Wielkopolski Park Narodowy zasypał dojścia do dzikich plaż nad Jeziorem Jarosławieckim. Mieszkańcy nie kryją oburzenia

Wielkopolski Park Narodowy zablokował dojścia do miejsc kąpielowych nad Jeziorem Jarosławieckim. Decyzja wywołała reakcje mieszkańców, a dyrekcja Parku tłumaczy ją koniecznością ochrony cennych siedlisk i przestrzeganiem obowiązującego zarządzenia dyrektora WPN.

Zasypali dojścia do plaż nad Jeziorem Jarosławieckim

Prace przeprowadzone przez Wielkopolski Park Narodowy nad Jeziorem Jarosławieckim wywołały falę komentarzy wśród mieszkańców regionu. Zasypanie i zatarasowanie części nieformalnych dojść do wody stało się przedmiotem gorącej dyskusji.

Zdjęcia przedstawiające gałęzie, korzenie i pozostałości roślinne ułożone przy dawnych wejściach na tzw. dzikie plaże pojawiły się na jednej z lokalnych grup na Facebooku. Autor wpisu napisał: „Jezioro Jarosławieckie i jego nowy krajobraz powstały na skutek walki nowszego kochanego WPN z zakazem kąpieli na tym akwenie wodnym”.

Pod wpisem pojawiły się dziesiątki komentarzy. Część mieszkańców krytykuje sposób działania Parku. „Boże, serce pęka jak się na to patrzy…” – napisała jedna z mieszkanek. Inna osoba dodaje: „30 lat tam się kąpię i nadal będę to robił”.

Mieszkańcy zwrócili również uwagę na utrudnione dojścia do wodopojów dla zwierząt oraz to, że przy budowie zasieków przy pomocy ciężkiego sprzętu, zdewastowano również darń i lokalną florę.

– „Podjęte przez Państwa działania spowodowały większą szkodę w środowisku naturalnym niż, gdybyście ich zaniechali. (…) Czy dysponujecie naukowymi dowodami (popartymi w literaturze przedmiotu), że rozrzucenie pozostałości po wycince drzew, zdarcie ściółki leśnej i uszkodzenie korzeni przez maszyny jest najlepszą opcją w rozwiązaniu problemu turystów nad jeziorem? Co ze zwierzyną leśną, która utraciła dostęp do wody?” – zwraca uwagę Pan Adrian.

Oficjalne stanowisko Wielkopolskiego Parku Narodowego

Do sprawy odniosła się dyrekcja Wielkopolskiego Parku Narodowego. Jak poinformowano, prace przeprowadzono „w celu uniemożliwienia korzystania z akwenu w sposób niezgodny z jego przeznaczeniem”.

Park przypomniał, że zgodnie z zarządzeniem dyrektora WPN z 1 marca 2018 roku jedynym miejscem przeznaczonym do kąpieli nad Jeziorem Jarosławieckim jest teren dotychczasowej plaży strzeżonej.

Według WPN przez lata wokół jeziora powstawały kolejne nielegalne miejsca wypoczynku.

„Każdego roku dookoła jeziora powstawały kolejne tzw. dzikie plaże ze szkodą dla trzcinowisk, lasu, a przede wszystkim dla całego ekosystemu jeziora. W efekcie powstały place wydeptanej ziemi pozbawionej roślinności, która ulega erozji, zaśmiecanie, załatwianie potrzeb fizjologicznych, grillowanie, hałas i presja ludzi praktycznie wokół całego jeziora” – wyjaśnia dyrekcja.

Park podkreśla również, że „ekoton pomiędzy ekosystemami lasu i jeziora w tych miejscach przestał istnieć”, a skutkiem jest stopniowe zanikanie gatunków, dla których ochrony został powołany Wielkopolski Park Narodowy.

W stanowisku przypomniano także o działaniach związanych z czynną ochroną przyrody. WPN wskazuje między innymi na odtwarzanie siedlisk płazów, ochronę traszki grzebieniastej i kumaka nizinnego czy tworzenie miejsc dla rybitw.

„W Parku prowadzonych jest szereg badań naukowych, które potwierdzają zwiększającą się różnorodność biologiczną i skuteczność działań ochronnych prowadzonych od założenia Parku” – dodaje dyrekcja.

Przedstawiciele WPN odnieśli się również do emocjonalnych komentarzy pojawiających się w internecie.

„W czasach deklarowania przywiązania do środowiska przyrodniczego prosimy więc o zrozumienie, a nawet wsparcie. A jeśli nie, to choć o powstrzymanie się od obraźliwych komentarzy, powtarzania nieprawdziwych insynuacji i snucia teorii spiskowych ukrytych pod «bezpiecznymi» nickami” – czytamy w komunikacie.

Dyskusja wokół Jeziora Jarosławieckiego pokazuje, że od lat ścierają się dwa spojrzenia na funkcjonowanie Wielkopolskiego Parku Narodowego. Z jednej strony mieszkańcy przywiązani do miejsc, z których korzystali przez dziesięciolecia, z drugiej instytucja odpowiedzialna za ochronę siedlisk i gatunków.

Jak informowaliśmy na łamach GMP, działania i decyzje władz Wielkopolskiego Parku Narodowego już wcześniej wywoływały dyskusje. Tym razem emocje wzbudził nie sam zakaz korzystania z dzikich plaż, lecz przede wszystkim sposób jego wyegzekwowania.

Jedno z dawnych dojść do dzikiej plaży zatarasowane gałęziami i korzeniami. Dojścia do nieoficjalnych kąpielisk zostały również zablokowane w pozostałych miejscach nad Jeziorem Jarosławieckim
Jedno z dawnych dojść do dzikiej plaży zatarasowane gałęziami i korzeniami. Dojścia do nieoficjalnych kąpielisk zostały również zablokowane w pozostałych miejscach nad Jeziorem Jarosławieckim; fot. Grupa Puszczykowo, Facebook
Jezioro Jarosławieckie WPN - ablokowana dzika plaża
Wielkopolski Park Narodowy tłumaczy działania ochroną ekosystemu jeziora Jarosławieckiego; fot. Grupa Puszczykowo, Facebook
Jezioro Jarosławieckie, Wielkopolski Park Narodowy
Jezioro Jarosławieckie, Wielkopolski Park Narodowy – jedna z dzikich plaż w sezonie letnim  (archiwum)

Autor Redakcja GMP

Autor: Redakcja Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej.

Sprawdź również

Dominik Michalak, burmistrz Gminy Mosina.

„Burmistrzem się bywa, mieszkańcem się jest” – wywiad z burmistrzem gminy Mosina Dominikiem Michalakiem

Trzy lata temu przejął stery w gminie, którą zna od urodzenia. Dominik Michalak, burmistrz Mosiny, …

15 komentarzy

  1. Myślę, że władze ościennych gmin, gdyby chciały mogłyby doprowadzić do zmian w dyrekcji WPN, które traktują obszar, którym mają zawiadywać jak prywatny folwark. Oto krótki przegląd decyzji dyrekcji WPN i ich skutki:
    1. Wyrzucenie dzieci z ośrodka sanatoryjnego położonego nad jeziorem Góreckim – po to aby zrobić tam bliżej nieokreślone nie wiadomo co; 2. Zamknięcie kąpielisk nad jeziorem Góreckim, Jarosławskim – teraz napowietrzają jezioro mechanicznie za ciężkie pieniądze bo wszystko im gnije, a ludzie, kąpiąc się napowietrzali jezioro za darmo; 3. Zakaz wjazdu rowerami na szlaki w parku, 4. Dziwne odłowy ryb z jezior – tylko dla uprzywilejowanych itd. Ja rozumiem ochronę przyrody, ale po co nam przyroda, jak nie można jej podziwiać. Chyba, że chodzi o to aby panowie z WPN mieli ciszę i spokój, bo po co im mają przeszkadzać turyści. Sugeruję bardziej stanowcze działania władz gminnych aby pogonić to towarzystwo wzajemnej adoracji zawłaszczające sobie tereny w imię ich ochrony.

    11
    4
  2. Zamiast populistycznych wpisów proponuję zapoznać się z uzasadnieniem tejże decyzji i działań
    https://wpn.gov.pl/aktualnosci/stanowisko-wielkopolskiego-parku-narodowego-dotyczace-dzialan-nad-jeziorem-jaroslawieckim

    Co do porodzenia się rowerem to również proszę trzymać się faktów- jazda jest zabroniona na szlakach pieszych, a nadal oczywiście dozwolona na tych rowerowych. To co się działo w zakresie rowerem szczególnie na Goreckim wołało o pomstę do nieba. Co niektórzy mylili szlak na nim z singlami.

    A to że zasypano ? Skoro część społeczeństwa nie respektuje ogólnych zasad to jedynie fizyczną bariera może to pomóc. To jak z ograniczeniem prędkości np na Strzeleckiej-skończyło się progami/poduszkami zwalniającymi bo to na niektórych jedyny sposób.

    9
    6
    • Jakby nie było ludzi z podejsciem „30 lat tam sie kapie i bede to robil nadal” to nie musieliby zasypywać. Proste. Park nie jest dla ludzi tylko dla roslin i zwierzat

      4
      3
  3. Generalnie funkcjonowanie WPN jest dość naciągane. Patrząc na inne parki narodowe, albo chociażby okoliczne rezerwaty wartość przyrodnicza tego miejsca jest dyskusyjna. Rozumiem potrzebę ochrony przyrody, ale co w tym miejscu jest chronione? Parę pagórków, które wyrzeźbił lodowiec i jezior, które przy obecnych zasadach funkcjonowania parku trzeba sztucznie napowietrzać, żeby utrzymać w nich jakiekolwiek życie. Unikatowych gatunków roślin czy zwierząt w WPN brak, zapierających widoków też. Bez dopowiedzenia historii o lodowcu wartość turystyczna tego miejsca jest raczej niewielka. Nie jestem za zmiana statusu WPN, ale powinno się szukać rozwiązań, które będą budowały jego wartość przyrodniczą, czy turystyczna zamiast wprowadzać i egzekwować kolejne zakazy.
    Odnośnie rowerzystów czy nad Góreckim, czy w innych miejscach – jazda jak po singlach skutkuje co najwyżej konfliktem z pieszymi, ale na przyrodę wpływ ma znacznie mniejszy, niż pickupy w dieslu wykorzystywane przez straż parku, żeby tych rowerzystów wyłapać. To kolejny przykład działania, które prowadzone przez WPN robi więcej szkód, niż to przed czym próbują chronić. Poza tym, jeśli problemem jest niebezpieczna jazda pomiędzy pieszymi, to jaki jest sens czatowania na rowerzystów przez straż w środku tygodnia w godzinach wcześnoporannych. Nie raz już byłem świadkiem jak czają się między Kociołkiem a Góreckim w tygodniu, w godzinach 7:00-8:00, kiedy pieszych nie było tam w ogóle.

    5
    3
    • Wartość tego miejsca jest dyskusyjna. Piszę Pan Anonim. Szanowny Panie Anonimie. Zanim napisze Pan coś takiego proszę skorzystać z google, GPT, gemini, czy innych narzędzi lub chociażby Wikipedii. Dowie się Pan wtedy jaka była geneza powstania Parku i co chroni.

      2
      2
    • „ Odnośnie rowerzystów czy nad Góreckim, czy w innych miejscach – jazda jak po singlach skutkuje co najwyżej konfliktem z pieszymi,”

      Tu nie o konflikt a o bezpieczeństwo chodzi. Jak ktoś wyskoczy na hopce nad Goreckim i z drugiej strony tejże uderzy pieszego to może nawet zabić taką osobę. Należy być totalnym ignorantem aby tego nie dostrzegać. Dlatego single w górach są jednokierunkowe i nikt po nich nie łazi chyba że jest samobójcą . Tutaj to szlak pieszy. Biegam po WPN’ie i jeżdżę w nim na rowerze. Respektuje zasady gdzie mogę to robić. Żyje, korona mi z głowy nie spadła.

      5
      1
    • Na bezrybiu… Na tle silnie przekształconej (głównie rolniczo) Wielkopolski jak najbardziej jest co chronić. Dlaczego parki miałyby być tylko w górach i coraz bardziej trzebionych puszczach na wschodzie? Problemem jest bliskość dużego miasta i rozrastające się sypialnie. Przy okazji park chroni ten teren przed wykopaniem wielkiej dziury w celu wydobycia nieszczęsnego węgla brunatnego.

  4. Chciałem się zgłosić do WPN na wolontariat. Wypełniłem już nawet pismo z ich strony. Właśnie się rozmyśliłem.
    Aha i te parkometry w buszu, żeby wycisnąć z ludzi ile się da i gdzie się da, to jawne przegięcie. Ceny są wysokie, za wysokie. Mamy do czynienia z niestrzeżonym, nieutwardzonym, dziurawym parkingiem, gdzie jedyną atrakcją jest las i jezioro… do tego nagonka na rowerzystów. Zaraz pewnie będzie nagonka na ludzi spacerującymi z psami, bo ktoś nie posprzątał, potem z dziećmi bo robią hałas. Powiedzmy sobie szczerze, ten park ma niską wartość turystyczną i przyrodniczą. Nie ma tam bardzo ciekawych gatunków do zobaczenia i miejsc do odwiedzenia. Widzę natomiast, że wkradło się tam kolesiostwo. My możemy wszystko, turysta nie może nic. Takie kółko wzajemnej adoracji mające się poza wszystkimi. Wszędzie obszary ochrony ścisłej. Wydaje mi się, że są bardziej dla wygody dyrekcji i pracowników parku aniżeli faktycznej ochrony środowiska. Skoro tak bardzo przeszkadzają wam turyści to może zamknijcie to wszystko, odgródźcie wysokim płotem i wpuszczajcie tylko za opłatą (zawyżoną rzecz jasna). Brzmi absurdalnie, ale obawiam się, że podsunąłem wam właśnie niezły pomysł…

    6
    3
  5. Osobiście popieram działania WPN, bo przyroda w tym przypadku jest na pierwszym miejscu. Niestety takie są czasy, że ludziom wydaje się że wszystko mogą, wszystko sie należy i ich racja jest najważniejsza. Gdzieś mam czy ktoś z psem ma dostęp do wody, czy Kewinek i Dżesika mają gdzie sie z ręcznikami rozłożyć – należy szanować zasady miejsca w którym jest się tylko gościem.

    4
    2
  6. Gdzie jest ten chłopiec...?

    Pamiętam jak w latach 90. na plażę podjechało paru łebków maluchem pod samą linię wody i zrzucili do niej z dachu bryłę styropianu wielkości tej fury. Pobawili się, a tydzień później plaża była biała od kulek, a bryła pływała gdzieś w trzcinach. Ci sami pewnie się tu teraz oburzają w komentarzach.

Dodaj komentarz