ludwikowo. I zakochałam się w tym terenie, zobaczyłam miejsce, o jakim marzyłam – piękną miejscowość blisko dużego miasta.

Jezioro Góreckie WPN

Jezioro Góreckie WPN

W roku 1976 młodzi lekarze osiedli w Puszczykowie. Pan Wojciech, który jest chirurgiem dostał pracę w puszczykowskim szpitalu.

– Ja zaczęłam pracować jako lekarz pediatra w Zakładzie Opieki Zdrowotnej Poznań – Wilda, który obsługiwał gminę Mosina i Puszczykowo, wyjaśnia pani Zofia.

Zakazana działalność

Państwo Skibińscy od początku uczestniczyli w życiu miasta, w czasach zrywów wolnościowych, po stanie wojennym zorganizowali w swoim domu przy ul. Granicznej tajną drukarnię. Byli przekonani, że nikt nie będzie podejrzewał ich o użyczenie domu na zakazaną działalność. Często nawet żartowali: kto by tam podejrzewał zwykłych lekarzy…

– Ale okazało się, że była wtyka i wpadliśmy. Mąż siedział w więzieniu, był to rok 1986, po miesiącu go wypuszczono. Widać było już wyraźnie, że Komuna się nie utrzyma, opowiada pani Zofia. – Kiedy w 1989 roku nastąpiły zmiany dr Zierhoffer, bardzo zaangażowany w sprawy kraju poprosił Wojciecha, żeby zajął się utworzeniem Komitetu Obywatelskiego.

Wojciech Skibiński był założycielem pierwszego komitetu na tym terenie, a żona bardzo mu w tym pomagała, współredagując także Biuletyn Informacji Komitetu Obywatelskiego w Puszczykowie.

Zofia Skibińska została radną pierwszej wolnej kadencji puszczykowskiego samorządu (na 20 miejsc w Radzie weszło wówczas 19 osób z Komitetu Obywatelskiego). W latach 1990 -1994 była przewodniczącą komisji rewizyjnej i pojednawczej, łagodząc spory i konflikty społeczne. Pracowała też w komisji pomocy charytatywnej – jako lekarz doskonale znała sytuację socjalną mieszkańców. Po czterech latach wycofała się i pomimo propozycji nigdy więcej nie startowała w wyborach do Rady Miejskiej.

– Dziesięć lat później doszliśmy do wniosku, że potrzebne jest gremium ludzi, którzy będą patrzyli na miasto z innej strony niż radni i burmistrz. Dlatego w roku 1999 powstało stowarzyszenie i gazeta zrzeszające ludzi, którzy mieli inny punkt widzenia.

Jezioro Kociołek w Wielkopolskim Parku Narodowym

Jezioro Kociołek w Wielkopolskim Parku Narodowym

Współtworzyła Stowarzyszenie Przyjaciół Puszczykowa i gazetę Kurier Puszczykowski, w której kilka lat pracowała jako redaktor naczelna. Obecnie jest skarbnikiem stowarzyszenia i wciąż bierze udział w przedsięwzięciach społecznych na rzecz miasta. A było ich przez lata tyle, że nie sposób wymienić. Tymi z niedawnej przeszłości są m. in. starania na rzecz wykupienia zakola Warty, ufundowania w Puszczykowie tablicy pamiątkowej Cyryla Ratajskiego i kamienia poświęconego pamięci papieża Jana Pawła II przy kościele Św. Józefa, pomoc w organizacji konkursów „Puszczykowo ogrodami słynie”.

Życie niesie niespodzianki

Zamierzała przejść na emeryturę, ponieważ uważała, że tak powinno być – człowiek po osiągnięciu wieku emerytalnego ma prawo do odpoczynku.

– Ale życie niesie niespodzianki…Przyjechała do mnie koleżanka z Torunia, chciałam zabrać ją do Opery, okazało się, że nic nie ma w Operze, Filharmonia zamknięta, a jedynym muzycznym wydarzeniem jest koncert charytatywny, na który bilety rozprowadza hospicjum. I poszłam po te bilety…

Od tego momentu dr Skibinska pracuje w domowym hospicjum dziecięcym, niesie pomoc całym rodzinom, nie tylko chorym dzieciom.

– Wobec dzieci medycyna jest już często bezradna, a rodzice żyją oderwani od świata, matka jest pielęgniarką przez 24 godziny, potrzebuje psychicznego wsparcia i kontaktów z ludźmi, w takiej rodzinie pracuje najczęściej tylko ojciec.

Dlatego matki czekały z radością (z kawą i ciastkiem) na panią doktor, która „obsługiwała” pacjentów mieszkających na terenie od Gniezna po Leszno. Praca trwała 12 godzin dziennie, trzeba było wiele godzin spędzać za kierownicą. Jako przyjaciel rodziny nie wyobrażała sobie nawet, że mogłaby nie pojechać na pogrzeb, kiedy dziecko umierało…

– Aż przyszedł moment, po kilku latach tej „emerytury”, że choroba nie pozwoliła mi dalej tak pracować, mówi pani Zofia.

Dzisiaj Zofia Skibińska w dalszym ciągu działa na rzecz hospicjum domowego przy ul. Bednarskiej w Poznaniu – jako wolontariusz. A Puszczykowo? Jest to wciąż najpiękniejsze miejsce na świecie, o które powinni dbać wszyscy mieszkańcy.

Elżbieta Bylczyńska

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena artykułu: 7.7/10 (Głosujących: 27)
Miejsce, o jakim marzyłam, 7.7 out of 10 based on 27 ratings

Elżbieta Bylczyńska

Redaktor naczelna Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej (lata 2007-2016)

Skomentuj