Wieści prasowe z XIX-wiecznej Mosiny Cz. 11: Garncarstwo i cegielnie

Gdy myślimy o zasobach naturalnych dawnej Mosiny, z pewnością nasuwa się skojarzenie z wydobywaną na Pożegowie gliną. W mieście istniał niegdyś cech garncarzy, który przez lata zwiększał swoją liczebność – w 1800 roku było ich dwóch, natomiast w 1819 – 22, a dziewięć lat później – 30. Ich głównym zajęciem była produkcja prostych naczyń kuchennych i dachówek1. Na rozwój przemysłu garncarskiego miało z pewnością wpływ otwarcie połączenia kolejowego Poznań-Wrocław w roku 1856. Świadczy o tym między innymi ogłoszenie prasowe z lipca 1867 roku, w którym swoje wyroby reklamował P. Brasch, właściciel mosińskiej cegielni. Dowiadujemy się z niego, iż „dla budowniczych poleca jak najtaniej cegłę z gliny garncarskiej, klinkiery I, II i III klasy jako też wyborną cegłę wydrążoną, bezpłatnie aż do dworca”2.

Kolejne tego typu ogłoszenie pochodzi z roku 1875, gdy to na łamach „Dziennika Poznańskiego” reklamowano „rury drenowe o 1 ½” do 6” średnicy do nabycia w fabryce parowej cegieł Ludwigsberg pod Mosiną”3, nie podając jednak właściciela wspomnianej fabryki. Jednym z wyrobników reklamujących swoje garncarskie wyroby był N. Wesołowski, który w 1880 roku oferował „piece białe, glinkowe, jasne, maczkowe i wiśniowe w wyborowym gatunku po cenie jak najtańszej”4. Na łamach wielkopolskiej prasy znajdziemy także reklamę produktów mistrza garncarskiego Jana Kordylewskiego, który sprzedawał swoje wyroby „po bardzo umiarkowanych cenach”. Wytwarzał piece kaflowe „podług najnowszego systematu” oraz doniczki do kwiatów „od największych do najmniejszych”5. Położoną na Budzyniu cegielnię kupca Brascha nabył w sierpniu 1889 roku mistrz garncarski z Poznania nazwiskiem Klichowski6. W ten oto sposób zetknęły się ze sobą świat przemysłu oraz rzemieślniczej pracy, na mosińskim poletku odzwierciedlający tendencje światowej gospodarki drugiej połowy XIX stulecia.

„Dziennik Poznański”, 09.07.1867, R. 9, nr 154
„Dziennik Poznański”, 09.07.1867, R. 9, nr 154
„Dziennik Poznański”, 25.02.1886, R. 28, nr 45
„Dziennik Poznański”, 25.02.1886, R. 28, nr 45

Skoro mowa o cegielniach, to na pierwszy plan wysunęła się niewątpliwie fabryka Maksymiliana Perkiewicza z Pożegowa, prosperująca także w dwudziestoleciu międzywojennym. W lutym 1886 roku zamieszczono ogłoszenie prasowe reklamujące, iż „Cegielnia Ludwigsberg pod Mosiną” miała na zbyciu „rury drenowe najlepszego gatunku” po „tanich cenach”7. Z krótkiego komunikatu wyczytać możemy, że produkcja musiała ruszyć wcześniej, skoro w lutym 1886 roku można było nabyć resztki tej serii produktów pożegowskiej cegielni. W Mosinie obowiązywała dotąd wersja, że cegielnia ta miała być założona w roku 18868, co w świetle przedstawionych przesłanek każe podważać podawane na stronach internetowych ustalenia. Sam Maksymilian Perkiewicz należał do ludzi zamożnych, skoro w 1894 roku nabył za 38.050 marek posiadłość na poznańskiej Wildzie9, a w 1906 roku wszedł w posiadanie cegielni Weidemanna i Pornitza na Starołęce za niebagatelną sumę 200.000 marek10. W pożegowskiej fabryce wytwarzano między innymi klinkiery do budowli wodnych, cegły i dachówki w „najrozmaitszych formach i wielkościach”11, które otrzymały pochlebne recenzje na Poznańskiej Prowincjonalnej Wystawie Przemysłowej w roku 1895. Perkiewicz zdobywał również urzędowe patenty na swoje wyroby, w tym między innymi „za wynalezienie środka zapobiegającego rozlewaniu się wyrobów glinianych przy wypalaniu”12 oraz „na matryce do wciskania ozdób na świeżych i niewypalanych jeszcze wyrobach z gliny”13.

„Wielkopolanin”, 31.01.1909, R. 27, nr 25
„Wielkopolanin”, 31.01.1909, R. 27, nr 25

Przemysłowa produkcja w mosińskiej cegielni Maksymiliana Perkiewicza to nie tylko zdobywające uznanie wyroby, ale także nieszczęścia przytrafiające się w dobie mniejszej świadomości zasad bezpieczeństwa pracy. W lutym 1905 roku na łamach prasy odnotowano dwa wypadki ze skutkiem śmiertelnym. Najpierw zginał robotnik Schütz z Baranowa, który „zajęty wydobywaniem gliny, został przez oberwanie się ziemi przysypanym, która mu tak żebra 1 piersi pogniotła, że wkrótce żyć przestał”14. Kilka dni później „przy kopaniu gliny w jednej z jam bryłą glinianą przyduszony”15 został robotnik nazwiskiem Szylwa. Szybko pospieszono mu z pomocą i wyciągnięto z dołu, ale lekarz nie chciał się podjąć operacji na miejscu. Poszkodowanego zawieziono zatem do Poznania, gdzie po kilku godzinach zakończył życie. Na terenie cegielni zdarzały się również wypadki niespowodowane warunkami pracy, tylko zwykłą lekkomyślnością. W lipcu 1899 roku bawiło się tam kilkoro dzieci, jeżdżąc w wagonikach żelaznej kolejki. Zabawa polegała na tym, że troje z nich wsiadało do wagoniku, a jeden go popychał. Rozpędzony w ten sposób wehikuł przewrócił się, wypadł z szyn, przygniótł chłopców i zranił jedną dziewczynkę. Na uwagę zasługuje ciekawa forma czasownika użyta przez sprawozdawcę do opisania tego nieszczęścia – otóż wagonik „zaaił”16 dziewczynkę. Czasownik pochodził od potocznego określenia na ranę, używanego przez małe dzieci – „ałka”. Inny wypadek na terenie cegielni Perkiewicza miał miejsce w lipcu 1916 roku i relacji prasowej został zatytułowany: „w czasie burzy nie telefonować!”17. Otóż w trakcie trwającej nawałnicy właściciel zakładu rozmawiał przez telefon ze swoim pracownikiem, gdy nagle „obaj ogłuszeni zostali falą iskier telefonicznych i runęli na ziemię. Minęła dłuższa chwila czasu, zanim przyszli do siebie”.

Nieszczęśliwy wypadek dzieci bawiących się na wagonikach cegielni w lipcu 1899 roku. Rys. Roman Czeski
Nieszczęśliwy wypadek dzieci bawiących się na wagonikach cegielni w lipcu 1899 roku. Rys. Roman Czeski

W ramach cyklu „Wieści prasowych…” stale podkreślamy, że wycinki z gazet z epoki to zaledwie fragmenty sytuacji życiowych, które przebijały się do opinii publicznej z powodu sensacji, jakie wzbudzały. Stąd trudno odczytać z gazet pełny obraz sytuacji zakładów Maksymiliana Perkiewicza oraz warunków pracy tam panujących. Przypominamy te założenia w tym miejscu, ponieważ w dalszej części artykułu skupimy się na negatywnych aspektach pracy w Cegielni Ludwigsberg, jakie zostały przedstawione na łamach wielkopolskiej prasy z epoki. Przeplatane one były sprostowaniami autorstwa samego Perkiewicza, stąd trudno o jednoznaczny obraz położenia robotników mosińskiego zakładu. Łatwo rzucać oskarżenia i równie łatwo im zaprzeczać nawet, jeśli były prawdziwe. Stąd momentami jesteśmy zdani na podania z cyklu „słowa przeciwko słowom”. Niemniej nawet przy takim założeniu podania prasowe przybliżają nam pewien klimat epoki oraz tematy, jakimi żyła ówczesna opinia publiczna w Wielkopolsce.

W sierpniu 1905 roku w Puszczykowie miało miejsce zebranie Polskiego Związku Zawodowego, na którym zgromadziło się około 60 uczestników. Informacja ta może na pierwszy rzut oka nie mieć za wiele wspólnego z zakładami Perkiewicza, gdyby nie późniejsze odniesienie się do całej sprawy przez samego właściciela mosińskiej cegielni. Oddajmy głos jednemu z mówców, który w trakcie zebrania Związku „skarżył się na pewnego pracodawcę Polaka w Mosinie, który oświadczył swym robotnikom, że pod karą utraty pracy nie wolno im należeć do Związku. Pan ten również zakazuje pono czytania gazet polskich!”18. Do słów tych odnosił się 1 września tego samego roku Maksymilian Perkiewicz przekonując, że od kiedy w Mosinie w roku 1901 założone zostało Katolickie Towarzystwo Robotników Polskich, większość załogi jego zakładu przystąpiła do tego związku za jego pozwoleniem. Problemy zaczęły się według niego wtedy, gdy pracownicy pożegowskiej cegielni byli podburzani przez członków Polskiego Związku Zawodowego do występowania z katolickiego związku, co nie podobało się również załodze. Perkiewicz referował dalej, iż „w porozumienia się z ówczesnym ks[iędzem] prob[oszczem] Robowskim byłem naturalnie przeciwnym takim machinacjom, zakazałem moim robotnikom słusznie przystępować do tego nowo organizującego się Tow[arzystwa], które nieprzyjaźnie operowało naprzeciw nowo co dopiero założonemu Towarzystwa Katolickich Robotników Polskich w Mosinie”19. Doniesienie o rzekomym zakazie czytania polskich gazet przez robotników cegielni był według właściciela „wyssanym z palca”. Czytając te relacje prasowe możemy mieć wrażenie, że robotnikom cegielni wcale nie powodziło się tak źle, jak opisywała to lokalna prasa, a zarzuty wobec Perkiewicza były pokłosiem konfliktu między dwoma lokalnymi towarzystwami robotniczymi. Pięć lat później sytuacja znacznie się zaostrzyła, co spowodowała głośny strajk szeroko relacjonowany na łamach ówczesnych gazet.

Rankiem 2 czerwca 1910 roku w mosińskich cegielniach Perkiewicza oraz Taczanowskiej wybuchł strajk robotników zrzeszonych w Zjednoczeniu Zawodowym Polskim. Powodem były niesprawiedliwe zarobki oraz warunki pracy. Na łamach „Postępu” opisano, że żonatym robotnikom z czwórką dzieci wypłacane były głodowe pensje, a niektóre dziewczęta zmuszane były do pracy do godziny pierwszej w nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę, natomiast przed samą Wielkanocą – do 2:0020. Tydzień pracy miał wynosić nawet 90 godzin i nie dość, że nie wypłacano godnego wynagrodzenia, to jeszcze potrącano kary pracownikom. W obydwu cegielniach pracę wypowiedzieć miało 300 osób. Autor podania apelował na łamach prasy: „robotników z okolicy i dalszych miejscowości uprasza się, aby nie podejmowali pracy w cegielniach strajkiem objętych i nie utrudniali słusznej walki o chleb powszedni biednych współbraci roboczych. Strajk wybuchł również po cegielniach w Starołęce, Ratajach i Żegrzu”21. Eskalacja ta miała miejsce 6 czerwca i objęła także poznański zakład Perkiewicza, który nabył on w roku 1906. Natomiast w Mosinie sytuacja nie uspokajała się – w kolejnych dniach jeden ze związkowców informował na łamach prasy, iż „pan Perkiewicz okazuje się skłonnym do ustępstw, lecz jak to często się zdarza, dla niezrozumienia sprawy, nie chce w układy wchodzić z organizacją, tylko z robotnikami. Ciekawa rzecz, że dotąd wyzyskiwano robotników i nie dbano o niego, a obecnie, kiedy się nimi zajęło Zjednoczenie, to od razu tylko robotnik do układów dobry”22.

Strajkujący robotnicy cegielni Perkiewicza w 1910 roku
Strajkujący robotnicy cegielni Perkiewicza w 1910 roku. Rys. Roman Czeski.

Właściciel mosińskiej cegielni przesłał do gazety „Postęp” krótkie pismo, w którym dementował wszystkie zarzuty pod swoim adresem, domagając się sprostowania „nieprawdziwych i zmyślonych” informacji. Perkiewicz nie wykluczał podjęcia stosownych kroków prawnych wobec osób rozpowszechniających rzekomo fałszywe doniesienia. Nie odniósł się jednak do żadnych konkretów, określając wszystkie zarzuty mianem „nieprawdziwych doniesień”23. Na łamach prasy trwała wymiana zdań między Perkiewiczem a członkami Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, którzy byli inicjatorami strajku. Jest to dosyć obszerna korespondencja, więc postaramy się uwypuklić jej najważniejsze punkty. Po tygodniu strajku w Mosinie nadal nie doszło do porozumienia – robotnicy nie chcieli wrócić do pracy bez polepszenia wynagrodzeń, które według pracodawców miały być wystarczające. Związkowcy mieli dysponować dowodami na faktyczną wysokość wypłat mosińskich robotników i podawali je do publicznej wiadomości. W cegielniach objętych strajkiem, w tym także tych będących własnością Perkiewicza, rozdawano pismo, w którym straszono robotnikom zwolnieniem, jeśli nie stawią do pracy do 11 czerwca. Ponadto „grożono robotnikom, że jeżeli do pracy się nie stawia, to każe im się marne zagonki kartofli, jakie posiadają, zaorać za karę. To nie nazywa się terroryzmem, ale robotnicy terroryzują przedsiębiorców, gdy nie chcą 6 dni za kilka trojaków pracować” 24. 14 czerwca w Mosinie robotnik Jeżewski wiózł cegły z mosińskiego zakładu na dworzec, gdy „napadli go rzekomo z zasadzki strajkujący robotnicy Stanisław Kuźma, Jan Konoprzycki, Józef Majchrzak z Mosiny i Antoni Growiński z Pożegowa i pobili do tego stopnia, że musiano oddać go w opiekę lekarską”25. Sprawy wydawały wymykać się spod kontroli: gromada około 450 strajkujących miała tłuc szyby domów kolonii robotniczej, a nawet oddawać strzały z broni palnej. Nikt nie ucierpiał, jednak do Mosiny sprowadzono posiłki w postaci 22 żandarmów celem przywrócenia porządku.

25 czerwca strajk nadal trwał, jednak doszło do próby mediacji. O 16:00 na sali Stefanowicza w Mosinie odbyło się spotkanie 200 strajkujących, któremu przewodniczył druh Kwiatkowski ze Zjednoczenia Zawodowego Polskiego. Sytuację robotników omawiał z kolei poseł Stanisław Nowicki. Na drugie zebranie o godzinie 19:30 przybył mosiński proboszcz, ksiądz Erazm Kałkowski, który „musiał nabrać sumiennego przekonania, że biednemu robotnikowi w Mosinie było niemożliwym dłużej dźwigać to jarzmo nędzy i krzywdzącego ucisku przy ciężkiej ponad siły pracy w wyżej wymienionych cegielniach”26. Głos zabrali robotnicy, którzy wypowiadali swoje skargi pod adresem pracodawców – Taczanowskiej i Perkiewicza. Relacjonowano między innymi, iż „pewnego schorzałego robotnika, po kilkoletniej pracy wyrzucono po prostu z cegielni”, że Perkiewicz miota przekleństwa na pracujących i nakłada na nich nieproporcjonalnie wysokie kary za szkody w wytwarzanych cegłach, dachówkach i rurach. Robotnicy pracowali w nieludzkich godzinach: często od 3:00 do 22:00, a zarobki nie wystarczały im na „przyodzianie siebie i rodziny”. W dalszej części relacji dowiadujemy się, że „Perkiewicz zaprzecza wszelkim skargom, twierdząc, że jego robotnikom bardzo świetnie się wiedzie, a nawet niektórym gazetom groził procesem. Na wytoczenie skargi czekają tylko pokrzywdzeni robotnicy i robotnice, aby tą drogą świat się dowiedział, jak w obecnych czasach kultury i równouprawnienia biedny robotnik przez swego chlebodawcą jest traktowany”. Ksiądz Kałkowski przemawiał na samym końcu zebrania i zaznaczał, że w zupełności rozumiał stanowisko strajkujących, prosząc ich równocześnie o „spokojne i godne” zachowanie. Przedstawione na zebraniu skargi dementował ogólnikowo Maksymilian Perkiewicz, pisząc między innymi, że „stosunki [pracy] są zupełnie oszpecono przedstawione”27. Tymczasem sprowadzeni do Mosiny żandarmi mieli pomagać w pracy w cegielni oraz naganiali do pracy ludzi, których określono mianem „łamistrajków”. 18 lipca w okolicach dworca kolejowego w Mosinie ktoś strzelał wieczorem z zarośli do żandarmów – jeden z nich został ranny w ramię. Sprawcy nie udało się ująć28.

Strajk w cegielni Perkiewicza miał swoje dalsze reperkusje – we wrześniu 1910 roku skazano redaktora Władysława Karpińskiego za obrazę żandarmów na łamach prasy, gdzie nazwał ich „łamistrajkami”, za co został skazany na 300 marek grzywny29. 28 listopada tego samego roku „robotnicy Jan Werner i Andrzej Poprawka stanęli przed sądem za udział w zbiegowisku, opór przeciw władzy i uszkodzenie przedmiotów”30. W lipcu żandarmi eskortowali kilkanaście robotnic, które miały być przyjęte do pracy w mosińskiej cegielni, gdy zebrało się zbiegowisko strajkujących. Szydzili i hałasowali, a przy aresztowaniu Jan Werner stawiał czynny opór. Został skazany na 5 tygodni więzienia, natomiast Andrzej Poprawka na dwa tygodnie. Procesu sądowego nie uniknął też sam Perkiewicz – 20 sierpnia 1910 roku procesował się doktorem Sterzem, zatrudnionym w fabrycznej kasie chorych. Właściciel cegielni nie chciał zgodzić się na podwyższenie jego honorarium, co spowodowało konflikt i „wzajemne obrażanie się” w prowadzonej korespondencji. Doktor Sterz przesłał Perkiewiczowi liczące 16 stron pismo, w którym zarzucał mu, iż był „pozbawionym uczuć ludzkich, dalej, że poszkodował kasę karząc leczyć swych robotników rolnych na koszt kasy fabrycznej”31. Podczas procesu lekarz reagował bardzo emocjonalnie, a także obrażał Perkiewicza z wzajemnością. „Ostatecznie lekarz tak się uniósł, że przewodniczący musiał go energicznie upominać, czym się czuł tak dotkniętym, iż po kilku uszczypliwych uwagach z głośnym >>adieu<< opuścił salę sądową”. Sąd po czterogodzinnej rozprawie zwolnił z kary obydwie strony, uznając, że „działały w uprawnionym interesie” mimo rzucanych wzajemnie kalumnii.

Wspomnieliśmy kiedyś, że w historiografii koniec XIX stulecia przyjmuje się umownie na rok 1918, gdy ustały działania na frontach I wojny światowej. Ostatnie miesiące Wielkiej Wojny zapisały się szczególnie tragicznie dla Maksymiliana Perkiewicza. W nocy z 10 na 11 lipca 1918 roku spłonęła jego cegielnia – „nie zdołano nic uratować. Pozostały jedynie nagie mury”32. Pożar wybuchł około 23:30, a miejscowym strażakom udało się uratować jedynie kryty papą dom mieszkalny. Spłonęły „zabudowania z wszystkimi piecami, warsztatami, maszynami i przynależnościami”33. Przyczyna pożaru był grom, który miał wywołać tak zwane „krótkie spięcie”. To bardzo symboliczne zakończenie XIX wieku dla Maksymiliana Perkiewicza nie było jednak końcem jego zakładu, który mimo zniszczeń prosperował dalej w dwudziestoleciu międzywojennym, jednak to opowieść na zupełnie inny artykuł.

Wojciech Czeski

1 J. Łojko, J. Stępień, Zarys dziejów Mosiny i okolic (do 1945 r.), Mosina 1992, s. 37.

2 „Dziennik Poznański”, 09.07.1867, R. 9, nr 154.

3 „Dziennik Poznański”, 30.07.1875, R. 17, nr 171.

4 „Orędownik: pismo poświęcone sprawom politycznym i społecznym”, 02.12.1880, R. 10, nr 144.

5 „Wielkopolanin”, 24.10.1888, R.6, nr 245.

6 „Kurier Poznański”, 06.08.1889, R.18, nr 178.

7 „Dziennik Poznański”, 25.02.1886, R. 28, nr 45.

8 https://www.facebook.com/GaleriaMosina/posts/kolejne-spotkanie-z-historią-może-wywoła-jakieś-wspomnienia-może-zechcą-je-państ/1243879614411861/ [dostęp: 10.07.2026 19:20].

9 „Kurier Poznański”, 27.05.1894, R. 23, nr 118.

10 „Postęp”, 06.02.1906, R.17, nr 28.

11 Katalog urzędowy drugiej Poznańskiéj Prowincyonalnéj Wystawy Przemysłowej 1895 z przewodnikiem po mieście Poznaniu i poglądem historycznym na stósunki przemysłowe prowincyi, Poznań 1895, s. 82.

12 „Przyjaciel Ludu: najstarsze i najtańsze pismo codzienne dla ludu polskiego”, 21.10.1905, R. 45, nr 126.

13 „Kurier Poznański”, 11.10.1907, R.2, nr 234.

14 „Postęp”, 12.02.1905, R. 16, nr 35.

15 „Przyjaciel Ludu: najstarsze i najtańsze pismo codzienne dla ludu polskiego”, 21.02.1905, R.45, nr 22.

16 „Wielkopolanin”, 25.07.1899, R.17, nr 167.

17 „Wielkopolanin”, 09.07.1916, R.34, nr 154.

18 „Przyjaciel Ludu: najstarsze i najtańsze pismo codzienne dla ludu polskiego”, 17.08.1905, R. 45, nr 98.

19 „Postęp”, 06.09.1905, R.16, nr 203.

20 „Postęp”, 07.06.1910, R.21, nr 128.

21 Tamże.

22 „Postęp”, 08.06.1910, R.21, nr 129.

23 „Postęp”, 10.06.1910, R.21, nr 131.

24 „Orędownik: pismo dla spraw politycznych i społecznych”, 14.06.1910, R.40, nr 134.

25 „Orędownik: pismo dla spraw politycznych i społecznych”, 19.06.1910, R.40, nr 139.

26 „Postęp”, 28.06.1910, R. 21, nr 146.

27 „Postęp”, 03.07.1910, R. 21, nr 150.

28 „Postęp”, 23.07.1910, R. 21, nr 167.

29 „Postęp”, 20.09.1910, R.21, nr 215.

30 „Orędownik: najstarsze ludowe pismo narodowe i katolickie w Wielkopolsce”, 29.11.1910, R.40, nr 273.

31 „Orędownik: pismo dla spraw politycznych i społecznych”, 21.08.1910, R.40, nr 191.

32 „Postęp”, 13.07.1918, R.29, nr 158.

33 „Goniec Wielkopolski: najtańsze i najstarsze pismo codzienne dla wszystkich stanów”, 13.07.1918, R.41, nr 158.

Autor Wojciech Czeski

Autorem wpisu jest: Wojciech Czeski, dziennikarz Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej

Sprawdź również

Archeolodzy odkryli cmentarzysko kurhanowe pod Racotem - widok z drona

Sensacyjne odkrycie pod Racotem. Archeolodzy odsłaniają kolejne tajemnice pradziejowej Wielkopolski

Na łąkach w pobliżu Racotu archeolodzy prowadzą badania nieznanego wcześniej cmentarzyska kurhanowego, odkrywając kolejne zabytki …

Dodaj komentarz